Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 17 stycznia 2015

Jednodniówki 2015 - Dominiczna Góra (17-01-2015)


Cała okolica przedeptana przeze mnie na wskroś. Czy popatrzę na wschód, południe, zachód czy północ, - wszędzie byłem, na dodatek wszędzie niedawno.
Ale są takie miejsca, gdzie jeszcze została być może jedna ścieżka nie odkryta, jedno wzgórze nie odwiedzone.

Na dzisiaj mam plan - Dominiczna Góra - część zamieszkała.

Wyruszam z domu, tym razem w kierunku przeciwnym do rynku. Fotki wieży kościelnej z zegarem zatem nie będzie. Za to spod bramy nowego cmentarza kieruję obiektyw na cel dzisiejszej wędrówki.



Słońce prześwieca przez chmury, rozwachlarza się przez korony drzew. Idę w górę Uszwicy, ale nie skręcam przez most, a idę na Porzecze, w stronę Rajbrotu.



Mijam starą chatę babci Golemcowej. To wdzięczny obiekt, wielokrotnie przeze mnie fotografowany. Także i dzisiaj jaśnieje w ciepłych promieniach słońca.



Koleiną krętej drożyny wychodzę na przestronną łąkę spływającą z pobliskiego zbocza, nachyloną do słońca w kierunku południowym. Przysiadło tu sporo domów - i tych starszych mieszkalnych i tych niewielkich, sezonowych.






Dochodzę do krętego koryta Uszwicy. Tu, przy niewielkich wodospadach zawsze znajdzie się dogodne miejsce do przekroczenia nurtu. Przy kolorowych gliniasto iłowych, mocno już zerodowanych skałkach, znajduję przesmyk, wystarczająco wąski, by przy pomocy kija przeskoczyć na drugi brzeg.





Dochodzę do ujścia wąwozu, którym spływa do rzeki niewielki potok. Obok rozświetlonego, zalesionego stoku, powoli zagłębiam sie w las, posuwając się w górę strumienia.






Na chwilę odbijam w stronę, skąd przeświecają błękitne strzępy bezchmurnego niemal nieba. Dochodzę na skraj wcinającej się w las polany, gdzie na żer wychodzi zwierzyna leśna. Wiedzą dobrze o tym amatorzy dziczyzny, o czym świadczą dwie ambony o otworami strzelniczymi.



Schodząc w stronę potoku, z łatwością odnajduję sarnie ścieżki. Równiutko wydeptane, prowadzą z lasu na żerowisko, a przy absencji myśliwych i dozie szczęścia - także z powrotem...



Las nie jest całkiem bezludny. Choć nie spotykam nikogo, to jednak mnogość dróg i prowizoryczne mostki, utwierdzają mnie w przekonaniu, że las żyje pod czujną ręką człowieka.



Czas jednak opuścić dolinę. Korzystając z pnącej się w stronę południową drogi, zaczynam niezbyt mozolne podejście. Nawet o tej porze ospały las jest piękny. Jest ciepło, więc słychać śpiewy ptaków które na zimę pozostały na swych siedliskach.



Po chwili dochodzę do drogi biegnącej trawersem, z której także niejednokrotnie korzystałem.



Kieruję się na zachód. Spodziewam się przed wyjściem z lasu natrafić na niewielkie rozlewisko. Jest. Mam przy sobie osobisty filtr wody, więc z tej racji samoistnie przypominają mi się wszelkie źródła i zbiorniki wody jakie znam w okolicy. Nie zabrałem jedynie żadnego naczynia którym mógłbym zaczerpnąć wody by ją przefiltrować. Mam jedynie kubek przeznaczony na czystą wodę.
Butelki nie zabrałem rozmyślnie. Nauczony smutnym doświadczeniem wiem, że tam gdzie jest człowiek, są też śmieci, a wśród tych nie brakuje plastikowych butelek. Nic to, że są nieznanego pochodzenia, bo i woda do nich trafi równie zanieczyszczona, a resztę załatwi właśnie filtr. Rozglądam się zatem po okolicy i Bingo! Kilka metrów od stawku znajduję niewielką plastikową butelkę. Tym razem to tylko rozpoznanie. Wody nie potrzebuję, ale założenia się sprawdziły.






Zauważyłem też pewną prawidłowość. Znakomita ilość porzuconych butelek jest zakręcona. Tak jakby ten, kto nie szanuje środowiska, nie chciał śmiecić osobno butelką i osobno zakrętką... Pokrętne...

Dochodzę na skraj lasu. Rok temu spłoszyły się tu na polach sarny. Dzisiaj nie ma żywej duszy.



Przemieszczam się w stronę zabudowań ulokowanych na zachodnim cyplu Dominicznej Góry.
Z partii podszczytowych rozległa panorama odsłania kotlinę, w której malowniczo prezentuje się Lipnica Murowana, okolona wzgórzami.




Na północnym zachodzie wyrasta Paprotna, więc w miarę czasu przetrę szlaki do niej.
Bardziej na północ Lipnica Górna - Granice, a w tle Działy i odległe zabudowania Połomia.




Zabudowania na Dominicznej przycupnęły w siodle podchodzącym pod malowniczy cypelek, z którego zbocza góry większą stromizną opadają na zachód w stronę doliny.
Na południu pasmo Kobyły i Łopusza, a od wschodu pod zwiewnymi chmurami stroszy się kępa lasu na głównym grzbiecie masywu.





Robię zbliżenie zachodniego cypla, po czym wstępując do znajomych na dłuższą chwilę, przechodzę na ów cypel, z którego fotografuję siodło z partią szczytową Dominicznej Góry, a także spoglądając w prawo przez ramę, odwracam się, by uwiecznić zabudowania Rajbrotu rozsypujące się bezładnie w dolinie.





U przyjaciół - a jakże - trochę się zasiedziałem. Na Dominicznej żyją ludzie szczęśliwi i potrafią się swym szczęściem podzielić. Nie jest jednak na tyle późno, bym myślał o drodze powrotnej. Wszak okolicę znam, a i w lewej kieszonce pasa biodrowego mojego plecaka, zawsze czuwa w gotowości dobra czołówka.
Schodzę w dół do drogi biegnącej wzdłuż rzeki. Fotografuję południowe pagórki i żegnam się z Dominiczną. Dochodząc do drogi, kieruję obiektyw na szlak czekający mnie za kilkanaście minut.





Znaki prowadzą asfaltem. Niebawem na łuku drogi przed ostatnim przystankiem, dochodzę do kładki, którą prowadzony niebieskimi znakami, przekraczam, tuż za nią kierując się w prawo na drugą kładkę. Po jej przekroczeniu wychodzę na łączkę, z której kolejne znaki prowadzą mnie pod górę obok zabudowań i zostawiając po prawej stodołę, wzdłuż nowego korytka odwadniającego, dochodzę do kolejnej asfaltowanej drogi dojazdowej, do której można też dojść od głównej drogi, po przekroczeniu pobliskiego mostu.






Zmierzając na północny zachód, mijam kolejne znaki. Jednak przed ostatnim domem do którego droga skręca w prawo, brak stosownych oznaczeń. Na wprost prowadzi polna dróżka, a nieco dalej okala ją kilka drzew. Aż się prosi oznakowanie na jednym z nich, lecz niestety niczego takiego tam nie ma. Ja już szlak znam, ale wcześniej musiałem pójść "na czuja", tym bardziej, że przez pola też nie jesteśmy żadnymi znakami prowadzeni. Jednak skraj lasu jakby wyznacza kierunek marszu i do niego się kieruję.
Na północy ołowiane niebo przypomina, że na wieczór były w prognozach deszcze, na południu od wschodu po krańce zachodnie jest nieco pogodniej. Słońce zaczyna swoje gry światłem przed zachodem, więc po małej śródpolnej sesji, ruszam w kierunku starej gruszy przycupniętej nieopodal na miedzy.











Grusza, choć stojąca nieco za szlakiem, na swej korze niebieską strzałką pokazuje kierunek wędrówki nadchodzącym z przeciwka i potwierdza dobrą drogę idącym od Rajbrotu.
W lesie znaki już prowadzą bezbłędnie, by po krótkim podejściu doprowadzić na polanę, z której między drzewami doskonale widać kilka grup skalnych - Rezerwat Kamienie Brodzińskiego.






Tu opuszczam niebieskie znaki. Schodząc od głazów, skrótem przechodzę w kierunku Gospody pod Kamieniem, skąd asfaltem wędruję na Działy.




Tu już wyraźnie widać zapadający zmrok. Ostatnie trzy kilometry mógłbym przejść z zamkniętymi oczami, jednak i aparat i mój wzrok znajdują jeszcze ostatnie ciekawe widoki w świetle gasnącego dnia.






Wbrew prognozom, suchą stopą dochodzę do domu...