Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Główny Szlak Świętokrzyski 03 - Masłów Lotnisko - Kakonin

-

Masłów Lotnisko - Kakonin. Dystans - 24 km. Suma podejść - 720m, suma zejść - 680m.

 

Na szlaku: Masłów Pierwszy - Lotnisko - 320m, Diabelski Kamień - 460m, Radostowa - 451m, Krajno Pierwsze (połowa szlaku), Święta Katarzyna, Łysica - 612m, Przełęcz św. Mikołaja, Kakonin.


18.08.2014.

Pobudka skoro świt, umywalnia i śniadanko. Nasze garnki wypełniły się kaszkami wieloskładnikowymi i wielosmakowymi.
Pokrzepieni dobrym snem i śniadaniem, z podziękowaniem opuściliśmy tą lotniczą przystań, z której jednak za naszej bytności nie wystartowała żadna czarownica na miotle...! ;-)



Tuż za lotniskiem minęliśmy dobrze zaopatrzonego spożywczaka, nieco dalej wypatrzyłem pięciolinię z jaskółczymi nutami, próbując zanucić ten skrzydlaty zapis. :)
Po kolejnej minucie byliśmy już na szlaku, prowadzeni czerwonymi znakami.
Wiedzeni nimi, wyszliśmy do połowy wzgórza, gdzie minęliśmy masłowską farę.







Stąd jeszcze kawałek asfaltem pod górę, na przełęczy zaś odbijamy za znakami na prawo.
Skrajem zagajników i łąk osiągamy miejsce planowanego na wczoraj noclegu - platformę widokową z niezłym miejscem na biwak.








Tutaj zapuszczamy się w grzbietowe zarośla, którymi wędrujemy oczywiście niedługo. Po dziesięciu minutach osiągamy kolejną atrakcję - Diabelski Kamień z małą, dziurawą wiatką.
Na głaz trzeba się było oczywiście wdrapać, ale miejscówka na biwak się raczej nie nadawała. Kamieniście, nierówno i okolica zarośnięta - zdecydowanie rejon platformy był lepszy.







Kamień był, diabła nie było, no to co tak będziemy czekać... Poszliśmy. Tym bardziej, że i czerwone znaki były...
Co prawda, schodząc w dół, jeden znak sygnalizujący skręt był tak nierówno namalowany, a ja się zagadałem, że zamiast pójść w lewo, poszedłem w prawo... Ale czujność zaprowadziła nas spowrotem do tegoż znaku i dalej już bez przeszkód podążaliśmy w prawidłowym kierunku.




Las zrobił się przestronny i zeszliśmy nim do jego skraju. Tu okazało się, że nie da się wyjść z lasu! W poprzek szlaku pomiędzy brzegiem lasu a drogą asfaltową, rozciągnięto grubą stalową linę. To zapewne by uniemożliwić wjazd crossom i quadom. Oczywiście przeszliśmy bez problemu, a znaki nakazały skręt w lewo wzdłuż asfaltowej drogi. Tak się trochę rozpędziliśmy tym asfaltem, że przeoczyliśmy zejście na prawo. A uważać trzeba... Zawrotka po konsultacji z mapą i znów jesteśmy na znakach. A te doprowadziły nas do kolejnej wiatki nad rzeczką.







Ławka jest, to siedliśmy. Ale nie na długo, jedynie by pokontemplować mostek i rzeczkę. Niebieski szlak na lewo, a my w pąsach na prawo i pod kolejną górę.
Na podejściu znalazłem piękne pióro drapieżnego ptaka, tak jak i na GSB. Z dumą zatknąłem go do czapki i towarzyszyło mi do końca wędrówki.




No i tak krok po kroczku i wspięliśmy się na Radostową. Postawiłem stopę na punkcie wysokościowym i standardową formułą wziąłem tę okolicę we władanie w imię outdooru. :)
Tuż poniżej szczytu napotkaliśmy na kolejną wiatkę z szlakowskazem, gdzie odetchnęliśmy w myśl zasady: jest ławka, to trzeba posadzić na niej cztery litery. :) I dwa plecaki. :)





No i dobrze szło, więc musiało się odmienić. Za Radostową na nadanym kierunku brak oznaczeń. Idziemy na wprost, ale po drodze na drzewach pusto - żadnej czerwieni! Przed nami idą dwie grupy i studiują mapę. Dajemy na wprost w dół w kierunku przeciwległego zbocza, ale nie pogniewalibyśmy się widząc jakoweś znaki. Dopiero na podejściu się pokazał jeden i na wzgórzu następny. Widać czerwona farba w okolicy droga. Ja na wszelki wypadek włączyłem niegodny prawdziwego wędrowca wynalazek - GPS, ale błądzenie wolałem zachować na inną okazję... ;-)






Przed nami widać dobrze Łysicę. Niezawodny to znak nawigacyjny, ale za kamienistym wzgórzem znowu znaków brak! Cicho klnę w żywy kamień (których w okolicy obrodziło) i pozwalam smyrfonowej nawigacji prowadzić się przez świętokrzyskie manowce.
Jednak dla tych, którzy tak wymyślnego wynalazku (z odpowiednim śladem oznaczającym szlak) nie posiadają, informuję, że po zejściu od powyższych kamieni do polnej prostopadłej drogi, należy skręcić w lewo i zejść do zagajnika, w którym białymi strzałkami (ale nie standardowymi znakami) zaznaczono przebieg szlaku na tym skrzyżowaniu. Stamtąd już prosto miedzami przez potoczek na wschód, prosto w stronę Łysicy. Nawet po kilkuset metrach można trafić na powrót na czerwone znaki.





Po znalezieniu znaków, brzegiem pól uprawnych i kwietnej łąki, dochodzimy do wioski Krajno Pierwsze.
Przy wejściu na drogę asfaltową, po lewej napotykamy na sklep spożywczy, z którego skwapliwie korzystamy, tym bardziej, że jest tam stół i ławki. W sam raz na trzecie śniadanie (zaraz, - a drugie było...?) :) Także i nasze Exosy odpoczywają w cieniu parasola. ;-)








Pokrzepieni maślanką i pokrewnym napojem ;-), mkniemy asfaltem prostym jak strzała. Mijamy kolorowe ukwiecone chaty, za skrzyżowaniem wypatrujemy kapliczkę z przeciekającym sufitem i schodzimy do Świętej Katarzyny, odbijając szlakiem w prawo przed klasztorem.








Po chwili stajemy przed wejściem do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, a zarazem i do Puszczy Jodłowej.
Ludzi prawie nie ma, - jakaś czteroosobowa rodzina i dwie młode dziewczyny. Po drodze jeszcze ze trzy grupki.
Droga prowadzi legendarnym gołoborzem, a w partii podszczytowej jest już regularne rumowisko. Jest go co prawda niewiele, tyle, co surikatek w krakowskim ZOO, ale dzięki temu wiemy jak wygląda ten stary rumosz i egzotyczne zwierze. ;-)








Na szczycie krzyż pośród mrowia kamieni i głazów i szlakowskaz. Korzystamy z uprzejmości nieco starszego pana i uwieczniamy się na najwyższym szczycie Gór Świętokrzyskich. :)





Fragment szlaku na wschód od Łysicy jest kompletnie opustoszały. Główny ciąg turystyczny mamy już za sobą, a na zajściu nie spotykamy nikogo.
Jest za to źródło wody bijące tuż przy drodze, a na przełęczy - kapliczka św. Mikołaja. Niestety, zamknięta zaśrubowaną kratą, a mogłaby być dobrym miejscem noclegowym...




Niespełna pół godziny od kapliczki, znaki doprowadzają nas do bramy z napisem Kakonin. Znaczy, że doszliśmy do cywilizacji!
Tuż za lasem ukazuje się nam kompleks gastronomiczny w wydaniu regionalnym - Chata Dobrego Smaku. Smaku raczej nie pokosztujemy, bo o tej porze gospoda zamknięta, a okolica świeci pustkami. Jednak ogląd okolicy ujawnia piękne zadaszenie naprzeciw chaty - wozownię z trzema stołami, która zaczyna nam się jawić jako doskonała wiata noclegowa. Tym bardziej, że na jej prawej flance znajdujemy komfortowy kibelek z umywalnią. Woda co prawda tylko zimna, ale jest gniazdko i mogę podładować smyrfona.
Na osłodę, tuż za tym kompleksem jest sklepik do którego można zadzwonić dzwonkiem, bo panie ekspedientki (mama i córka) mieszkają obok. Mam zatem piwo na wieczór. :)



Wykonujemy więc zwyczajowe czynności wieczorne, a przed snem dowiadujemy się od przybyłych instruktorów, że w nocy będą obok biwakować uczestnicy młodzieżowego nocnego rajdu. Jednak mimo ich gwaru, spałem smacznie, a okolicę obfotografowałem nazajutrz za dnia.


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz