Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 24 czerwca 2015

Szlak Nadbużański - wątek sprzętowy

 

Szlak Nadbużański - wątek sprzętowy.




Każde wyjście w teren napotyka na etap kompletowania wyposażenia. Co innego zabierzemy zimą w góry, inaczej zapakujemy plecak na letni spacer nizinny. Więcej rzeczy weźmiemy na dwa tygodnie, niewiele będzie potrzeba na weekend.


Wędrówkę Szlakiem Nadbużańskim obliczałem na dwa do maksimum trzech tygodni. 

Szedłem z koleżanką i jakoś niespecjalnie nam się spieszyło, a pośpiech na trasie odbiera wiele z przyjemności swobodnego przemierzania szlaku.

Trzeba było się więc zabezpieczyć na złą pogodę, bo w dwa tygodnie warunki pogodowe mogą się krańcowo zmieniać.

Jestem zwolennikiem wędrowania na lekko - tak lekko, jak to tylko możliwe. Nie oczekuję luksusów, wystarczy minimum komfortu, a nawet warunki nieco spartańskie. Wtedy bowiem czuję różnicę od wygodnego domowego życia (u mnie też nieco spartańskiego...)

Zabieram minimalistyczną kuchnię i minimum do spania w terenie. 
Także ubranie jest sprowadzone do minimum.







Na diagramie brak kilku pozycji.


A oto lista wyposażenia jakie zabrałem na Szlak Nadbużański - waga w gramach (ważone na mojej wadze):


L.p. List na Szlak Nadbużański 2015 - plecak        6 682   
1 Kurtka Quechua Helium Wind            96   
2 Spodnie Umbro krótkie           111   
3 Polar Quechua  Forclaz 20           160   
4 Koszulka bawełniana do spania           108   
5 Koszulka Mountain Hardwear           108   
6 Klapki niebieskie           120   
7 Skarpety HiMountain            55   
8 Skarpety Quechua Arpenaz 50 Mid            29   
9 Chusta "czacha"            20   
10 Poncho Solognac 100           262   
11 Plecak Osprey Exos 38 (S)  2014           980   
12 Materac Karrimor X-lite inflate           348   
13 Namiot Coleman Rigel X2 + szpilki Q-lite        1 005   
14 Podłoga Tyvek Soft           170   
15 Śpiwór Małachowski UL300II (S)           415   
16 Bukłak Platypus Hoser 1,8 l.            37   
17 Garnek MSR Titanium Kettle           118   
18 Gąbka do naczyń              2   
19 Kartusz gazowy 230 Coleman           365   
20 Łyżka Esbit Titanium składana            18   
21 Palnik Providus+ FM300G               85   
22 Ściereczka UL perforowana              7   
23 Torebka typu lyofil              9   
24 Nóż Frosts 860           105   
25 Scyzoryk Wenger Mini            22   
26 Akumulator 18650            40   
27 Akumulator EN-EL 9           102   
28 Aparat fotograficzny Nikon D40 set           770   
29 Kabelek biały USB-MicroUSB            10   
30 Ładowarka Miller ML-102            33   
31 Smartfon Acer Liquid Z3           105   
32 Telefon Nokia 215            80   
33 Wtyczka-ładowarka sieciowa USB 1A            33   
34 Czołówka Petzl Tikka XP 2   (60 lm)            85   
35 Kosm. Balsam do stóp            18   
36 Kosm. Deodorant micro            14   
37 Kosm. Reklamówka              3   
38 Kosm. Krem rumiankowy Kamill            22   
39 Kosm. Mydło Campsudus w płynie            33   
40 Kosm. Shower Gel              8   
41 Kosm. Szczoteczka składana + Ajona            22   
42 Kosmetyczka Deuter            38   
43 Leki - Bandaż              6   
44 Leki - Diclac micro            18   
45 Leki - Plastry            26   
46 Leki - zestaw Asprn-Ibprm-Stprn-Nmsl-Trbt            23   
47 Płyn myjący Wilderness Wash micro            14   
48 Pomadka ochronna do ust            12   
49 Ręcznik Fiord Nansen Tramp Light M            38   
50 Długopis żelowy            10   
51 Karabinczyk Quechua              4   
52 Kompas            50   
53 Linka 5m              6   
54 Notes Moleskine Hard            60   
55 Osobisty filtr wody Diercon            74   
56 Przybornik krawiecki            10   
57 Różaniec podróżny              5   
58 Taśma naprawcza klejąca            18   
59 Worek na aparat            25   
60 Worek suchy Karrimor 2l            30   
61 Worek suchy Karrimor 5l            45   
62 Worek suchy Quechua M            27   
63 Zapalniczka Cricket Mini            10   

Na sobie 1508   
64 Spodnie Craghoppers 267   
65 Bokserki 60   
66 Koszulka Domyos termoaktywna     140   
67 Buty Kalenji Kapteren Discover 550   
68 Skarpety Smartwool PhD Outdoor ULCMC 40   
69 Czapka "Tyvek" 45   
70 Okulary Uvex X-One    28   
71 Kijki Fizan Compact 320   
72 Chusteczki jednorazowe - paczka 18   
73 Portfel 40   


Wyposażenie plecakowe wg wagi - najcięższe elementy powyżej 50 g.

Namiot Coleman Rigel X2 + szpilki Q-lite        1 005   
Plecak Osprey Exos 38 (S)  2014           980   
Aparat fotograficzny Nikon D40 set           770   
Śpiwór Małachowski UL300II (S)           415   
Kartusz gazowy 230 Coleman           365   
Materac Karrimor X-lite inflate           348   
Poncho Solognac 100           262   
Podłoga Tyvek Soft           170   
Polar Quechua  Forclaz 20           160   
Klapki niebieskie           120   
Garnek MSR Titanium Kettle           118   
Spodnie Umbro krótkie           111   
Koszulka Mountain Hardwear           108   
Koszulka bawełniana do spania           108   
Smartfon Acer Liquid Z3           105   
Nóż Frosts 860           105   
Akumulator EN-EL 9           102   
Kurtka Quechua Helium Wind             96   
Palnik Providus+ FM300G                85   
Czołówka Petzl Tikka XP 2   (60 lm)             85   
Telefon Nokia 215             80   
Osobisty filtr wody Diercon             74   
Notes Moleskine Hard             60   

Najcięższym elementem wyposażenia był i tak lekki namiot - Coleman Rigel X2. Jako jedyny ważył nieco ponad kilogram - za sprawą dłuższych szpilek. Mógłbym go wymienić na konstrukcję z Cubenu, ale cena takiego namiotu zaczyna się od 2.000 zł... Dla mnie nierealne. Poza tym - same plusy i minus w postaci kondensacji, ale to jednopowłokowiec.

Plecak Osprey Exos 38 jako wzór wygody i lekkości pewnie pozostanie moim wiernym towarzyszem długich wędrówek. I znowu konstrukcja z Cubenu byłaby 2x lżejsza, ale 3x droższa...

Aparat fotograficzny Nikon D40 choć stary, daje bardzo dobrą jakość obrazka i plastykę dużej matrycy. Jednak waga z dwoma dodatkowymi akumulatorami przytłacza - 770+102=882g. ! Wymianan na nowszy czy lżejszy - ekonomicznie niemożliwa.

Śpiwór Małachowski UL300II - niesamowita lekkość bytu. Komfort powyżej 5°C przy wadze grubo poniżej funta, to mistrzostwo świata! Kilka kosmetycznych poprawek i będzie to według mnie ideał na trzy pory roku.

Kartusz gazowy - swoje musi ważyć, w zamian daje niezależność kuchenną :)

Materacyk dmuchany - Karrimor X-lite inflate - bardzo lekki, choć słabo izolujący. Mógłbym go wymienić jedynie na materacyk Thermaresta - NeoAir Xlite small - 230 gramów kusi...

Poncho Solognac 100 - jest wytrzymałe i nieprzemakalne. Nie jest też zbyt ciężkie, aczkolwiek zastosowanie Cubenu bądź Mylaru pozwoliłoby zejść jeszcze nieco z wagi...

Podłoga Tyvek Soft - użyteczny element. Do spania bez namiotu bardzo przydatna, a podłożona pod namiot chroni podłogę mechanicznie i estetycznie. Może zastąpię ją czymś jeszcze lżejszym.

Polar Quechua Forclaz 20 - waży niewiele i tu już nie ma jak zejść z wagi. Na chłodne wieczory jest jak znalazł.

Z rzeczy które jeszcze mogę nieco odchudzić, znajdziemy garnek, klapki, nóż, palnik i notes. Pozostałe rzeczy są i tak już bardzo lekkie w swojej klasie, bądź oszczędność wagi nie byłaby uzasadniona ekonomicznie.

Czego mógłbym nie zabierać...

Mógłbym nie zabierać drugiego telefonu, ale akurat wtedy było uzasadnienie.
Wiatrówka właściwie była zbędna.
Powerbank - Miller ML-102 z akumulatorem 18650 też był bardziej jako zabezpieczenie.

Pozostałe elementy były używane, bądź zabrane na wszelką ewentualność, jak choćby skład apteczki.

Na sobie miałem rzeczy wcześniej używane i sprawdzone, z wyjątkiem butów Kalenji Kapteren Discover i skarpet Smartwool PhD Outdoor ULCMC.
Buty dały radę, zresztą teren był łatwy i nie wymagał szczególnego obuwia. Były bardzo dobrze wentylowane, co w panującym upale było komfortowe. Jednak przez górną siateczkę pył i piach sypały się bez ograniczeń, więc wieczorem stopy wyglądały... Lepiej nie mówić... ;-)
Skarpety były bardzo komfortowe, jednak w prawej w ostatnim dniu pojawiła się dziurka przed paluchem. Może dlatego, że przez dwa tygodnie odrosły nieco paznokcie, więc powiedzmy, że miała prawo się przetrzeć.

Nic z wyposażenia nie uległo uszkodzeniu. Z wyjątkiem dziurki w skarpetce, wszystko po dwóch tygodniach wróciło w bardzo dobrej kondycji.

Rewelacyjnym okazał się śpiwór, który na tym szlaku miał swój terenowy debiut. Małachowski UL300II to znakomite połączenie moich potrzeb i wykonania. Najlżejszy materiał, najlepszy puch i staranne wykonanie. Zaopiniowałem kilka niewielkich poprawek, ale to kosmetyka. Jest to już druga wersja, więc okrzepła i sprawdzona, co mogę tylko potwierdzić. Sam śpiwór waży 399 gramów w moim rozmiarze - takie "S" łamane przez "M". Z woreczkiem transportowym to już 415g. - waga piórkowa, a dokładniej puchowa :) Konstrukcja oczywiście minimalistyczna, - nie ma tam nic zbędnego, nawet metka jest wydrukowana na wewnętrznej kieszonce. Lekko i ciepło :)

Osobisty filtr wody Diercon także kilka razy wszedł do pracy, więc jest to element bardzo przydatny w długich wędrówkach, kiedy nie do końca wiadomo jak będzie z dostępnością wody pitnej. Zresztą już nie pierwszy raz zapewnił mi czystą wodę do przygotowywania posiłków i do picia.


Dzięki doświadczeniu w długich wędrówkach, moje wyposażenie jest zawsze dobrane do długotrwałości wędrówki, jej specyfiki i do pory roku. Dzięki ograniczeniu zabieranych rzeczy do niezbędnego minimum, dystans wydłuża się do osiągalnego maksimum, że o samej przyjemności wędrowania na lekko nie wspomnę.
Nie muszę długo odpoczywać, a jeśli, to nie muszę zdejmować plecaka. Nie mam dylematów co założyć, bo ubranie mieści się w niewielkim suchym worku.

Do wagi wyposażenia trzeba oczywiście dodać zapas jedzenia i picia, więc do noszenia dochodzi dodatkowe 1 - 1,5 kilograma, ale to już temat innej kategorii.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 14 - Zabuże - Kózki


Zabuże - Kózki. Dystans - 17 km.

 

Na szlaku: Zabuże, Stare Mierzwice, Bużka, Kózki.


22.06.2015.


Wstajemy już o ósmej, bo dzisiaj nie tylko kończymy wędrówkę, ale jeszcze trzeba jakoś wrócić do miejsca stałej dyslokacji... ;-)

Na śniadanie serwują tu ryż z warzywami od Granero. Serwują...? No jasne, że sam muszę go sobie przyrządzić i zaserwować :) Ćwierć kostki rosołowej nadaje mu wyrazisty smak, a pojedynczy woreczek jest w sam raz na lekki start. Delektuję się nim w pięknych okolicznościach przyrody, uprzednio klarując nasz obóz i ponownie siłując się z ławką.








Szybko się odmeldowujemy w recepcji, dziękując za szczerą gościnę w tym naprawdę uroczym zakątku.

Niedaleko jest przeprawa promowa do Mielnika, a prom właśnie odpływa, pełen porannych turystów. Od wczoraj na drugim brzegu jest także Polska, bo Białoruś została gdzieś za nami, a Bug już pełnym korytem i obydwoma brzegami jest polską rzeką.





Przed nami znowu nadbużańskie stepy. Rozległe łąki z pojedynczymi kępami drzew, w oddali połacie lasów. Piękna pogoda, ale bez ubiegłotygodniowych upałów i świadomość stosunkowo krótkiego odcinka marszu sprawiają, że wędruje się niezwykle przyjemnie. Także noc spokojnie spędzona w ciekawym miejscu wzmacnia to poczucie.






Zza drzew przebijają się barwy toni wodnej. Stare rozlewisko wygląda tu jak spory staw lub małe jezioro, a wbita w mulisty brzeg drewniana stara łódka dokończy tu zapewne swojego żywota. Uwieczniam ją na fotografiach jako kolejny znak czasu i miejsca.






Nieco dalej płyną już szerokie wody Bugu, który tworzy tutaj kolejne obszerne zakole. Na drugim brzegu wykoszone łąki z pojedynczymi drzewami w obramowaniu niedalekich lasów, tworzą widok przepełniający spokojem i panującą tu swoistą ciszą, pełną jedynie naturalnych odgłosów przyrody. Szkoda, że to już ostatni dzień nad Bugiem, który tak przez te dwa tygodnie polubiliśmy...







Stare Mierzwice pokonujemy z marszu, znajdując na końcu wsi niezwykłe memento. Chyba przyleciała tu wracając z sabatu na Łysej Górze... ;-)




Droga gruntowa prowadzi proso przez bór, w którym rozsiadły się domki letniskowe. Pamiętają dość odległe czasy, bo znakomita większość liczy ponad trzydzieści lat, a pewno i więcej.
Trochę błądząc, co i rusz natrafiamy na pojedyncze znaki, więc dzisiaj nie nadkładamy niemal kilometrów, ot, niewielkie zmiany w porównaniu do mapy. Dołożenie symbolicznego kilometra, to bardziej nasz zwyczaj niż problem.





Wychodzimy definitywnie z pól na drogę asfaltową, mijając przy tym niewielką wioskę. Stąd już mamy do przejścia ostatni kilometr. W połowie odcinka stoi tablica z wiele mówiącym nam napisem - Kózki. Hmmm... Teraz już idziemy powoli, jakby nie chcąc by przygoda dobiegła końca.





