Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 27 lutego 2016

Do Urbanka z nowym Kestrelem - 27 lutego 2016


Do Urbanka idę zwykle bez powodu, w którym mieści się niezwykle wiele powodów ;-)
Tym razem oprócz powodu standardowego, w ramach działań szczególnych były punkty:
  • ocena "w boju" nowej wersji plecaka Osprey Kestrel 38 model 2016,
  • rozchodzenie nowych butów - Zamberlan 307 Trail Lite HBS,
  • ocena skarpet kevlarowych od Fjorda Nansena,
  • ocena zestawu palnik BRS-3000T plus kubek TOAKS Light Titanium 600,
  • sprawdzenie stanu kolan, dających się we znaki od kilku miesięcy.


Wyszedłem klasycznie koło południa z lipnickiego rynku. Tu zwykle strzelam pierwszą fotę i uruchamiam zapis trasy.



Idąc w stronę dworu Ledóchowskich, spoglądam wstecz. Lubię tę perspektywę na rynek i dwa kościoły, drogę prowadzącą wzdłuż szeregu domów.



Za dworem przy źródełku kwitną pierwsze Lepiężniki Białe. Niezawodna to oznaka, że wiosna wielkimi krokami nadchodzi. Wspinam się po skarpie - jak zwykle bez angażowania rąk. Na wzgórzu za zaroślami otwierają się kolejne ascetyczne widoki, które niesamowicie lubię. Słyszę traktor - praca w polu wre, więc wybieram inną trasę i obchodzę prawym łukiem, dochodząc do wąwozu Traktu Węgierskiego.







U stóp Duchowej Góry, a właściwie na jej północnym zboczu, otwierają się szerokie horyzonty na Dolną, Gosprzydową i okolice Gnojnika. Lustrowanie widnokręgu zawsze sprawia mi wiele przyjemności.



Za Duchową w okolicach Suchej Wierzby na Sicinie, stawki - "Oczy Lasu" jeszcze ściśnięte lekkim mrozem, malują gwiazdę lodowej tafli na swej powierzchni. Za pobliskimi brzozami, w ciepłym świetle słonecznym wygrzewają się puszyste kotki bazi, które coraz obficiej obsypują wierzbowe gałązki.






Na plecach mam nowego Kestrela. Na razie niemal pusty, więc prawie nieobecny ciężarem, zgrabnie opina się na mnie. Za dwadzieścia minut dojdę do Urbanka, gdzie zatankuję dwie bańki na wodę.




Opuszczając granicę Lipnicy, wkraczam na długą prostą, by na jej końcu skręcić odnogą zielonego szlaku w lewo w dół Stokiem Małysza - nachylonym niczym rozbieg skoczni narciarskiej. Nowe buty mają bardzo twardą podeszwę i jeszcze nie bardzo czuję je na kamieniach i korzeniach. Z uwagą stawiam każdy krok, bo utrata równowagi na takim nachyleniu mogłaby mnie w ekspresowym tempie sprowadzić do podnóża góry, ale tego wolę uniknąć.



Dochodzę do kapliczki. Plan jest prosty - zatankować dwie pięciolitrowe butle i niemal dwulitrowy bukłak, zrobić herbatę i po godzinie pomaszerować dalej.
Na zewnątrz wieje wiatr, więc woda spokojnie gotuje się pod dachem. Do herbaty jest Prince Polo, więc na zewnątrz uskuteczniam słodką chwilę z gorącym czajem :)







Plecak już powoli nabiera rasowego profilu. System nośny układa się jak na reklamowych zdjęciach, gdzie zda się że opina niewidzialnego modela. Za chwilę zapakuję do niego dwie butle i pozostałość wody w bukłaku, co z całą resztą da mu wagę około 14,5 kg.



Ubieram plecak. Teraz ma słuszną wagę, choć może nie rozmieszczoną wewnątrz tak, jak pakuje się normalnie wyposażenie na wędrówkę. Butle mają nieco inną bezwładność i nie kształtują bryły plecaka tak elegancko, ale tu chodzi o ocenę przenoszenia obciążenia. Ta zaś jest nienaganna. Gdybym był nieco lżej ubrany, pokusiłbym się o ocenę przeprojektowanego panela tylnego, mającego kontakt z plecami i nowe kanały powietrzne.
Pas biodrowy mimo niepozornego wyglądu, swe zadanie spełnia doskonale. Przeniesienie ciężaru ładunku na niższe partie ciała jest wygodne, a regulacja pozwala znaleźć właściwy punkt komfortu, gdzie nie ma jeszcze ucisku, a jest już oparcie na kościach biodrowych. Do tego lekko dociągnięty pas piersiowy spinający boczne szelki, wąsko układa linę systemu nośnego. Dociągam lekko paski dystansowe nad ramionami i bryła ładunku dochodzi blisko pleców, pozostawiając odpowiedni dystans dla wentylacji. Mimo prawie granicznej wagi, po chwili marszu przestaję odczuwać obecność ciężaru na plecach. To zwykłe przyzwyczajenie, bo gdy w sezonie wędruję dniami i tygodniami, taki pakunek nie jest ciężarem. Jest ładunkiem dobrze dopasowanym dzięki komfortowemu plecakowi. Właśnie te cechy skłoniły mnie do wyboru plecaków Ospreya i pozostaniu przy dwóch modelach na przestrzeni lat.

Wychodzę na iwkowskie łąki. Iwkowa prezentuje się stąd dostojnie. Posadowiona w dolinie w widłach Beli i jej dopływów, rozciągnięta drogami, ciągnie swoje zabudowania i rozsadza je po łagodnych zboczach i polach. Wieżyca parafialnego kościoła góruje zaś jak maszt okrętu flagowego niewielką kopułą niczym z bocianim gniazdem... A okoliczne wzgórza tak niedawno jeszcze odwiedzałem...




Szpilówkę zdobywam w tym roku już nie pamiętam który raz, ale nie mniej niż czwarty. Także krzyż pod Piekarską odwiedzam chętnie, gdyż kilkaset metrów dalej pięknie widać Lipnicę, tuż przed drugim, właściwym szczytem Piekarskiej. Śniegu tu jeszcze nieco leży, a że nie zabrałem stuptutów, to do niskich butów czasem wsypuje się biały, wilgotny chłód.







Schodzę w dół do potoku. Tym razem trzymam się szlaku i nie zaglądam na przetrzebiony Stopierwszy - byłem tam już tyle razy, że przynajmniej sprawdzę, czy szlak nadal tak biegnie jak i dawniej ;-) Przy okazji na dość stromym zejściu sprawdzam jak ciężar się sprawuje na plecach i czy buty dobrze sobie radzą na kamieniach.
O plecaku mogę zapomnieć. Tylko wtedy gdy o nim myślę, czuję go na plecach. Gdy skupiam się na omijaniu zasp i ruchomych kamieni, bardziej poświęcam uwagę butom i ich podeszwom. No i jednak mogłem zabrać stuptuty...




Dochodzę do drogi leśnej, którą wzdłuż Potoku Piekarskiego biegnie czarny szlak. Nim mam zamiar wrócić do domu, choć zastanawiam się czy od składu drewna da się go przejść. Ostatnio był tak niesamowicie rozjeżdżony przez ciągniki drwali, że chyba tylko czołgiem da się bez problemu...





Niestety, - mróz puścił, a leśnicy nie odpuścili. Z konsternacją patrzę na buty topiące się w błotnej mazi, którą próbuję ominąć, jednak błoto rozlewa się od krańca do krańca. To tylko jakieś dwieście metrów, ale zdecydowanie najgorsze w dniu dzisiejszym.



Za potokiem dochodzę do drogi idącej do "ronda". Dalej szlakiem jeśli bym się nie utopił, to ubłocił po pachy niechybnie. Więc skręcam w lewo, bo najprawdopodobniej przeprowadzimy tu alternatywny szlak pieszo-konno-rowerowy. Las jest ciemny, bo i dzień się już nachylił, ale jeszcze nie muszę odpalać czołówki. Mijam niewidoczne pozostałości dawnej szopki leśników i po chwili marszu ciemną knieją, dochodzę do ronda, czyli do miejsca gdzie zbiega się sześć dróg, okrążając centralne grzęzawisko.





Od ronda idę w stronę Kramarzówki, zastanawiając się, czy obejść ją z lewej i prosto do domu, czy z prawej i odwiedzić jeszcze cmentarz. Dochodzę do rozstajów i ...po raz pierwszy w tym roku słyszę kosa! Przepięknie ciągnie trele o zachodzie, jego śpiew aż brzmi w usypiającym lesie. Nie poszedłem więc ani w lewo ani w prawo, a zabrnąłem wgłąb kniei, prowadzony przepięknym gwizdem połączonym z trelami. W najciemniejszej gęstwinie zatrzymałem się pod strzelistym świerkiem i stałem zasłuchany. Po kilku minutach ten niepozorny czarny ptaszek wykonał finalny śpiew i zamilkł. Ruszyłem przez gęstwinę, - na szczęście dobrze znałem tę połać lasu. Po chwili doszedłem do drożyny biegnącej od kamieni na szczycie do szkółki i tam dołączyłem do czarnego szlaku. Miałem przez chwilę wrażenie, że kos odprowadził mnie jeszcze kawałek.
W ciemnym borze mignęły mi jeszcze cztery sylwetki saren, a po kilku minutach opuściłem stary las.

Schodząc do Lipnicy, ujrzałem ją tonącą w pomarańczowych światłach ulicznych, upstrzoną rozświetlonymi oknami i przesłoniętą niemal niedostrzegalną wieczorną mgiełką. Czerwone dachy i bielejąca nad nimi strzelista wieżyca kościoła z równie czerwonym grotem dachu, niezawodnie potwierdziły tożsamość miejsca...



Pokłoniłem się jeszcze przodkom i mijając trzy lipnickie kościoły, przez malowniczo latarniami jaśniejący rynek, powróciłem w domowe zacisze.




Gdyby nie wilgoć topniejącego w butach śniegu i błoto na ich wierzchu, mógłbym stwierdzić, że był to bardzo przyjemny spacer. A trzy pary stuptutów udawały w domu niewiniątka... ;-)

Plecak jest mistrzem magicznej anatomii lekkości. Dzięki dopracowanej konstrukcji, noszenie słusznej wagi wyposażenia w nowym Kestrelu jest co najmniej wygodne. Bo każdy ciężar ma swoją wagę i ona jest odczuwalna. Tylko że w prymitywnej konstrukcji tę wagę będziemy odczuwać i na ramionach i gniotącą w plecy i biodra, a w dobrym plecaku rozkłada się tak komfortowo, że po chwili można o niej zapomnieć. To samo tyczy się każdego elementu wyposażenia - spodni, kurtki, butów, czy choćby skarpet. I właśnie w tym jest mistrzostwo, by pozwolić komuś nosić coś - a nie czuć nic :-) To właśnie udało się Ospreyowi z nowym Kestrelem na 2016 rok. Może znajdę jakieś fundusze, by mógł u mnie zostać i towarzyszyć mi w wędrówkach przez nadchodzący sezon.




_

piątek, 26 lutego 2016

Plecaki średnie - Osprey Kestrel 38 - wersja 2016 - porównanie.


Niedawno otrzymałem wiadomość, że oto na nasz krajowy rynek wchodzi nowa generacja plecaka Osprey Kestrel - model roku 2016.



Kestrel jest moim ulubionym uniwersalnym plecakiem z stajni Ospreya. Przy pojemności 38 litrów jest to wygodna opcja tak na weekendowe wypady, jak i na dłuższe wędrówki w cieplejszych porach roku, kiedy można ograniczyć objętość zabieranego wyposażenia.

Mam już dwie wcześniejsze wersje Kestrela 38 - z rocznika 2010 i drugi z 2012 roku. Wieloletnie używanie tego modelu utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to dobry i dopracowany projekt.
Cóż zatem nowego i lepszego może przynieść tegoroczny koncept...?

Na początek kolor - poprosiłem o zieleń dżungli, bo ta kompozycja jest bardzo estetycznie zestawiona. Zatem kolor już mam i to trafiony. Ale o sile nowości musi stanowić coś bardziej praktycznego, co może w poprzednich wersjach wymagało przeprojektowania.


Po wyjęciu z kartonu i folii, zapakowałem plecak śpiworami i innymi wypełniaczami i obejrzałem jego bryłę w chwilowych przebłyskach słońca. Tak, - to nadal ta sama zgrabna, wręcz elegancka konstrukcja. System nośny układa się jak skrojona na miarę uprząż Jet-Packa dla Agenta 007.
Tego plecaka się nie zakłada - Kestrela się ubiera. Kilka ruchów dopasowania taśmami regulacyjnymi i tak jak Indianie widząc konkwistadorów na koniach brali ich za jedno stworzenie, tak i po dopasowaniu plecaka czuje się zespolenie w jeden organizm wędrująco-transportowy ;-)
Z braku asystenta / asystentki, plecak prezentuję luzem...






Słońce niestety szybko skryło się za gęstymi chmurami, tedy przeniosłem się pod dach.
Mając dwa wcześniejsze modele, uznałem, że celowym będzie porównać je z nowym towarem.
Zanim nowość nie zostanie gruntownie przetestowana w terenie, porównanie zapowie czego możemy się spodziewać i czy warto sięgnąć po debiutanta, czy też poprzestać na weteranach.



Spoglądając od strony systemu nośnego, widać przeprojektowany panel tylny z inaczej poprowadzonymi kanałami wentylacyjnymi, pokrytymi siatką o drobniejszych oczkach.
Panel wygląda na bardziej anatomiczny od prostej "tarki" ze starszych wersji.
Sam system nośny pozostał zasadniczo bez zmian, jeśli nie liczyć nieco innej siatki wyścielającej szelki. Pas piersiowy wzorem poprzedniej wersji jest regulowany na szynie przesuwne, pas biodrowy uległ nieznacznym modyfikacjom, a o zmianie klamry wspomnę jedynie mimochodem.










Kilka różnic znajdziemy od strony, która częściej bywa oglądana. Pogłębiły się bowiem kieszenie boczne jak i kieszeń frontowa, mająca bardziej praktyczne zaokrąglenie dna do dołu, a nie do góry jak to widać na zdjęciach. Teraz kieszeń ma równo 30 cm głębokości, co przy 20 cm sąsiada jest zmianą znaczącą. Mata do siedzenia ma długość 29cm.





Kieszenie boczne także zyskały na pojemności, znacznie lepiej zabezpieczając podręczny ładunek.




Kieszeń boczna ma głębokość 24 cm w najgłębszym miejscu - przy plecach i 20 cm pośrodku.




Powerade - 0,7 l.


Przemeblowano także umiejscowienie kieszeni na pokrowiec przeciwdeszczowy, którego aktualnie należy szukać w dnie plecaka. Jeśli zwiniemy mokrą osłonę, resztki wody nie będą ściekać na przegrodę dolną, jak to miało miejsce wcześniej. Ponadto pokrowiec nie ogranicza przestrzeni w komorze głównej. Na zdjęciach umiejscowienie suwaka oznaczyłem klamerkami do prania.


Projektując pełną gamę plecaków, Osprey zadecydował, że Kestrel nie będąc typowo wspinaczkowym sprzętem, może zadowolić się jedną pętlą na czekan, mocującą także do transportu kijki. Dla tych którzy i z tego nie korzystają, zaprojektowano małą kieszonkę, do której można wsunąć tak wspomnianą pętlę, jak i zatrzask pozostały po zdemontowaniu spodnich troków na karimatę. Lewy zatrzask - rzecz jasna - także ma swój schowek. Mała rzecz, a dodaje elegancji, praktyczności i ...poszukiwań roztargnionym :) Oczywiście górna pętelka także ma swoją kieszonkę - tuż nad klamerką na następnej fotce.










Po ubytkach czas na to co przybyło, a od czego głowa nie boli. Otóż na prawym boku pomiędzy kieszenią przednią a kieszenią boczną, pod listwą zabezpieczającą umieszczono długi na 30 cm pionowy zamek, pozwalający dostać się do komory głównej. Teraz dostęp do zawartości plecaka możliwy jest od góry, od dołu i właśnie przez boczny zamek. Ażeby go wygodnie rozsunąć, należy odpiąć górny trok / pasek kompresyjny, a w razie potrzeby - także i dolny. W pewnej mierze zabezpiecza to ładunek przed dostępem osób niepowołanych, np. w komunikacji zbiorowej czy gdzieś w tłoku. Skoro taki dostęp jest, zapewne kiedyś się przyda.




Boczne paski kompresyjne nadal mają długość wystarczającą do użycia ich jako troków, a spięte na grzbiecie, umożliwiają przypięcie np. karimaty, co jest szczególnie pożyteczne przy przedzieraniu się przez kosówkę czy inne krzaczory. W roli pomocy dydaktycznej wystąpiła samopompa...




Oczywiście nie mogło zabraknąć prostego, a zarazem genialnego patentu, jakim jest mocowanie Stow-on-the-Go do chwilowego przypinania kijków. Chyba nie wyobrażam sobie funkcjonowania na szlaku bez tego pożytecznego drobiazgu.



Elementem w którym nie dopatrzyłem się zmian, jest klapa. Nadal oszczędna, po solidnym dopakowaniu plecaka, ledwie się na nim opina. Wyposażona w cztery przelotki daje dodatkowe możliwości mocowania, standardowo posiada kieszonkę zewnętrzną i pod klapą siatkową wewnętrzną z małym karabinczykiem na klucze.
Komora główna zaciągana jest linką ze stoperem, który teraz przymocowany jest do brzegu komory. Łatwiej ściąga się jednorącz, do otwarcia zaś wygodniej użyć obydwu rąk.







Mimo powiększenia kieszeni i dodania jednego zamka, masa plecaka nie wzrosła, a nawet nieznacznie spadła. Waży teraz 1370 gramów - o 15g mniej od wcześniej posiadanego.
Może nie wykonałem skrupulatnej inspekcji, bo to zaledwie pierwsze chwile z nowalijką, więc dorzucam jeszcze kilka zdjęć. Może z czasem jeszcze czegoś się dopatrzę.







Nowa konstrukcja posiada zmiany nie tylko kosmetyczne, mające wnieść powiew świeżości w nową edycję. Panel tylny - bardziej anatomiczny i miejmy nadzieję - jeszcze lepiej zapewniający wentylację, głębsze kieszenie boczne jak i powiększona kieszeń przednia, dodanie bocznego dostępu, to spełnienie oczekiwań klientów, to poprawienie komfortu, funkcjonalności, a przez to zadowolenia z dojrzałej konstrukcji. Nie zauważyłem jak na razie żadnego regresu - nawet ujęcie jednego mocowania czekana czy kijków, w plecaku trekkingowym nie jest nieuzasadnione. Wspinacze i łojanci pewnie i tak sięgną po model skrojony pod takie właśnie zastosowanie.

Spójrzmy jeszcze na nowego Kestrela i mojego kolejnego faworyta - Exosa. Ten niebywale lekki plecak jest moim wiernym kompanem w wędrówkach na lekko. Kestrela zaś używam tam, gdzie pakuję się zwracając mniejszą uwagę na wagę całkowitą, czy wręcz wtedy, gdy mam do dźwigania wyraźnie cięższą zawartość. A jak jeszcze w rzędzie ustawimy piątkę od Exosa 34 z 2012, przez Kestrela 2010, aktualnie opisywanego Kestrela 2016, jego starszego brata - Kestrela 2012 i Exosa 38 z 2014 roku, to raczej jasnym będzie, że sięgając po jeden model i znajdując w nim dobre rozwiązania i nadprzeciętną wygodę, chętnie sięga się po nowszy - jeszcze lepszy egzemplarz.
Nie jest to jedynie kolekcja na półkę - z plecakami tymi przeszedłem Główny Szlak Beskidzki, Główny Szlak Sudecki, Mały Szlak Beskidzki, Główny Szlak Gór Świętokrzyskich, Szlak Nadbużański i wiele kilometrów innych szlaków i bezdroży. Wędrowałem na lekko, targałem spore zapasy wody i za każdym razem zdejmując bagaż z pleców, wiedziałem po co sięgnę następnym razem.


Nie wszystkie plecaki wypakowałem przykładnie i w miarę równo, stąd porównanie w szeregu nie jest w 100% miarodajne. Ale dają pewien pogląd...



Opisywanego Kestrela wypożyczyłem do oglądu raczej niż do testu. Brak funduszy doskwiera, choć nowość kusi. Przez najbliższe dwa tygodnie będę mógł używać go "nieinwazyjnie" i raczej troskliwie. Ale o wygodzie noszenia z obciążeniem na kilkunastokilometrowych trasach będę mógł się wypowiedzieć.
Ale o tym - w późniejszym wpisie. :)

_