Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

czwartek, 30 sierpnia 2018

Szlak Rajbrot - Tarnów



Szlak Rajbrot - Tarnów znakowany kolorem zielonym, to najczęściej nawiedzany przeze mnie szlak. A dokładnie jego odcinek od Piekarskiej Góry do Rezerwatu Bukowiec i leżąca przy odnodze - kapliczka św. Urbana.

Zielone znaki idąc do Urbanka widuję od wielu lat, ale nigdy nie przeszedłem tego szlaku w całości - od kropki do kropki, zostawiając go sobie na jakąś nieokreśloną przyszłość.

W roku 2018 wieś Rajbrot obchodzi 700-ną rocznicę lokacji. Pomyślałem więc, że na dwa tygodnie przed głównymi uroczystościami wyjdę z Rajbrotu i dojdę do Tarnowa. Tak więc z końcem sierpnia 2018 stanąłem przy startowej kropce.



Dzień pierwszy, wtorek, 28 sierpnia 2018.
Rajbrot - Ruda Kameralna - 26 km.





Standardowe selfie przy kropce i można ruszać naprzeciw przygodzie. Trochę późno wyruszyłem, bo o 12:37 po południu. Ale jeszcze ostatnie sprawy i telefony, a to nie mogło czekać trzy dni...



O kilka kroków od kropki przeszedłem do dobrze znanego mi kościoła Narodzenia Najświętszej Marii Panny (jedna z form pisowni).



Za kościołem schodzi się do drogi asfaltowej i przechodzi obok sklepu - dobrze zaopatrzonego. Można też wrócić przed bramę i podejść w stronę cmentarza, co zapewni lepsze widoki na okolicę.



Podejście pod Dominiczną Górę - jeden z wyższych przysiółków wsi. W dolinie Rajbrot, zaś okala go pasmo Łopuszy - Wschodniego i Zachodniego - także chętnie przeze mnie odwiedzane z racji spektakularnych widoków.



Dominiczną Górę trawersuje się od południa. Ja trafiłem na obficie owocujące jabłonie i resztki czernic zwanych jeżynami.




Z ostatnich pól widać pobliską Żarnówkę, dalszą Kostrzę, a przy dobrej widoczności w dali zamajaczy Babia Góra.



W dolinie Piekarskiego potoku przez chwilę podążam czarnym szlakiem prowadzącym do mojej Lipnicy. Po przekroczeniu potoku, znaki prowadzą na masyw Piekarskiej Góry dość stromym stokiem. Ileż razy tędy szedłem...








Z okolicy wierzchołka Piekarskiej Góry jest mały przezior, z którego zawsze fotografuję Lipnicę. Jednak powoli zarasta i zamyka się po bokach.



Tuż za dwoma wierzchołkami Dominicznej, na niewielkiej polanie postawiono Krzyż Powstańców. Inskrypcja na kamieniu powie więcej.






A kilkadziesiąt metrów dalej znajdują się dwa wychodki! Nawet rolka papieru czeka na potrzebujących.



Zielone znaki omijają szczyt najwyższego wzniesienia - Szpilówki (516m). Tu właśnie w miejscu dawnej wieży triangulacyjnej, budowana jest metalowa wieża widokowa. Pamiętam widoki sprzed 30 lat ze starej wieży...




Granica Gminy Lipnica Murowana. Teraz wchodzę pod jurysdykcję Iwkowej. Jednocześnie przemierzam Rezerwat Bukowiec, rozpościerający się na wschód od Wiśnicko - Lipnickiego Parku Krajobrazowego.



Odnogą szlaku schodzę po bardzo stromym stoku do Urbanka - kapliczki w miejscu dawnej pustelni św. Urbana. To moje ulubione miejsce w okolicy, które nawiedziłem już dobre kilkaset razy.





Po nabraniu świetnej wody, wpijam zęby w apple macintosh i tą samą drogą wracam do szlaku.




Na pograniczu Tymowej i Iwkowej przekraczam drogę asfaltową. Przede mną pasmo Machulca, którym podążam do Czchowa.





Schodzę z Machulca na drogę i osiągam Trawniki. Wytrząsam kamyki z butów, bo nowe skarpety które właśnie testuję, są dość delikatne i czuję każde ziarenko piasku... A na polach nastał czas wykopków.






Z Trawników piękne widoki w stronę Beskidu Sądeckiego i Pasma Łososińskiego. W Dolinie Dunajca widać Tropie i wieżę starego kościoła.




Obok Leśniczówki pełno śliw. Nikt nie zbiera, to może ja... Objadam się, ale idąc w terenie, nie obawiam się co będzie gdy... ;-)





Będąc niżej, spoglądam na Machulec. Zwykle wychodzę obok masztu skąd są najprzedniejsze widoki, ale dzisiaj trzymałem się szlaku. Trafiam też na jakieś zamszowe owoce... ;-) Kwiatów i trawy jednak nie zjadam :)





Dunajec wije się w stronę Zakliczyna, a spoglądając nieco w prawo, dostrzegam okolice ku którym zdążam.




Dochodzę do rynku w Czchowie. Mijam go i sąsiednią basztę, po czym przekraczając drogę Brzesko - Nowy Sącz, kieruję się nad brzeg Dunajca.






Akurat jest prom-ocja ;-) Muszę poczekać kilka minut na przeprawę, więc na drugim brzegu ląduję po chwili odpoczynku.





Z drugiego brzegu skręcam ku wzniesieniom. Tę okolicę będę sobie przypominał, bo byłem tu tylko dwa razy. Zwykle zielonym szlakiem dochodzę do Czchowa.




A Czchów i wzniesienia za nim właśnie oglądam. Niebawem wchodzę w las i z grzbietu schodzę do kolejnego strumienia.






Krótkie podejście i dochodzę do kolejnej drogi. Powoli rozglądam się za miejscem pod namiot.





W pobliżu skrzyżowania w miejscowości Ruda Kameralna jest szkoła. Dostaję pozwolenie na rozbicie namiotu, a w towarzystwie młodego Hrabiego von Lipton, omawiając sprawy z dziedziny informatyki i pobocznych, doprowadzam wieczorną herbatę do wrzenia i kompletnego wystudzenia. Tyle fachowej wiedzy nie wchłonąłem od bardzo dawna. Mógłbym rzec, że namiot nie przytwierdziłem szpilkami, a zhakowałem do podłoża i przeflaszowałem wewnętrzny software.
Za to w nocy zresetowałem się komfortowo :)







Dzień drugi, środa, 29 sierpnia 2018.
Ruda Kameralna - pod Górą Wał - 28 km.



Ranek wstał z rosą, a w namiocie - Naturehike Taga 1 dało się odczuć kondensację. Suszenie przypadło na czas przygotowania i pochłaniania śniadania.








Spakowany, ogarnąłem miejsce biwaku. Śladu po mnie nie było, jedynie podnosząca się trawa w miejscu gdzie stał namiot. Słońce zachęcało do wędrówki.




Tuż za skrzyżowaniem szlak kieruje w stronę lasu na wzgórzu. Mijam prawie niewidoczny z drogi sklep - bar i dochodzę do lasu. Tuż przed przekroczeniem grzbietu znaki niezbyt czytelnie kierują w prawo ku wschodowi. Musiałem się wrócić o odszukać oznakowanie.






Za niewielką łączką w lesie w prawo. Krótkie przejście i droga w poprzek. Znaków brak, więc sprawdzam czy może w lewo, bo tak mi wychodzi na czuja. Wreszcie na drodze widzę znaki, ale gdybym szedł w przeciwnym kierunku, z pewnością minąłbym ścieżynę którą właśnie przyszedłem, bo choć przy zbiegu jest w sam raz drzewo, to znaku na nim brak...






Ale jakoś nawiguję. Na tyle dobrze, że ze mną można pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko... :)



Dochodzę do drogi drwali. Składy drzewa, samochody pilarzy i leśników. Ale za znakami trzeba się trochę rozglądać, bo nieszczególnie rzucają się w oczy.






Przy mogiłach partyzantów w miejscu ich szpitala polowego trafiam na chatkę z wnętrzem nadającym się do noclegu. Poznaję historię miejsca i chwilę zamyślam się...








Przy młodniku jest okazja na fotkę, Czyżby Zakliczyn w oddali? Zaś skarpety naciągam wzorowo, bo skoro mają chronić przed kleszczami i komarami, to niech będą właściwie napięte.




Nawigacja według znaków znowu się poprawiła. Prowadzą na łąki z polnym kwieciem i malowniczymi widokami, które chłonę z zapachem wonnych kwiatów.







Wytrząsam buty i schodzę ku dolinie. Psy szczekają, a śliwkożerca idzie dalej :) Pasąc się na przepysznych owocach, oczy sycę pięknem otaczającej mnie natury.









Za zagajnikiem gospodarstwo, a droga zagina w las. A w lesie tylko dzięki rewolucyjnej czujności nie przegapiłem skrótu, którym przez chaszcze prowadzą znaki. Wypatrzyłem je tylko dzięki biało-czerwonym taśmom...






Ciągnik i drwale pracują, więc z pozdrowieniem mijam ich i schodzę do kolejnej drogi asfaltowej. W Bieśniku opuszczam Ciężkowicko - Rożnowski Park Krajobrazowy.







Mam kierunek i znaki i znowu pakuję się w las. Przede mną Rezerwat Styr, grzybiarze i woda w studni.







Las się otwiera długą łąką. Szukam niewidzialnych znaków i znowu czuj mnie kieruje ową łąką w prawo pod górkę. Dostrzegam drogę, a po chwili przy niej odnajduję znaki. Droga asfaltowa przez pewien czas prowadzi mnie brzegiem lasu.










Okolica bardzo malownicza. Zarówno oddalone krajobrazy jak i mijane zabudowania cofają mnie o kilkanaście lat wstecz. Wszechobecny spokój i harmonia utrzymują mnie w znakomitym nastroju. Idę z uśmiechem na twarzy, co rusz natrafiając na obficie owocujące drzewa, z czego skwapliwie korzystam.










Za sennym przysiółkiem gdzie objadam się winogronami, schodzę betonowymi płytami w dół. Chyba tylko nabyta czujność ustrzegła mnie przed przegapieniem znaków, które bez wcześniejszej sygnalizacji pojawiają się w bocznej leśnej drodze. Mimo zamyślenia i kontemplacji, odruch szlakozachowawczy działa... :)






Droga Słona - Jastrzębia. Biorę ją z marszu i lewym brzegiem polany wchodzę w las. Znaki potwierdzają kierunek, więc pnę się drożyną z śladami wartkiego spływu. Prowadzony nieźle oznakowanymi drogami, docieram do Budzynia i skrzyżowania szlaków.








Podążam oczywiście za znakami zielonymi, ale już się rozglądam na prawo i lewo. Pewnie kiedyś zaliczę alternatywne kierunki...





Kolejna malownicza drożyna zaczyna się młakami i leśnymi ulami. Czytając napis na tabliczce, uważam się wobec pszczół za mroczny obiekt pożądlania... ;-)






Domki, chatki i zagrody. Stare drzewo, drewniany płotek i czas płynący leniwie. A Teofilówka do wynajęcia...





Droga prowadzi lasem w dół. Na rozstaju widzę znak, który wygląda jakby kierował w lewo i tak idę. Nad potokiem estetyczna kładka. Widać rękę prawdziwego gospodarza. Pobliski Ośrodek Edukacji działa prężnie.






Leśnymi schodkami pnę się pod górę i na chwilę zostawiam zielone znaki, bo w pobliżu jest źródło, a przy nim stolik i ławki, więc w sam raz miejsce na wytrzepanie butów i owsiane ciasteczka.
Na przeciwkomarowej skarpecie siada komar, ale nie kłuje. Czyżby środek zabezpieczający zadziałał...?







Na Suchej Górze jest szlakowskaz, ale wskazuje zbyt ogólnie kierunek. Początkowo schodzę w dół, ale nie znajdując znaków, wracam. Spoglądam na dróżkę prowadzącą między zabudowania gospodarcze, ale i tu nie widzę znaków. Sięgam po mapę i jednak - między stodoły. A przy drożynie tyle drzewek czeka na namalowanie znaków...










Za stylowym i zadbanym gospodarstwem z epoki dochodzę do wąskiej asfaltówki. Wije się grzbietem do wzniesienia i za nim jeszcze bardziej meandruje do kolejnego. A widoki pyszne dookoła, choć nie tylko za sprawą drzew owocowych... :)







Przed Polichtami piękny kur pilnuje swego haremu, a mały kaczorek rozpaczliwie przede mną ucieka. Po chwili zniknął gdzieś za bramą swojej siedziby.




Przede mną sporo asfaltu, więc korzystam z ławki i ponownie wytrząsam śmieci z butów. Są luźno sznurowane, więc łapią wszystko co się sypie.
A delikatne skarpety przekazują te informacje.




Gdzieś w oddali widać Chełm - pierwszą górę na Szlaku Niebieskim Granicznym. Pamiętam sprzed lat... W oddali zabudowania, a tuż obok spokojna sielanka. Traktor służy do orki, ale bronuje się lepiej za koniem. Stara, odnowiona kapliczka ocieniona równie starymi drzewami, a zielony znak świeci się w plamie słońca...









Główna droga prowadzi brzegiem lasu, a od zakrętu odchodzi podporządkowana. Rozglądam się za znakami, dochodzę do skrzyżowania i nic! Wracam i widząc znak od tamtej strony, zaglądam na "swoją" stronę pod gęste gałęzie. Jest, ale ledwie widoczny. No to w prawo!
Przy skrzyżowaniu stoi rozłożysta sosna, której bujne gałęzie kompletnie zasłaniają znak zielony. Dostrzegam go mijając drzewo. Dwa kompletnie niewidoczne znaki...






Po drodze mijam kilka winnic, a już niedaleko widać zabudowania Gromnika. Bez komplikacji dochodzę do drogi i wstępując do delikatesów, dochodzę do ronda w centrum. Znowu sięgam po mapę, bo zielone gdzieś się zapodziały...






Odnajduję znaki za rondem w lewo i powoli pnę się asfaltem pod górę. Zaczyna się wieczór, więc gdzieś wyżej trzeba będzie zabiwakować. Jest przyjemnie, bo okolica znowu nabiera spokojnego charakteru.






W lewo, w lewo i w lewo... W sam raz na zachód za coraz niżej skłaniającym się słońcem. Za cmentarzem wojennym zaczyna się piękny zachód słońca, toteż przed Górą Wał znajduję miejsce i za zgodą miłej pani rozkładam namiot.






Lokuję się pod płotem i długo rozmawiam z panią gospodynią i jej synem. Jest zainteresowany przygodami, więc godziny po zmroku się nie dłużą. Dopiero późna pora i wieczorny chłód kończą nasze rozmowy.





Dzień trzeci, czwartek, 30 sierpnia 2018.
Pod Górą Wał - Tarnów-Koszyce - 22 km.



Trzeci dzień wstaje ciepły i słoneczny. Namiot przesycha po porannej obfitej rosie, więc w sam raz czas na pogaduchy i śniadanie. Około dziesiątej ponownie jestem na szlaku.




Przed Górą Wał jeszcze kilka domów za piękną brzozową aleją. Uroczo, cicho i spokojnie. Widoki na okolice też przepiękne w swej harmonii, więc spokojnie je kontempluję.







Za górą przyspieszam kroku. Dzisiaj wypada dojść do celu i wrócić do domu. Choć apetyt na wędrówkę nie maleje...




Mimo drogi asfaltowej, nadal czuję się jak w terenie, bo w zasadzie tylko twarda nawierzchnia mi tu nie pasuje. Oczywiście nadal nie brakuje pięknych krajobrazów i soczystych śliw, które pochłaniam w sporych ilościach. A krowy zastanawiają się co tak apetycznie przeżuwam ;-)









Na horyzoncie ściana lasu i droga. Chyba tam podążam, ale jeszcze tego nie wiem. Zdaję się na znaki, które ni stąd ni zowąd schodzą bez ostrzeżenia z drogi w las. Naciągam zabezpieczenia antykleszczowe, na które nałożyłem dodatkowe niskie skarpety do spania. Komfort wzrósł wyraźnie, a i żywotność tych delikatnych pewnie też. A w domu będę już spal bez skarpet... Podążam za znakami i za lasem w wysokiej trawie dochodzę do asfaltu i skrzyżowania.








Na krzyżówce jest szlakowskaz i chyba ktoś przekręcił słupek, bo tabliczka pokazuje kierunek na dół. Nie odnajdując znaków sięgam po mapę i wracam. Idę według mapy, bo na skrzyżowaniu zielonych nie dowieźli...





Wreszcie znaki są. Widzę też drogę którą schodziłem chwilę temu od strony Wału. Asfaltem z niezbyt częstymi znakami idę przez las.








Za lasem Dąbrówka Szczepanowska i kolejne błądzenie. Przegapiam niemal niezauważalny znak w bocznej dróżce i dochodzę do wielkiego dęba, na którym widnieje jakiś znak. W tej okolicy prowadzi tylko zielony szlak, więc napieram dalej. Jednak po drodze znaków nie widzę i znowu mapa i powrót.
Tylko skąd ten znak na dębie...?






Wracając z wytężoną czujnością, wreszcie dostrzegam znak na niskim słupku. Bez wcześniejszego ostrzeżenia łatwo go przeoczyć. No dobrze... Jest kotek, jest plotek - ale osobno... :)






Gdzieś w nie nieodległej perspektywie widać industrialną zabudowę Mościc. Azoty dymią...





Pakuję się w las, gdzie jest piękny nastrój i ożywczy chłodek. Tylko że za potokiem znaków brak, ale idę zawijając w prawo i pod górę, gdzie po chwili znaki się pojawiają.





Jednak na pobliskim prawym zakręcie gdzie znak nie wskazuje odbicia, po lewej mignął mi znajomy pasek bieli i zieleni pod gałęziami. Co za spostrzegawczość! Aż wracam kawałek by sprawdzić czy rzeczywiście nie było winkla w lewo. Nie było... Znakarz - brakarz!
Obrywam gałęzie i wybijam ścieżkę w chaszczach. Może ktoś oprócz mnie będzie miał tu łatwiejszą nawigację...





Niewiele dalej jest strzałka, czyli wcześniej też mogłaby być... Co autor miał na myśli że nie zaznaczył zejścia z głównej drogi...?



Las szybko opuszczam i rozglądam się szerzej. Szczepanowice - Jodłówka. Tu uwaga, bo handlarze zaklejają znaki, wcale się tym nie przejmując.








Błonie. Coraz bliżej Tarnowa. Tutaj szlak ma zmieniony przebieg w stosunku do mapy-turystycznej i mapy Compassu. Uważam na znaki i staram się je wypatrywać z daleka.






Skręcam między ogrodzenia i wchodzę w las przy stawkach. Są znaki, więc chyba znowu nie zabłądzę. Zdecydowanie za dużo tego było.







Jakby na żądanie i pobożne życzenie, w lesie spotykam ...znakarzy! Przekazuję im moje żale i słyszę, że znakarz-brakarz został wyrzucony, a panowie teraz poprawiają jego wybrakowane dzieło. Obiecuję wysłać wszystkie moje sugestie, co już priorytetowo potraktowawszy - bogato ilustrując, skwapliwie uczyniłem. Jest zatem szansa, że odcinek Tarnów - Czchów, dokąd sięga ich rejon, zostanie wzorowo oznakowany. Liczę, że do października się z tym uwiną. Po miłej i rzeczowej rozmowie, każdy poszedł w swoją stronę.




Ostatnie połacie lasu już za mną. Zostały uliczki i kluczenie, choć już o tyle komfortowe, że wzorowo oznakowane. Bez większego problemu pokonałem ostatnie fragmenty szlaku, narzekając jedynie na nadmiar twardej nawierzchni.







