Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

poniedziałek, 20 lipca 2020

Czwarta piesza pielgrzymka do grobu św. Szymona z Lipnicy

 

Święty Szymon z Lipnicy. Nasz rodak i patron. Bernardyn z krakowskiego klasztoru na Stradomiu. Podobno w ramach ubóstwa i pokuty, chodził z Lipnicy do Krakowa na piechotę.

Kilka lat temu postanowiłem choć w przybliżeniu odtworzyć jego trasę z Lipnicy Murowanej do Krakowa. Od jego miejsca urodzenia do miejsca śmierci. Wytyczyłem szlak przez pola lasy i wąskie drogi. Pagórkami i dolinami rzek. Przez wioski i miasteczka. A skoro trasa była gotowa, postanowiłem ją pokonać na dystansie niespełna sześćdziesięciu kilometrów. Przed laty uczyniłem to trzykrotnie, - dwa razy samotnie, trzeci raz w czteroosobowej grupie.

Tym razem wyruszyłem sam. Pobudka o 2:13, wymarsz sprzed kościoła św. Szymona o 3:05. Jeszcze całkowita ciemność. Do Połomia Dużego trwała noc, ale przed osiągnięciem wzniesienia, powoli zaczęło się rozjaśniać. Nie poszedłem od Połomia lasem jak wcześniej, gdyż po deszczach byłoby tam błoto, a łąki mokre. Wybrałem drogi asfaltowe. W dolinie Królówki panowały niepodzielnie poranne mgły. Zimno i wilgotno, choć dzień miał być ciepły, niemal upalny. 












 

 

Minąłem Królówkę i wyszedłem z doliny. Od wschodu przez mgły zaczęły przebijać się pierwsze promienie słońca. Wilgotne opary rozświetlały światło słoneczne, ale ono jeszcze nie grzało.








 

 

Im byłem wyżej, tym bardziej świt stawał się jasnym i słonecznym dniem. Wśród pól szedłem po śladach świętego Szymona. Na drodze nikogo, boć to jeszcze bardzo wczesna pora.


 

 

Wola Nieszkowska to piękna stara wieś, ciągnąca się wzdłuż drogi. To już dość wysoko nad wcześniejszą doliną i okolicznymi nizinami, nadal sennie tkwiącymi w zanurzeniu pośród porannych mgieł. 




 

 

Dochodzę do Sobolowa. Z wzniesienia już będę tylko schodził w dół, na dalszej trasie zostaną zaledwie niewielkie pagórki. W dolinach rzek nadal kłębią się chłodne i wilgotne opary mgieł.





 

 

W Sobolowie poranna msza w kościele, a sklep spożywczy już otwarty, ale ja mam dwie bułeczki św. Szymona, trzy najmniejsze Prince Polo i napoje. Zatrzymuję się przed remizą OSP i po pierwszych 18 kilometrach uszczuplam swe zapasy o jeden batonik i kilka łyków wody z izotonikiem.


 

 

Przede mną dwie rzeki - Stradomka i Raba. Jest niemal płasko, co sprzyja kontemplacji w posuwaniu się naprzód. 






W Nieznanowicach na dwudziestym czwartym kilometrze dołącza Janusz D. Do Niegowici dochodzimy razem. Jest tu umowna połowa drogi, więc zatrzymuję się na dłuższy odpoczynek, a Januszka wypoczętego i wyspanego puszczam przodem. Czas na dwie bułeczki i nawodnienie się. Zrobiło się już ciepło, bo i dzień już na dobre się rozpoczął. Czas mam dobry, więc odpoczywam, choć o dziwo, moje kolana i stopy jeszcze nie odczuwają trudów wędrówki.







 

 

Przede mną długi odcinek płaski i dość prosty. Idę, robię zdjęcia i rozmyślam. Po dłuższym dystansie dochodzę do głównej drogi Gdów - Wieliczka. Tu już samochody śmigają jeden za drugim, a ja powoli poboczem zmierzam do Wieliczki. Tu spotykam Januszka i zasiadam na kolejny odpoczynek. Czas mam bardzo dobry, podobnie jak i kondycję. Janusz znowu idzie przodem, a ja po spokojnym odsapnięciu ruszam także.












 

 

Tuż za rogatkami Wieliczki ponownie spotykam Januszka, więc krakowski odcinek pokonamy razem. No właśnie - jesteśmy w Krakowie, choć do Bernardynów zostało jeszcze sporo kilometrów. Z ul. Kamieńskiego skręcamy w stronę byłego obozu Płaszów, gdzie na ławce zaliczamy ostatni odpoczynek. Czas mamy świetny, więc na miejsce dojdziemy bez najmniejszego pośpiechu.






 

 

Ruszamy w tempie niemal spacerowym. Ostatnie cztery kilometry to w sam raz droga hamowania. Przekraczamy Wisłę, a za nią ostatni kilometr. Szło się zadziwiająco dobrze, nogi wytrzymały, choć stopy w starych zdartych butach już odczuły dystans. Do klasztoru Bernardynów dochodzimy o 17:10. Czas rewelacyjnie dobry, a przecież i odpoczynki były dość długie. Widać wsparcie św. Szymona!

Jesteśmy pierwsi z wszystkich pielgrzymów. Jest więc czas na odświeżenie się przed mszą, na którą przybywają lipniczanie w dwóch autokarach, samochodami prywatnymi i krakowscy ziomkowie. A o 18:30 wszyscy uczestniczymy w mszy św. przed grobem św. Szymona, składając niesione intencje i prośby. 







To była nad wyraz udana pielgrzymka, a pogoda idealnie dopisała. Dziękuję Ci św, Szymonie za towarzyszenie i wsparcie, które na tym szlaku odczułem... :)


 

 .

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza