Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 13 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 05 - Okopy - Wola Uhruska


Okopy - Wola Uhruska. Dystans - 33 km.

 

Na szlaku: Okopy, Świerże, Hniszów, Uhrusk, Wola Uhruska.


13.06.2015.


Ranek wstał piękny, zapowiadający upalny dzień. Nie ma to jak usmażyć się na asfalcie...

Po śniadaniu miły gospodarz podwiózł nas kawałek drogą asfaltową do zejścia szlaku w teren.
Zawinęliśmy nad zakole Bugu, tracąc przy okazji ciągłość szlaku. Znaków oczywiście nie było.
Mapa po chwili zaprowadziła nas do miejscowości widocznej nieopodal. Mimo wczesnej pory, upał już dawał się we znaki.




W Świerżach dopadliśmy spożywczak, w którym w ramach nawadniania kupiliśmy po solidnym kawałku arbuza i zamrożonej lasce sorbetu. Pod przysklepowym zadaszeniem ledwie wciągnąłem tegoż melona. Przynajmniej ubytki płynów zostały uzupełnione.

W Świerżu natknęliśmy się też na piękny park z przepiękną aleją grabową. Już wyobrażałem sobie galop na rączym rumaku i tętent kopyt w wąskiej alei... Cały zespół parkowy był bardzo rozległy. Zdecydowanie warta odwiedzenia miejscówka.




Krótki odcinek drepczemy asfaltem. Niebawem zbaczamy w stronę Bugu, wijącego się malowniczymi zakolami. Malownicza polna dróżka z polami porośniętymi nie tylko uprawami, ale i wszelkim barwnym polnym kwieciem.




Bug oczywiście po ukraińskiej stronie dziki i nietknięty, od naszego brzegu zagospodarowany i obramowany drogami i ścieżkami.
Trafiamy na pozbawiony ciągu dalszego łeb szczupaka, a sądząc po jego rozmiarach i uzębieniu, musiała to być naprawdę duża sztuka.
Nieco dalej w zasychającym korycie strumienia widać wyraźne ślady gospodarowania bobrów.

Na chwilę opuszczamy dzikie ostępy, by po dojściu do asfaltu, mostkiem przekroczyć niewielką rzeczkę. Zaraz za nią ponownie wbijamy się w  teren, gdzie pojawiają się znaki i bardzo czytelnie prowadzą brzegiem Bugu. Na tym odcinku rzeka meandruje esowato, więc podziwiamy kolejne zakole z wysokim zerwanym brzegiem, porośniętym wysokimi sosnami.




A znaki, które dotychczas wzorowo i czytelnie nas prowadziły, gubią się i nijak nie możemy ustalić ich dalszego biegu.
Kierujemy się w najbardziej przewidywalnym kierunki i dochodzimy do zarośniętej chaszczem polany, na której straszył szkielet, tym razem ...kiosku! Prawie jak z którejś części Jurasic Park ;-)
Dalej drogi nie ma, więc wracamy. Szukam znaków na dłuższym odcinku, - nic! Koniec końców pakujemy się w dopiero co wykonaną przecinkę w gęstym młodniku, dochodzimy do małej piaskowni i od niej według mapy kierujemy się do asfaltu.




Żar leje się z nieba, a upał jest taki, że asfalt, a dokładniej łaty w dziurach, rozpuszczają się do postaci niemal płynnej...




Trafiamy na skrzyżowanie do Hniszowa, gdzie nieopodal znajduje się dąb Bolko. Szczęśliwie jest tuż przy szlaku, więc odwiedzamy go bez schodzenia z trasy. Okaz godny uwagi i słusznych rozmiarów.
Kawałek dalej napotykamy ewenement, jakim jest szlakowskaz. Wychodzi na to, że mniej więcej jedną trzecią szlaku już przeszliśmy. To już coś... Idziemy zatem dalej za znakami czerwonymi.




 


Na końcu wsi po znakach nie ma już śladu, a drogi się rozchodzą. Obieramy prawdopodobny kierunek i wchodzimy na bagna i rozlewiska. Na nic się zdaje poszukiwanie drogi bądź przejścia przez mokradła. Pozostaje jedynie wracać. Robimy przerwę, by odpocząć w cieniu. Ja rozglądam się po okolicy, ale nie wygląda na to, by przebiegał tędy szlak. Wracamy do wsi.




Po uważnym studiowaniu mapy okazuje się, że przebieg szlaku na tym odcinku został kompletnie zmieniony, czego niestety nie widać w terenie. Jednak wylewający na wiosnę Bug potrafi skutecznie zmienić plany człowieka. Tym samym błądzenie było nieuniknione, właśnie za sprawą nieaktualnego oznakowania.

Wracamy do skrzyżowania z główną drogą po niepotrzebny dołożeniu siedmiu kilometrów! A upał wcale nas nie pociesza, tym bardziej, że przed nami znowu marsz smolistą nawierzchnią. Normalnie jak w piekle...
Decydujemy się łapać stopa. W taką pogodę wędrówka asfaltem nie ma żadnego sensu, bo i nie pominiemy żadnej atrakcji.

Po chwili zatrzymuje się dwóch mężczyzn, robią nam miejsce w aucie i podwożą kawałek. Ten starszy nawija taką gwarą, jakby grał w filmie z epoki. Ale da się go na szczęście zrozumieć.



Wysadzają nas po zaledwie trzech kilometrach, bo skręcają w boczną drogę. Stoimy w Rudce i machamy, ale miejscowa kobieta radzi nam pójść dalej i minąć niedalekie skrzyżowanie, bo większość na nim skręca do Chełma, a my trzymamy się Bugu.
Korzystamy z porady i idziemy. To zaraz za wioską.

Za samym skrzyżowaniem na łuku drogi zatrzymujemy mężczyznę jadącego nieco rozklekotanym samochodem z przyczepką. Staje na łuku niewidocznym, nawet nie zjeżdżając na pobocze, oczywiście na podwójnej ciągłej i na dodatek otwiera nam drzwi od osi jezdni. No pięknie, - brakuje tylko Policji albo rozpędzonego TIR-a i byłoby nieciekawie. Jadnak opatrzność nad nami czuwa i po chwili gawędzimy z kierowcą w najlepsze.
Objaśnia nam mijane okolice - O tu, w tej cerkwi przerobionej na kościół byłem do Komunii, a ta cerkiew jest bardzo ważna w okolicy, ale czynna tylko w odpusty.
Gdy opowiedzieliśmy mu o naszej wędrówce, zaproponował zawiezienie nas do domu rodziców, który po ich śmierci wynajmuje, a my możemy spać na ogrodzie i skorzystać z łazienki. W to nam graj. Dowiezieni na miejsce do Woli Uhruskiej gorąco dziękujemy i wywieramy niemałe zdziwienie u aktualnych lokatorów, którymi jest małżeństwo z dwiema małymi córeczkami.
Szybko nawiązujemy porozumienie, budzimy zaciekawienie i chyba sympatię, bo zostajemy zaproszeni na kolację, a wcześniej możemy skorzystać z łazienki z gorącą wodą. Jest świetnie!
Dziewczynki są wszędobylskie i sympatyczne, pomagają mi rozłożyć namiot i o wszystko pytają. W ramach wdzięczności wykonuję małe serwisowanie komputera i optymalizację systemu, wyjaśniam kilka kwestii i proponuję rodzinną sesję zdjęciową.


Ale to zostawiamy na następny dzień i po dość długich posiadach w domu, zaszywamy się w namiotach w otoczeniu pachnącego ogrodu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz