Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

GSB II etap, 13 dzień - Mochnaczka Niżna - Regetów.

-

13 dzień na GSB – Mochnaczka Niżna – Regetów – 21 km.
GSB II etap - Dzień piąty - 21 czerwca 2013. 

Trasa: Mochnaczka Niżna (621) – Izby (549) – Ropki (550) – Hańczowa (469) – Kozie Żebro (849) – Baza Namiotowa w Regetowie (532).


W Mochnaczce za mostem przy skrzyżowaniu ze sklepem spożywczym, szlak schodzi w prawo, obok pięknej cerkwi i pnie się na łagodne wzgórze. Tu rozciągają się tak malownicze widoki, że gdy koleżanka na pierwszy dzień lata postanowiła uwić sobie wianek, ja kontemplowałem malownicze wzgórza, z lubością podziwiając piękno nieznanego mi dotąd Beskidu Niskiego.




Nawigując dobrze oznaczonymi drogami, przez łagodne wzniesienia schodziliśmy w rozległe doliny, z rzadka tylko upstrzone zabudowaniami, a poznaczone charakterystyczną szachownicą zielonych pól. Tu i ówdzie po szachownicy pełzły zadrzewione rzadką kreską miedze, bądź nieco szerzej wdzierały się zagajniki i lasy. Na horyzoncie pojawiały się wzniesienia, jednak ich wysokość bardziej zachęcała, niż zapowiadała zmęczenie. Jedynie leżąca po prawej Lackowa, nie będąca na trasie naszej wędrówki, sprawiała bardziej dostojne wrażenie. Tak przy lekkim wietrzyku, napotykając się co rusz na przesmaczne poziomki, nieco mokrawą drożyną dotarliśmy do wąskiej wstążki asfaltu, by polną drogą wśród kwietnych łąk i pól uprawnych, dotrzeć do pierwszych i zresztą nielicznych zabudowań wsi Izby.




Osada nie zatrzymała nas na dłużej niż wymaga tego zrobienie kilku zdjęć. Z marszu wzięliśmy przeciwne zbocze, by po minięciu zalesionego wzgórza, pilnie wyszukując z rzadka pojawiających się znaków, zejść brzegiem łąki do płynącej w dole rzeczki – Białej.
Tu nastał czas na odpoczynek. Ja ruszyłem dalej w poszukiwaniu znaków, ale ich nie znalazłem. Fakt faktem, że od rzeczki do asfaltu wyprowadza jedyna dróżka, ale dalej nie wiadomo – w lewo czy w prawo. Mapa nakazywała w prawo i tak też poszliśmy asfaltem, natrafiając wkrótce na szeroką drogę leśną odchodzącą w lewo, przy której odnaleźliśmy znak czerwony. 

Po niedawnym odpoczynku nastał czas na posiłek. Może nie dla wszystkich, ale postój już dla wszystkich.
Dalej szlak prowadził leśną drogą, przed szczytem na chwilę ją opuszczając, by po powrocie na wzniesieniu znowu zniknąć w lesie bez dalszego biegu. Poszliśmy więc dalej szeroką drogą w dół, odnajdując szlak za obszernym zakrętem. Można było więc cały czas trzymać się drogi, unikając poszukiwania niestarannie oznakowanego przebiegu. Jednak za wspomnianym zakrętem w dół, znaki jeszcze chwilę prowadziły drogą, by na dobre skierować nas w zarośla, doprowadzając do ujęcia wody przy strumieniu. Za ujęciem, ścieżka opuszcza las, prowadząc jego brzegiem w prawo po obwodzie rozległej polany, w dół której patrząc, można początkowo wśród sosen dostrzec podmurówkę po jakiejś dawnej budowli – być może cerkwi, a po chwili otwiera się widok na „Rancho w Dolinie”, czyli domek drewniany z pomniejszymi zabudowaniami, malowniczo ulokowany na opadającej w stronę Ropek polanie.


Jak napisałem, my polanę obeszliśmy najpierw w prawo, a później w dół, jednak brak oznaczeń zasugerował nam taką opcję trasy. Po powrocie sprawdziłem, że szlak prowadzi po wyjściu z lasu za ujęciem wody, od razu w dół brzegiem polany, a nie tak jak szlak rowerowy – w prawo i w dół. Tym niemniej za tą malowniczą posiadłością, znaki czerwone się odnalazły, a my doszliśmy do pierwszych regularnych zabudowań w dolinie, gdzie zresztą przywitał nas szczekający duży pies, po dobiegnięciu do nas i moim przywitaniu, całkowicie złagodniały.
Ropki to spokojna osada rozciągnięta przy strumieniu, za którą ciągnęła się dalej droga w stronę Hańczowej.
Przed Hańczową, tuż przy asfaltowej drodze napotkaliśmy pożar składu belek, ale w tym odludziu nie przyciągał on niczyjej uwagi… Niebawem więc osiągnęliśmy drogę prowadzącą z Uścia Gorlickiego do Wysowej, przy której przy szlaku natrafiliśmy na sklep spożywczy, dzięki czemu po chwili zaopatrzyliśmy się w małe co-nieco, które pochłonęliśmy przy stoliku wkrótce zamykanego sklepu.




Z napełnionymi żołądkami i bukłakami pełnymi wody, przekroczyliśmy wkrótce most na Ropie – doskonale oznakowany, by nawigując pośród znikających znaków, odnaleźć je na drodze asfaltowej, z której już dobre oznakowanie wyprowadziło nas leśną drogą na Kozie Żebro. 

Schodząc w stronę Regetowa, obserwowaliśmy pilnie czerwone znaki, by w zapadającym zmroku nie pobłądzić w lesie. Odbijając z wąskiej ścieżki na szerszą drogę leśną, po chwili zobaczyłem światła dwóch czołówek. Pozdrowiłem biegnących żartując, że na Kozim Żebrze sklep z piwem już zamknięty i poszedłem dalej. Jednak Leśna Dusza wykazała więcej spostrzegawczości i zauważyła, że jeden z nich miał odzież z logo Inov-8 – sponsora Maćka Więcka, który dzień wcześniej wystartował w Bieszczadach, by biegnąc, pokonać cały Główny Szlak Beskidzki w cztery dni. Krzyknąłem więc za oddalającymi się biegaczami „Więcek?” W odpowiedzi usłyszałem „tak!” Podbiegłem, zamieniliśmy kilka słów, zrobiłem zdjęcie, choć autofokus w nocy niezbyt precyzyjnie ustawił odległość, jednak zdjęcie Maćka z kolegą mam. Życzyłem mu powodzenia, po czym oni pobiegli w swoją stronę, my poszliśmy w swoją.


Na wyjściu z lasu znowu był problem z odszukaniem znaków, których zwyczajnie nie było. Stwierdziliśmy, że należy iść ścieżką w dół i po chwili znaki zostały odnalezione. Dalej już prowadziły nas przez rzeczkę do bazy namiotowej w Regetowie, która jeszcze była pusta, co zresztą było nam na rękę. Pod wiatą się rozłożyliśmy, była kolacja przy świecy i zaciekawienie popielic, które żywo interesowało pojawienie się gości.


Leśna Dusza zainstalowała się w leżącym na podeście hamaku z moskitierą, ja zaś wymościłem się na stole, po czym miałem trudności z zaśnięciem, słysząc nieustanny tupot popielic, przed którymi w obawie, podwiesiliśmy plecaki pod belkami, a ja obawiałem się, by mi któraś nie rozpruła śpiwora. Gryzonie jednak zachowywały odpowiedni dystans, więc wreszcie nad ranem zapadłem w smaczny sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz