Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

GSB II etap, 20 dzień - Komańcza - Cisna.

-


20 dzień na GSB – Komańcza – Bacówka PTTK Pod Honem w Cisnej - 29 km.
GSB II etap - Dzień dwunasty - 8 lipca 2013. 

Trasa: Komańcza (496) – Prełuki (446) – Duszatyn (496) – Jeziorka Duszatyńskie – Chryszczata (997) – Przełęcz Żebrak (816) – Jaworne (992) – Wołosań (1071) – Osina (963) Hon (821) – Bacówka PTTK Pod Honem w Cisnej (657).


Z Komańczy wystartowałem około 9:45. Piękna, słoneczna pogoda aż zachęcała do wędrówki. Na początku zwyczajowo nie wszedłem na skręt do szlaku, a popędziłem drogą leśną. Gdy wypatrując czerwonych znaków nie odszukałem ich na kolejnych drzewach, sięgnąłem po mapę. Tak, jestem poza szlakiem… Okazało się, że są tego dwa plusy. Pierwszy – to droga w Prełukach dochodzi do szlaku, drugi – szlak prowadził zwykle błotnistą ścieżką na tym odcinku, więc uszło mi na sucho ;-)



W Prełukach istotnie szybko znalazłem znaki i dalej prowadziły mnie już bezbłędnie. Po drodze obejrzałem domy – wszystkie trzy, bardzo pasujące do okolicy, po czym spokojnie dreptałem drogą asfaltową, podziwiając przełom Osławy i surowość okolicy.




Dalej – w Duszatynie – zobaczyłem bar – „Dusza Jeziorek”. Minąłem go mając zapasy na bieżąco, po czym nie obserwując innych atrakcji po drodze, kierowany znakami, skręciłem w lewo w drogę leśną.


Szło się całkiem dobrze, lekko pod górkę, w cieniu, ale po chwili uświadomiłem sobie, że znowu nie widzę czerwonych znaków! Mapa pod ręką, więc patrzę. Wychodzi na to, że idąc drogą wzdłuż potoku, jestem na szlaku. Maszeruję więc dalej, ale znaków nadal ani widu… Kolejna konfrontacja z mapą – jestem na szlaku! Ki diabeł? Wreszcie przy przekraczaniu jakiegoś potoku – są! Czerwone znaki wreszcie się pojawiły.


Ale za to z przeciwka widzę, jak w cieniu kłębi się jakaś ciemna masa. Pewnie człowieki – turysty lub inne robotniki. Aż tu z bliska okazuje się, że z przeciwka dzielnie maszeruje ni mniej ni więcej, jak oddział Policji umeblowany szturmowo w kaskach i z bronią automatyczną! Na wszelki wypadek odezwałem się staranną polszczyzną, rzucając gromkie „dzień dobry”, żeby mnie przypadkiem nie wzięli za nielegalnego ze Sri Lanki czy innego niedźwiedzia, ale widać mieli inny cel na uwadze, bo do mnie się tylko uśmiechnęli i z ożywieniem odpowiedzieli.

Przed samymi jeziorkami spotkałem kilku wracających „na lekko” a przy samej wodzie małżeństwo z pieskiem. Obfotografowałem w ramach odpoczynku tak jedno jak i drugie jeziorko, ciesząc się dobrą pogodą na taką sesję, po czym nie marnując czasu, ruszyłem pod górkę, pomny uwag o ostrym podejściu pod Chryszczatą.










Przed szczytem, na który całkiem lekko się podchodzi, spotkałem dwie dziewczyny idące w przeciwną stronę, a na szczycie człowieków mnóstwo – dwie dziewczyny które niebawem wyruszyły w stronę Cisnej oraz chłopaka i dwie dziewczyny, które też szły w tym samym kierunku. Skorzystałem z okazji i poprosiłem o sfotografowanie mnie w tym miejscu.


Po chwili od Cisnej nadszedł Mateusz, od czterech dni zmagający się z GSB, z którym chyba z pół godziny gawędziliśmy o Szlaku. Przez to gadulstwo odpocząłem aż za bardzo, ale nogi się rwały do drogi, toteż i tempo narzuciłem słuszne. O drugiej minąłem znaki na Rabe, by po 25 minutach na Przełęczy Żebrak dogonić wcześniejszą mieszaną trójkę. Dziewczyny były nieźle obładowane, więc plecaki z każdym kilometrem stawały się jakby cięższe. Chłopak natomiast, mimo, że też był solidnie objuczony, przy sprowokowanym przeze mnie wyścigu pod Jaworne, nie oddał pola, wygrywając o dwie długości, czym wzbudził moje wielkie uznanie.

Idąc, gawędziliśmy o górach, wędrówkach, sprzęcie i wyposażeniu, o swoich okolicach i pięciuset innych rzeczach, jak choćby o motylach, ptakach i innej biologii. Przed Wołosaniem minęliśmy dwie dziewczyny, które wcześniej wystartowały z Chryszczatej, one też miały plecaki wielkości małego kiosku, a dystans i trudy trasy dodawały zmęczenia.

Na Osinie zapowiadał się dłuższy odpoczynek, bo dziewczyny idące z kolegą załapały solidny kryzys, - jedna miała już serdecznie dość. Powiedziałem, że to już naprawdę niedaleko, - jeszcze tylko Hon i zejście do Bacówki. Postanowiłem rozejrzeć się za borówkami i żerując – zaczekać. Natrafiłem tylko na trzy kupy żubra, ale borówek nie znalazłem.


Mijając Hon, stromym zejściem wzdłuż wyciągu orczykowego, zszedłem do Bacówki Pod Honem.




O 18:25 byłem już w środku i z rozrzutności, usprawiedliwionej trzydziestokilometrowym dystansem, zafundowałem sobie piwo, a w ramach godziwego odpoczynku – nocleg na glebie. Niebawem zaczęli dochodzić poznani już wcześniej wędrowcy, szczęśliwi, że wreszcie koniec mitręgi. Kilkanaście osób też już było w schronisku, więc powoli rozpoczynało się wieczorno-nocne schroniskowe życie. Wcześniej miałem zamiar spać w namiocie, ale pole namiotowe było tuż przy ognisku, a tam imprezowanie. Rozłożyłem się zatem na korytarzu na drugim piętrze, pod skosem, mając szanse nie zostać rozdeptanym przez powracających z imprezy. Tej nocy miałem spać nie w klasycznym śpiworze, a w Quilcie, czyli rozwiązaniu pośrednim pomiędzy śpiworem a kołdrą, ale o tym już w osobnym temacie. Dość powiedzieć, że zasnąłem, choć czujnie, by w razie prób rozdeptywania podnieść alarm ostrzegawczy, choć nie było na szczęście takiej potrzeby. Zakręciłem się tedy w Quilta i spałem jak zawity ;-)


-

6 komentarzy:

  1. Witam,
    Jak pisałem, w innym komentarzu, w ostatni weekend przemierzyłem kilka kilometrów po Bieszczadach. Odbyłem też trasę właśnie z Duszatynia do jeziorek Duszatyńskich i z powrotem. Nie wiem, może poprawili oznakowanie, ale przyznam szczerze, że ciężko się zgubić na tym odcinku. Znaki czerwone bardzo widoczne. W prawdzie nie do końca wiem po co wchodzą one w pewnym momencie z drogi w las aby następnie po kliku set metrach wyjść znowu na drogę:) Szlak przez las idzie równolegle do drogi która jest widoczna. Hm.. taką fantazję miał znakarz :P

    Jeziorka urokliwe, to większe ładniejsze. Polecam zobaczyć wszystkim.

    Pozdrawiam,
    Grzesiek T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwała znakarzom za ich pracę, a w omijaniu odcinków zwykle jest jakiś sens - albo obchodzimy stanowisko chronione, albo zbaczamy do czegoś godnego uwagi. Tylko nie zawsze o tym wiadomo. Przedwczoraj dwukrotnie tak miałem schodząc z Lubania do Tylmanowej. I też nie wiem, co autor miał na myśli...

      No a jeziorka to klasyka, to jak lektura obowiązkowa.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Chwała znakarzom:) To fakt! Ale każdy z nas zna odcinki szlaków gdzie ki cholery nie wiadomo co mieli na myśli. Przypomniał mi się kawałek drogi między Przełęczą Kubalonka i Schroniskiem Stecówka. W pewnym momencie szlak czerwony z pięknej drogi schodzi do podmokłego lasu kluczy, kluczy aby znowu za kilkanaście metrów wyjść na tę samą drogę i spokojnie dojść do schroniska. W moim przypadku jak szedłem zapadł już mrok, padał deszcz a ja na siłę ( bo nie spojrzałem na mapę, że można asfaltem przejść) brnąłem przez mokradła - masakra. Oby więcej prostych dróg:)

    Pozdrawiam,
    Grzesiek T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Panie Grzegorzu...! Ależ tam jest piękne skupisko głazów, a nieco dalej z lasu rozciągają się piękne widoki na południe! Tylko że w nocy i w deszczu tego nie widać, to jedynie przy gorszych warunkach zgodziłbym się na obejście drogą.
      W końcu jest to szlak pieszy... :) A że mokradła... - sorry - taki mamy klimat! :D

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. No właśnie tak podejrzewałem, że było tam coś ciekawego tylko w nocy nic nie widziałem :( Jak pójdę drugi raz to się dokładnie przyjrzę:)

    Pozdrawiam!

    P.S. Co tak się Panujemy? Panie Jacku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Grzesiek to mógłby nie wiedzieć co tam jest, ale Pan Grzegorz...?!?
      Nie przejmuj się, - na połoniny w Bieszczadach co wychodziłem, to albo mgła, albo ulewa albo śnieżyca. Wreszcie po kilku latach wychodzę i co widzę...? Piękne widoki! :)
      Zatem warto chodzić po górach za widoku... :)

      Pozdrawiam!

      Usuń