Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 12 września 2012

Skarpety Fjord Nansen Hike Kevlar

-
Pierwszą stricte trekkingową rzeczą jaką kupiłem wiele lat temu u progu mojego świadomego wędrowania, były właśnie skarpety. Już około trzydzieści lat temu uświadomiłem sobie, że wędrowanie bez dobrych skarpet nie daje pełnej przyjemności.
Rzeczone skarpety mam w formie eksponatu do dnia dzisiejszego, ale dzisiaj będzie o innym modelu.

W maju, dzięki dowództwu portalu outdoor.org.pl, stałem się testerem produktu firmy Fjord Nansen - skarpet Hike Kevlar.

Jako, że na czerwiec planowałem wyruszyć na Główny Szlak Beskidzki, to dobór optymalnych skarpet według mojej wędrowniczej filozofii, miał fundamentalne znaczenie.

Te często niedoceniane akcesoria podróżnicze bywają nierzadko dobierane przypadkowo, więc gdy dzięki uprzejmości formy Fjord Nansen otrzymałem tytułowe skarpety, zacząłem się zastanawiać, czy to dobry wybór na moją dosyć ambitną wędrówkę.









Kevlarowe Hike sprawiały początkowo wrażenie stosunkowo cienkich i nie do końca przekonujących.
Na GSB miały przez ponad 25 km dziennie zapewniać mi komfort wędrówki, kiedy będąc obciążony ponad 12-to kilowym plecakiem, będę podchodził góry i schodził w doliny.

Jako porównanie przyjąłem trekkingowe skarpety Columbia, nieco grubsze od Fjordów, ale przeze mnie już zaaprobowane. Niestety, na gorące dni czerwca nie chciałem zabierać grubszych Mundów, które w kilku modelach posiadałem.

O ostatecznym wyborze zadecydowała waga i pozytywne wrażenia dostępne gdzieś w internecie.
Skarpety Fjord Nansen Hike Kevlar trafiły zatem na listę mojego wyposażenia na GSB.

Po dwóch pierwszych dniach wędrówki w Columbiach, przyszedł czas na założenie Fjordów.
W schronisku na Hali Rysianka, u progu trzeciego dnia wędrówki, wciągnąłem na stopy Hike Kevlar.
Zasznurowałem mocno moje Alviki Quest, które niejedne skarpety już jadły ;-) i powędrowałem w stronę Hali Miziowej i dalej...




No i pewnie jesteście ciekawi, jak te futerały na stopę się spisały...?
No sam byłem ciekaw...

Skarpety dobrze opinają stopę. Widoczne na powyższych zdjęciach poprzeczne ściągacze, powodują ścisłe przyleganie całej skarpety do stopy. To ma duże znaczenie w sytuacji, kiedy stopa mając luz w bucie, przemieszcza się po wkładce. Najczęściej jest to odczuwalne przy schodzeniu stromym stokiem, ale nie w Hike. Te trzymały się na stopie jak przyklejone, choć bez żadnego negatywnego symptomu. Dobrze dobrany rozmiar, to dobre dopasowanie.

Także strefa obejmująca palce, została dobrze zaprojektowana. odpowiednia mięsistość chroni palce przed odciskaniem się w bucie, zapewniając przy tym nieco więcej swobody niż na śródstopiu. Tę samą technologię i materiały zastosowano w rejonie pięty.

Spód skarpety prawidłowo amortyzował, choć specjalnie do nich dociąłem z neoprenu wkładki do butów, więc miały ułatwione zadanie. No ale jak się wędruje po 30 km, po górach z plecakiem, to trzeba i sobie i skarpetom zadanie ułatwiać...

Wierzch skarpety z dumnym logo i napisem Fjord Nansen był odpowiedzialny za transpirowanie potu i z tego zadania też się wywiązał. Przy szerokim stosowaniu sztucznych włókien, obawiałem się, czy zwiększony wysiłek w czerwcowe upały nie będzie zbyt mocnym wyzwaniem dla niewinnie wyglądających skarpet.
No i nie był!

Moje Alviki zawsze wzorowo współpracowały z dobrymi skarpetami i nie inaczej było z Fjordami.
Sucho, wygodnie, komfortowo.
Także górny ściągacz robił swoje - trzymał się na łydce, nie pozwalając śmieciom dostać się do środka.

Po kilkudziesięciu kilometrach marszu czerwonym szlakiem, kiedy w niezłym upale mijałem Jordanów, na stacji kolejowej w Skawie obejrzałem stopy.

To co było obtarte wcześniej nie obcierało się bardziej, nie było też nowych symptomów przemęczenia stopy. Dlatego też po przewietrzeniu stóp, butów i skarpet, z przyjemnością założyłem te ostatnie na te pierwsze i wsunąłem do tych drugich :-)








Ze względu na niewątpliwe zalety Fjordów, przez kolejne dni wędrowałem wyłącznie w nich, piorąc je wieczorami. Zastanawiałem się, czy zdążą wyschnąć na rano, ale w czerwcowe ciepłe noce nie było z tym problemów.

Uśmiech na Turbaczu to nie tylko satysfakcja zdobywcy, ale i suma dobrze dobranego wyposażenia, a zatem i skarpet :-)



Oczywiście po powrocie do domu i kolejnym opraniu Fjordów, zakładałem je na niemal każdą wędrówkę. A tych odbywałem sporo, przez co przebieg Hike'ów liczę w niewielkich, ale setkach kilometrów.




No i tu możemy się pokusić o ocenę wytrzymałości.
Może to jeszcze za wcześnie, ale oceniwszy wygodę i sprawowanie w boju, cóż jeszcze mógłbym napisać...

No dobrze, ale może paść kwestia: "a co z innymi butami...?"

Otóż niedawno trafiły do mnie buty Adidas AX1 Mid GTX.
Buty nieszczególne, ale lekkie i z Goretexem.



Nie omieszkałem zatem sprawdzić i tego tandemu.

W Adidasach początkowo przeszedłem się mając na stopach Columbie, jako indeks.
Zakładając następnego dnia Fjordy, miałem okazję sprawdzić, jak pracują z membraną.

Buty texowe mają inne właściwości niż dość twarde nubukowe treki. Niby mają membranę, ale sznurowane dość ciasno, nie mają jakby innej wentylacji. Cholewka opina się nad kostką szczelniej niż w Alvikach, a to zaraz uderza w skarpetę.



Praktycznie za każdym razem gdy zakładałem kombinację Fjord/Adidas, stopa odczuwała nieco wilgotniejszy klimat w bucie. Po zdjęciu buta nie były skarpety wilgotne od samego potu, a pewnie od pary, której część przechodzi przez membranę, a część dopiero jakby czeka na opuszczenie zamkniętej przestrzeni.

Gdybym Adidasy nosił po dresiarsku - niedosznurowane i z max wywalonym jęzorem, to poza lansem trzepakowo-galeryjnym, miałbym więcej wentylacji. No ale tego na szlaku zrobić się nie da, przynajmniej nie na dłuższą metę...

No to co z tą wytrzymałością...?

Po czterech miesiącach i kilkuset kilometrach pewnie jeszcze za wcześnie na ocenę wytrzymałości.
Wszak są to skarpety z ambicjami wędrowniczymi i z dodatkiem Kevlaru, który właśnie za trwałość ma być odpowiedzialny.

Tym niemniej nie zaobserwowałem żadnych ewidentnych oznak zużycia. Kilkukrotne pranie spowodowało wzrost puszystości, pewnie też przez czepianie się różnych chaszczy, jako że latem nie używałem z tymi skarpetami długich spodni.

Co istotne, nie rozciągnęły się, nie przetarły, nie popruły, nie straciły kolorów i same nie farbują.
Nie podrażniają mocno pracującej stopy, nie ocierają, nie zaparzają, - słowem nic złego o nich powiedzieć nie mogę.

Doskonale nadają się na długie obciążone trekkingi, choć nazwa Hike wskazywałaby raczej na lekką wędrówkę, ale z mojego doświadczenia wnioskuję, że mają w tej materii wystarczający zapas.
Początkowo żałowałem, że nie dostałem modelu Trek, ale Hike są lekkie, a to w sam raz przystaje do filozofii Light&Fast, którą z przekonaniem wyznaję.

Skarpety Fjord Nansen Hike Kevlar doskonale nadają się do ambitnych wędrówek, a także do jazdy na koniu i na psie :-) *





Celowo nie napisałem nic co dotyczy parametrów technicznych. Te dane mogą być pomocne przed zakupem, gdy nie dysponujemy wiedzą praktyczną, - tak swoją jak i zewnętrzną, lecz wiarygodną.
Ja zaś opisuję swoje wrażenia i przekładam je na praktykę, odpowiadając na trzy podstawowe pytania:

- Czy FN Hike Kevlar to skarpety które się sprawdziły? - Tak!
- Czy skarpety FN Hike Kevlar kupiłbym ponownie? - Tak!
- Czy skarpety FN Hike Kevlar mogę polecić? - Tak!

Oczywiście mam pełną świadomość, że każdy ma swoje oczekiwania i kryteria oceny. To co odpowiada mi, niekoniecznie musi być pozytywnie oceniane przez innych. Jednak w testowanych skarpetach FN nie znalazłem elementów do poprawy.

Stonowany nienahalny i estetyczny projekt, połączony z dobrze dobranymi materiałami użytymi zgodnie z sztuką tworzenia dobrego towaru, przy dobrej cenie (którą znam skądinąd, gdyż skarpety dostałem nieodpłatnie), plasuje skarpety Hike Kevlar na właściwym poziomie - bardzo dobry towar za przystępną cenę.

Ostatni raz byłem w nich w terenie wczoraj, na około piętnastokilometrowej wędrówce.
Zobaczymy, jak moja ocena zweryfikuje się z czasem przez pryzmat wytrzymałości...

Za udostępnienie skarpet do testów dziękuję firmie Fjord Nansen i administracji portalu outdoor.org.pl.

______________________________________________________
* - w czasie testowania skarpet FN Hike Kevlar, nie ucierpiał żaden koń ani pies.

-

sobota, 18 sierpnia 2012

Plecaki Średnie - Osprey Exos 34

-


 Sierpień 2012 


Osprey Exos 34


Planując wędrówkę Głównym szlakiem Beskidzkim, zastanawiałem się nad doborem wyposażenia.
Dobry plecak jest jednym z najistotniejszych elementów, ale na dłuższą wędrówkę powinien to być plecak lekki. 
Pierwotnie tę funkcję powierzyłem mojemu faworytowi, jakim był Osprey Kestrel 38. Jednak w miarę kształtowania się listy sprzętu, istotny czynnik zaczęła grać waga! Wszak wszystko co z sobą zabiorę, będę musiał całymi dniami nosić na plecach...

Zaczęło się odchudzanie. Moje, ale przede wszystkim wyposażenia.
Poczciwy Kestrel spełniał wszystkie wymogi, z wyjątkiem tego ostatnio określonego.
Przejrzałem zatem ponownie katalog Ospreya i dosyć szybko wyłoniłem kandydata na długie marsze.

Stał się nim Osprey Exos 34.


Exos to plecak z założenia lekki, choć wcale nie kosztem wielu kompromisów. Przy wadze nieco poniżej kilograma (940 g na mojej wadze), zapewnia doskonały komfort noszenia. Dzieje się tak przez zastosowanie profilowanej ramy z mocnego aluminiowego pręta, na której rozpięto samą konstrukcję plecaka, oddzielając ją od pleców mocną siatką, mocowaną do tej samej ramy.





Uprząż także jest uproszczona, choć zadziwiająco wygodna. Mocne siatkowe szelki wyłożone są wewnątrz elastyczną pianką o wysokiej gęstości, która jest perforowana w celu obniżenia wagi.



Na lewej szelce wszyta jest na stałe kieszeń na telefon komórkowy. Elastyczna lamówka zabezpiecza zawartość przed wypadnięciem.



Taśmy służące do regulacji szelek są wąskie, ale dzięki odpowiedniemu wyścieleniu, nie powodują żadnego dyskomfortu. 
Profilowanie miękkiego, siatkowego pasa biodrowego umożliwia jego doskonałe dopasowanie do sylwetki, przenosząc znaczną część obciążenia na biodra.

Samo zapięcie na wąskich taśmach też jest niewielkich rozmiarów, ale okazuje się, że wrażenie delikatności jest całkowicie nieuzasadnione. Długość taśm zapewnia dopasowanie plecaka na chudzielca i osobę "słusznej budowy" ;-)
Na pasie biodrowym naszyte zostały kieszenie siatkowe. Są całkiem pojemne, ale siatka z której są wykonane jest nieco czepliwa i trzeba zwracać na to uwagę. Z racji na brak wyściółki, do kieszeni lepiej nie wkładać zbyt dużych i twardych przedmiotów, mogących uwierać przez cienką siatkę pasa. Jednak obszerność kieszeni pozwala sporo tam pomieścić, - ja nosiłem tam czołówkę (Tikka XP2), zapalniczkę do palnika gazowego, buffa, dużego Victorinoxa w lekkim etui (by nie szarpał siatki z której kieszeń zrobiono), sztyft do ust, kilka metrów linki, ze dwa batoniki, zapasowy akumulator do aparatu i chustę od potu.

Na prawej taśmie zainstalowałem uchwyt do aparatu, który w czasie wędrówki tam właśnie podróżował i był łatwo dostępny.



Pas piersiowy ma cztery możliwe punkty mocowania i wykonany jest także z wąskiej taśmy z niewielką klamrą. Minimum formy - maximum treści...



Nieodłącznym elementem systemu nośnego, choć nie tak czynnym jak uprząż, jest panel wentylacyjny, wykonany z mocnej siatki rozpiętej na wspomnianej ramie. Odsuwając od pleców część transportową, zapewnia swobodny przepływ powietrza. Czasem nawet miałem obawy o hiperwentylację, gdy wystawiałem się na mocniejsze podmuchy wiatru.


Ten system po prostu działa, a ponadto nie pozwala odczuwać nierówno wypakowanego plecaka, którego ładunek nie styka się z plecami. Ja jedynie pomiędzy siatkę a plecak wrzucałem dwulitrowy bukłak Platypusa z rurką, ale w niczym nie mąciło to komfortu noszenia.

Skoro już potwierdziłem wygodę noszenia, to nie sposób nie odnieść się do przestrzeni ładunkowej.

Konstrukcja Exosa jest nieco inna w tej materii niż konstrukcja Kestrela.
Exos jest niższy, ale szerszy, daje użytkownikowi wcale obszerny wór do dyspozycji. Dostęp jest jedynie od góry i fakt że zastosowano profilowaną ramę sprawia, że główna komora jest lekko łukowato wygięta. Wymaga to pewnej wprawy przy pakowaniu, ale je się szybko przyzwyczaiłem, jako że nie miałem dużych gabarytowo rzeczy do spakowania. Deklarowane 34 litry (a dla modelu w rozmiarze "S" - 32) są nie przesadzone. 



Wewnątrz znajdziemy płaską kieszeń na bukłak i małą pętelkę z zapięciem. Powyżej kieszeni, zamek umożliwia dostanie się do przestrzeni pomiędzy plecakiem a panelem wentylacyjnym, zatem mamy dwie opcje na umieszczenie bukłaka.



Niezbyt wysoki komin może w razie potrzeby nieco powiększyć tę objętość, tym bardziej, że klapa ma pełną regulację i wraz ze wzrostem wysokości, ona też może powędrować do góry. Zapas regulacji przy dwóch zapięciach też oczywiście wystarczy. W klapie znajdziemy kieszeń zewnętrzną i wewnętrzną, brak natomiast na niej charakterystycznych choćby dla Kestrela, elementów mocowana dodatkowego wyposażenia.


Jednak to, czego nie umieścimy na klapie, możemy schować pod nią. Wór bowiem oprócz ściągacza ze stoperem, posiada dodatkowo pasek z klamrą. Pod tenże pasek wejdzie bądź to zwój liny, karimata, większa kurtka lub podobne. Zapas taśmy jest bowiem spory.



Na przedzie plecaka znajdziemy sporą płaską kieszeń. Ja nosiłem w niej mapy i poncho plus kilka drobiazgów. Pasek z klamerką zabezpiecza kieszeń od góry.



Kolejne rewelacyjne rozwiązanie, to boczne kieszenie. Wykonane z lekkiej, ale mocnej siatki z nylonowym dnem, są wysokie, obszerne i mają dodatkowy dostęp od strony pleców. Dzięki temu łatwo sięgnąć po butelkę, której nie trzeba pakować od góry. Genialne i wygodne.




Ja zaś do drugiej kieszeni pakowałem mój namiot - Coleman Rigel X2, który mieścił się tam jak na miarę, zabezpieczany paskami kompresyjnymi.


Te ostatnie też są ciekawie pomyślane, bo mogą przechodzić tak wewnątrz, jak i na zewnątrz kieszeni. Mała rzecz, a cieszy.


Paski są dwa - górny i dolny, biegną zygzakiem, są cienkie ale mocne i mają tyle regulacji ile potrzeba.



Pomiędzy kieszenią boczną o przednią wszyte zostały dwie pętelki, przez które możemy przewlec mocowanie dodatkowego wyposażenia, powiększając i tak bogate możliwości troczenia zewnętrznego.



U mnie przez pewien czas w ten sposób podróżowała karimata.

Oczywiście u dołu plecaka znajdziemy kolejne dwie taśmy, w których niemal klasycznie wspomnianą karimatę zamocujemy w poziomie.



Dla posiadaczy czekana oddano do dyspozycji jedną pętlę z zaczepem u góry. Ja tam zamocowałem kije trekkingowe na czas przejazdu autobusem. Na codzień zaś gdy kijów nie używałem, mocowałem je do kolejnego prostego i genialnego patentu Ospreya - Stow On The Go, na odcinku szelka - spód bocznej kieszeni. Od razu czułem się jak samuraj :-)

Z obowiązku dodam, że pokrowca przeciwdeszczowego nie ma w zestawie.

Inżynierom z Ospreya udało się wykonać niełatwe zadanie - zaprojektować lekki ale bardzo funkcjonalny i wygodny plecak. Przy wadze poniżej kilograma zachowano pełen komfort noszenia. Trzy rozmiary dopasowania - "S", "M" i "L" potwierdzają możliwość dopasowania do budowy ciała.

Wędrując po czerwonym szlaku przez Beskidy, plecak miałem spakowany optymalnie jeśli chodzi o rozłożenie wyposażenia, jak i wagę. Waga ta wahała się od 8,5 kg przy wyjeździe, do ok. 12 kg na trasie, gdy zabierałem więcej wody i jedzenia. Wszystko miało swoje miejsce, jedynie dla karimaty szukałem optymalnego położenia, gdyż podróżowała pierwotnie centralnie na grzbiecie w pionie, zamocowana linkami elastycznymi przewleczonymi przez dodatkowe pętelki, później wypróbowałem noszenie klasyczne poziomo pod plecakiem na dedykowanych taśmach, by na koniec przytroczyć pionowo na dwóch pętelkach niesymetrycznie. Każde mocowanie miało swoje "zady i walety", każdy może po swojemu.



Najważniejsze jednak było to, że plecak doskonale się spisał. 
Był bardzo wygodny do tego stopnia, że na krótkich odpoczynkach go nawet nie zdejmowałem. 

Przenoszenie obciążenia jest wzorowe, - niby wątłe elementy uprzęży mogą mylić pozorami, jednak swe funkcje spełniają bez zarzutu. 



Ten z wyglądu delikatny plecak nie miał słabych punktów i jego wytrzymałość nie została naruszona.

Niewątpliwie plusem jest doskonałe zaprojektowanie elementów przenoszących naprężenia czy obciążenie i użycie wzmocnionych materiałów. 
Harmonijna linia doskonale łącząca estetykę z funkcjonalnością, stawia ten plecak na wysokiej pozycji. Jedni mogą go wybrać za urodę, inni za funkcjonalność, za wagę, za komfort i nikt się nie zawiedzie, a jeśli wybierał tylko według jednego z tych kryteriów, pozostałe dostanie w prezencie.



Ja zaś otrzymałem ten plecak do testowania na Głównym Szlaku Beskidzkim, za co gorąco dziękuję mikołowskiej "dwa w jednym" - firmie ALP i Alpin Sport, które są dystrybutorami firmy Osprey.


Co prawda, plecak ten wędrował ze mną i przedtem i później, ale to właśnie GSB było jego głównym sprawdzianem. Sprawdzianem, który w mojej ocenie potwierdził jego zalety.



Zapytacie może, czy znalazłem jakieś wady...

Wad nie znalazłem, ale dwa elementy bym przeprojektował:
- kieszonkę na telefon widziałbym nieco niżej, chyba, że była by ruchoma,
- w kieszeniach na pasie biodrowym wolałbym lekki nylon zamiast siatki.

Tym niemniej jest to plecak, który z pełnym przekonaniem polecam. :-)



-

sobota, 11 sierpnia 2012

Plecaki średnie - Osprey Kestrel 38 wersja 2012 – Pełna recenzja z porównaniem.

-


 Sierpień 2012 



Gdy po drobiazgowych poszukiwaniach optymalnego modelu zakupiłem jesienią 2010 plecak Osprey Kestrel 38, szybko stał się on moim ulubionym elementem wyposażenia, a ja jego gorącym orędownikiem.



Skąd taka mocna deklaracja?

Otóż plecak ten wybierałem bardzo starannie, kierując się wcześniej przyjętymi kryteriami. W skrócie, - miał to być uniwersalny plecak na kilkudniowe wędrówki z dobrymi możliwościami troczenia, z opcją zainstalowania bukłaka na napoje, z dostępem także od dołu. 

Po skompresowaniu miał też służyć na jednodniowe wypady. Oczywiście nie ustanawiałem takich kryteriów jak dopasowanie czy wygoda noszenia, bo bez tego plecak z setką wymyślnych dodatków byłby dla mnie nieprzydatny.

Przed zakupem Kestrela, zdobywałem Czarnohorę mając na grzbiecie plecak „wiodącej marki niemieckiej”. Miałem zatem pojęcie, czego tak naprawdę oczekuję od swego przyszłego nabytku. 
A że plecaki Ospreya znałem z zagranicznych sklepów internetowych i już wtedy mnie zainteresowały, z aplauzem przyjąłem wieść, iż Osprey ma swojego dystrybutora w Polsce.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności natrafiłem na promocję cenową Kestrela 38. 
Gdy okazało się, że moje kryteria są zbieżne z rzeczywistością, a nadto kolor i rozmiar są dostępne, mój proces decyzyjny był krótki i brzemienny w jedyną słuszną – jak się później okazało – decyzję.

Plecak szybko przypadł mi do gustu do tego stopnia, że zabierałem go na każde wyjście w teren, - czy to na kilkugodzinne, czy na kilkudniowe. Nosiłem w nim wodę z dalekiego źródełka, zalewaną do bukłaków Platypusa i ładowaną do plecaka z innym wyposażeniem. 




Co prawda te fakty odnoszą się do starszej wersji, jednak na zdjęciach będę już to odnosił do wersji 2012, skoro o niej mowa... 


Plecak nie zawiódł pokładanych w nim nadziei, więc po krótkim acz intensywnym używaniu, napisałem wstępną recenzję Kestrela 38.

http://ginvilla.blogspot.com/2012/08/plecaki-srednie-osprey-kestrel-38.html

Gdy w roku 2012 pojawiła się nowa wersja tegoż plecaka, od razu tak ja, jak i moje górskie koleżeństwo zaczęło spekulować o zastosowanych zmianach. Premiera światowa jednak nie odbyła się na moim podwórku, tak więc docierające ze świata wieści powoli wypełniały zasób wiedzy o nowym Kestrelu 38. 

Skoro więc pojawił się już w naszym kraju, dzięki uprzejmości dystrybutora – firmie Alp i dealerowi – Alpin Sport, otrzymałem nówkę sztukę do testowania.

 

Po pierwszych porównaniach i przymiarkach wiedziałem już o nowym plecaku sporo, ale głównie w teorii. Dopiero równie intensywna eksploatacja jak w przypadku mojej starszej wersji, miała określić, czy zmiany poszły w dobrym kierunku. 
Tym niemniej pierwsze wrażenia z porównania starszego i młodszego brata, także dosyć szczegółowo opisałem.

http://ginvilla.blogspot.com/2012/08/plecaki-srednie-osprey-kestrel-38_1.html

Dwie wcześniejsze relacje należy traktować jako pierwszą i drugą część recenzji opisywanego plecaka w jego starszej i nowszej wersji, a niniejszy tekst jako podsumowanie, mogące być też niezależną oceną. 
Dlatego też zapoznanie się z treścią powyższych linków, uznaję za wskazane.

Aby test był pełniejszy, dokonałem porównania nowego Kestrela 38 z jego większym bratem – Kestrelem 58, pomijając rozmiar 48, by różnice były bardziej wyraźne, a także porównałem go z ultralekkim Exosem 34, jednako ze stajni Ospreya.





Jako że Exosa 34 użytkuję równolegle, porównanie z Kestrelem 38 będzie zawarte w recenzji Exosa.
Zatem dwa wcześniejsze teksty poświęcone Kestrelowi, teraz zostały przeze mnie skompilowane i poszerzone o dłuższe doświadczenie praktyczne i porównanie z alternatywnymi modelami.


Co zatem mogę napisać o wersji 2012 Kestrela 38, czego nie napisałem wcześniej...?