Ostatni czerwony znak pokazuje skręt w prawo, po czym stajemy na skrzyżowaniu, przy którym mapa wskazuje koniec szlaku. Rozglądam się stojąc koło rozkraczonego słupa i na jego lewej nodze dostrzegam charakterystyczne kółko - czerwona kropka z białą obwódką... Zatem to już definitywnie koniec...




Radość miesza się ze smutkiem - tyle kilometrów, tyle dni i tyle przygód, a przede wszystkim serdeczni i gościnni ludzie w pięknym krajobrazie barwionym nutką przeszłości i sentymentu.

Oczywiście robimy pamiątkowe fotki, po czym składamy kije, troczymy do plecaków, mapa ląduje w przepastnej kieszeni, a ja wyłączam na dobre zapis śladu przebytej drogi.





Stajemy na zatoczce przystankowej. Dochodzi druga po południu, więc czas mamy dobry. Zobaczymy, gdzie pojedzie okazja, którą pewnie wnet zatrzymamy.
Nie trwa to długo. Po jakimś kwadransie zatrzymuje się młoda dziewczyna wracająca ze studiów do domu. Pakujemy się ochoczo do samochodu, a ona widząc nasze plecaki, wypytuje o rodzaj wędrówki, choć ja i tak już zaczynam nadbużańskie opowieści. Zastanawia się gdzie nas wysadzić, bo chyba najlepiej by było dostać się nam do Lublina, a stamtąd dalej w swoje strony. Jednak po wysłuchaniu relacji z naszej wyprawy, dzwoni do domu i pyta mamy, czy ma dwa dodatkowe obiady.
Zostajemy bez oporów uprowadzeni do jej domu i nakarmieni do syta. Oczywiście łazienka też jest do naszej dyspozycji. Znowu opowiadamy, ja pokazuję zdjęcia, a wszyscy z sędziwym dziadkiem włącznie, z zaciekawieniem przysłuchują się naszym przygodom.
Moglibyśmy zostać do następnego dnia, ale ciągnie nas do domu, Leśna już jest umówiona na jutro.

Żegnamy się już po raz ostatni na tym epilogu naszej wędrówki. Dziewczyna podwozi nas do głównej drogi meandrując po okolicach i pokazując ciekawostki w sąsiedztwie, po czym wysiadamy na kierunku do Lublina. Tam zabiera nas rejsowy bus, a na dworcu niemal z marszu wsiadamy do Polskiego Busa do Rzeszowa, skąd wpadamy do już czekającego Polskiego Busa jadącego przez Katowice i Kraków, co nam bardzo odpowiada.

Tym samym kończymy naszą wielką przygodę ze Szlakiem Nadbużańskim... :)




niedziela, 21 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 13 - Bubel-Łukowiska - Zabuże


Bubel-Łukowiska - Zabuże. Dystans - 27 km.

 

Na szlaku: Bubel-Łukowiska, Stary Bubel, Gnojno, Borsuki, Serpelice, Klepaczew, Zabuże.


21.06.2015.


Budzę się i nie wiem, czy to rok 2015 czy 1915 ;-) Stara chata, drewniany wychodek, głęboka studnia z krystaliczną wodą, no i babcia. Wita nas z uśmiechem, zapraszając na grządkę z truskawkami. Częstujemy się z wstrzemięźliwością, bo jakoś nie wypada babci ogołocić grządki, a mamy przecież swoje zapasy, z których korzystamy, bo już zbliża się cel naszej wędrówki.





Wnuczki babci już są wokół domku i pilnie obserwują nasze śniadaniowe poczynania. Na starym wielkim pniu rozkładam swoją kuchnię i przyrządzam kaszę gryczaną z warzywami od Granero. Danie jest wstępnie obrobione, więc wystarczy zalać wrzątkiem, choć brakuje mu przypraw. Wrzucam jedną trzecią kostki rosołowej z kurczaka, która doskonale wzbogaca płonny smak kaszy. Chwilę dochodzi pod przykryciem, a ja przez ten czas klaruję namiot z przyległościami.






 Wcinam podwójną kaszę, czyli zawartość dwóch woreczków, co z rana jest w sam raz. Danie jest łatwe w przyrządzeniu, a po doprawieniu całkiem smaczne, a przy tym niedrogie. Na takie wędrówki jak ta, jest świetną alternatywą dla liofilizatów.



Śniadanie zjedzone, obóz zwinięty. Proponuję młodzieży i babci zdjęcie na pożegnanie. Zasiadają na ławeczce przed chatą - będzie pamiątka i dla nich i dla mnie.




Znowu żal odchodzić, ale mam dziwne przeczucie, że jeśli wrócę tu po latach, zastanę wszystko tak samo, jak było przed wielu laty. I żadnych zmian nie oczekuję...

Za wsią jeszcze kilka pojedynczych domów, cmentarz i dochodzimy do drogi asfaltowej. Wzdłuż niej ciągnie się Stary Bubel. Jako że jest to niedziela, widzimy ludzi wracających z kościoła. Odprawiana jest tu jedna tylko msza, po niej jest czas na rosół i kotleta i niedzielny odpoczynek. Ot, uświęcona latami tradycja czy też zwyczaj.




Kościół św. Jana Ewangelisty w Starym Bublu.


Za znakami wchodzimy na polną drogę biegnącą za plecami chat. Po prawej rząd gospodarstw, po lewej bezkresne pola. Dochodzimy do ściany lasu, wzdłuż której biegnie kolejna droga. Skręcamy w nią i nie dostrzegamy znaku po kilkudziesięciu metrach, co skutkuje beztroskim dołożeniem kilku ładnych kilometrów. Wracamy w pokorze i skręcamy w las. Niebawem go opuszczamy, przy czym znaki nakazują skręcić w lewo, ale dzięki niedawnemu roztargnieniu, po chwili odkrywamy brak ciągłości szlaku w lewo, co więcej, mapa pokazuje przebieg trasy po prawej. Kto malował ostatni znak i co miał w zamiarze...?



Bubel Granna - zabłądziliśmy...





Polna droga, rozległe pola i łąki, lekko pofalowana rzeźba terenu i rzadko rozrzucone zabudowania towarzyszą nam przez kolejne dwa kilometry. Trzymamy się szlaku i dochodzimy do wsi. Tu odkrywamy Przystań w Gnojnie z altanami i budynkami, gdzie pewnie udałoby się zanocować. My jednak mijamy miejscowość i za ostatnimi zabudowaniami wchodzimy w pola. Pola bezkresne, gdzie gubiąc szlak, mijamy granicę województw. Opuszczamy lubelskie, a wchodzimy w mazowieckie.
Widać domy. Polna droga doprowadza nas do asfaltu z rzędami domów po obydwu stronach. To Borsuki.






Kościół św. Antoniego Padewskiego w Gnojnie.




Idziemy, idziemy i dochodzimy do karczmy. Ceny są iście mazowieckie, więc zwrot na pięcie załatwia sprawę. Na szczęście w pobliżu jest sklep spożywczy, ale po dotarciu do niego euforia maleje. W niedzielę nie ma dostawy świeżego pieczywa, więc nie robię zakupów. Niewiele dalej są Serpelice, więc spokojnie wytrzymam. Nieopodal sklepu na skrzyżowaniu odczytujemy nazwę - Serpelice, a nad nią widnieje napis - Kózki 20. A my w Kózkach kończymy wędrówkę...





Na niebie wiszą ciężkie chmury, a nad naszymi głowami kłębi się złowieszcza ciemniejąca masa. Nie wygląda to najlepiej... Nic to - idziemy dalej.




Nie przeszliśmy nawet kilometra, a tu jak u góry rąbnęło, to bez gry wstępnej deszcz lunął jak z cebra. Jeszcze nigdy tak pospiesznie nie zakładałem poncha jak wtedy. Leśna też szybko wciągnęła kurtkę, ale jakoś nie czuliśmy nadmiaru komfortu. Na dodatek deszcz zamienił się w grad, a w pobliżu żadnego schronienia. Pod obszernym konarem gdzie staliśmy, zatrzymały się samochody, nie mogąc dalej jechać. Do jednego z nich zaprosił nas mężczyzna podróżujący z żoną. Skwapliwie skorzystaliśmy, po czym, gdy okazało się, że nasi wybawcy jadą do Serpelic, przejechaliśmy leśny odcinek, skracając marsz o trzy kilometry. Przy okazji dowiedzieliśmy się, gdzie zeszliśmy ze szlaku. Opady ustały, a my wysiedliśmy przed spożywczakiem, dziękując za uprzejmość zabrania i podwiezienia.



W sklepie wreszcie coś kupiłem, a po chwili byliśmy na powrót na szlaku.
Kolejna wioska - Klepaczew, prezentowała już wyższy poziom zamożności niż chociażby Bubel. Tu już więcej domów murowanych, gabarytowo większych.
Ale po chwili opuszczamy drogę asfaltową i wchodzimy w pola. Przestronna stara aleja z wysokimi drzewami prowadzi nas w stronę Bugu. Zza gęstego szpaleru wyłaniają się białe ściany jakiejś okazałej budowli. Dochodząc do bramy, odczytujemy napis na budynku - Dwór w Zabużu.




 


Właściwie, to jeszcze nie jest późno i spokojnie byśmy mogli przejść ze dwie godziny do następnej wioski, ale pytam Leśną, czy nie spróbujemy się załapać na nocleg w tych komfortowych warunkach. Postanawiamy spróbować.
W recepcji pytam młodych ludzi, czy internetowa promocja jeszcze trwa.
- Jaka promocja? - pyta recepcjonista.
- No ta, że jeśli ktoś do was idzie przez dwa tygodnie pieszo, to dostaje nocleg gratis - wykładam jednym tchem.
- Nic nie słyszałem o tej promocji - odpiera tamten.
- Ale może pan udawać, że pan słyszał.

Takie wejście buduje atmosferę przyjazną, bo młodzi ludzie mają poczucie humoru, a nasza krótka opowieść o wędrówce robi wrażenie. Ostatecznie pytamy o miejsce pod wiatą i okazuje się, że wiata jest, a menadżer który niebawem nadchodzi, zgadza się, byśmy się na noc pod nią schronili.
Jest nieźle. Do dyspozycji mamy łazienkę z zimną wodą nieopodal, a w kompleksie możemy skorzystać z gorącego prysznica. Jak dla nas - pełen komfort.




Dwór jest rzeczywiście wystawny i bardzo zadbany. Z wysokiego brzegu widać leniwy nurt Bugu z kojącą zielenią łąk i zagajników, a w lazurowej toni wód odbijają się białe obłoki na tle błękitnego nieba. Brakuje mi jeszcze łódki wiosłowej, by urozmaicić sobie wieczorne godziny, ale i tak jest przyjemnie. Rozglądam się po terenie, odwiedzam masę tajemniczych zakątków i widzę dobre miejsce na obserwowanie zachodu słońca. Po tym krótkim spektaklu wracam pod wiatę i na kolację serwuję sobie zupkę.









Zsuwam dwie ławki by sprawdzonym sposobem zrobić osłonięte legowisko, ale każda ławka waży chyba ze sto kilo. Namachałem się okrutnie, ale jeszcze nieco krzepy we mnie zostało. To już ostatni nocleg na naszym długim szlaku, więc rezerwa sił może zostać zużyta :)

Jeszcze tylko nadmuchać materac, osłonić się od powiewów arkuszem Tyveku zwykle robiącym za dodatkową podłogę pod namiot i można się wsunąć do przytulnego i lekkiego śpiwora puchowego.



Mimo sąsiedztwa wielkiej rzeki, jakoś nie ma komarów i innych latających krwiopijców.
Wsłuchany w ciszy szum wody i śpiew ptaków, odpływam do krainy snów...