Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 10 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 02 - Rogalin - Matcze


Rogalin - Matcze. Dystans - 26 km.

 

Na szlaku: Rogalin, Zosin, Łuszków, Horodło, Matcze.


10.06.2015.


Pospaliśmy do syta. Altana była przewiewna, noc ciepła, a śpiwór przytulny.
Na śniadanie wciągnąłem owsiankę słodzoną ksylitolem - pycha! Do tego poranna kawa na energiczny rozruch i można myśleć o kolejnych kilometrach.



Pozbieraliśmy się sprawnie, porozmawialiśmy z naszą panią i ruszyliśmy na szlak.
Ja na nogi wsunąłem nowe skarpety od Smartwoola i jak to w nówkach - komfort się czuje.


Polna droga prowadziła nas monotonnie. Na polach trwały sianokosy, co zwabiało wszelkie ptactwo z wielką ilością bocianów. Nie darmo w okolicy jest szlak bocianich gniazd.






Ale pola mają to do siebie, że nie bardzo jest gdzie znakować przebieg szlaku. Robimy co możemy, ale możemy niewiele... Utrzymujemy jako-tako azymut i dedukujemy przebieg szlaku.
Błądzimy z braku szlaku i aktualnej mapy. Na nic nawigacja, jeśli nie wiemy którędy prowadzi szlak.
Wchodzimy w pola i brniemy przez dojrzewające zasiewy. Miedza prowadzi nas do wąwozu, za którym spodziewamy się dojść do asfaltówki. Ufff... Udało się. Jesteśmy w Łuszkowie, czyli na szlaku. Nawet pojawiają się znaki!





Dochodzimy nad Bug. Po naszej stronie biało-czerwone słupy graniczne, za Bugiem znaki ukraińskie. Tam nie dość, że nic i nikogo nie widać, to jeszcze brzeg rzeki granicznej od strony naszych sąsiadów jest nietknięty. Widać że strefa nadgraniczna ma tam większy reżim.





Bug prowadzi nas przez krótki czas, a czerwone znaki wyprowadzają w pola. Mapa kieruje z powrotem do drogi asfaltowej, by po chwili wpuścić nas w chaszcze. Poszedłbym dalej asfaltem, ale Leśna upiera się na posłuszeństwo wobec mapy. Uległem.



Początkowo niewinna skoszona łąka przemienia się w niezłe zdziczałe chaszczowisko. Konfrontujemy rzeczywistość z mapą, ale piętnastoletnie wydawnictwo utraciło na aktualności. Drogi polnej z mapy nie ma. Łąki zarosły, więc przebijamy się przez gęstwę. Gdyby nie fakt, że wędruję dla przyjemności, pewnie bym klął, bo gąszcz jest nad wyraz nieprzebyty. Wreszcie docieramy do asfaltu spowici w powojniki i inne chwasty.

Teraz mapa nakazuje nam iść drogą. Są znaki, więc nie ma pokusy by znów pobłądzić.
Stare chaty zapowiadają bliskość jakiejś większej osady.



Dochodzimy do Horodła. Tu chwila na zakupy i odpoczynek. W cienistym parku konsumujemy lody. Pochłaniam połowę z plastikowego pudełka i dobijam jeszcze dwoma na patyku. Zaszalałem finansowo, ale dzisiaj już więcej nie szastam kasą. Mijamy dwa kościoły, z których jeden był kiedyś cerkwią, po czym schodzimy w ścieżkę w terenie.





Po niedługiej wędrówce polami, trafiamy na kopiec Unii Horodelskiej. Wreszcie jakieś wzgórze do zdobycia ;-) Podziwiam widoki z wysokości kilku metrów i jako zdobywca, stawiam buta na reperze geodezyjnym.





Pakujemy się w kolejne zarośla. Te na szczęście nie są wyższe od nas, więc poprzestajemy na wystraszeniu odpoczywającej sarny i znowu dochodzimy do Bugu.





W okolicy kwitnie mnóstwo maków. Całe pola są od nich czerwone, a że pora robi się coraz późniejsza, to czerwień pól przelewa się na niebo.




Z pól szczęśliwie dochodzimy do drogi, ale już się zmierzcha i trzeba szukać noclegu.
Przy skromnym domku widzimy ludzi, których pytamy o nocleg. Oferują miejsce na podwórku, więc przystajemy i po chwili rozbijamy się obozem. Gościnność gospodarzy jest niebywała, a my tym nieco zażenowani, ale nie ma ratunku. Dostajemy dodatkowe wymoszczenie pod namioty i zaproszenie na kolację. Rozmawiamy ze starszymi i młodszymi dwiema szczebioczącymi dziewczynkami, po czym zaszywamy się w swoich namiotach.



Wszystko wokoło pachnie i brzmi naturalną muzyką przyrody...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz