Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 1 sierpnia 2012

Yatzkowe Gorczańskie przypadki - Mare Nebularum

-

----- Listopad 2010 -----


Po wcześniejszym wypadzie w Bieszczady, na który chciałem wyciągnąć pewną małą squaw - nazwijmy ją Majka (choć Majka to nie mój kolega z wojska ;-) ), ona sama zaproponowała mi, że mnie wyciągnie w góry, w ramach rekompensaty za nieobecność w Bieszczadach. Oczywiście, po kilku wytycznych - ma być niedaleko, widokowo i pogodnie, zabrałem się do planowania. 
Ustaliłem, że Majka owszem chadza po górach i ma minimum wyposażenia i doświadczenia. Jednak nie znając tychże, postanowiłem nie forsować dziewczyny, coby jej na przyszłość nie zniechęcić do dalszych wypraw. Ponadto, ze względów na dbanie Majki o jej reputację, pozwalam sobie na pominięcie jej w relacji fotograficznej, przez co niestety ilość fotek została poważnie uszczuplona. Pokazywanie się publicznie w obecności takiego włóczęgi jak ja, zapewne młodym damom nie przynosi splendoru... 

Ustaliłem, że zaatakujemy Gorce. Są tam i piękne widoki i schroniska i możliwość wyjścia na szlak z wyższego punktu startu, a przewyższenia niezabójcze. Musiałem dbać o Majkę i jej kondycję, by w przyszłości móc pokazać jej i inne piękne miejsca.

Dojechaliśmy do Rdzawki pomiędzy Rabką a Nowym Targiem. Pogoda była jak marzenie - chwała na wysokościach, a na ziemi gęsta mgła, zasłaniająca tak doliny Podhala od południa, jak i wspomnianą Rabkę od północy.



Wejście na szlak szeroką drogą leśną było nad wyraz lajtowe, a podejścia wręcz symboliczne.


Po spokojnym przejściu początkowego odcinka, od południa zaczęła się wyłaniać dolina Obidowej, nastrojowa zasnuta mgłami, z których wyłaniały się pagórki, z rzadka usiane domami.



Błoto, to chyba nieodłączny element moich szlaków, bo i w Gorcach też obficie obrodziło.


Mijane hale co i rusz otwierały malownicze widoki, w których chmury i mgły tworzyły istne Mare Nebularum - Morze Mgieł.


Się szło... Miejscami błota ustępowały miejsca kamienistej ścieżce, teraz przypominającej, że mijana okolica ma charakter górski.


Majka dzielnie parła naprzód wspomagana moimi kijkami, które przemierzywszy już ze mną setki kilometrów, tego dnia dzielnie służyły
mojej towarzyszce przygody. Buty trekkingowe dawały poczucie komfortu, można było zatem pokusić się o dotarcie na Turbacz.

Mijane widoki napełniały nas sielskością, bo trasa nie była ani trochę forsowna, pogoda dopisała, a widoki utrwalały poczucie radości.


Obidowa przycupnięta pomiędzy Gorcami a masywem Bukowiny okalającym ją od południa, oparła się naporowi mgły, lekko tylko siwiejąc od jej zaczątków.


Napotkany po drodze wyciąg, ze swym kołem, dla wędrowców był niczym zawieszona pomiędzy ziemią a niebem - róża wiatrów.


Jako że była to środa, można było spotkać także ludzi pracujących na terenach przyległych do Gorczańskiego Parku Narodowego, a odpoczywający koń, w tych nieco surowych okolicach, wniósł nieco swojskiego klimatu.


Napieraliśmy dalej we dwoje...


Wreszcie pojawiły się pierwsze oznaki, informujące że przed nami schronisko na Starych Wierchach.



Zrobiliśmy tu całkiem okazałą sesję zdjęciową, ale jako że postanowiłem chronić reputację Majki, po selekcji zostało zaledwie kilka fotek nadających się do opublikowania.



Niestety, na miejscu okazało się, że buty Hi-Tec które Majka miała na nogach, jakkolwiek przekonywająco wyglądające, są dosyć piętożerne ;-). Moja apteczka uszczupliła się więc o dwa plastry, po czym stanęło na tym, że Turbacz odpuszczamy, no bo motoryka Majki może jeszcze bardziej się pogorszyć i dojdziemy tylko na polanę na Obidowcu, po czym zostawiliśmy za sobą schronisko.



Leśnym traktem przemierzaliśmy kolejne kilometry. Droga była przyjemna, pogoda nadal sprzyjała, a widoki napełniały nasze oczy i duszę tą dobrze znaną każdemu wędrowcy błogością.




Na Obidowcu jeszcze raz przeliczyliśmy czas i ostatecznie pożegnaliśmy możliwość zdobycia Turbacza.


Doszliśmy do leżącej poniżej na szlaku polany i po chwili odpoczynku i kontemplacji, był to nasz punkt powrotu.


Nadeszły godziny popołudniowe, których światło plastycznie promieniował na okolicę, budując nastrój nostalgicznej wędrówki.






Gdy słońce chyliło się nad górami, dotarliśmy ponownie, w drodze powrotnej, do Starych Wierchów.


Gdy Majka - nie pozwalając sobie pomóc - opatrywała swe stopy, ja - niedoceniony paramedyk, łowiłem ostatnie impresje o zachodzie słońca.



Ruszyliśmy dalej. Obfitość błota towarzyszyła nam w drodze powrotnej regularnie.


Zmierzch i wieczorne mgły, budowały mroczny i tajemniczy nastrój.



Majka zatrzymała się ujęta magią chwili i w skupieniu właściwym takim okolicznościom, chłonęła widoki, wsłuchując się w nieprzejrzaną ciszę...


W oddali, wyłaniając się z mglistych oparów Mare Nebularum, majestatycznie królowała Babia Góra, tonąc w mrokach zapadającej nocy.


Przy świetle czołówek i jaśniejącego księżyca, pokonaliśmy ostatni odcinek trasy powrotnej.


Przed nami wyłonił się z mrocznej mgły, znajomy obraz zabudowań na Rdzawce.


Nasza trasa nie należała do ambitnych. Miała być raczej wędrówką "rozpoznawczą", w której zweryfikują się wszelkie uwarunkowania do poważniejszego trekkingu. Niestety, dobre buty to podstawa, a tu Majka mogła się na własnej - zdartej z pięt - skórze przekonać, jak ten element wyposażenia jest istotny. Spodobały się jej kijki, a myślę, że nieco ulżyły stopom w powrocie. Nieoceniona była moja Tikka Plus 2, w którą ją wyposażyłem. Sam miałem małego Princeton Teca, zdecydowanie zbyt słabego na szlak, choć dawał radę, ale bez komfortu. Kiwam się nad Myo XP, i prędzej czy później go kupię, bo przy poszukiwaniu szlaku Majka dała radę z Tikką, ale boost w Myo XP załatwił by sprawę raz-dwa.

Nasza środowa wędrówka miała w sobie coś, co niosło z sobą pierwiastek wielkiej, prawdziwej wędrówki, niemal włóczęgi w moim stylu, tyle że w skali makro. Na szlaku nie spotkaliśmy nikogo, jedynie pod schroniskiem cztery pytlujące niewiasty w wieku cokolwiek przedbalzakowskim, które po kwadransie zeszły w stronę Rabki. Spotkaliśmy siebie, szliśmy razem i syciliśmy się samą wędrówką i tym, co nam ona oferowała - widokami, ciszą, przyrodą i spokojem.

Chodziłem z Majką...

-

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza