Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 14 czerwca 2014

GSS 06 - Schronisko Andrzejówka - Przełęcz Sokola

-

Andrzejówka - Przełęcz Sokola. Dystans - 20 km. Suma podejść - 850m, suma zejść - 870m.

 

Na szlaku: Andrzejówka (schronisko) - 793, Turzyna - 856m, Skalne Bramy - 827m, Rogowiec - 823m, Rybnica Mała - 641m, Pod Warzyniakiem - 526m, Jedlina Zdrój - 504m, Jedlinka - 410m, Przełęcz Marcowa - 723m, Rozdroże pod Moszną - 751m, Grządki - 712m, Agroturystyka "Grzesianka" - 720m.


W nocy lało do samego rana. Obok ciepłe i suche schronisko, a my walczymy z przeciwnościami pogody. Ale za to jaka radość, by po wyjściu z norki, zjeść śniadanie w cywilizowanych warunkach.



Obsługa schroniska  - jak wspomniałem w relacji z poprzedniego dnia - młody mężczyzna i młoda kobieta - była tak przyjazna i chętna do pomocy, że trudno było uwierzyć w tak bezinteresowne podejście. Zresztą sami byli górołazami, więc tym bardziej potrafili zrozumieć długodystansowców. Gdyby nie konieczność przejścia -dziestu kilometrów, pewnie gawędzilibyśmy tak bez końca. Ponadto drewniany budynek miał swoistą duszę i jego klimat tak bardzo pasował do naszej przygody.

Ale wreszcie po ostatnich radach jakie otrzymaliśmy na drogę, z przyjemnością uścisnąłem prawicę przyjaznego człowieka. To prawdziwa przyjemność spotkać kogoś takiego na szlaku naszej trasy. :)




Po mglistym i wilgotnym poranku, nieśmiałe promienie słońca dodały nieco wigoru przyrodzie. Trawy jednak wysychały powoli, ale szło to w dobrą stronę. Tak jak i my, prowadzeni teraz trójbarwnym szlakiem - trzy kolory - czerwony. :)



W oddali widać jakieś większe skupisko Homo Sapiens. Ja także na podejściu sapię... ;-) Wspinamy się na Skalne Bramy i Rogowiec.




Na Rogowcu ruiny zamku, z których pozostały jedynie zagłębione w ziemi mury i szczątki naziemnych kamiennych ścian. Miejscówka bez szczególnej przydatności biwakowej. ;-)



W wielu miejscach widać było ślady odnawiania znaków. W tym miejscu - podobnie jak na GSB - szlak stał się jakiś taki bezbarwny... ;-)



Wkraczamy przez podmokłą łączkę na asfalt. Osada wygląda niepozornie - cicha i spokojna. w najbliższej okolicy widać zaledwie kilka domostw.



Dochodząc do główniejszej drogi, naszym oczom ukazuje się przepięknie odrestaurowany budynek - Gospoda Sudecka. Nieśmiało zaglądamy do środka, gdzie miła pani pokazuje nam równie pięknie i w wysmakowanym stylu urządzone pokoje gościnne. Widać dbałość o szczegóły i harmonię wystroju. Gdybym preferował wypoczynek stacjonarny, z pewnością spędziłbym tam kilka nocy. My jednak po kilkunastu minutach wracamy na szlak.



Niedługo jednak prowadziła nas wstęga asfaltu. Znaki po chwili skierowały nas na kolejne podejście, po czym rozpoczęło się dość strome zejście. W mokrawym jeszcze lesie trzeba było uważać, by nie zaliczyć niekontrolowanego poślizgu. Na szczęście wszystkie były kontrolowane. :)
Tak dobrnęliśmy do miejsca, gdzie wszystko ma swoją kolej :)



Wreszcie słońce wyjrzało na dobre zza chmur. Pogoda dodała optymizmu, a leśne drożyny wreszcie przeschnęły. Czerwone znaki prowadziły nas w kierunku niedalekich zabudowań.



Doszliśmy do Jedlinki. Tu szlak biegł obok sklepu, więc zrealizowaliśmy skromną listę zakupów. Był to też świetny pretekst do zdjęcia plecaka i dziesięciominutowego odpoczynku. :)
W Jedlince jest też piękny kompleks pałacowy, niestety, leży w pewnym oddaleniu od szlaku, więc go nie "zaliczyliśmy".



Niebawem przekroczyliśmy bystry nurt Bystrzycy i po chwili pożegnaliśmy też asfalt. Bez żalu.



Jedlinka Górna serwowała obrazki z przeszłości - polna droga, rachityczny płotek i szumiące młode brzozy. Brakowało tylko kozy... ;-)



Wchodząc na teren Parku Krajobrazowego Gór Sowich zauważamy, że troska o naturę skutkuje nieco skąpymi oznaczeniami szlaku. Jednak czujność uchroniła nas od większej konsternacji.



Na podejściu pod zbocza Jedlińskiej Kopy zaczęło trochę kropić, ale okazało się to fałszywym alarmem.
Na Przełęczy Marcowej napotkaliśmy długą, dość nową wiatę, ale ani pogoda ani pora dnia nie zatrzymały nas pod nią. Korzystając z dobrej pogody, kontynuowaliśmy marsz.





Pół godziny za Przełączą Marcową, natknęliśmy się na paśnik ze stryszkiem na siano. Z survivalowego obowiązku obejrzałem pięterko...



...w sytuacji awaryjnej można by się tu spokojnie schronić w kilka osób, jednak osłona od wiatru była iluzoryczna.



Słońce i humory dopisywały, więc w trakcie marszu gawędziliśmy o górach i dolinach...



Na Grządkach szlak wszedł na drogę asfaltową, jednak trochę zagadanie i rytm marszu osłabiły naszą czujność. Nie zauważyliśmy, że szlak odchodzi od drogi na pobliskie wzgórze, a może oznakowanie nie było poprzedzone "achtungiem"...




Gdy odkryliśmy brak znaków, byliśmy już za daleko by wracać, a mapa wskazywała, że schodząc dalej asfaltem i podchodząc na drugi kraniec wzgórza, ponownie znajdziemy się na szlaku. Trochę szkoda, że nie skręciliśmy w tym wątpliwym miejscu jeszcze bardziej w prawo, bo tamta droga prowadziła do podziemnego kompleksu Osówka, więc miałbym rekompensatę za pobłądzenie.

Tymczasem dochodzimy do drogi biegnącej przez Sierpnicę. Humory się psują, pogoda zresztą też. Mijając kościół Matki Boskiej Śnieżnej, czujemy pierwsze krople deszczu. Przystajemy nieopodal pod drzewem, czekając na przejaśnienie, które ma miejsce po kwadransie. Jednak gdy się już zbieramy do dalszej drogi, musimy przeczekać kolejny, krótki na szczęście deszczyk. Plan dnia się załamuje, tak jak i nasze morale.



Widmo kolejnej nocy w deszczu mobilizuje do poszukiwań schronienia pod dachem. Po kilkuset metrach trafiamy na agroturystykę i niewielki domek kempingowy, sprawiający wrażenie jakby był stacjonarną przyczepą kempingową.
Na noc zatrzymaliśmy się zatem w Grzesiance.



.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz