Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

wtorek, 28 kwietnia 2015

Mały Szlak Beskidzki 04 - Marcówka - Myślenice


Marcówka - Myślenice. Dystans - 30 km. Suma podejść - 600m, suma zejść - 810m.

 

Na szlaku: Chełm - 603m, Palcza - 473m, Babica - 728m, Pod Sularzową - 602m, Myślenice - 304m.


20.04.2015.

Budzimy się uwędzeni i nawet wyspani. Myszy - o dziwo - niczego nie ruszyły, ubranie całe. Dzisiaj ma być cieplej i sucho, więc zakładam skarpety Fjord Nansen Hike Kevlar. Lekkie, wygodne i bardziej dopasowane do zapowiadanej pogody od wczorajszych Kwarków. Jedzenie też nietknięte, więc do jedzenia dobieramy się my. Śniadanie przywraca właściwe wartości zapachowe, ale zanim owsianka dojdzie, obfotografuję cubenowe drobiazgi Leśnej. Jednogramowy woreczek na aparat i niewiele cięższy woreczek na kubala. Do tego kosmetyczka, apteczka, portfel i wór na paszę - wszystko wagi piórkowej.

Syci i gotowi opuszczamy noclegową wędzarnię. Idziemy jeszcze podziękować gospodarzom za gościnę, a gospodyni nawet nie chce słyszeć o płaceniu. Gorąco dziękujemy, bo taka życzliwość i gościnność nieczęsto się zdarza. Niech się darzy dobrym ludziom.







Napieramy na Chełm. Po drodze napotykamy grób partyzantów, a po niezbyt długim podejściu zauważamy figurę św. Onufrego. To patron podróżnych, więc nisko mu się kłaniamy, tym bardziej, że na dzisiaj planujemy dojść do Myślenic, więc dystans zacny.

Od Chełmu grzbietem biegnie świetnie utrzymana droga leśna. Oj, śmigałoby się tu na rowerze...
Dochodzimy do Chełmu Wschodniego, za którym ulokowało się kilka domów z leśniczówką z okazałą stodołą w obejściu. Nie widać jednak nikogo, by spytać informacyjnie o nocleg.







Przy leśniczówce wciągamy po batoniku w ramach małej posiadówki. Ruszamy dalej. Spomiędzy drzew otwierają się piękne widoki w kierunku północnym i na odległym wzgórzu malowniczo prezentuje się niewielkie miasteczko z strzelistą wieżą kościoła. To Lanckorona w pełnej krasie. Podziwiamy ją jeszcze z innych otwartych fragmentów szlaku.
Za kolejnym pagórkiem schodzimy na brzeg pól uprawnych, na skraju których przycupnął krzyż, upamiętniający obecność przyszłego papieża. Słoneczne niebo co chwila ustępuje miejsca skłębionym chmurom. Pogoda jednak nie ma zamiaru nas nawilżyć, stroszy jedynie obłoki, przesuwając je z wiatrem po nieboskłonie.






Teren zaczyna się obniżać, co niezawodnie sygnalizuje zejście do większej osady. Tak też jest, - po chwili zauważamy początki zwartej zabudowy. Przed nami Palcza, zwana przeze mnie pieszczotliwie Palcia.
Nie bardzo chce nam się poszukiwać sklepu, okupujemy więc wiatę przystankową i licząc zatrzymujące się busy do Krakowa, wchłaniamy kolejnego batona. Po siódmym busie napieramy w dalszą drogę. Za odnowioną kapliczką na podejściu, Leśna aplikuje sobie plaster na zapiętek. W ramach krótkiego wytchnienia przysiada na wąziutkiej namiastce ławki naprzeciw małej kapliczki. Tych na szlaku nie brakuje.
Za polaną pojawia się kilka domów. To Harbutowicki przysiółek Końcówka, co zauważamy oglądając się za siebie. Jednak Końcówka to początek kolejnego, stromego podejścia. Góra dała w kość, ale szczyt wreszcie zdobyty. Za nim już jest łagodniej, a wiatr, słońce i chmury dodają uroku wędrowaniu wśród pól i zagajników, zza których wyglądają nieco dalej rozciągające się pasma gór.















Słońce to świeci, to chowa się za chmury. Ale wiatr nie odpuszcza. Bez kurtki się nie da. Za kolejną kapliczką słońce wychodzi zza chmur, a przed nami pojawia się nowa wiata. Oczywiście nie możemy przeoczyć takiej okazji do chwili odpoczynku. Na koniec fotografujemy się w teatralnych pozach z plecakami i wzmocnieni drobną przekąską, przemy dalej przed siebie.







Czerwony szlak prowadzi górnym lasem, ale czasem w koleinach widać kałuże. Woda jest tak żółtobrązowa i zawiesista, że nie wiem, czy w potrzebie zaryzykowałbym przepuszczenie jej przez filtr. To raczej zupa niż woda...
Wychodząc na niewielką polanę widzimy - co...? Tak! Kolejną kapliczkę, tym razem poświęconą św. Hubertowi. Nogi Leśnej domagają się chwili wytchnienia, ja nawet nie zdejmuję plecaka i nie siadam.






Pokonując kolejne kilometry, zachodzimy na skraj lasu, gdzie przycupnęła leśniczówka. Za nią wydarte lasom pole uprawne, na którym uwija się starsza kobieta.
A my nadal noga za nogą i kilometr za kilometrem. Wreszcie pod Sularzową przy zielonym szlaku zostaje nam niewiele ponad godzina na dojście do Myślenic. Leśna zarządza odpoczynek pod suchym drzewem i sprawdza na mapie pozostały dystans. Jest nieźle. W Myślenicach ma nas przejąć kolega, więc tym razem nie mamy zmartwienia w związku z noclegiem. Telefonicznie potwierdza naszą bliskość, choć tempo nieco słabnie.








Nogi czują już przebyty dystans, na dodatek trochę podejść i zejść przecież było... Jeszcze jeden odpoczynek na pniaku, kolejny na ławce przed kapliczką na polanie. Ostatnia połać lasu i wreszcie wychodzimy na otwarte pola, z których w dole widać gęstą zabudowę Myślenic. A wiatr wieje ze zdwojoną siłą, więc naciskam mocniej czapkę, którą i tak zwiewa mi z głowy przy starej lipie.
Kolega już na nas czeka, wychodząc naprzeciw. Ostatni kwadrans spacerujemy bez pośpiechu. W nogach jest nabite trzydzieści kilometrów - dla Leśnej to już ambitny dystans, pokonany po raz drugi, - pierwszy raz przeszliśmy tyle także razem na GSB pod Tokarnię...
Myślenice witają nas gwarem i pośpiechem zapomnianych już niemal przez nas miast...




 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz