Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 2 lipca 2012

GSB - I etap, 2 dzień - Przełęcz Kubalonka - Węgierska Górka

GSB - Dzień drugi - 16 czerwca 2012.

Trasa: Przełęcz Kubalonka (758) - Przełęcz Szarcula (740) - Stecówka (760) - Rozstaje nad Pietroszonką (850) - Dolina Czarnej Wisełki (786) - Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą (967) - Barania Góra (1220) - Węgierska Górka (404).



Rano trzeba się było ewakuować z powodu gorąca. Mój namiot - Coleman Rigel, zaczął się zamieniać w piekarnik, więc jeszcze ze dwie "zdrowaśki" i byłbym się usmażył... ;-)




Niedaleko woda wylewała się z rury, - wyglądała na czystą, ale brak było jakiejkolwiek tabliczki, więc dokonałem jedynie porannych ablucji i zwinąłem mój hotel ;-)
Na przełęczy tymczasem życie zaczynało się budzić do biznesu, więc po przeżegnaniu cen dla bogatych i wytargowaniu dwóch oscypków za niższą cenę, ruszyłem niespiesznie asfaltem w stronę Szarculi.



Na przełęczy dzienna wiata i niezbyt czysto, a dalej asfalt i szlak rozchodziły się.



Niebawem doszedłem do skałek, wysokich na kilka metrów, stanowiącymi pewną atrakcję na szlaku.



Niestety, nieco dalej dla odmiany trafiłem na "odcinek specjalny", czyli ścieżka leśna składająca się z mieszanki błota z korzeniami. Na koniec niezbyt stabilny mostek i przejście na nieco stabilniejsze podłoże na stoku zalesionego rzadko wzgórza, otwierającego widoki w kierunku południowym.




Jeszcze nieco gęstszy las z ostatnim odcinkiem lekko opadającym i wychodzę na otwarty teren.
Z marszu trafiam na budynek przypominający schronisko, czym zresztą się okazał - schronisko prywatne na Stecówce.





Było tak smutnie opustoszałe, że nawet nie obiłem się nie mogąc znaleźć pieczęci ni gospodarza.


Strzeliłem kilka fotek i skierowałem się do pobliskiego uroczego drewnianego kościoła, przy którym właśnie krzątała się gromada pań, przygotowując świątynię na niedzielę, jako, że była to właśnie sobota.




Nieco dalej, przy ostatnich zabudowaniach osady, natknąłem się na stolik z ławką przycupnięte pod drzewem, dającym nieco cienia. Prawie jak z Kochanowskiego - "Na Lipę".



Ja jednak nie odpoczywawszy, ruszyłem dalej w coraz bardziej palącym słońcu, w kierunku, w którym prowadziły czerwone znaki.
Tak idąc, dotarłem do rozstajów nad Pietroszonką, skąd schodząc, osiągnąłem dolinę Czarnej Wisełki.





Od tego miejsca zacząłem podchodzić w kierunku Baraniej Góry i ulokowanego po drodze schroniska na Przysłopie. Jednak przed tym molochem natrafiłem na Leśną Izbę - muzeum okolicznej fauny, gdzie skądinąd panował przyjemny chłód. Młode dziewczę oprowadziło mnie po pomieszczeniach, udzielając wyczerpujących objaśnień. Pogoniła mnie dopiero nadchodząca "stonka" ;-)




Schronisko pod Baranią to raczej hotel w stylu PRL-u, czy też sanatorium, mniej mając wspólnego z przymiotami schroniska. Zawrotne ceny utwierdziły mnie o proweniencji PTTK, zatem szarpnąłem się na wrzątek za złotówkę z którego jak odszczepieniec nie jedzący lodów ni piwa pijący, przyrządziłem sobie brokułową z makaronem.





Po tak obfitym posiłku, mając przed sobą zdobywanie Baraniej Góry, jak i późniejsze zejście do Węgierskiej Górki, postanowiłem wykosztować się na 1,5 l. wody Wiślanki za 6 zł. Niestety, nie dowiedziałem się czy kranówa jest pitna, co naraziło mój budżet na wspomniany wydatek.
Podejście na Baranią było raczej standardowe - nie za strome, nie za długie, nie za monotonne.



Jedynie upał dawał się we znaki, ale im wyżej, tym orzeźwiający powiew pomagał w zachowaniu dobrego samopoczucia. Natomiast krajobraz z drzewami zniszczonymi przez mróz, kwaśne deszcze i korniki, nie nastrajał pozytywnie.


A ja wędrując, minąłem podszczytową wiatę, zbliżając się szybko do wierzchołka.


Na szczycie Baraniej Góry (1220m.) stoi metalowa wieża widokowa, na która wstęp jest bezpłatny. Na tarasie widokowym umieszczone są schematy panoram, dając pojęcie o rozciągających się na widnokręgu poszczególnych szczytach.



Po wykonaniu serii zdjęć z wieży, wyruszyłem w kierunku odległej Węgierskiej Górki, gdzie planowałem nocleg na polu namiotowym. Jednak o ile podejście pod Baranią było urozmaicone i stosunkowo krótkie, o tyle zejście do Węgierskiej dało mi popalić.






Przez pierwszą połowę drogi schodziło się niewiele, oglądając interesujące i dalekie krajobrazy, o tyle właściwe zejście mocno odbiło się na moich kolanach, do tego stopnia, że zacząłem poważnie rozważać rozbicie namiotu przed zejściem do doliny.
Po krótkim odpoczynku pod kapliczką, zregenerowałem nieco siły i już bez przeszkód doszedłem na sam skraj lasu przed miejskimi zabudowaniami, gdzie po wchłonięciu trzech małych foremek Nutelli, ruszyłem przez Węgierską Górkę.





To zadbane miasteczko zadziałało na mnie bardzo pozytywnie. W centrum zrobiłem zakupy - bułki, kiełbasa grillowa, kabanosy, woda 2 l. i piwo. To ostatnie miałem zamiar wypić do kiełbasek z ogniska, ale gdy się okazało, że pole namiotowe jest nieczynne "...bo tam jest trawa niewykoszona", to zredukowałem obciążenie w plecaku o 0.5 kg ;-), co zresztą po raz kolejny podniosło moje morale i chęć wędrowania o zmroku w poszukiwaniu miejsca na rozbicie namiotu.


W Żabnicy szlak z drogi głównej skręcał w boczną, a idąc kilka minut, dojrzałem przed sobą wzgórze z samotnym drzewem i jakimś dziwnym kształtem.



O zmroku dotarłem na owo wzgórze, zidentyfikowane nazajutrz jako Bukowina, w sąsiedztwie fortu Wyrwidąb, gdzie też na zawietrznej rozstawiłem moją sypialną konstrukcję.


Przy ostatnich promieniach słońca ułożyłem się do snu, po czym zmorzony trudami dnia, dosyć szybko zasnąłem...


>> Dzień trzeci --> Żabnica - Hala Rysianka >>

-

2 komentarze:

  1. Ale świetna relacja! Piękna wyprawa. Na widok zdjęcia zupy borówkowej z torebki zgłodniałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za miłe słowa, ale zupa była... no hmmm... - bynajmniej nie za słona ;-)
    To była brokułowa nie borówkowa.
    Borówki natomiast pochłaniałem na bieżąco, zwłaszcza w Bieszczadach :)

    Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku!

    OdpowiedzUsuń