Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

czwartek, 11 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 03 - Matcze - Dubienka


Rogalin - Matcze. Dystans - 21 km.

 

Na szlaku: Matcze, Zagórnik, Skryhiczyn, Starosiele, Dubienka.


11.06.2015.


Przed wyjściem z namiotu chwilę się wylegiwałem. Akurat przyjechali na motocyklach syn gospodarzy i jego kolega. Ten drugi się pyta:
- Kto u was biwakuje?
- Poszukiwacze złota - odparł ten pierwszy.
Tym samym staliśmy się tajemniczymi osobistościami. Po opuszczeniu namiotu, tajemnice szybko zostały ujawnione w wyniku skrupulatnego dochodzenia prowadzonego przez kilkuletnią wnuczkę gospodarzy.
Wszędzie jej było pełno, więc zapoznawałem ją z tajnikami wędrowania i posiadanym sprzętem. Pomagała wszystko zwijać i pakować, szczebiocząc przy tym bez ustanku. Żywe srebro!


 



Gospodarzom zrobiłem zdjęcia na pamiątkę, bo od ślubu nie mieli wspólnej fotografii.
Dziewczynki pod naszym nadzorem uczyły się strzelać z liścia i piszczeć na źdźble trawy.




Niespodzianie zostaliśmy zaproszeni na śniadanie. No przecież przed drogą trzeba dobrze zjeść. Byliśmy tym mocno zażenowani, ale odporu nie było. Nadbużańska gościnność była nieporównywalna do i tak słynnej ogólnej polskiej gościnności.



Przed wyjściem babcia Alina z dziewczynkami podarowały mi swoje uśmiechy do zdjęcia.
Żeby tego było mało, babcia poprosiła, byśmy jeszcze chwilę zaczekali. Przyniosła nam butelkę jeszcze gorącego syropu truskawkowego, który właśnie przygotowywała z bogatych zbiorów.
Babciu Alino - niech Ci to Bóg czy też Bug wynagrodzi!



Na koniec wspólna fotka z dziewczynkami i w drogę. Młode damy wsiadły na swe rowery i eskortowały nas jeszcze ponad kilometr, do domu cioci, stojącego opodal szlaku. Dziękuję Wam!




Po rozstaniu się z przesympatycznymi ludźmi, wędrowaliśmy piękną polną drogą. Błękitne niebo, chmurki jak pianka na lazurze i niestety, przysychające uprawy towarzyszyły nam dość długo.




Doszliśmy do lasu wyglądającego jak stary bór. Cienisty i chłodny, mimo lejącego się z nieba żaru. Leśna droga nieco zarośnięta, jakby zapomniana, ale prowadząca nas czerwonymi znakami.
Pośrodku boru znaleźliśmy domek leśników. Też nieco opuszczony, ale na drewnianej werandzie usiedliśmy na chwilę. Przez prześwity w koronach drzew, na zieloną ściółkę wlewały się plamy słońca. Stare, wysokie drzewa nadawały powagi leśnym ostępom.




Ruszyliśmy dalej. Las zaczął się przerzedzać, aż wreszcie ukazała się spora poręba. Za nią zniknęły czerwone znaki, więc posiłkując się mapą, przyjęliśmy kierunek marszu według kompasu i istniejących leśnych ścieżek. Niebawem doszliśmy do drogi asfaltowej, przyjemnie zacienionej, którą wędrowaliśmy spory kawałek. Napotkany drogowskaz informował o bliskości Dubienki, no ale my nie poruszaliśmy się najkrótszą drogą...

Niebawem pojawiające się z rzadka znaki poprowadziły nas nad Bug. Polną drogą z polami porośniętymi chabrami i makami i inną barwną wielością kwiecia, maszerowaliśmy w ciepłym aż nazbyt słońcu.






Zakole Bugu powitało nas niewzruszonym spokojem. Ten spokój właściwie to emanował na całej długości szlaku. Brak pośpiechu u ludzi i w przyrodzie był wręcz uspokajający. Na szczęście my nie potrzebowaliśmy się wyciszać czy odreagowywać. Przynajmniej mój styl współistnienia z naturą nad Bugiem harmonizował z cyklem przyrody. Nie przeszkadzało mi nader częste poszukiwanie szlaku. W krainie nadbużańskiej szlak jest wszędzie gdzie stawiam stopę. Bo każde z tych miejsc jest warte zobaczenia, nawet jeśli pozornie nic tam nie ma.

Wystarczy popatrzeć na nadrzeczne pola z meandrującymi drożynami i ścieżkami, na nadrzeczne wierzby, na kikuty zaschniętych drzew. Jeśli do tego niebo jest mocno błękitne z kontrastowo białopuszystymi obłokami, to każda taka droga prowadzi do kolejnych sielskich krajobrazów.




A Bug płynie dostojnie, powoli i leniwie. Czasem zda się, że nie wiadomo w którą stronę.
Odbija w swej toni nadbrzeżną roślinność, poszarza błękit nieba i dubluje obłoki.




Tak idąc wzdłuż koryta rzeki, natrafiamy na rozlewisko. Nijak nie da się go przekroczyć, bo jest obszerne i nawet nie wiadomo jak bardzo się rozciąga.
Szukamy przejścia, ale wszędzie tylko woda, chaszcze i moczary. Nie ma rady - wracamy.





Wreszcie po dotarciu do ledwie widocznej polnej drogi zatrzymujemy się w cieniu starych wierzb. Na jednej z nich widzę czerwone znaki. Jest dobrze - jesteśmy na szlaku :)



Dochodzimy do Starosiela. Natrafiamy na ośrodek wypoczynkowy, mający swe lata świetności dawno za sobą. Za skrzypiącą furtką nadbużańska cisza. Leśna zalega na ławce, a ja poszukuję wody pitnej, bo ta w upale szybko paruje ;-)
Znalazłem stary hydrant z niepewną wodą. Na szczęście zabrałem osobisty filtr wody i po chwili moja butelka jest ponownie pełna.




Ruszamy dalej. Na przedmieściach Dubienki widać dość spory staw, my jednak zmierzamy do miasteczka.

W miasteczku zatrzymujemy się przed niewielkim sklepem i uzupełniamy zapasy, posilając się przy  tym. Od właściciela sklepu dowiadujemy się, gdzie można się niedrogo przespać na podwórku. Niestety, osoby administrującej nie zastajemy, więc szukamy alternatywy. Dopiero na końcu miejscowości para starszych ludzi pozwala nam rozbić się na podwórku. Możemy skorzystać z łazienki, doładować telefony, a gospodyni częstuje nas truskawkami. Widać, że nie mają lekko, ale są bardzo gościnni i przyjaźni.



Miejsce jest ciche, nawet pies postanawia dać nam wytchnienie, dzięki czemu spokojnie w swych namiotach zasypiamy.



2 komentarze:

  1. "Jest dobrze - jestesmy na szlaku" to sie nadaje na motto tej wyprawy, swietne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Sam się zastanawiam, jaka długość szlaku była oznakowana jednoznacznie, a gdzie trzeba było dedukować, wspomagać nieaktualną mapą lub po prostu błądzić.

      Usuń