Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * Wątek sprzętowy
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

niedziela, 14 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 06 - Wola Uhruska - Wołczyny


Wola Uhruska - Wołczyny. Dystans - 23 km.

 

Na szlaku: Wola Uhruska, Zbereże, Wołczyny.


14.06.2015.


Chcę się jakoś odwdzięczyć za gościnę, tym bardziej, że zostaliśmy podjęci śniadaniem.
Dobrym sposobem będzie chyba sesja fotograficzna, - wszyscy chętnie przystają. Dziewczynki pozują jak zawodowe modelki, a mama i tata świetnie uzupełniają obraz rodziny.





W pakowaniu oczywiście pomagają najmłodsze latorośle, a gdy ruszamy, wszyscy radośnie machają, - kto wie, może się cieszą, że wreszcie znikamy... ;-)



W Woli trafiamy na świetnego szejka w kilku smakach, więc daję się skusić, stąd wiem, że był świetny. Chwilowo tracąc znaki, wreszcie przyjmujemy słuszny kierunek marszu. Wchodzimy na polną drogę z wypielęgnowanymi polami uprawnymi. A na brzegach zbożowych łanów, nieodmiennie królują maki i chabry.




Pogoda też jest wyborna, - malownicze niewielkie cumulusy ozdabiają błękitne niebo, a wietrzyk przyjemnie chłodzi, dając odpór palącym promieniom słońca.
Leśną ścieżką dochodzimy do grobli, którą trochę za bardzo się rozpędzamy. Konfrontacja z mapą i wracamy na groblę, która zakręca w lewo. Tu nic by się nie udało skrócić, bo wokół są rozlewiska porośnięte na brzegach wysokimi trzcinami. Ale za to malownicze niebo odbijające się w zielonkawej toni wody, dodaje uroku monotonnemu nieco krajobrazowi.






Dochodzimy do główniejszej drogi polnej, a niedaleko obserwujemy ruch na drodze asfaltowej. Dobrze. Mapa mówi, że idziemy szlakiem, nawet na drzewie wypatrzyliśmy czerwony znak.

Polami i zagajnikami dochodzimy do widzianej wcześniej asfaltówki. Po nieco ponad dwóch kilometrach marszu przez Zbereże, odbijamy z niej na kolejną polną drogę, prowadzącą nas w stronę Bugu. Ten skręt akurat oznaczony był na drzewie.



Patrząc za siebie, widzimy rękaw lotniczy w oddali. Lotniska ni poligonu tu się nie spodziewam, jest to najprawdopodobniej lądowisko dla śmigłowca przy placówce Straży Granicznej. Jest nam nie po drodze by się tam zameldować, więc dalej zmierzamy w naszym kierunku.

Nad zakolem Bugu jest fantastycznie, - cicho i bez śladów cywilizacji, zwłaszcza po stronie ukraińskiej. Brzeg rzeki po tamtej stronie doskonale nadaje się na renesansowe plenery malarskie.





Wychodząc z tego kontemplacyjnego zakątka, niemal wpadamy na dwóch pograniczników. Akurat patrolują na naszym odcinku, toteż przez chwilę idziemy razem. Także i oni twierdzą, że wędrowców idących od jednego do drugiego krańcowego punktu szlaku jeszcze nie spotkali i o takich nie słyszeli.  Po chwili rozstajemy się. Oni idą brzegiem, a nasz szlak odbija w głąb terenu. Niemniej nieco za wcześnie skręcamy w prawo, mijamy starorzecze Bugu i dochodzimy do ślepego zaułku. Wracając, napotykamy "naszych" pograniczników. Tym razem odnajdujemy czerwone znaki przy leśnej drodze i prowadzeni ich śladem, spokojnie maszerujemy.




Droga odbija w prawo, a znaki przez chwilę prowadzą nas w nieco zarośniętą drogę na skraju lasu. Po przejściu krótkiego odcinka widzę wyraźne znaki, jednoznacznie wskazujące na łąkę po prawej. Za łąką widać drogę, pewnie tę, którą przed chwilą opuściliśmy. Leśna jednak upiera się, że powinniśmy iść prosto, nie skręcając na łąkę. Jakoś nie jestem przekonany, ale to ona nawiguję, więc podążam za nią.




Po kilku chwilach droga wchodzi w las i coraz bardziej jest zarośnięta. Pokrzywy i powojniki wyrastają już powyżej naszych głów, utrudniając orientację wzrokową. My jednak napieramy dalej, mimo że znaków już nie widzimy. Dochodzimy do słupka oznaczającego granicę lasu i tu ślad drogi definitywnie się kończy. Przed nami wysokie chaszcze z cierniami na dokładkę i wąski przesmyk, który w mezozoiku pewnie był ścieżką dinozaurów ;-)

No i wpakowaliśmy się na dobre. Na prośbę Leśnej, która miała już nieźle podrapane nogi od przedzierania się przez zarośla, przejąłem torowanie w gąszczu. Po chwili nie zwracałem już uwagi na pokrzywy (od tego się przecież nie umiera), powojniki jakże czepliwe ciągnąłem girlandami za sobą, a kolce ostrężyn kreśliły kolejne wzory surwiwalowego doświadczenia na łydkach i podudziach.

Przed nami bagno - czarne i grząskie. W prawo - bagno. Po lewej - bagno. Dobrze, że przynajmniej było trochę suchego gęstego zagajnika iglastego, bo już przy nadchodzącym zmierzchu liczyłem się z noclegiem na bagnach. Nawigacja pokazywała drogę asfaltową oddaloną o 300 - 500 metrów, ale jak to bywa, droga biegnie nasypem, poniżej którego ciągną się moczary.
Szukając przejścia wdepnąłem w czarną masę i od razu but wjechał po kostkę. Na szczęście drugą stopą stałem na kawałku powalonego pnia, bo już bym się zagłębiał w trzęsawisko.
Znowu szukamy po lewej, bo w tamtą stronę doszlibyśmy do drogi. Ale i tam gdzieniegdzie widać błyszczące mokradła, chyba tylko na wprost jest jeszcze jako tako...

Leśna była zdecydowanie przeciwna spaniu na terytorium Shreka ;-) Stwierdziła, że w Finlandii przechodziła przez gorsze bagna i decyduje się przejść na wprost. Ja uznałem, że nie jest to najlepsza decyzja, bo gdyby coś poszło nie tak, to jesteśmy w czarnej "D", przez nikogo nie kojarzeni w okolicy, nikt naszego braku nie zauważy, a określenie miejsca jest możliwe jedynie dzięki namiarom GPS-a. Jedyna pociecha... Ale kto by tu po nas przyszedł...?
Jednak Leśna po obejrzeniu miejsca, ruszyła przed siebie. Z brakiem przekonania, jednak ruszyłem za nią. W sumie nie było całkiem źle, bo tego roku Bug nie wylał, lato było upalne, więc trzęsawisko nieco podeschło, a i porośnięte było starymi drzewami, które częściowo już leżały, więc były jakieś punkty zaczepienia.



Kijki nie bardzo się nadawały, bo w bagno wchodziły jak w w budyń, a spróchniałe pnie przebijały i rozłupywały. Patrzyłem by stąpać po miejscach wyglądających na bardziej suche i bliższe pniom drzew, by w razie czego było blisko punktu zaczepienia. Przystając na korzeniach przy pniu, spoglądałem na następny ruch - jak w szachach i ruchem skoczka posuwałem się dalej, za majaczącą w zapadającym zmroku Leśną. Niedaleko zaszczekał pies - jest pies, są ludzie, jest cywilizacja! Zacząłem mu odszczekiwać, chcąc sprowokować by nadawał nam kierunek, co też z zapałem czynił. Przede mną gładka powierzchnia usłana liśćmi trzciny wodnej, wyglądająca jak materac. Kilka kroków trzeba przejść, nie wolno się zatrzymywać. Pod nogami czuję jakbym szedł po łóżku wodnym. Udało się. Dopadłem powalonego pnia i przeszedłem po nim, a Leśna wypatrzyła już wznoszący się brzeg bagniska. W samą porę, bo już konkretnie się ściemniało, a w gęstym lesie okalającym mokradło było już niemal całkiem ciemno.
Gdy trafiliśmy na dzikie śmietnisko i ślady kół, mimo nieświeżych zapachów, odetchnęliśmy pełną piersią z uczuciem ulgi. Gdyby nie Leśna, pewnie rozłożyłbym namiot na skrawku suchego lądu i przespał tam z sarnami do rana, by wrócić do ostatnio widzianego znaku.

Wyszliśmy z lasu. Na otwartym terenie w zapadającym zmroku zobaczyliśmy dwa gospodarstwa. W pierwszym poprosiliśmy krzątającego się gospodarza o wodę. Mocno był zdziwiony naszą opowieścią, ale nasz wygląd nie budził wątpliwości, - odrapani, brudni i zmęczeni, musieliśmy wyglądać jak uchodźcy syryjscy. Gdyby nie nasza poprawna polszczyzna, byłoby pewnie krucho.
Dostaliśmy wodę, więc sytuacja wyglądała o niebo lepiej. Przeszliśmy do drugiego gospodarstwa z murowanym domem, gdzie okazało się, że jest to budynek leśnictwa. Zapytaliśmy leśniczego, czy możemy się rozbić w obejściu i opowiedzieliśmy naszą przygodę. Zgoda - możemy biwakować do jutra!




Zabraliśmy się za przyrządzanie kolacji i rozłożyliśmy namioty. Z uwagi na bliskość bagien, komary i meszki cięły niemiłosiernie. Zwłaszcza te ostatnie nie dawały spokoju.


 
Na zewnątrz budynku był kran, więc udało się umyć i jako tako doprowadzić do porządku. Ale poparzone pokrzywami nogi piekły tak niemiłosiernie, że dobrze po północy nie mogłem jeszcze usnąć.


Jednak przez zmęczenie i przygody z końca dnia, sen wreszcie przyszedł.



2 komentarze:

  1. Co to byl za dzien! Poszlam na wprost w te bagna, bo znak prowadzil rowniez w bagna i chcialam je ominac... No i tak je ominelismy ze szkoda gadac! Ale wspomina sie fajnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he... Omijając jedne, wpadliśmy na drugie... Ale że wszystko dobre co się dobrze kończy, to i wspomnienia są fajne :)

      Usuń