Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

GSB II etap, 14 dzień - Regetów - Bartne

-

14 dzień na GSB – Regetów – Bartne – 18 km.
GSB II etap - Dzień szósty - 22 czerwca 2013. 

Trasa: Baza Namiotowa w Regetowie (532) – Rotunda (775) – Ług-Zdynia (481) – Krzywa (562) – Bacówka PTTK w Bartnem (619).


Baza w Regetowie – choć przytulna – nie mogła nas gościć bez końca. Po przesuszeniu śpiworów, załadowaniu śniadania do systemu pokarmowego i zwinięciu obozu, pozostało tylko wyruszenie na Rotundę, stanowiącą pierwszy punkt na trasie wędrówki tego dnia.


Po drodze napotkaliśmy piechura, który przemierzał GSB od przeciwnej strony, nastąpiła więc zwyczajowa wymiana doświadczeń i przydatnych informacji. Dowiedzieliśmy się między innymi o spotkaniu z niedźwiadkiem, żubrem i wilkami, jednak według relacji kolegi, nie dochodziło do niepokojących konfrontacji. 

Ruszyliśmy więc dalej. Niebawem dobrze oznakowany szlak doprowadził nas na szczyt wzniesienia, gdzie rozlokował się dobrze znany cmentarz z licznymi mogiłami z I Wojny Światowej.




Po chwili zadumy, wzdłuż niebawem napotkanego ogrodzenia szkółki leśnej, zeszliśmy do granicy lasu, skąd za malowniczą barwną łąką, otworzyły się przed nami kolejne sielskie, rozległe i spokojem przepełniające widoki. Polną dróżką łagodnie opadającą ku pobliskiej wsi, ciesząc oczy harmonią Beskidu Niskiego, powoli schodziliśmy do doliny.

Wieś przywitała nas starymi zabudowaniami ze starą, pochyloną i dość dawno nieużywaną studnią, tęskniącą próchniejącym kołowrotem do resztek pordzewiałego łańcucha, ledwie co chronionym starym, przeciekającym daszkiem. Zaś na betonowym kręgu studni, dumnie widniały z każdej strony biało-czerwono-białe znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego, pamiętające zapewne tak czasy jego powstania, jak i pobudowania studni i pobliskiego drewnianego domu.


Tymczasem nad nami zaczęły gęstnieć ciemne chmury, zapowiadając rychłą ulewę. Odnajdując kolejne czerwone znaki, doszliśmy do niewielkiego sklepu, w którym zidentyfikowaliśmy wieś jako Ług – Zdynia, otrzymaliśmy zgodę na przeczekanie ulewy pod przysklepową wiatą, więc korzystając z okoliczności wykonaliśmy niezbędne zakupy, z których część od razu pod wiatą poszła po obróbce termicznej - do konsumpcji.




Rzęsisty deszcz który szybko przerodził się w gwałtowną ulewę, niemal tak szybko jak przyszedł, tak i szperając jeszcze na pożegnanie w zaroślach, odszedł, pozostawiając za sobą kałuże i mokre trawy. Pożegnaliśmy zatem opatrznościowe schronienie, ruszając połyskującą po deszczu wstęgą asfaltu. Niebawem znaki przy pobliskiej kapliczce wyprowadziły nas na wilgotną łąkę, skąd równie mokrą ścieżką weszliśmy do lasu, wspinając się na łagodne zbocze Popowych Wierchów, zasnute oparami z niedawnej ulewy. Mglisty las gęsto znakowany, wyprowadza nas na dobrze utrzymaną drogą gospodarczą, okoloną głębokimi fosami i prowadzącą do Jasionki, która jednak niebawem czerwone znaki nakazują opuścić. Schodząc w stronę leśnej ścieżki, nie zauważamy znaków i błądzimy. Poszukując oznakowań, schodzimy coraz niżej, nigdzie nie odnajdując szlaku. Jako że błądzenie jest naszą nieźle opanowaną domeną, nawigujemy według mapy, wytyczając nową trasę. Z niewielkiej polany będącej też składem drewna i leśną pasieką, dochodzimy do pól, skąd szeroki widnokrąg rozlewa się łagodnymi zalesionymi wzgórzami. Mijamy mały drewniany domek letniskowy z obszerną werandą, po czym kierujemy się w stronę zabudowań, stwierdzając, że do wsi dojdziemy na drugim jej końcu. Po drodze napotykamy na tajemniczy krąg, określony przeze mnie jako drewniany Stonehenge ;-) Stąd już widać luźną zabudowę wsi i cerkiew na jej końcu.






Napotkany tubylec dobrze znający okolice, sugeruje nam, by nie wracać do wsi gdzie przechodzi szlak czerwony i „nie leźć przez chaszcze”, lecz zanocować w pobliskim schronisku, a do Bartnego dojść wygodną drogą leśną, którą biegnie niebieski szlak.

Pobliskie schronisko okazało się drogą i zapełnioną agrozagrodą, a gospodyni skierowała nas na tak wysoką trawę, że po problemach z nawigacją w odwrocie jeszcze raz pobłądziliśmy, po czym zapadła decyzja o powrocie do drogi asfaltowej, skąd dalej niebieskim szlakiem mieliśmy kierować się na Bartne. Jako że dzień się już pochylił, trzymaliśmy się szerszych dróg, by jeszcze dniem dojść do Bacówki.


Przed wejściem na niebieski (!) szlak, odpoczęliśmy nieco, by ruszyć kawałek jeszcze drogi do dzisiejszego celu. W połowie drogi z radością powitaliśmy czerwone znaki dochodzące do tych niebieskich i dalej już „naszym” szlakiem w przedwieczerz stanęliśmy przy Bacówce PTTK w Bartnem.

W obiekcie ludno i gwarno, większość to jednodniowi turyści zmotoryzowani, imprezujący jakąś większą okoliczność, tym bardziej, że była to sobota wieczorem, a więc ”czas wolny żołnierza”. Jednak późnym wieczorem większość z nich gdzieś zniknęła.
Po skromnej kolacji, z uwagi na nadciągającą kolejną ulewę postanowiliśmy zanocować w klimatycznej Bacówce, tym bardziej, że wynegocjowaliśmy przystępną cenę za pokoik w jaskółce. Po wrażeniach dnia i ciepłym prysznicu, nie miałem problemów z zaśnięciem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz