Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 2 lipca 2012

Główny Szlak Beskidzki - jedzenie i picie

Planując dłuższą, kilkudniową wędrówkę, nie możemy zapominać o odpowiednim odżywianiu się i nawadnianiu.

To, co w czasie jednodniowego wypadu możemy bez uszczerbku dla zdrowia czy kondycji niemal pominąć, na dłuższych trasach będzie niezmiernie istotne dla zachowania naszej zdolności do pokonywania kolejnych kilometrów, zachowania dobrego samopoczucia i właściwego morale. Bo wiadomo - głodny Polak to zły Polak. A jak się jeszcze nie napije... ;-)

GSB prowadzi grzbietami górskimi, odwiedzając schroniska i czasem mniejsze bądź większe miejscowości. W schroniskach można się posilić, jednak za stosunkowo duże pieniądze, a w dolinach, gdzie są regularne sklepy, można uzupełnić zaopatrzenie i zjeść znacznie taniej.
Tym niemniej często zachodzi konieczność zabrania z sobą jedzenia, zwłaszcza, gdy planujemy nocleg w namiotach poza skupiskami ludzkimi.
Tak samo przedstawia się sprawa z piciem. Miesiące letnie, to wysokie temperatury, co z kolei w powiązaniu z wysiłkiem i nadprodukcją potu, zmusza do intensywnego uzupełniania płynów w organizmie.

W internecie jest całe mnóstwo poradników dotyczących diety w każdym z jej aspektów.
Ja oczywiście zrobiłem przegląd tych opracowań, a w powiązaniu z moim szczupłym budżetem, dokonałem kompilacji diety "long walks" - na długie marsze.

PICIE


Skupiłem się w pierwszym rzędzie na nawadnianiu i pozyskiwaniu napojów.
Już samo noszenie picia stało się istotne.
Postanowiłem zabrać z sobą jako podstawowy - bukłak Platypus BigZip z rurką. Plastikowy "pęcherz" ma tę zaletę, że waży niewiele (100g. z wężem), pusty zajmuje bardzo mało miejsca, dopasowuje się do "sąsiedztwa", a dzięki zapięciu strunowemu, pozwala na napełnianie bez wyjmowania z przedziału plecaka oraz na wrzucanie pastylek z elektrolitami.
Także picie jest wygodne, nie trzeba nic wyjmować, odkręcać, wkładać z powrotem. Wystarczy sięgnąć po wąż z ustnikiem, angażując jedną rękę bez puszczania kija trekkingowego. Proste, łatwe i przyjemne.
Pojemność dwa litry wystarcza na chłodniejszy dzień, w upale to już stanowczo za mało.

Bukłak ten zalewałem wodą - czy to kupną niegazowaną, czy pitną kranówą w schroniskach, czy też wodą źródlaną, a czasem i dla pewności - w wątpliwych okolicznościach - przegotowaną.
Do wody dodawałem jedną tabletkę PlussszMagnez i trzy do czterech tabletek Litorsalu na zalany do pełna bukłak. Magnez chronił mnie przed skurczami mięśni, Litorsal miał świetny orzeźwiający smak, będąc zarazem doskonale zbilansowanym elektrolitem. Taka mikstura doskonale się sprawdzała, choć brakowało mi jeszcze dłuższego nawilżania ślinianek, tak jak dobrze sobie z tym radził Powerade.


Drugi bukłak Platypusa o pojemności 1.8 litra, służył do przenoszenia czystej wody na zupki i inne jedzenie typu owsianka czy kuskus. Oczywiście, waga wody nijak nie dała się "odchudzić", więc często w drugim bukłaku podróżowało pół litra wody do najbliższego przegotowywanego dania.

Po zabranym na pierwszy dzień Powerade, butelka służyła jako wielofunkcyjne naczynie na wodę, zwłaszcza do jej nabierania z kranu czy źródeł i późniejszym zalewaniu bukłaka umieszczonego w przestrzeni pomiędzy tylną ścianą plecaka a siatką separacyjno-wentylującą w plecaku Osprey Exos 34. Plecak ma świetnie zaprojektowane boczne kieszenie z dostępem i od góry i w połowie wysokości także od strony "nosiciela" co znakomicie ułatwiało manewrowanie butelką przy jej wyjmowaniu i wkładaniu.

Nawadniałem się także przy każdej sposobności, - czy w schronisku / sklepie / knajpie, czy też w napotkanych źródłach górskich.
Woda źródlana generalnie w górach jest pitna bez dodatkowych zabiegów, jeżeli zaczerpniemy ją z ujęcia. Często ma to także zastosowanie do kranówy w schroniskach. Woda płynąca może (ale nie musi) być zanieczyszczona - tak od ludzi jak i od zwierząt czy innej przyrody.

Kilkakrotnie piłem wodę z miejsc w których wydostawała się z podziemnych zbiorników i nie miałem po tym żadnych sensacji żołądkowych. Nie skusiłem się jednak na wodę ze strumienia płynącego na nieznanym mi odcinku. Mimo optycznej czystości, wolałem nie ryzykować. W takich sytuacjach byłbym w stanie polegać na filtrach wody choćby typu Aquamira, jednak nie dysponowałem takowym.

JEDZENIE


Noszenie jedzenia niewątpliwie zwiększa wagę bagażu. O ile wody nie można "odchudzić", o tyle lekkie jedzenie (w sensie wagi) jest powszechnie dostępne.

Noszenie konserw, choć jeszcze ma zwolenników choćby na krótkie dystanse, powoli odchodzi w przeszłość.
Żywność odwodniona (liofilizowana), mimo wielu zalet, dobija wysoką ceną.

Ustalając dietę, podzieliłem żywność na lżejszą - noszoną i cięższą - stacjonarną. Zwykle ta pierwsza ma długi okres przydatności do spożycia i niższą wagę, ta druga jest cięższa, bardziej objętościowa i krócej zachowuje świeżość.

W domu przygotowałem sobie gotowe porcje śniadaniowe, spełniające też rolę zastępczego obiadu tudzież obiadokolacji:

Mieszanka-owsianka duża :-)   (260g.)
Płatki owsiane górskie - 130g.
Czekolada (hot chocolate) -  50g.
Rodzynki sułtańskie - 50g.
Cukier - 30g.

Mieszanka-owsianka średnia :-)   (210g.)
Płatki owsiane górskie - 100g.
Czekolada (hot chocolate) -  35g.
Rodzynki sułtańskie - 40g.
Cukier - 30g.

Mieszanka-kuskusianka :-)
Kuskus - 80g.
Rodzynki - 20g.
Cukier - 15g.


Zupa brokułowa z makaronem :-)
Zupa brokułowa Winiary
Makaron nitki 100g.
Sól czosnkowa - do smaku :)

Owsianek spakowałem ze cztery, kuskusianek też ze trzy albo cztery i dwie zupy.
Dodatkowo zabrałem 200g. muesli (kolega sprezentował) trzy jednorazówki Nutelli i dwie jednorazówki miodu Tymbark (też od kolegi), a ponadto daktyle - na zupę herbaciano-daktylową, gdy skończył mi się cukier :-), kilka batonów muesli, białe batony Lion i jakieś superbatony muesli z Decathlonu.
Do tego kilka herbat na smyczy, trochę cukru i kilka saszetek kawy Nestle 3w1 (podnosiła morale) do śniadania. Cukier zamierzałem zastąpić ksylitolem, ale znów kasa... :-\

W sklepach na krótki dystans kupowałem jeszcze kiełbasę na ognisko, kabanosy, bułki, banany (w końcu wędrowałem po stronach Małysza ;-) ), serki topione w plasterkach i do smarowania oraz pasztet drobiowy.
Na straganach kupowałem też oscypki :)

W schroniskach w ramach rozrzutności finansowej i oszczędności czasowej, na śniadania jadałem jajecznicę na maśle, no i oczywiście z płatnego - dla przechodzących - wrzątku przyrządzałem moje kaszowe i makaronowe dania.

Dobrym wyborem okazują się już od dłuższego czasu kabanosy. Nadają się na samodzielny posiłek, jako wkładka do zupy i jako treściwa przegryzka na szlaku.
Jedyne, co z mojej wędrownej diety zostało pominięte, to mleko w dowolnej postaci - w proszku, zagęszczone, albo stacjonarnie - świeże. Choć w ostatnim dniu na śniadanie zapodałem sobie muesli na mleku i po wstępnym burczeniu w brzuchu, obyło się bez efektów specjalnych :-)

W spisie żarełka przewidywanego na wędrówkę, były też takie pozycje jak ryby, a zwłaszcza tuńczyk, parmezan, salami, chałwa, pomidor, czy też inne potrawy bogate w ważne składniki odżywcze, tyle że ja nie okazałem się odpowiednio bogaty w odpowiednie składniki mojego portfela...

Dieta dietą, a w praktyce okazało się, że po śniadaniu - nie zawsze odpowiednio bogatym i obfitym, szedłem cały dzień, wspomagając się batonikami i przegryzkami. Dopiero obiadokolacja - też niezbyt obfita, uzupełniała stracone kalorie.
Wędrowanie bez objadania się pozwoliło mi na wejście w rytm marszu, gdzie nie byłem ani głodny, ani syty, - ot, utrzymywałem jakiś balans - i chyba o to chodzi... :-)



-

3 komentarze:

  1. Idąc od Ustronia, jest możliwość co 2-3 dni zobaczyć jakiś sklep z jedzeniem? A może jakiś dyskont: np. Biedronkę? Nie bardzo chce mi się nosić jedzenie ze sobą na kilka naście dni. Mam dodatkowy problem, że mam dietę bez glutenu i chleba za bardzo się nie najem :(

    Pozdrawiam
    grzesiek tokarczyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedź była zbyt długa, więc utworzyłem nową podstronę:
    http://ginvilla.blogspot.com/2013/07/zaopatrzenie.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo pomysłowe, nie da się ukryć. Moim zdaniem nie ma absolutnie nic porównywalnego z tego rodzaju odżywianiem. Ostatnio bardzo zasmakował mi stek z antrykotu Wrocław - naprawdę solidne danie. Zdecydowanie polecam!

    OdpowiedzUsuń