Otóż nowy K38 jest tak samo uniwersalny, wygodny i wytrzymały jak jego starszy brat. Może nie testowałem nowego w warunkach ekstremalnych, bo moje wrodzone poczucie dbałości o sprzęt by do tego nie dopuściło, ale zabrałem go na kilka wędrówek, by w praktyce potwierdzić wcześniejsze spostrzeżenia.


  




Legendarna już wygoda Kestrela, to bodaj najważniejszy obok pakowności jego atut. Doskonale opracowany system nośny z pełną regulacją szelek, pasa biodrowego i pasa piersiowego, pozwala dostosować go w obrębie rozmiaru do anatomii mężczyzny i kobiety. Oczywiście spodziewam się, że nie każdy potrafi wykonać pełne dopasowanie, a to jest warunkiem późniejszej wygody noszenia. Na szczęście, jeśli plecaka się nie pożycza, czynność tę wykonuje się jedynie raz.




Zmiany dosięgły także pasa piersiowego. Poprzednia regulacja trzypunktowa w otworach na hypalonowej taśmie, zmieniła się obecnie w regulację płynną na szynie przesuwnej. 

Zaletą tego rozwiązania jest możliwość przesunięcia taśmy wyżej lub niżej w ciągu pojedynczych sekund, natomiast łatwe przypadkowe przesunięcie jednego punktu, powoduje nieestetyczne przekrzywienie się paska. To taka uwaga dla purystów stylu i image...




Pakowność, to kolejna z jego wielkich zalet. Komora główna w nowym modelu zyskała w pełni regulowaną a nawet odpinaną przegrodę, dzięki czemu podział przestrzeni wewnątrz jest jeszcze wygodniejszy.







Jak widać na powyższych zdjęciach, opcja ta pojawiła się dopiero w modelu 2012.

Zmianą zaledwie kosmetyczną jest także pionowe wszycie zamka pod klapą plecaka. Ma to na celu zapobieżenie wypadaniu jego zawartości, gdy zamek jest odsunięty, a klapa odchylona. Faktycznie, w starym modelu kosmetyczka o mało mi w takiej sytuacji nie wypadła, w nowym tak się już nie powinno zdarzyć.




Opcje troczenia na bokach, na grzbiecie i pod spodem plecaka pozostały niezmienione. Konfiguracja takiego "nadbagażu" zależy jedynie od naszej inwencji i ...udźwigu!

Na ilustracjach poniżej, w roli przykładu wystąpiła karimata w pokrowcu i mata samopompująca.








Choć nawet nieuważny obserwator z łatwością wyczyta pochwały i zachwyty jakimi obdarzam nową wersję plecaka, to jednak mam dla projektantów z Ospreya kilka uwag do kolejnej wersji.

Przesunięcie dolnego paska kompresyjnego będącego jednocześnie trokiem, nie jest według mnie i sporej liczby moich kolegów, zbyt szczęśliwym rozwiązaniem.

Stosunkowo płytkie kieszenie boczne z trudem mieszczą większe gabaryty. Zmieści się półlitrowa butelka z napojem, ale trzyma się dość luźno. Półtoralitrowa trzyma się z racji swej średnicy ciaśniej, ale sporo wystając, łatwo może wypaść bez dodatkowego zabezpieczenia.








Na dłuższe wędrówki do jednej z kieszeni upycham namiot (Coleman Rigel X2), jego górną część zabezpieczając paskiem kompresyjnym. 





Jednak użytkując plecak Exos 34, z niekłamanym zachwytem odnoszę się do jego bocznych kieszeni, które w Kestrelu wybitnie podniosłyby funkcjonalność tego skądinąd świetnego plecaka. Są one nie tylko wyższe czyli głębsze, ale także oferują dostęp i od góry i od przodu. Jak dla mnie rewelacja!






Kieszenie z Exosa w Kestrelu... To byłoby to!




Gdyby tak jeszcze w połowie odległości pomiędzy dolnym a górnym paskiem kompresyjnym dodać parę pętelek pełniących rolę uchwytu do gumki zabezpieczającej dużą butelkę przed wypadnięciem, to już bym był szczęśliwy, a większy ładunek w kieszeni zabezpieczony.

Pomniejsze modyfikacje, jak przeprojektowane paski na rurkę od bukłaka lub dodatkowe drobiazgi na szelce, uchwyty "spadochroniki" od zamków YKK, poprawiony nieco obrys klapy, czy też zmiany w obrysie paneli i schematów kolorów, wspominam z obowiązku, zauważając to jako dopracowanie funkcjonalności czy powiew nowości.








Kestrel 38 to plecak bliski ideałowi.

Komu nie wystarczy jego pojemność, może rozważyć opcję zakupu wersji pojemniejszej - 48, 58 lub 68 litrów.

Ja postanowiłem porównać go do wersji 58l., która jest nie tylko większa, ale ma kilka dodatkowych rozwiązań, nieobecnych w mniejszym modelu.

Jednocześnie bardzo dziękuję załodze krakowskiego sklepu MOKO, za udostępnienie czerwonego Kestrela 58 do zdjęć porównawczych.
Jako że dysponują pełną gamą plecaków Osprey oraz życzliwym podejściem do mojej misji, polecam tenże sklep jako weryfikację mojej recenzji.









Kestrel 58 posiada wszystkie rozwiązania konstrukcyjne znane z modelu 38.
Dodatkowo posiada w klapie dwie kieszenie zewnętrzne.




Sama klapa może być całkowicie odpięta. Na zdjęciu poniżej, lewa taśma jest rozpięta, podobnie można rozpiąć prawą. 



Po bokach komory głównej można znaleźć zamki, pod którymi kryją się kieszenie.
Są wysokie na cały panel boczny i zajmują przestrzeń pod tymże panelem, częściowo podchodząc w kierunku panelu przedniego.
Mieszczą dużą mapę, duże butelki, choć z racji sąsiadowania z komorą główną, najlepiej sprawdzą się transportując płaskie przedmioty.










Obydwa modele w pozostałych rozmiarach dzielą takie genialne rozwiązania jak system wentylacyjny Airscape, kieszeń bukłaka pomiędzy plecakiem a panelem wentylacyjnym, czy robocze mocowanie kijków - Stow-On-The-Go.
Bez tych rozwiązań, Kestrel byłby nadal bardzo dobrą konstrukcją, jednak dbanie o komfort i wygodę przysparza firmie wielu zwolenników.

Jeśli dodamy do tego staranne wykonanie z właściwie dobranych materiałów i wcześniej opisane zalety, to pozostaje mi wierzyć, że po dopracowaniu bocznych kieszeni i ich zabezpieczenia, Kestrel będzie bardzo wymagającym przeciwnikiem dla konkurencji.

Ale jeśli świadomy podróżnik poszukuje dopracowanej konstrukcji, to z mojej opinii Kestrel nie ma konkurencji.




Szkoda tylko, że dostając nowy model do testów nie było wzmianki "katować, nie żałować".
...ale wtedy oprócz wygody i pakowności, mielibyśmy z pewnością legendarną wytrzymałość.

Czego zresztą użytkownikom, jako i sobie życzę...


Za udostępnienie nowego modelu plecaka do testów,
dziękuję firmie ALP Sp. z o.o.  z Mikołowa  :-)
 



















Zestaw linków (otwierają się w nowej karcie):

pierwsza recenzja Osprey Kestrel 38 - wersja starsza -
http://ginvilla.blogspot.com/2012/08/plecaki-srednie-osprey-kestrel-38.html



zdjęcia na Pikasie:
http://picasaweb.google.pl/Yatzkowski/OspreyKestrel38?authkey=Gv1sRgCMzSxrCx8re4tAE&feat=directlink


druga recenzja Osprey Kestrel 38 - wersja starsza vs wersja 2012 -
http://ginvilla.blogspot.com/2012/08/plecaki-srednie-osprey-kestrel-38_1.html

zdjęcia na Pikasie:
https://picasaweb.google.com/Yatzkowski/OspreyKestrel38II?authuser=0&authkey=Gv1sRgCOOrgMnxi8-wrwE&feat=directlink

 
trzecia (niniejsza) recenzja Osprey Kestrel 38 - porównanie -


zdjęcia na Pikasie: 
https://picasaweb.google.com/Yatzkowski/OspreyKestrel38Full?authuser=0&authkey=Gv1sRgCJDW8PKgvpbU7wE&feat=directlink



Niektórzy użytkownicy mieli problemy z komfortowym otwieraniem i zamykaniem kieszonek na pasie biodrowym...  :-|
Mój krótki instruktaż: http://youtu.be/-yVMdA-GiPc

Mocowanie aparatu fotograficznego (Nikon D40 + kit) do pasa biodrowego i szybkość dobycia: http://youtu.be/tqe9wRGTHCE


-