Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

wtorek, 3 lipca 2012

GSB - I etap, 5 dzień - Polana Mędralowa - Hala Krupowa

GSB - Dzień piąty - 19 czerwca 2012.

Trasa: Mędralowa (1169) - Przełęcz Jałowiecka (1017) - Hala Czarnego (1115) - Schronisko na Markowych Szczawinach (1180) - Przełęcz Brona (1499) - Babia Góra (Diablak) (1725) - Sokolica (1367) - Przełęcz Lipnicka (Krowiarki) (1012) - Cyl Hali Śmietanowej (1298) - Polica (1396) - Schronisko na Hali Krupowej (1137).



Ranek zbudził nas świtem, ale dopiero wschód słońca zmobilizował nas do wyjścia na sesję fotograficzną tego pięknego wydarzenia.

 




Przez dłuższą chwilę dwoiliśmy i troiliśmy się z aparatami, uwieczniając poranny spektakl.


Późnym rankiem, po śniadaniu, trzeba było myśleć o wyruszeniu w dalszą drogę. Słowacy zamierzali osiągnąć Babią Górę przez wierzchołek Małej Babiej, ja zaś jako ortodoks, zamierzałem twardo trzymać się czerwonych znaków, także prowadzących na Diablaka.
Słowacy ruszyli pierwsi, ja zaś skorzystałem z nieco ogrzanej wody na namiastkę kąpieli.


 
Pół godziny później sam z żalem opuściłem to klimatyczne miejsce, pozostawiając kolibę czystą i nietkniętą.



Jedynie w przedsionku przybyła dodatkowa butelka po „grusce”, którą Słowacy przy moim skromnym wsparciu osuszyli ;-)
Schodząc w dół, natknąłem się na lądownik Apollo z kołnierzem dokującym dla stacji Sojuz :-) Jakby ktoś miał kontakt z dowództwem NASA, proszę powiadomić ;-)


Przełęczami, stokami, ścieżkami, przez polany i mijając strumienie i źródła wody pitnej, dotarłem do kolejnego przykładu „radosnego budownictwa górskiego” – Schroniska PTTK na Markowych Szczawinach.








Obiłem się, napoiłem Tymbarkiem, rozplanowałem trasę, po czym z świadomością przeznaczenia, zaatakowałem podejście na Przełęcz Brona.



Strome stopnie na stromym stoku plus wszechobecne gorąco, mobilizowały do pokornego pokonywania nachylenia.


Na przełęczy chwila wytchnienia i fotki – póki jeszcze coś widać.


Zaczynam kolejne, długie i mozolne podejście. Gdy przewiewają się chmury, widzę przed sobą krechę szlaku pnącego się niemal pionowo pod górę. To złudzenie optyczne lekko osłabia, ale Babia nie po to uczy pokory, by jej nie zachować. Pnę się zatem powoli, jednym tempem, obserwując coraz gęstsze chmury i coraz rzadsze widoki.


Wreszcie dochodzę do miejsca, gdzie kłęby chmur mglistych liżą zbocze Baby, ciężko i niespiesznie przetaczając się i niosąc nieco ochłody. Wygląda na to, że moje plany na panoramy z Diablaka – wezmą diabli...!

Momentami się trochę przeciera, ale to nie jest pogoda na zdjęcia. Jednak nie ma się co rozczulać, - zawsze choćby pamiątkową fotę się zrobi...
Podchodząc pod sam szczyt, co i rusz mijam dwójki schodzące w dół, - a to roześmiane dziewczyny które niechcący zaliczyły dupozjazd, a to dwóch facetów ubranych jak na plażę, a to małżeństwo ostrożnie poruszające się po podszczytowym gołoborzu.
Na samym szczycie (1725m.) około dziesięciu osób, chmury i ...”moi” Słowacy! :-)


Przyszli kilka minut przede mną i właśnie raczyli się drugim śniadaniem. Spotkanie ich sprawiło mi dużą radość, gdyż wychodząc pół godziny wcześniej i maszerując przez Małą Babią, mieli szansę zejść z góry przed moim przybyciem. Tymczasem moje tempo było dobre i mimo popasu na Markowych, doszedłem niewiele później od nich.
Oczywiście nie obyło się przez kolejnych pamiątkowych fotek, w tym mojej, dokumentującej zdobycie Babiej Góry.




Jednak niebawem z kłębiących się chmur, doszedł daleki grzmot, a po nim zaczął padać drobny grad. Kolejne grzmoty wprowadziły małe zamieszanie wśród wszystkich zdobywców Diablaka, co skutkowało szybkim zbieraniem się do odwrotu.

Jeszcze jedna czy dwie foty i machając do sympatycznych przyjaciół zza otwartej granicy, pognałem w stronę Gówniaka, gdzie deszcz zaczął już poważnie straszyć, więc narzuciłem poncho.


Na Sokolicy (1367m.) szlak czerwony był zamknięty.



Jednak z wierności kolorowi znaków i poganiany padającym deszczem, za radą stałego bywalca tych gór, postanowiłem pójść wzdłuż znaków czerwonych. W pobliżu Krowiarek (Przełęcz Lipnicka), ścieżka była remontowana, wzmacniana kamieniami i zabezpieczana drewnianymi krawężnikami. Mimo nieco większego błota, dało się bez problemu przejść.

Na samej Przełęczy Lipnickiej siąpiło nadal, schroniłem się więc pod obszerny daszek punktu informacyjnego, będącego zarazem sezonową kasą biletową, Dwóch kolarzy także przeczekiwało tam niepogodę.


Nie chcąc bardziej moknąć, liczyłem się z noclegiem na ławie pod daszkiem, ale półtorej godziny później deszcz na tyle osłabł, że postanowiłem ruszyć jednak w stronę schroniska na Hali Krupowej.

Po drodze natknąłem się na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy lotniczej z 1969 roku.


Tuż za nim, rozciągał się rezerwat przyrody, który okolicy nadawał posmaku lasu pierwotnego.

Przy niemal zachodzącym słońcu, korzystając z długiego czerwcowego dnia, późnym wieczorem zaszedłem na Halę Krupową do schroniska.



Pokój w którym zostałem na noc, po rozległych przestrzeniach za dnia, po zmroku mógł budzić we mnie klaustrofobiczne emocje.


Jednak stylowość i klimatyczność starego schroniska, harmonizowały z moim stanem ducha i nastrojem okolicy.
Wykąpałem się i oprałem, herbatę osłodziłem daktylami robiąc tym samym zupę daktylową ;-), spojrzałem na mapę pod kątem dnia następnego, po czym kołysany szumem wiatru szumiącego za oknem, w niezmąconej ciszy drewnianych ścian, smacznie zasnąłem...
-

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. ,,pozostawiając kolibę czystą i nietkniętą"
    ,,Jedynie w przedsionku przybyła dodatkowa butelka po „grusce”, którą Słowacy przy moim skromnym wsparciu osuszyli"
    a dla kogo tą butelkę zostawiliście??? Kto ma ją za was posprzątać i znieść na dół ??? W ten sposób zaśmieca i niszczy się góry. Wy zostawiliście butelkę, następna osoba uzna, że skoro i tak walają się po kolibie butelki, to można zostawić reklamówkę ze śmieciami. Dlatego szlaki, koliby i bacówki wyglądają tak jak wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Butelkę Słowacy postawili obok innych do zdjęcia. Oni tam byli niezależnie ode mnie. Ja nie zostawiłem żadnych śmieci, bo noszę z sobą mały worek na odpadki, których zresztą generuję bardzo niewiele. Czy Słowacy zabrali swoją butelkę, tego już niestety nie wiem...

      Usuń