Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

wtorek, 28 kwietnia 2015

Mały Szlak Beskidzki 02 - Kiczera - Leskowiec


Kiczera - Schronisko Leskowiec. Dystans - 20 km. Suma podejść - 800m, suma zejść - 730m.

 

Na szlaku: Kiczera - 827m, Przełęcz Isepnicka - 693m, Zajazd Kocierz - 756m, Przełęcz Kocierska - 718m, Chatka na Potrójnej - 883m, Przełęcz Zakocierska - 804m, Łamana Skała - 888m, Leskowiec - 892m.


18.04.2015.

Rano budzi mnie wiatr i szum śniegu sypiącego na powłokę namiotu. Jest zimno, zimniej niż wieczorem. Teraz wychodzi brak polara i zabranie lekkiego letniego materacyka. Sam śpiwór (Cumulus LL300) też "przechodzi" z komfortu do limitu, co czuć bokami, na styku górnego i dolnego panelu. Próbuję dosypiać zwinięty na boku i nawet się udaje. Jednak czekanie aż się na zewnątrz ociepli chyba nie ma sensu, bo ciężkie chmury zasnuwają niebo.

Postanawiam wstać i rozgrzać się na zewnątrz. Jednak przebranie się w moim strumniałym Rigelu nie jest łatwe. Założenie spodni urasta do rangi ekwilibrystyki, gdyż usiąść w tej konstrukcji zwyczajnie się nie da. Jednak wreszcie udaje się. Na zewnątrz wskakuję w buty i lustruję okolicę.
Nasze namioty lekko przyprószone śnieżkiem, - jednak wiata pomogła. Zaglądam do garnka, w którym wczoraj zostawiłem nieco wody. Zamarzła. Wołam Leśną, - zawita w ciepły śpiwór i dodatkowo docieplona puchowym swetrem, macha do mnie ze swej cubenowej nowości. Jej przymrozek na szczęście nie pokąsał.




Krzątam się i zabieram do przygotowania śniadania. Coś gorącego bardzo mnie pokrzepi. Tymczasem przychodzi kolejna śnieżyca. Zawieszony śpiwór zostaje zasypany białym grysikiem, do niezamkniętego namiotu wdziera się sypka biel.
W tej śnieżycy słyszę głos:
- Masz tam szlak?
- Tu nie widzę! - odpowiada inny głos.
- Szlak macie przed sobą, na drodze - wołam do nich spod wiaty.
- Chodźcie pod wiatę przeczekać - zapraszam.
Po chwili widzę dwóch mężczyzn i jedną kobietę. Podchodzą, zainteresowani naszym biwakiem. Pytają, czy rzeczywiście noc spędziliśmy tutaj, ale widząc rozbite namioty, chyba nie mają wątpliwości. Jeden z nich pokazuje, że wybrał się w rybaczkach, na szczęście w długich skarpetkach. Robimy zdjęcia, a gdy śnieg słabnie, ruszają w dalszą drogę.




Woda zagotowana, zupka już dochodzi. Leśna pichci w swoim namiocie. Ma tam sporo miejsca, a do tego nie musi wychodzić ze śpiwora. Ciepłe żarełko ostatecznie rozhibernowuje nas i zachęca do wyruszenia na szlak. Wytrzepuję śnieg ze śpiwora i z namiotu, po czym zwijam obóz. Na szczęście całkowicie przestało sypać, a na horyzoncie nawet przecierają się widoki.
Ogarniamy naszą wiatę i sprawdzamy, czy wszystko pozbierane. Szczątkowe śmieci zabieramy ze sobą, po czym ruszamy na szlak.






Planujemy dojść do Zajazdu Kocierskiego, gdzie przewidywany jest odpoczynek przy posiłku.
Tymczasem zauważamy, że żywioły nie oszczędzały drzew, które zwalone leżą przy lub na szlaku. Jedno z nich tak pechowo trzasnęło, że namalowany znak szlaku został przepołowiony. Żartuję, że był taki mróz, że nawet znaki pękały...
Śnieżek znowu zaczyna prószyć. Mój aparat zawieszony na pasie piersiowym całkowicie pobielał, na wizjer nasypało tak, że kilka następnych fotek strzelałem z biodra. Jednak to twarda sztuka i taka przygoda nie robi na nim wrażenia.






Dochodzimy do ruin szałasu letniego. Kamienna konstrukcja trzyma się dobrze, jednak dla nas nie ma żadnego zastosowania biwakowego. To tylko niskie fragmenty ścian, choć przy dużym wietrze zawsze dają jakąś ochronę.


 


Napieramy dalej. Mijamy kolejne szczyty, a za ostatnim - Beskidem, po niedługim marszu wyłania się obszerna polana, na której rozsiadł się Zajazd Górski Kocierz. Obchodzimy go dokładnie sprawdzając, gdzie można by się rozłożyć na noc, - oczywiście hipotetycznie. Na tyłach znajduje się osłonięty i zadaszony taras - w sam raz na letnie kimanie. Wchodzimy do karczmy. Małe co-nieco wzmocni nas na dalszą wędrówkę. Z plecakami i kijkami wzbudzamy dyskretną sensację. Siadamy przy stoliku z gniazdkiem w ścianie, z czego skwapliwie korzystam, doładowując swego smyrfona. Po chwili ciepło pomieszczenia wywołuje na naszych twarzach żywe rumieńce, a świetny chleb ze smalcem wyjadamy skrzętnie, przy czym oszczędzamy kilka kromek na kolację lub następne śniadanie. To taka odmiana freeganizmu.
Zamawiamy skromnie, moje pierogi z mięsem mają być spore i takie są. Jednak nie jest tu tanio, toteż nie szaleję. Leśna nieco poszła w koszty, widać kuchenne zapachy zrobiły swoje. Po posiłku nie chce się wychodzić z ciepłej karczmy, ale jeszcze kawał drogi przed nami, toteż po chwili opuszczamy przytulny lokal.











Z dobrymi humorami ruszamy dalej. Po szybkim marszu osiągamy Potrójną. Choć szlak nie prowadzi ani na szczyt ani do chatki, odwiedzamy te dwa miejsca.
Na szczycie mam zamiar kiedyś zabiwakować. Ma on budowę płaskowyżu, z którego rozciągają się piękne widoki niemal dookoła. Niemal, bo od północy można znaleźć zaciszne miejsce między drzewami, gdyż na wzniesieniu wiatr hula właściwie zawsze. Jest też miejsce na ognisko, więc pogodne i mniej wietrzne noce muszą być tu magiczne.





Schodzimy do chatki. Drogowskazy zapraszają na kawę bądź herbatę. Wewnątrz lśniąca czystość i błogie ciepło rozchodzące się od niepozornego kominka. Ceny noclegu przystępne, obsługa bardzo miła, herbata grzeje od środka, a dodatkowo załapaliśmy się na dopiero co upie(sz)czone kokosanki - przepyszne. Można się tu poczuć jak w domu, tym bardziej, że innych gości nie ma i można chwilę odpocząć. W TV zerkamy na prognozę pogody, po czym dziękując za gościnę, wracamy na szlak.






Za drzwiami powitał nas ponownie wiatr, zimno i resztkowy śnieg. Na szczęście chmury trochę się przerzedziły i można było cokolwiek zobaczyć.
Za wyciągiem narciarskim nie oferującym żadnej infrastruktury kimalniczej, w rezerwacie zalegała gruba warstwa śniegu. Z Łamanej Skały porozglądaliśmy się po okolicy, ale pora nakazywała przyspieszenie kroku.
Znowu dopadła nas śnieżyca. Na szczęście wiało bardziej od tyłu i nie trwało to zbyt długo, ale przez chwile śnieg walił dość intensywnie. Znowu zasypało mi aparat.










Przez drzewa prześwieca pomarańczowa kula. Słońce chyli się ku zachodowi, a my co rusz otrzepujemy się ze śniegu. Jak dobrze, że ostatnim ruchem zabrałem z półki rękawiczki i cienką czapkę z nausznikami. Także ciepłe nieprzewiewne i nieprzemakalne skarpety Kwarka idealnie wpasowały się w warunki. Gdybym jeszcze nie zapomniał polara...

Do Leskowca już niedaleko. Podchodzimy łagodnie wspinającą się dróżką, jeszcze niewielki zagajnik i już widać kolejny płaskowyż. Przed zmrokiem rozglądamy się po wzgórzu, zaglądając do podupadającej wiaty. Spoglądamy też na horyzont, ale znane mi piękne i dalekie widoki, mogę sobie tylko przypomnieć. Wieje. Wiejemy i my. Stąd już na szczęście niedaleko do schroniska, do którego docieramy po kilku minutach.
Nie jest zbyt tanio, a moje próby negocjacji spełzają na niczym. Poprawiam sobie humor piwem, po czym wędrujemy do pokoju. Jest weekend, więc w schronisku komplet, a z sąsiednich pokojów dochodzą odgłosy imprezowania. Bierzemy jeszcze wrzątek - dla nas bezpłatny, wsuwamy kolację, Leśna pod prysznicem wykańcza letnią wodę, po czym po przestudiowaniu mapy, zasypiamy.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz