Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

niedziela, 21 sierpnia 2005

Yatzkowe przygody spadochronowe, czyli moje pierwsze ratowanie

-

----- Sierpień 2005 -----


W poprzednim odcinku opisałem mój pierwszy raz ze spadochronem głównym. Ale jako że zabieramy do góry zawsze dwa spadochrony - główny i zapasowy, to czasem się zdarza, że ten zapasowy też przychodzi nam użyć. No i mi tak przyszło, by nie rzec - przyleciało... ;-) 

Właściwie, to stało się tak na moje wyraźne życzenie, choć bynajmniej nie tak bym chciał użyć zapasu, ale zabawa z głównym do tego doprowadziła, a ja byłem na to przygotowany. Dość powiedzieć, że napięcie w tym dniu miałem maksymalne, ale na szczęście koncentrację także, więc poszło OK. A jak...? No to czas na opowieść...

Działo się w Krośnie, dnia 20 sierpnia 2005, Skok nr 124.

Pokrowiec – Vector II, czasza główna – PISA Hornet 150, zapas – Micro Raven 150, Cypres Expert.  




Po przyjeździe na lotnisko spotkałem kolegę z Nowego Targu. Podszedł do mnie z uśmiechem i radośnie obwieścił:

- Cześć, mam nowy sposób układania spadochronu,
- chcesz spróbować?
- Spoko - odparłem - co to za sposób?
- Psycho Pack - odparł.
- No, nazwa wiele mówi. A ile ułożeń psychopakiem masz już na koncie...?
- Kilkanaście, ale to działa.
- No dobra - skonstatowałem, - to jaka jest różnica do propaka?
- Właściwie to niewielka, ale dla twojej czaszy mogę tak ułożyć, żeby się dłużej otwierała.

Większość kumpli dobrze wie, że lubię układania, po których czasza otwiera się powoli, tak że można złapać stresa, czy wreszcie zechce się otworzyć, więc takiej nowej okazji nie mogłem przegapić!

- Dobra, pakuj psychopakiem na długie otwarcie.







No i poleciałem...

Pierwsze otwarcie poprawne.

Drugie przedłużające się na ok. 200m.

Gościu się pyta:

- No i jak po pierwszym otwarciu?
- Spoko, tak jak normalnie...
- To jeszcze trochę dokręcę!
- Dokręć śmiało! (...)

- Jak drugie otwarcie?
- No już lepiej, trochę się bujała (czasza), ale mógłbyś jeszcze dokręcić.
- Oki, teraz ci dokręcę na maksa...!

No i rzeczywiście dokręcił... :)

Teraz pojadę trochę slangiem technicznym, postaram się tłumaczyć co bardziej obce zwroty. W trzecim krytycznym otwarciu, proces otwarcia zapoczątkowałem na wysokości ok. 900m AGL (nad poziomem gruntu). Po wyrzuceniu pilocika (BOC - Bottom of Container - pod pokrowcem) – wyczułem napięcie na taśmach nośnych, po spojrzeniu na czaszę stwierdziłem związanie czaszy – slajder niewidoczny, czasza z tendencją do wpadania w obroty, prędkość opadania duża. Powziąłem decyzję o wykonaniu procedury awaryjnej. Przed wykonaniem procedury awaryjnej nastąpiło częściowe wypełnienie czaszy, co zmniejszyło prędkość opadania w chwili podania sygnału alarmowego przez Pro-Dytter (taki akustyczny sygnalizator wysokości) na wysokości 1500 ft – ok. 450m. Pro-Track (komputer-rejestrator parametrów spadania) zarejestrował wypełnienie czaszy na wysokości 475m. i zmniejszenie prędkości opadania poniżej krytycznej dla Pro-Tracka (rodzaj skoku ustawiony jako FREE), przy prędkości jeszcze przez 50m krytycznej dla Pro-Dyttera.

Stwierdziłem przejście lewej grupy linek nad czaszą (kalafior), skręcenie linek pomiędzy czaszą a taśmami nośnymi, pogłębiające się obroty czaszy przenoszące się na mnie, a także przechylenie na prawą stronę skutkiem przejścia lewej grupy linek nad czaszą. Po ocenieniu iż czasza nie zapewnia bezpiecznego lądowania i po ocenie wysokości, wyczepiłem czaszę główną (po stwierdzeniu mocnego trzymania poduszki wyczepnej na rzepie, najpierw wyrzepiłem, później wyczepiłem) i niezwłocznie wyrwałem uchwyt spadochronu zapasowego. Poduszkę wyczepną i uchwyt zapasu zabezpieczyłem przed zgubieniem. Czasza spadochronu zapasowego otwarta w pozycji stabilnej wypełniła się szybko, slajder zszedł prawidłowo. Odblokowałem sterówki i wykonałem zakręt nad lotnisko i po krótkiej chwili wylądowałem bez problemu w pobliżu startu. W trakcie lotu zaobserwowałem iż czasza spadochronu głównego szybuje nad terenem lotniska i biegną do niej osoby obserwujące zajście. Pilocik zapasu z osłonką spadł niedaleko czaszy i także został odnaleziony. Stwierdziłem jedynie brak gumki w osłonce zapasu.

Wstępna analiza skoku przeprowadzona przeze mnie wykazała iż przyczyną awarii spadochronu głównego było zastosowanie pakowania czaszy metodą Psycho-Pack. Być może wpływ na powstanie awarii miał fakt iż przy czaszy głównej został fabrycznie zastosowany slajder o sporej powierzchni, a jego ułożenie w metodzie P-P spowodowało zamknięcie komór i powstanie „gruchy” (streamer), co przy dużej prędkości opadania doprowadziło w dalszej fazie do powstania obrotów niewypełnionej czaszy i przejścia linek nad czaszą, a w konsekwencji do pozbawienia czaszy poprawnych właściwości lotnych. Wysokość wyczepienia czaszy głównej oceniam na podstawie sygnału alarmowego Pro-Dyttera na ok. 400m, wypełnienie czaszy zapasowej na ok. 350m. Obserwacja odległości do ziemi potwierdziła tę ocenę – ze względu na dużą utratę wysokości, pogłębiające się obroty i rozpoczęcie procedury awaryjnej, nie prowadziłem kontroli wysokości na wysokościomierzu wizualnym (Barigo, wyzerowany na płycie lotniska przed skokiem.).

Procedurę awaryjną wykonałem metodą drugą – jednorącz – wyczepienie prawą ręką, otwarcie zapasu lewą ręką. Po odczycie danych z Pro-Tracka stwierdziłem iż wysokość otwarcia – 475 metrów – dotyczyła wypełnienia czaszy głównej z „kalafiorem”, natomiast później w trakcie analizy podobnych zachowań Pro-Tracka opisywanych na forum dropzone.com, dowiedziałem się że faza swobodnego spadania po wypięciu się z czaszy głównej do wypełnienia się czaszy zapasowej nie jest rejestrowana przez urządzenie, które za wolne spadanie uznaje taki stan który trwa przynajmniej od 6 do 8 sekund według rożnych źródeł. W czasie skoku Pro-Dytter znajdował się w prawej wewnętrznej kieszonce kasku Z1, Pro-Track jako rejestrator parametrów lotu w specjalnej kieszonce w dolnej części nogawki kombinezonu – zgodnie z zaleceniami producenta.

Po analizie zdarzenia, postanowiłem stosować dla czaszy głównej układanie metodą Pro-Pack zgodnie z zaleceniem producenta spadochronu. Stwierdziłem iż zakrywanie stosunkowo dużym slajderem krawędzi natarcia może doprowadzić do zbyt późnego wypełnienia się komór, a tym samym wprawić niewypełnioną czaszę w obroty i doprowadzić do sytuacji niebezpiecznej.



Przy stosowaniu nowych lub zmodyfikowanych metod układania czaszy głównej, na bazie wniosków z w/w zdarzenia, zalecam otwieranie spadochronu na wysokości umożliwiającej bezpieczną ocenę procesu wypełniania czaszy, co zapewni ewentualne podjęcie dalszych czynności na bezpiecznej wysokości.
Próby sugeruję prowadzić nad lotniskiem z asystą min. dwóch skoczków-obserwatorów – mile widziana kamera. Pamiętać o separacji pionowej i poziomej oraz uprzedzić kto leci za czaszą a kto za osłonką.
Powiadomić obserwatorów naziemnych, bo z ziemi może to wyglądać w razie problemów mocno stresująco, a niestety podpowiedzieć czy pomóc się nie da...
Oczywiście wszyscy krzyczą na całe gardło, ale ten u góry zwykle nie słyszy, adrenalina wali na maksa, puls wyrywa tętnice, ziemia rośnie w oczach, krety salutują, trawa kłuje w oczy, a mózg pracuje na podwyższonych obrotach.

Dla mnie to był prawdziwy kop, tym przyjemniejszy, że wszystko skończyło się happy endem. :-)
Jeno instruktor robiący za kierownika skoków przyznał, że było trochę nisko...




A! I jeszcze link do mojej Pikasy - https://picasaweb.google.com/Yatzkowski/Ratowanie_2005?authkey=Gv1sRgCNWpzt-TyKOxvQE&feat=directlink :-)
-