Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

czwartek, 31 sierpnia 2017

Gorc, Polana Wały, Mogielica 2017


Z Pilska niedawno wróciłem na weekend do domu. Ale po niedzieli już zaczęło mnie ciągnąć w góry. A że ten zew jest mocny i miły mojemu duchowi, to absolutnie mu się nie opierałem :)

Żeby nie było że w Gorcach jest tylko Turbacz, to postanowiłem zaatakować pasmo od strony Lubomierza. W busie do kierowcy zapodałem przystanek Rzeki, ale ten odparł, że wysadzi mnie na Przysłopie. No to witaj chłopie na Przysłopie! :)


Obok przystanku Lubomierz-Przysłop są dwa sklepiki. W tym wyżej jest nieco większy wybór, a przy okazji zaopatrzyłem się w mapę Gorców, bo posiadana gdzieś mi się zawieruszyła. Doszedłem po chwili do mostu na Kamienicy, gdzie odnalazłem początek szlaku niebieskiego. Tym samym rozpocząłem kolejną górską wędrówkę.




Szlak był mi już znany, choć sprzed kilku lat. Jedne miejsca rozpoznawałem, inne z trudem mi się przypominały. Ułomność pamięci i mnogość wędrówek mają to do siebie... Na szczęście flora beskidzka jest wciąż ta sama :)






Piąłem się pod górę przy idealnej pogodzie. Lekkie zachmurzenie, przyjemna temperatura i słaby wietrzyk, sprzyjały wędrówce. Na Polanie Świnkówka minąłem odpoczywającą parę i przez chwilę zapatrzyłem się w przecudne gorczańskie krajobrazy. Lubię spoglądać na góry z różnych stron i ustalać kierunki do poszczególnych szczytów.



Polana na Gorcu Kamienickim jest mi już dobrze znana. Na jej obrzeżu stoi bacówka, w której niegdyś uczestniczyłem w zlocie. A łąki ukwiecone soczystymi barwami, wesoło falowały w spokojnych powiewach wietrzyka. Już niedaleko stąd było do wieży widokowej, z której zawsze lubię podziwiać otwierające się i stąd horyzonty.







Stojący pośrodku polany skromny stolik z ławeczkami, nie został tu postawiony przypadkowo. Właśnie z tego miejsca można obserwować jedne z najpiękniejszych w Gorcach zachody słońca. Dobrze sobie przypominam ten, na który przyszliśmy tu z Bazy Gorc. I było naprawdę warto!



Nie potrafię przejść obojętnie obok borówek. Dzisiaj akurat mam czas, więc rozkoszuję się ich smakiem. No i gdzie mi będzie lepiej... :)



Wreszcie Gorc i wieża widokowa. Pamiętam czasy sprzed trzydziestu z górą lat, kiedy z kuzynem chodziłem na grzyby i wdrapywałem się na rozpadającą wieżę triangulacyjną na Szpilówce. Potrafiłem tam bez końca wpatrywać się w bliskie i dalekie okolice. Na takiej wieży mógłbym nawet zamieszkać. A i dzisiaj też zapowiada się dłuższa kontemplacja.










Idę do Bazy. Lubię to miejsce, bo choć czasem tam gwarno, to jednak sączy się tam prawdziwa górska atmosfera. A może tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko...?










Na tę wędrówkę zabrałem starszego Exosa. Lubię go, bo to najlżejszy z plecaków klasy 30 - 40 litrów jakie posiadam. Lekki, wygodny i pakowny, a teraz i tak jest w nim jeszcze sporo wolnego miejsca, choć niosę w nim wszystko co trzeba na kilka dni. Minimalizm na swoje dobre strony :)






Robi się późne popołudnie. Zapowiadam bazowym, że idę na wieżę na zachód słońca, ale kto wie, czy nie zostanę tam do wschodu, który także mam zamiar sfotografować. Jest jednak chłodno i wietrznie, więc zakładam też powrót do Bazy na noc.



Przyszedłem w samą porę. Słońce było jeszcze nad horyzontem bezchmurnego nieba. Mogłem więc bez umiaru strzelać foty aż do zapadnięcia gęstego zmroku, kiedy światła cywilizacji zajarzyły się w dolinach.



 







Po zachodzie słońca przyszedł ciepły powiew. Zrobiło się przyjemnie, a chłód który odczuwałem w Bazie, zszedł zboczami w dół.
Chyba właśnie z myślą o wieży, oprócz namiotu zabrałem worek biwakowy. Zatem skoro warunki zrobiły się sprzyjające, postanowiłem przeczekać tu do wschodu słońca. Więc po chwili do wora trafił śpiwór, a do zestawu ja i niebawem dołączył Morfeusz. Że niby zasnąłem :)



Nie wiem czy więcej było spania czy czuwania by nie przegapić wschodu słońca, dość że pierwsze promienia rozpoczynającego się dnia zastały mnie z otwartymi oczami. Chyba tylko muezzin zrywa się wcześniej... ;-)

Podniosłem się znowu w samą porę, choć opuszczać cieplutki kokon nie było lekko. Nad wschodnimi połaciami horyzontu właśnie pojawił się rąbek tarczy pomarańczowego słońca. Poranne zorze nie były zbyt obfite, takoż i mgieł spodziewałem się więcej. To chyba wieczorny ciepły powiew podniósł wilgoć i rozpuścił mgły. Choć gdzieś tam w oddali smużka mglistego obłoku zawisła nad kotliną.


 




Łapałem plany z górnego pomostu, ale też zszedłem do połowy, gdzie można było do kompozycji włączyć rosnące po wschodniej stronie drzewa. Skoro poświęciłem najsmaczniejszy poranny sen, to niech żniwo tego poświęcenia będzie obfite. Przynajmniej ilościowo...











Spojrzałem na moje legowisko i za burtę. Mgły właśnie odpływały, a poranne chmurki oplatały widnokrąg. Co się miało dziać o poranku - już się ziściło, toteż w ramach przyznanej samemu sobie nagrody, uciąłem sobie jeszcze półgodzinną poranną drzemę :) Jaka to przyjemność pogrążyć się w ciepłych puchach, mając za nic takie wynalazki cywilizacji, jak budzik, tramwaj, czy ciasne biuro... :)




No dobra, - coś z tak pięknie rozpoczętego dnia trzeba jeszcze wykroić... Przewietrzyłem śpiwór, pozbierałem fanty, wrzuciłem do plecaka i na dół. Jeszcze skromna poranna toaleta i można ruszyć między drzewa i ludzi :)








W Bazie cicho i spokojnie. Bez pośpiechu przyrządziłem niewybredne śniadanie - bułka z pasztetem i kawa. Ale czy do szczęścia czegoś więcej potrzeba...?






Dobre znaki! Przypomniały mi, że należy zabrać wodę na drogę. No to bukłak zatankowany. A drugi znak wskazuje drogę na Turbacz. Akurat zmierzam w tamtym kierunku, bo koleżanka prosiła o zdjęcia Bulandowej Kapliczki. Wczoraj miałem na to za mało czasu, choć tak bardziej pasowało. Cóż - ruszę tam dzisiaj.







Na Przysłopie Górnym postawiono bacówkę. Szwajcarzy zafundowali, - górale postawili. Zobaczymy, czy będzie dostępna dla wędrujących, czy tylko na pokaz... Ale dobrze, że jest.






Wiatrołomy... Taaak... Przypominam sobie pokonywanie pół kilometra przez takie przeszkody. Tamte były nawet wielopiętrowe! Może od wraku Liberatora uda się tu wytyczyć szlak łącznikowy. Przydałby się, bo od wieży na Magurkach można by łatwo dojść do tej na Gorcu, czy choćby tu, do szlaku...



No i dochodzę do Jaworzyny Kamienickiej. Pan Tomasz Chlipała bacował tu ze swoimi owieczkami i leczył ludzi z wszelkich przypadłości. A że znany był powszechnie jako Bulanda, to i kapliczka przez niego fundowana zwana jest Bulandową Kapliczką. Piękne miejsce, urokliwa kapliczka i unosząca się nad łąkami legenda najsłynniejszego gorczańskiego Bacy, przyciągają tu rzesze chętnych zatopić się w tej magii miejsca. Ja zaś spełniam prośbę i dotrzymuję obietnicy - Iwona - to dla Ciebie :)











Schodzę w dół polany i jeszcze raz spoglądam za siebie. Nie ma Chlipały i jego owieczek, ale miejsce jakby na niego czeka. A może są, jedynie ja ich nie widzę...



Ledwo widoczna nieoznakowana ścieżka, sprowadza mnie do doliny potoku. Nie znając przejścia, można się łatwo zagubić i pobłądzić. Jednak wytężam uwagę i po chwili dochodzę do strumienia, przekraczam go i krótkim fragmentem niebieskiego szlaku, dochodzę do Przełęczy Borek.


 



Zmieniam kolor szlaku i kierunek wędrówki. Do Przełęczy Przysłop (może kiedyś zliczę Przysłopy, Kiczory i inne Jaworzyny) mam prostą drogę przez malownicze polany. Pogoda nadal dopisuje :)













Gorc Troszacki zaprasza do odpoczynku. Akurat na tę okazję mam ciasteczka owsiane i właśnie trafiają do żołądka, gdy zostawiwszy plecak przechodzę jeszcze wschodni garb, do którego nie prowadzą szlaki. A miejsce - jak to w Gorcach - malownicze...






Góry, lasy i polany... Patrzę, milczę i podziwiam. Podskały, Jaworzynka. Stare szałasy i ich urok. A w oddali Mogielica i kilka polan po drodze. Jakże piękny szlak przede mną... :)








Widać już Lubomierz, a za drzewami - Przełęcz Przysłop. Na przystanku sprawdzam odjazdy busów, ale nawet gdyby jakiś podjechał... Przecież szlak mnie prowadzi!






I już jestem w Beskidzie Wyspowym :) Kawałek lasu i polana i tak znowu i znowu. I przecudna Polana Przysłopek. Podziwiam ją od każdej strony. Za nią jeszcze Okólczyska i po leśnym odcinku można meldować się na Jasieniu.







Polana Skalne, to bacówka przy źródełku. Nadal dobrze utrzymana, - widać, że ma dobrego gospodarza. Co obok niej przechodzę, to obiecuję sobie tu zanocować, ale jakoś się nie składa.



Brzeg Polany Skalne, to Kutrzyca. I kolejna kapliczka, których w górach nie brakuje. Stąd już tylko pół godziny marszu do kolejnego miejsca, gdzie można zatrzymać się na nocleg.



Wyspy Beskidu powoli ścielą mgły u swych podnóży. Nad Luboniem Wielkim, popołudniowe słońce zmierza ku zachodowi. Przed zmrokiem na Mogielicę nie zdążę, ale na pobliskiej kolejnej polanie z przyjemnością zanocuję.




Jest i skrzyżowanie szlaków i dojście do Polany Wały. Z tego miejsca wystarczą dwie minuty, by zameldować się w jedynej w Beskidzie Wyspowym bazie namiotowej.



A na miejscu wszystko po staremu, choć po dokładnym rozpoznaniu okazuje się, że jest też sporo zmian - oczywiście na lepsze. Ja jednak najpierw witam się z bazowym i jego zastępczynią, zrzucam plecak i siadam na herbatkę.




W ramach zakwaterowania prześpię się sam w wielkim namiocie. Moja ciasna jedynka zostanie w plecaku, bo tak obszerny pałac jest bezkonkurencyjny. Trzeba jedynie zabezpieczyć wrażliwe rzeczy i jedzenie przed myszami. Tych niestety tu nie brakuje...

Wieczorem tradycyjnie zapalamy ognisko, a młoda zastępczyni bazowego chwyta gitarę. Oj, - ma dziewczyna talent i instrumentalny i wokalny! Aż szkoda, że w tej ciemności nie mogłem tego uwiecznić. Bo koncert był zacny... Cóż - czas spać, a nowości obejrzę jutro z rana.




Nastał nowy, piękny dzień. Poprzednim razem myłem się tuż obok przy źródełku, gdzie nadal można się oddać porannym ablucjom. Jednak w tej kwestii są tu nowości!

A nowości, to między innymi nowa kabina prysznicowa. Właśnie jest w budowie, a bazowy właśnie z trudem przytaszczył ze wsi stertę desek i kantówek. Poświęcenie godne podziwu!








Po śniadaniu pożegnałem się z zapracowanym bazowym, który właśnie malował nową konstrukcję. Czy ten człowiek nie przyjechał tu aby wypocząć...? Żegnam się też z mistrzynią gitary i śpiewu. Jeśli tylko się dowiem że znowu będzie tu bazować ze swoim instrumentem, to na wieczorne koncerty z przyjemnością przyjdę. A tymczasem kierunek - Krzystonów - Mogielica.








Przede mną Polana Stumorgowa. Obszerna, widokowa i bardzo lubiana przez turystów. Ja też doceniam jej uroki, choć w tym rejonie mam innego faworyta. Ale o tym za chwilę...




Któreż to już moje zdobywanie najwyższego wzniesienia Beskidu Wyspowego...? Trochę tego było i pewnie jeszcze będzie. A wieżę zaliczam z obowiązku i z przyjemności. W górach jestem zdecydowanie wieżący ;-) Ale wierzący zresztą też... :)








A to moja cicha faworytka - Polana Wyśnikówka. Kiedyś i na niej stanie mój namiot. Kiedy myślę gdzie w górach postawiłbym swoją chatkę, to zawsze jest to jakaś wysoka polana. I tak też często się dzieje - stawiam swój mały pałacyk, a nazajutrz go zwijam. Bo już następna urocza polana gdzieś tam niedaleko czeka... :)






Ot, - i moja Wyśnikówka. Szkoda tylko, że nie ma w pobliżu wody. Przynajmniej na mapach nie widzę, ale może gdzieś trochę poniżej, choć to nie jakieś odludzie i można z sobą przynieść.




I tak powoli kończy się moja kolejna przygoda z Gorcami i Wyspami. Przez ostatnią polanę - gęsto już zamieszkałą, schodzę do Przełęczy Rydza-Śmigłego. Widzę, jak z pętli właśnie odjeżdża bus, na który chciałem zdążyć... :(  Mam zatem alternatywę - albo przejść przez Łopień do Dobrej, albo poczekać na kolejnego busa. Jednak szczęście mi sprzyja - na pętli stoi inny bus, który zjeżdża właśnie poza kursem do bazy, ale szczęśliwie przez miejsce do którego chcę się dostać. Miły kierowca zabiera mnie, po drodze rozmawiamy o górskich wędrówkach i reszcie wysiadam przy drodze do Limanowej. 





Do zobaczenia moje góry - już niebawem! :)


_