Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

czwartek, 28 maja 2015

GSS 14 - Lądek Zdrój - Paczków

-

Lądek Zdrój - Paczków. Dystans - 29 km. Suma podejść - 820m, suma zejść - 1020m.

 

Na szlaku: Lądek Zdrój - 427m, Orłowiec - 493m, Jawornik Wielki - 872m, Czarna Sztolnia - 426m, Złoty Stok - 359m, Paczków - 225m.


W ubiegłym roku przerwaliśmy wędrowanie po dwóch tygodniach w Lądku. Koleżance kończył się urlop, ale wiedzieliśmy, że wrócimy dokończyć wędrówkę Głównym Szlakiem Sudeckim.

 Po niespełna roku ponownie stanęliśmy na rynku w Lądku i wyruszyliśmy prowadzeni czerwonymi znakami.





Podejścia były już bardziej podgórskie niż górskie. Podejście pod Orłowiec było zaledwie rozgrzewką, po której znowu wędrowaliśmy niemal płaskimi odcinkami.








Dopiero podejście pod Jawornik Wielki przypomniało, że jeszcze jesteśmy w górach. W połowie podejścia na skrzyżowaniu szlaków stoi nowa wiata, jednak po śladach zaschniętych kropel widać, że przecieka.
Sam Jawornik co prawda leży poza szlakiem, ale do szczytu i usytuowanej na nim wieży widokowej jest zaledwie dwie minuty, to nie odmówiliśmy sobie tej atrakcji. Z wieży widoki były jedynie w kierunku północno-wschodnim z przyległościami, ale dobre i to. Sama wieża mogła służyć za schronienie przed deszczem i jako miejscówka na nocleg. Dla nas jednak nie była to jeszcze połowa dystansu na dzisiaj.







Przy zejściu znaki dotąd bardzo czytelnie malowane, gdzieś jakby zniknęły, chodź były malowane od przeciwnej strony i z tamtego kierunku nawigowało się poprawnie.
Na jednym zakosie przy starej ławce skręciliśmy w prawo w dół i po pewnym czasie nasze wyczucie potwierdził znak, lecz następne rozwidlenie na zakręcie było kompletnie nieoznakowane. Można było pójść w lewo i równie dobrze w prawo. Jak się okazało po dwustu metrach, a może dalej, należy skręcić w lewo. Ten brak znaku należy niewątpliwie naprawić. Strzałka na dużym drzewie rosnącym na wprost, idealnie załatwiłaby sprawę.


Na kolejnym skręcie w prawo mała polanka i przy niej wiata, a właściwie daszek. My zaś schodząc w dół, napotykamy na istną plantację czosnku niedźwiedziego. Było go bodaj kilka hektarów porastających nieregularne połacie lasu, więc zebraliśmy kilka listków na przyprawę.





Tymczasem my schodzimy w dolinę. Napotykamy na ślady dawnej huty, pensjonat Złoty Jar zatopiony w ciszy i sztolnię książęcą. Do sztolni wchodzimy z czołówkami, ale eksplorujemy jedynie pierwsze kilkadziesiąt metrów. Przez chwilę czuję się jak Gandalf wkraczający do kopalni krasnoludów.





Nieco dalej szlak dobiega do starego kamieniołomu, przy którym znajdują się ścianki wspinaczkowe i gęsta sieć tyrolek. Na miejscu wiata i bar z przystępnymi cenami, choć my nie korzystamy.







Niebawem dochodzimy do pierwszych zabudowań Złotego Stoku, a za nimi uliczkami kierujemy się do rynku. Na placu dworcowym wstępujemy do baru na świetną zupę gulaszową, choć w nieco małej czarce. Jednak to wystarcza by podreperować siły, zwłaszcza po poprawieniu zupą chmielową.





Przed nami niedługi odcinek do Paczkowa. Po drodze nie spodziewamy się wzniesień, toteż wędrujemy spokojnym i równym rytmem.
Na wylocie ze Złotego Stoku mijamy odrestaurowane dawne piece hutnicze, a po chwili zbaczamy z głównej drogi w las, którym meandrując, mijamy pola i osady.















Rozmowa z koniem, pawiem i kaczką ograniczyła się do zdawkowych grzeczności, gdyż czas przynaglał do marszu.
Za rozległymi polami było niewielkie wzgórze, z którego między domami widać było szafirową taflę wody. To Jezioro Paczkowskie informowało o bliskości miasta, od którego wzięło nazwę. Jeszcze tylko bezkresne pola i naszym oczom ukazała się zabudowa Paczkowa.

Późnym popołudniem zakończyliśmy całodzienną wędrówkę.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz