Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 14 września 2016

Bieszczady, wrzesień 2016



Po gorczańskich wędrówkach jeszcze dobrze się nie rozpakowałem, a po standardowym wyjściu do Urbanka, przepakowałem się na wyjazd w Bieszczady.
Tym razem miałem robić za półprzewodnika. W sumie to czemu nie - zaliczę piękne góry i się za bardzo nie wykosztuję... :)


Dzień pierwszy - 12 września 2016 - Brzegi Górne - Połonina Wetlińska - Przełęcz Wyżna.

W Bieszczady dojechaliśmy 11 września po południu. Było za późno na wyjście w góry, ale można było się pokręcić po okolicy samochodem. Plan miał być standardowo turystyczny - połoniny, Tarnica, do tego jakieś ciekawe miejsca poza górami, dla mnie raczej mało ciekawe.

Na drugi dzień przy pięknej pogodzie z Brzegów Górnych zaatakowaliśmy klasykę - Połoninę Wetlińską.








We wrześniu jest już nieco przestronniej na szlakach, a pogoda wciąż letnia. Piękne słońce, malownicze obłoki, ciepło i sucho - wprost wymarzone warunki do zdobywania gór.





Prąc pod górę, co rusz przypominałem sobie znajome miejsca, widoki i punkty na szlaku. Jednak za każdym razem w Bieszczadach jest inaczej. Inna pora roku, inna pogoda, inny klimat wędrówki. Ale zawsze jest miło i przyjemnie :)
Plątanina korzeni i schodki z drągów to stały już koloryt bieszczadzkiego szlaku. Dodatkowe barierki chyba nie są tu ułatwieniem, a raczej zaporą przed schodzeniem z ścieżki. Wreszcie otwierają sie pierwsze rozległe widoki, choć do Hasiakowej Skały jeszcze kawałek.





Znajoma kapliczka niemal się nie zmienia. Choć to oczywiście zależy od częstotliwości odwiedzin. Chyba częściej oglądałem ją w świetle czołówki niż w naturalnym oświetleniu, tym bardziej, że znajduje się w ciemnym zakątku wśród drzew. Wyżej już zarośla się przerzedzają i zaczyna się właściwa połonina, czyli górska łąka. Na skałach zaś czerwone znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego, którym wędrowałem tu trzy lata wcześniej.






Teraz jeszcze kilka kroków przez wychodnie skalne i można z wystającego głazu podziwiać widoki. Znakomicie widać Połoninę Caryńską, a i parking na Przełęczy Wyżnej prezentuje się okazale. Ale na kontemplację przyjdzie czas pod Chatką Puchatka, teraz tylko oczekiwanie na resztę towarzystwa.







Wieje. Jak prawie zawsze na połoninach. Dzisiejszy wiatr jest ciepły i łagodny. Powoli pędzi chmury po nieboskłonie i maluje nimi widowisko na firmamencie. Słychać go w trawach już nieco zasuszonych, świszcze w gałązkach krzewów. W odgłosy wietrzyka wplatają się ludzkie głosy, - to znak, że do Chatki już niedaleko.






Chatka Puchatka to miejsce obrosłe legendą i kultem. Znane i lubiane, ale także ...nielubiane. Miejscówka poza cywilizacją nie udostępnia "miejskich" wygód. Są jednak wędrowcy i inni turyści, właśnie takie surowe warunki aprobujący z upodobaniem. Taki powrót do korzeni i dawnych lat...

Wychodzę na Hasiakową Skałę. Tu już dmucha na poważnie, ale też miejsce jest bardzo widokowe. Od zachodu Roh z Osadzkim Wierchem i Hnatowe Berdo prezentują się wspaniale, a na wschodzie Połonina Caryńska w pełnej okazałości. Zresztą dookoła widoczność jest bardzo dobra i łatwo rozpoznać pasma i szczyty dalszej okolicy.








Gdy zszedłem w pobliże schronu, od strony zachodniej doszedł właśnie wędrowiec z plecakiem. Wymieniliśmy kilka zdań, podzieliliśmy się wiedzą i aktualnościami na szlaku. Kolega wędrował z dość swobodnym planem, który układał i realizował na bieżąco. Taka wolność w przemierzaniu gór jest najpiękniejsza. Po chwili odpoczynku ruszył w stronę Berehów.




Jako półprzewodnik wykazałem się informowaniem o topografii okolicy. Przy dobrej widoczności identyfikowanie okolicznych gór było łatwe, tym bardziej, że znakomitą większość sam przemierzyłem. Był to też pierwszy raz na Połoninie Wetlińskiej, gdy nie wszedłem do Chatki. Trochę mi później brakowało spojrzenia na wizerunek Majstra Biedy...






Schodzimy na dół. Idziemy najkrótszą drogą, prosto na Przełęcz Wyżną. Zwykle przechodziłem przez całą połoninę, jednak tym razem plan był mniej rozbudowany. A przy okazji poznałem żółty szlak, którego wcześniej unikałem...








Idąc na Połoninę Wetlińską, przywoływałem wspomnienia. Jednak powtarzając szlak poszukuję czegoś nowego. Tym razem był to powrót krótką trasą. Mało ambitną, ale do zaliczenia. :)





Dzień drugi - 13 września 2016 - Przełęcz Wyżniańska - Połonina Caryńska - Brzegi Górne.


Połoninę Caryńską obejrzeliśmy poprzedniego dnia z Wetlińskiej. Dzisiaj przyszedł czas by ją zdobyć. Tak jak Przełęcz Wyżna prowadzi na jedną górę, tak i z Wyżniańskiej można podejść na drugą, co też zostało przedstawione do zaaprobowania. Sugerowałem, że może by tak z Ustrzyk Górnych, ale zostałem przegłosowany...






