Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

GSB II etap, 18 dzień - Lubatowa - Pod Tokarnią.

-

18 dzień na GSB – Lubatowa/Iwonicz  – Pod Tokarnią - 31 km.
GSB II etap - Dzień dziesiąty - 26 czerwca 2013. 

Trasa: Lubatowa (397) – Iwonicz Zdrój (384) – Rymanów Zdrój (367) – Baza Namiotowa Wisłoczek (465) – Puławy Dolne (397) – Puławy Górne (481) – Pod Skibcami (744) – Pod Tokarnią (703).


Pobudka przed siódmą, to jak dla nas, niemal środek nocy ;-) Zbieramy się szybko i sprawnie, gospodarze też już się krzątają przed wyjazdem.
O siódmej zakładamy odzież przeciwdeszczową, bo od nocy mży i ruszamy asfaltem, żegnając się z przyjaznymi ludźmi.
Po kwadransie osiągamy pierwsze zabudowania Iwonicza, ja przy okazji oceniam obiekt pod kątem kimania w razie deszczu.


Mokry Iwonicz z rana jest jeszcze pusty i senny, ale sklepy już otwarte, a Leśna Dusza na poczcie odbiera swoje zaopatrzenie. Ja wymykam się do sklepu przy którym szlak odbija w stronę lasu i funduję sobie śniadanie, na które nie było czasu wcześniej. Koleżanka tymczasem kombinuje, jakby tu oszczędzić sobie marszu i załapać się na okazję do Puław Górnych. Jednak tubylcy nie wróża powodzenia tak śmiałym planom i po chwili razem podchodzimy na wzniesienie za Iwoniczem. Wchodzimy w las i od razu ślizgamy się na błotnistej drodze leśnej, chwilę wcześniej chroniąc się przed deszczem pod starawą wiatą. Błotnista dolina potoku i kolejne błotne podejście przez mokry i momentami gęsty las, przypominają nam, że wędrowanie ma też inne formy uroku ;-)


Odcinek pomiędzy Iwoniczem i Rymanowem Zdrój na szczęście nie jest zbyt długi i jeszcze w miarę suchą stopą wchodzimy do miasta. Tu sporo porannych dreptaczy, a ja z przyzwyczajenia rozglądam się za daszkami, wiatami i muszlami koncertowymi pod kątem schronienia na deszcz czy na noc. Po chwili jednak przyciąga mnie cukiernia, w której sympatyczne dziewczę zaspokaja mój apatyt na lody. Te o smaku toffi biorę jeszcze raz. Dostaję też na prośbę, kilka saszetek cukru, więc herbata w terenie będzie słodka  


Za Rymanowem najpierw dochodzimy do cerkwiska i kręgu rzeźb nawiązujących do lokalnej historii. Dalej ciągnie się na wzgórze łąka z wysoką i mokrą trawą, więc spodnie i buty szybko nabierają wilgoci. 
Z utęsknieniem czekam na las, licząc na nieco stabilniejszy grunt. Gdzież tam! W lesie błoto, że aż kipi! Byli tu drwale i przerobili drogę na błotny jogurt. A niech to szlag! Za znakami też trzeba wypatrywać oczy, bo jedno malowane drzewo leży, a pewnie inne znaki też się drwalom zawinęły… Zaczynam już delikatnie kląć, bo w butach mokro, a ani pogoda ani opcje noclegu nie wróżą poprawy.






Słychać już rwącą rzekę. Nad nią rozpostarła swe włości Studencka Baza Namiotowa Wisłoczek. Dopiero minęło południe, bo przecież wędrujemy wyjątkowo od rana, to i na spoczynek zdecydowanie za wcześnie. Jest tu co prawda zamykany domek, woda, kibelek, a w pobliżu piękny wodospad,
my jednak po odetchnięciu pójdziemy dalej. Kilka fotek, mała przegryzka i przekraczamy most nad wzburzoną wodą.








Za nim asfalt i nudne dreptanie przez okolicę pogrążoną w letargu. Sklepu na trasie nie ma, więc nie ma jak piwem poprawić nastroju… Drogą prawie nic nie jedzie, więc myśl o okazji z Iwonicza, teraz wydaje się nierealna. Powoli dochodzimy do końca Puław Górnych, gdzie szlak skręca pod górę w kierunku lasu. Rozglądamy się za możliwością nabrania wody, ale senna wieś wygląda jak wyludniona. Wreszcie podchodzimy do okazałego budynku przy mleczarni, który okazuje się być agroturystyką z tablicy na początku wsi. Dostajemy wodę i możemy odpocząć. Wciągam zatem batonika, popijam i jako tako reperuję morale. Jest czwarta, a kobieta z Agro mówi, że tędy przechodzą turyści z rana w stronę Komańczy, albo wieczorem stamtąd przychodzą. My zaś poinformowaliśmy, że będziemy biwakować gdzieś po drodze. Kobieta podumała, pokiwała w zamyśleniu głową, ale nic nie rzekła i zniknęła
w mrokach domostwa.


Przy szlakowskazie Leśna Dusza stwierdziła, że idzie jeszcze godzinę – do lasu i tam wiesza hamak, bo limit kilometrów na dzisiaj już ma wyczerpany.
Ja zaś optowałem, by iść nieco dalej, skoro pora wczesna, a droga do Komańczy i tak daleka, więc ile dzisiaj przejdziemy, tyle jutro będzie mniej.
Jeszcze przed niedalekim borem trzeba było wyciągnąć poncho, bo kondensacja wilgoci przybrała całkiem realne formy. Idąc w deszczu, liczyłem na wiatę lub ambonę, by nie rozbijać namiotu w niepogodzie, co niewątpliwie nie poprawiłoby mi humoru.




W lesie napotkaliśmy oznaczenia rezerwatu, więc opcja wieszania hamaka na pewien czas została odłożona. Padło że wędrujemy jeszcze godzinę
i szukamy miejsca na biwak. Nie minęła godzina, jak spotkaliśmy parę idącą od Komańczy do Puław, gdzie mieli zarezerwowany nocleg w Agro.
Humory mieli też nienajlepsze, dziewczyna stwierdziła, że ma tak mokro w butach, że woda jej się wlewa jedną stroną, a wylewa drugą i jest jej już wszystko jedno, byle dojść do Puław. Ja zaś skwapliwie dopytałem się o wiatę lub ambonę i mężczyzna zerknął na GPS-a i oznajmił, że za ponad 6 km dojdziemy do wiaty. No to pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony. Leśna Dusza przekonała się co do dystansu i po niemal 7 km marszu, stanęliśmy na wzgórzu przed dość mizerną konstrukcją. Zachwytów trudno by się dopatrzyć na naszych twarzach, no ale dystans do Komańczy nieźle skróciliśmy, mamy dach nad głową – co prawda przeciekający i względny porządek wokoło. Zainstalowaliśmy swoją infrastrukturę sypialną, przyrządziliśmy kolację – co poniektórzy korzystając z deszczówki i przyśpiewując sobie abstrakcyjną w tak pięknych okolicznościach przyrody frazę: „czerwony – autobus – przez ulicę mego miasta mknie…”, zjedliśmy co było do zjedzenia i wypiliśmy co było do wypicia.


Wokół – jakby wilgoci za dnia było mało – zaczęła opadać mgła, co już dopełniło pucharu goryczy. Wygrzebałem ostatnie suche elementy odzieży z worka wodoodpornego, założyłem i wskoczyłem do śpiwora, ciesząc się tą ostoją komfortu.


W samym środku odludzia, gdzie nie ma tak głupiego diabła żeby mu się chciało przyjść i powiedzieć „dobranoc”, gdzie ma już ani psa ani wilka któren by chciał dupą szczekać czy wyć, w miejscu do którego wrony nie dolatują, bo i po co nie mają i znacznie wcześniej zakręcają, - w hamaku i pod namiotem zasnęło dwoje wytrawnych wędrowców. I był to sen człowieka sprawiedliwego i o dziwo – spało mi się tu najsmaczniej!
-

6 komentarzy:

  1. Yatzku Tokarnię - a w zasadzie odcinek od Wilczych Bud do skrzyżowania GSB ze szlakiem żółtym - zapamiętam na całe życie. Idąc tam 1 lipca 2014 od Wisłoczka do Komańczy drogę zastąpił mi właśnie wilk! Nie wył, nie szczekał, ale podejrzanie warczał. Nie ruszał się z miejsca dobre kilka minut. Już myślałem,że czeka na "kolegów". W końcu kilka energicznych ruchów kijkami trekingowymi przekonało go do zejścia. Pogoda była wtedy jak pod przysłowiowym psem ( od rana padał przelotny deszcz ) niebo całe zaciągnięte chmurami, wilgoć i błoto, to jeszcze wilk się napatoczył;-) A co najgorsze aparat bezpiecznie schowany w plecaku ( przed deszczem ), a nie jak zawsze ( gdy pogodnie ) przy pasku:-(. Gdybym to wtedy "uwiecznił" na matrycy .... Może będzie jeszcze kiedyś okazja. Do Komańczy schodziłem już z pogodą ( już za Kamieniem niebo zaczęło się przecierać ). Będzie co wspominać:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałem na ten wpis korzystając z tabletu, no i odpowiedź poleciała gdzieś w niebyt... :(
      Teraz przeglądam i porządkuję bloga, no i proszę - taka skucha... Przepraszam!

      A o wilkach i niedźwiedziach w Beskidzie Niskim i w Bieszczadach nasłuchałem się od ludzi którym daję wiarę, więc i w tę opowieść mogę uwierzyć, bo podobna miała miejsce na kilkanaście dni przed ukończeniem mojego przejścia GSB.
      Była bardzo podobna i miała miejsce 3 km za Wołosatem, a sporo przed Przełęczą Bukowską.
      Na szczęście nie doszły mnie żadne dramatyczne przeżycia w spotkaniach z dziką zwierzyną, więc poza prawdziwymi emocjami i niezatartymi wspomnieniami, zawsze kończyło się to szczęśliwie dla obydwu stron.

      Bezpiecznych wędrówek,
      pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź:-) Następnego dnia - 2 lipca - idąc od Komańczy do Cisnej opowiedziałem te wydarzenie leśniczemu w Prełukach. Wg. niego przyczyny takiego zachowania wilka mogły być trzy: 1) Wilk został odtrącony od reszty watahy, być może po przegranej walce o przywództwo 2) mógł być również nie akceptowany i stale odpędzany-atakowany przez watahę 3) żył samotnie lub też był chory.
      Jakimkolwiek wilkiem by on nie był, leśniczy przyznał, że nigdy sam takiej sytuacji nie miał. Zawsze wilk ustępował z drogi człowiekowi.
      Na całe szczęście resztę GSB w Bieszczadach przeszedłem bez podobnych przygód:-) O sytuacji między Przełęczą Bukowską a Wołosatem też słyszałem, ale tam chyba na stałe rezyduje kilka wilków. Odradzano wtedy tam wędrówek w nocy oraz wczesnym rankiem.

      W tym roku na Głównym Szlaku Sudeckim spotkałem tylko pospolite zwierzątka chociaż "ostrzegano" mnie przed potomkami Werwolfu:-) I faktycznie kupa Niemców w różnej skali wiekowej maszerowała dziarsko przez Karkonosze, a kolejnych spotkałem dopiero w schronisku pod Śnieżnikiem!

      Gdyby nie te asfaltowe odcinki byłby to całkiem sympatyczny szlak, a tak to nawet nie ma co się równać z GSB !

      Nasze Beskidy mają jednak to coś...

      Z turystyczny pozdrowieniem i do zobaczenia na szlaku!!!
      BrowarFan ( Góral niskopienny )

      Usuń
    3. Leśniczy w Prełukach miał rację w dużej mierze, gdyż opisane przez niego wilki właśnie w takich sytuacjach mogą zaatakować człowieka. Jednak samo warczenie bez agresji może też świadczyć o dwóch innych możliwościach - w pobliżu są młode, albo, w pobliżu mają zdobycz. Ale tak na pewno to się tego nie dowiemy. Aczkolwiek, gdy szedłem końcówką GSB od Przełęczy Bukowskiej i kawałek przed Wołosatem mijałem opisane miejsce, czułem wyraźną woń padliny. Może to było to, może co innego, a woń nie miała związku. Dość, że wilki zwykle schodzą człowiekowi z drogi, podobnie zresztą jak i niedźwiedzie i cała reszta naprawdę dzikiej zwierzyny. Bo w Tatrach są misie które zatraciły instynkt, a wiem to od strażnika parkowego który przepłaszał niedźwiedzicę Magdę z drogi do Morskiego Oka.

      Na GSS pierwszej nocy pod pole namiotowe kolo schroniska przyszedł stały tam bywalec - jeleń, ale po kilku minutach zawinął się z powrotem. Po drodze Niemców było niewielu, ale to był czerwiec, więc jeszcze przed sezonem.

      Masz rację, - GSB ma w sobie to "coś". Gdy zaczynałem szlak niebieski od Wielkiego Rogacza, trzy razy miałem kontakt z moim ulubionym szlakiem - przejeżdżając autobusem przez Rytro, na rozejściu szlaków na Wielkim Rogaczu gdzie jest początek szlaku niebieskiego i na Lubaniu, gdzie spałem w bazie namiotowej.
      Na razie biedzę się nad opisem Szlaku Nadbużańskiego (dwa tygodnie wędrowania), później przyjdzie czas na szlak niebieski.
      Ale na GSB pewnie się raz jeszcze wybiorę :)

      Do spotkania na szlaku,
      pozdrawiam,

      Yatzek

      Usuń
  2. Jacku, jest szansa, że pamiętasz namiary/informacje pomagające zidentyfikować agroturystykę w Puławach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście... Proszę bardzo, - spałem tam dwa tygodnie temu, pod namiotem, w trakcie drugiego przejścia GSB:

      Agroturystyka "Pod Polaną"
      Beata i Daniel Bruk
      Puławy 20, 38-480 Rymanów
      tel. 13 43 59 170
      kom. 604 526 478 - nie wiem czy aktualny.

      To ten dom z numerem "20" na zdjęciu w tekście.

      Pozdrawiam.

      Usuń