Po trzech dniach spokojnej wędrówki, którą w dobrym tempie i przy wykorzystaniu całego dnia mógłbym skrócić do dwóch dni, zameldowałem się o 16:55 przy zielonej kropce.
Tym samym wraz z błądzeniem pokonałem jakieś 76 kilometrów i swoją irytację ;-)
Tak więc kolejny szlak został dodany do listy pokonanych, a piękna przygoda umieszczona w pamięci i na tymże blogu :)




Do domu wróciłem w szybkim tempie, bo z Tarnowa po 10 minutach miałem busa do Brzeska, tam w ostatniej chwili wskoczyłem do kolejnego odjeżdżającego właśnie do Bochni, skąd po trzech minutach odjechał trzeci - do Lipnicy, a docelowo do Rajbrotu... :)

A na deser - lista sprzętowa :)


W plecaku

L.p. Rajbrot - Tarnów  sierpień 2018   6 165     
1 Kurtka Quechua Helium Wind          96   
2 Getry Thermasilk          80   
3 Koszulka longsleeve Thermowave        170   
4 Bokserki          52   
5 Koszulka bawełniana do spania        108   
6 Skarpety Quechua Arpenaz 50 Mid          29   
7 Poncho Solognac 100        262   
8 Plecak Osprey Exos 38 (S)  2014        980   
9 Szpilki tytanowe          22   
10 Podłoga Naturehike Taga 1        153   
11 Namiot Naturehike Taga 1 bez szpilek     1 072   
12 Materac Thermarest Neoair XLite "R"        325   
13 Śpiwór Małachowski UL300II (M)        415   
14 Gąbka do naczyń            2   
15 Serweta medyczna            8   
16 Spork LMF Titanium          20   
17 Palnik BRS-3000T          25   
18 Bukłak Platypus Hoser 1,8 l.          37   
19 Kubek tytanowy TOAKS Light 650          80   
20 Kartusz gazowy 100        158   
21 Nóż Victorinox do pomidorów 11cm          28   
22 Scyzoryk Victorinox Huntsman (mid)          97   
23 Kabelek Xiaomi USB-MicroUSB            8   
24 Bateria AAA          27   
25 Wtyczka-ładowarka sieciowa USB 1A          33   
26 PowerBank Xiaomi 10.000 mAh        204   
27 Obiektyw Nikkor 18-105        468   
28 Aparat fotograficzny Nikon D90 body        628   
29 Latarka Nitecore Tube          10   
30 Czołówka Petzl Actik 2017 (300 lm)          85   
31 Leki - Bandaż            6   
32 Pomadka ochronna do ust          11   
33 Chusteczki jednorazowe - paczka          15   
34 Kosm. Balsam do stóp          18   
35 Kosm. Mydło Campsudus w płynie          18   
36 Leki - Diclac micro          18   
37 Leki - zestaw Stp-Asp-Nms-Ibp-Tbt (SANIT)          21   
38 Kosm. Krem rumiankowy Kamill          22   
39 Kosm. Szczoteczka składana + Ajona          22   
40 Leki - Plastry          24   
41 Kosmetyczka Deuter          38   
42 Ręcznik FN Tramp Light M szybkoschnący          38   
43 Worek suchy Meteor green 6l          28   
44 Worek suchy chiński 8l          32   
45 Karabinczyk Quechua            4   
46 Linka 5m            6   
47 Przybornik krawiecki          10   
48 Zapalniczka Cricket Mini          10   
49 Zapalniczka BIC Mini          11   
50 Taśma naprawcza klejąca          18   
51 Mapa papierowa          50   
52 Gaz pieprzowy S&W          63   



Na sobie

Lp. Pozycja 1881
1 Spodnie krótkie Salewa Drylon 248
2 Slipki 50
3 Koszulka Quechua ultralekka black 94
4 Buty Quechua Arpenaz 100 Mid 860
5 Skarpety Fjord Nansen Mosquito 46
6 Okulary Orao Arenberg  24
7 Czapka z daszkiem 55
8 Kijki Fizan Compact 320
9 Portfel 40
10 Telefon ASUS Zenfone 2 Laser 144


.