Pogoda wzorem wczorajszej, także i dzisiaj dopisywała. Wrześniowe słońce grzało, ale nie dopiekało, choć pierwsze fragmenty podejścia wyraźnie sygnalizowały, że idziemy pod górę. Na szczęście zarośla dawały osłonę od ciepłego słońca i przyjemny chłodek. Za wysokim lasem odsłoniła się połonina ze sporym pasem otwartego terenu. A my wciąż pod górę...





Dochodząc do wyżej rosnącego lasu rzuciłem spojrzenie wokoło. Piękna panorama rozciągała się nad doliną, dając wrażenie wychodzenia z wielkiego osuszonego jeziora. Rawki i Połonina Wetlińska pyszniły się nieopodal.
Przed nami las, a w lesie korzenie i schodki. Momentami widok jak z Hobbita, aż zdawało się, że te wystające żebra ożyją cielskiem jakiegoś nierealnego potwora. Ale to tylko rozgrzana podejściem wyobraźnia tak podpowiadała... ;-)



 




Wreszcie wychodzimy nad granicę lasu. Borowiny nieco już zasuszone i resztki chaszczy informują, że jeszcze nie doszliśmy na księżyc. Wydeptana ścieżka prowadzi ku grani.






Znowu jestem "u siebie". Czerwony szlak darzę wielkim sentymentem, takim górskim, toteż w stronę szczytu idę energicznym krokiem, nawet nie spoglądając za siebie. Po wczorajszym dniu wiem, że nie zgubię towarzystwa, a co najwyżej dłużej zaczekam w najwyższym punkcie. Prę zatem ku górom i chmurom... :)
Po niedługiej chwili docieram na szczyt. Okupuje go sporo grupka osób i ...kolega spotkany poprzedniego dnia na Wetlińskiej. Zagaduję go, jak i inne osoby, po czym kontempluję widoki.







Szczyt Połoniny Caryńskiej jest świetnym punktem obserwacyjnym, jako że leży w sercu Bieszczadów Wysokich. Powietrze jest poprzetykane lekką mgiełką, ale i tak można podziwiać bliższą i dalszą okolicę. Mnogość znajomych szczytów, dolin i grzbietów dostarcza oczom wiele radości. Wokół góry, góry i góry... I całe moje życie w górach... :)




Mocno żałuję, że Bieszczady w znacznym stopniu objęte są Parkiem Narodowym. Jakże chętnie bym tu zabiwakował mając świadomość, że mogę zrobić to legalnie. Dla tych, co chcą pożegnać i powitać słońce z połoniny, zostaje choć Chatka Puchatka. Gdybyż można było przy niej jeszcze rozłożyć namiot...
Schodzimy. Kierunek - Brzegi Górne. Nieco poniżej szczytu sprawdzam źródełko. Choć bije w tak wysokim punkcie, nadal dostarcza całkiem sporo wody. Akurat na czerwonym szlaku takich miejsc jest wystarczająco dużo.






Kończy się otwarta połonina i wchodzę w las. Skoro nie ma widoków, to można przyspieszyć kroku. Wygodna ścieżka prowadzi pewnie wśród drzew, z nawigacją nie ma najmniejszych problemów. Nawet nie wiem, czy za dnia można by się tu zgubić...





Za kładkami jestem już nisko i coraz bliżej parkingu. Słychać samochody, czyli powrót do cywilizacji... Niebawem za ostatnim odcinkiem lasu widać dolinę, asfalt i parking przy skrzyżowaniu, z którego wczoraj podchodziliśmy w przeciwnym kierunku. To już koniec na dziś górskiej przygody.




Plan na Bieszczady był dość obfity. Do zdobycia została na następny dzień Tarnica, a później plany sięgały nizinnych okolic. Sęk jednak w tym, że moje ekonomiczne standardy nie przewidywały warunków preferowanych przez resztę zespołu. Aby zatem nie pójść w takie koszty których zwykle w górach nie ponoszę, zdecydowałem się na powrót... Żal było przedwcześnie żegnać się z górami, ale prawda jest taka, że kto nie pracuje, niech też nie je... Ech...


_


4 komentarze:

  1. Zaniemówiłem z artystycznego wrażenia :-) !!!
    Masz kolejny telent chłopie !!!

    Wieje. Jak prawie zawsze na połoninach.
    Dzisiejszy wiatr jest ciepły i łagodny.
    Powoli pędzi chmury po nieboskłonie
    maluje nimi widowisko na firmamencie.
    Słychać go w trawach już nieco zasuszonych,
    świszcze w gałązkach krzewów.

    Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
    Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi ...

    Wychodzi na to, że półprzewodnik - poeta !!!
    Pozrawiam serdecznie na ciętą (jak zawsze) riposte oczekując...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Generalna Kadzielnia! Witaj! :)

      Niezbyt chętnie zabieram się za poetyckie malowanie w swych górskich opowieściach. Zdaję się raczej na plastykę obrazu fotograficznego, co w czasach mickiewiczowskich nie było tak dostępne. Teraz zaś tysiącom słów przeciwstawiam swoje fotografie, niechże one rozpalają umiłowanie do gór, do wędrowania po tak pustych - czasami - grzbietach, wierchach, przełęczach i połoninach, że w takiej ciszy słyszałbym głos z Wrocławia...
      ...wędrujmy, - nikt nie woła... :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Mam za swoje.
      Wrocław nie woła, bo ryczy ze smiechu.
      Pozdrawiam
      Do zobaczenia na grzbiecie, wierchu, przełęczy lub połoninie - byle blisko schroniska lub parkingu :)

      Usuń