Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

piątek, 19 czerwca 2015

Szlak Nadbużański 11 - Łobaczew Mały - Zaczopki


Łobaczew Mały - Zaczopki. Dystans - 26 km.

 

Na szlaku: Łobaczew Mały, Samowicze, Kuzawka, Neple, Krzyczew, Pratulin, Zaczopki.


19.06.2015.


Z rana budzą bas robotnicy, uwijający się przy jakichś pracach, więc wstajemy by się umyć przy pobliskim kranie. Po chwili przyjeżdża nasz gospodarz i dogląda prac murarskich, żegnając się przy tym z nami. No i znowu nam przykro opuszczać gościnne miejsce i ludzi, ale szlak wzywa.
Doprowadzam do porządku altanę, rozstawiam ławki, spoglądam z zadowoleniem, ale i z żalem, bo po chwili wracamy na wczoraj opuszczoną aleję i wędrujemy przed siebie.




Nieopodal znajdujemy spore fortyfikacje, które Leśna dość długo eksploruje, aż się zastanawiam, czy jakimś podziemnym przejściem nie wyszła na Białorusi... ;-)



Po chwili trafiamy na stary krzyż, który uratowano przed zniszczeniem, obudowując go szklaną konstrukcją.

Krzyż z 1902 roku, umieszczony w konstrukcji szklano-metalowej w 2015r.



Dochodzimy na wysokość przejścia granicznego w Kukurykach, ale tym razem przecinamy je górą po wiadukcie, po czym trafiamy na miejscowość, która nazwa sympatycznie nam się kojarzy. To Kuzawka. Jest tu cmentarz wojenny z 1920 roku, a na placu zabaw stoi słup graniczny. Po drodze towarzyszą nam tradycyjnie stare chaty i wszechobecne na szlaku krzewy jaśminu.




Wchodzimy na polną drogę, która po chwili wprowadza nas w stary las. Przez chwilę wędrujemy wśród drzew, mijając regularne leśne aleje, aż wreszcie pojawiają się pierwsze zabudowania, a las rzednie i znika.
Dochodzimy do główniejszej asfaltówki, a na rogu przycupnął niewielki sklep. Zatrzymujemy się coś przekąsić, a ja wdaję się w rozmowę z miejscowym smakoszem piwa i wysłuchuję niesamowitych opowieści sprzed lat.



Na zewnątrz siąpi cienki deszczyk, ale nie zakładam jeszcze poncha. Jest dość ciepło, więc po niedawnych upałach lekkie ochłodzenie przyjmuję bez szemrania.
Mijamy most, pod którym płynie Krzna - jeden z niewielu dopływów Bugu. Za rzeką opuszczamy Neple i podążamy poboczem drogi asfaltowej, oczekując na jakąkolwiek atrakcję.




Znaki się od czasu do czasu pojawiają i nakazują zejść z drogi w pola. Tuż za odbiciem przed oczami wyrasta nam ni mniej ni więcej, tylko czołg T-34 stojący na niewysokim postumencie.



Za nim mokrą ścieżką docieramy nad obszerny przełom Bugu, gdzie ma swój początek Rezerwat Przyrody Szwajcaria Podlaska. Nie bardzo wiem co tu jest takiego szwajcarskiego, bo i polna droga jest typowo nadbużańska, a pogoda cokolwiek skandynawska. Nawet krowy w barwach Milki także nie dostrzegam...





Nad Bugiem widzimy z daleka ...dwa namioty. Pierwszy to obcy biwak na naszej trasie, więc zaciekawieni podchodzimy. Bynajmniej to nie Szwajcarzy, a dwóch naszych rodaków, płynących kajakiem w dół Bugu. Opowiadają o swych perypetiach ze Strażą Graniczną, która dość skutecznie próbowała ich zniechęcić do takiej formy turystyki. Jednak też są pod urokiem tej pięknej rzeki i twardo napierają do przodu. Widać, że są zaprawieni - nomen omen - w bojach i mają za sobą sporo spływów jak i my wędrówek. Rozstajemy się z sympatią, bo i trudno tu napotkać poławiaczy przygód.

A przed nami co...? Ano tradycyjnie stare chaty i polne drogi. Pojawia się też asfalt, którym dochodzimy do kolejnych zabudowań, a tabliczka na domostwie informuje, że przed nami Pratulin.






W pobliżu sanktuarium daje się zauważyć spory ruch, a po dotarciu na miejsce widać napływające rzesze młodzieży. Przy punkcie przyjęć dowiaduję się, że odbywa się tu Jerycho Młodych, czyli kolejne wariacje na temat Przystanku Jezus.



W bufecie drożyzna, więc gdy Leśna zamawia tam coś dla siebie, ja z aparatem poszukuję tematów do sfotografowania. Na tyłach budynku znajduje się parking, a na nim rząd wypasionych fur. Przyglądam się jakiejś przerośniętej beemce klasy biznesowej, po czym widzę, jak przybiega do niej mniej więcej trzydziestoletni człowiek w czarnej sutannie i wyjmuje ze środka aktówkę. Że też ja na księdza nie poszedłem... :-\

Na terenie sanktuarium wyrasta miasteczko namiotowe - oj, będzie się tu działo... Pod altaną widzę nagromadzenie wszelkich dóbr spożywczych, więc wytrenowane zdolności w zakresie freeganizmu wkrótce przynoszą rezultaty - placki są naprawdę pyszne. Na szczęście młodzież ma jeszcze Boga w sercu :)



Rozglądam się za miejscem na nocleg. Nie, nie na dzisiaj, ale z zasady. Znajduję obszerne toalety, a niedaleko wiato-chatę, mogącą spokojnie służyć za nocne schronienie. Zatem miejscówka by była, gdyby nie hałas i tłum, jaki dzisiaj tu jest obecny.



Opuszczamy sanktuarium, kierując się szczątkowymi znakami w barwach bieli i czerwieni. Niedaleko za ostatnimi domami trzeba posługiwać się "czujem", bo znaki... zaraz, - jakie znaki...?!? :-\

Mapa trzymana przez Leśną wyznacza kierunek. Tak dochodzimy do kolejnej wioski - ulicówki. To Zaczopki. Powoli rozglądamy się za miejscem na nocleg, bo później będzie odcinek wśród pól, a nam spodobało się biwakowanie z dostępem do łazienki.



Na samym końcu wsi przyjmuje nas kobieta. Jej domek jest skromny, jak większość w okolicy, ale i tym razem mamy możliwość skorzystania z łazienki. Nawet przemoczone buty i skarpety możemy wysuszyć w zbiorniku z gorącą wodą. Na zewnątrz jest kran, więc już niczego nam nie brakuje. Nawet nieufny pies po chwili nas zaczyna tolerować.




Rozbijamy się - ja pod drzewkiem, a Leśna obok stodoły. Jeszcze gorąca herbata na wieczorną rozgrzewkę, po czym zapakowani do swoich przenośnych schronień, udajemy się w objęcia Morfeusza...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz