Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 23 kwietnia 2016

Ciecień - Śnieżnica


Wiosna idzie. To znaczy że jednego dnia przychodzi, drugiego znika. Trzeba zatem wykorzystywać te okazje pomiędzy deszczem i jeszcze tu i ówdzie sypiącym śniegiem...

Beskid Wyspowy mam za progiem. Niektóre szczyty odwiedziłem kilkukrotnie, ale są i takie które jakoś opierają się moim odwiedzinom. Tym razem postanowiłem zaliczyć dwa z nich, choć wyszło to nad wyraz spontanicznie.

Poprzedniego dnia siedliśmy przy mapie turystycznej (www.mapa-turystyczna.pl) i zaplanowaliśmy pętlę w okolicach Skrzydlnej, tak raczej po pagórkach. Nazajutrz spakowaliśmy mapę Beskidu Wyspowego wydaną przez Compass i postanowiliśmy podjechać do Porąbki, skąd wejdziemy na pętlę. Moje kolana ostatnio na coś cierpią, więc do czasu odbioru wyników badań i opracowania kuracji, postanowiłem ich nie forsować.
W okolicach Porąbki sięgamy po mapę, a tu ...brak szlaku! No nie, - takiej niespodzianki nie oczekiwałem! Szybka modyfikacja planu - jedziemy do pobliskiego Szczyrzyca i atakujemy Ciecień, a następnie uderzamy na Śnieżnicę od strony Kasiny Wielkiej. A kolana...? No cóż - może wytrzymają...?

W Szczyrzycu szlaków sporo. Przechodzą przez główną ulicę, a i na mapie są zaznaczone. Zaglądamy jeszcze do cukierni na świetne ciastka ptysiowe i bezy, po czym po obejrzeniu klasztoru, kierujemy się za zielonymi znakami.





Oznakowanie szlaku jest bardzo dobre. W newralgicznych miejscach nie sposób mieć dylemat co do kierunku, że o zgubieniu szlaku nie wspomnę.

Początkowo idziemy drogą prowadzącą przez osiedle z kwitnącymi sadami. Tu widać eksplozję wiosny, aż miło patrzeć i wąchać :)



Po chwili asfalt się kończy, ustępując nawierzchni typowej drogi leśnej, która im wyżej, tym dobitniej przypomina, że gospodarka leśna jest tu energicznie prowadzona.




Pniemy się pod górę, a wiosną nawet mniejsze górki nie wiedzieć czemu zdają się być jakieś wyższe... ;-) A znaki niezawodnie nas prowadzą na sam szczyt, do którego - mimo niezbyt imponującego tempa - dochodzimy przed czasem podanym u podnóża góry.






Po krótkiej chwili schodzenia natrafiamy na otwartą łąkę, na której energiczna ekipa coś buduje. Sądząc po dwóch zainstalowanych rękawach lotniczych, będzie tu startowisko dla paralotni. Rozległa panorama przykuwa naszą uwagę.



Droga w dół jest wyraźna, tak jak i znaki niebieskie, które prowadzą nas od podszczytowego skrzyżowania. Jeśli jakieś drzewo ze znakiem zostaje ścięte, na sąsiednim pojawia się świeże malowanie.



Zejście jest dość strome i dość szybko osiągamy skraj lasu, za którym widnieją zabudowania, droga, a za nią kolejne wyspy Beskidu.




Na szlak wybraliśmy się dość późno, więc z Przełęczy Wierzbanowskiej decydujemy się podjechać stopem do Kasiny Wielkiej na skrzyżowanie z Małym Szlakiem Beskidzkim. Pierwszy przejeżdżający samochód po minucie oczekiwania zabiera nas do wspomnianej lokalizacji :)




Z sentymentem patrzę na czerwone znaki, którymi całkiem niedawno podążałem w przeciwnym kierunku.
Przed nami Śnieżnica, choć z tej perspektywy nie wydaje się wysoka. Spokojnie zatem drepczemy za czerwonymi znakami, kontemplując znaną okolicę.




Wreszcie opuszczamy czerwone oznakowania i stajemy pod wyciągiem krzesełkowym. Nie szukamy nowych znaków, gdyż wiemy, że dochodzą do górnej stacji kolejki, więc stokiem pniemy się mozolnie pod górę, natrafiając na ostatnie płaty śniegu.





Wreszcie dochodzimy do górnej stacji. Robi się chłodnawo i zaczyna kropić. Po małej przekąsce zakładam cienki PowerStretch od Kwarka (to prototyp bluzy "Zmierzch"), a na to najnowszą wiatrówkę Quechua Helium Wind 500 z Decathlonu. Zestaw w sam raz zapewnia termikę, chroni od wiatru i perli nieliczne krople z skąpego opadu. Wiatrówka przypadła mi do gustu już w poprzednich wędrówkach, a gdyby jej polietylen tak się nie elektryzował, uznałbym ją za ideał budżetowego wdzianka w swojej kategorii. Fota nieco dalej - na szczycie.



Na Grunwald nie jestem uzbrojony, więc przyjmujemy przeciwny kierunek - na szczyt Śnieżnicy.
Dwadzieścia minut spokojnego podejścia wystarczy na pokonanie tego odcinka.





Okrycie wierzchnie spisuje się bardzo dobrze. Takoż i skarpety - Fjord Nansen Hike Kevlar, które testuję dzięki producentowi i administracji NGT.pl. Mam je na stopach już kolejny raz tego roku i na razie oceniam ich komfort w początkowej fazie noszenia. W stosunku do wersji sprzed kilku lat, wydają się jakby bardziej syntetyczne, ale za wcześnie by ogląd był dojrzały. Niemniej jednak świetnie trzymają się stopy i zapewniają komfort wędrowania. Dzisiaj zdobyły Śnieżnicę :)



Po standardowych fotach ruszamy za czarnymi znakami. Na razie wśród zieleniejących roślinek, idziemy grzbietem w kierunku wschodnim, powoli wytracając wysokość, co niebawem ma się drastycznie zmienić...






Zejście czarnym szlakiem do Skrzydlnej wyglądało na mapie niepokojąco. Zagęszczenie poziomic było na tym zboczu tak wielkie, że niemal zlewały się ze sobą. To mogło oznaczać tylko jedno - zjeżdżalnię ;-)



Trzeba się było naprawdę bardzo pilnować by nie zjechać w trybie przyspieszonym. Stopy trzeba było stawiać bokiem, bo przodem można było pojechać jak na nartach. Nic to, że po drodze kwiatki rozweselały krajobraz, bo patrząc w poprzek stoku, nachylenie mówiło samo za siebie.




Wreszcie stromizna jak na rozbiegu skoczni narciarskiej nieco złagodniała, otwierając przed naszymi oczami całą polać porośniętą czosnkiem niedźwiedzim. Wyglądało to zaiste jak leśna plantacja. A gdy stok już złagodniał do standardowego nachylenia, natrafiliśmy na skromny górski strumyczek.





Jeszcze kilka minut i wyszliśmy z lasu. Tuż za jego skrajem i za pierwszymi zabudowaniami przebiega nieczynna linia kolejowa, biegnąca nota bene po przepięknych okolicach Beskidu Wyspowego, a za nią kolejne domy i droga, przy której mapa nie pokazywała szlaku. Ten jednak jest i niezawodnie doprowadził nas do Porąbki, skąd autostop pomógł nam powrócić do Szczyrzyca po samochód.




Tym samym metodą szybkiej improwizacji i łączonej komunikacji, pomniejszyłem okoliczną Terra Incognita o dwa szczyty - Ciecień i Śnieżnicę...

...a kolana nawet wytrzymały... :)


Los fotos @ majne Pikasa - https://picasaweb.google.com/112339065399764771934/6277533764834226177?authuser=0&feat=directlink

Link skrócony -  http://tiny.pl/grhg1

_

czwartek, 21 kwietnia 2016

Kamień Grzyb

Kamień Grzyb "rośnie" niedaleko - ot, kilka kilometrów. Ale po drodze miała być tajemnicza paryja (paryja - głęboki wąwóz, zawalony spróchniałymi i powalonymi drzewami, często zarośnięty i nieprzebyty).
Oczywiście lubię nowe i niedostępne miejsca, a opowieść o głębokim rozpadlisku postanowiłem sprawdzić już następnego dnia.

Wybrałem się standardową trasą pieszo - rowerowo - samochodową, czyli asfaltem. Także dlatego, że niebawem mam poprowadzić na Kamień Grzyb grupę seniorów, a na sąsiedniej łące ma być ognisko. Trzeba było zatem wszystko wstępnie przetrenować.

Wiosna tymczasem zrobiła się jak marzenie. Ciepłe słoneczne promienie i piękne obłoki z soczystą zielenią traw, żółcią mleczy i bielą wszelkiego kwiecia, tworzyły idylliczne widoki. Aparat trzaskał radośnie, a kilometrów ubywało.

Przed podejściem Na Wyski Dział odbiłem według opisu - do paryji. Zaiste, okazała się głęboka, przepastna i dzika. Gdybym powiedział że byłem w Amazonii, pewnie niejeden dałby się nabrać.

Ruszyłem jednak na azymut w stronę Kamienia. Doszedłem nawet według przewidywań do drogi schodzącej z Wyskiego Działu, którą dostałem się pod wejście do rezerwatu. Sam Kamień Grzyb znałem doskonale, a co ciekawe - pierwszy raz byłem tam ciemną nocą z dziewczynami, jakieś trzydzieści lat temu. Od tego czasu kamienie i dziewczyny zmieniły się zaskakująco niewiele :)

Z rezerwatu przeszedłem odszukać łąkę, a z niej przez las, skrótem powróciłem do drogi z której skręcałem do paryji. Poznanie nowych ostępów i ścieżek podobało mi się jak zawsze, a nadto wypatrzyłem lisa, sarny i dwa zajączki. Nieco bardziej przełajową drogą doszedłem do klimatycznej kładki na potoku, skąd skrajem drogi powróciłem w swoje strony, zaglądając przy okazji na cmentarz.

Kilometrów tego dnia było niewiele, ale nowa eksploracja nagrodziła to spokojne wędrowanie.

Zapraszam na slajdowisko :)





_