Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

środa, 6 października 2021

Trzy noce na Szpilówce [7, 8, 9]


Fotograficzne łowy z wieży widokowej na Szpilówce są moim sposobem na ciekawe ujęcia zachodu i wschodu słońca. Kilkukrotnie udało mi się stamtąd uwiecznić piękne poranne widowiska, zamieszczone we wcześniejszych wpisach, więc czemuż by ich nie powtórzyć...

Wrześniowe mgły zapowiadały tak magiczne zachody słońca, jak i jego poranne spektakle. Nic, tylko wybrać dzień z pogodą zapowiadającą się z obiecującymi planami i ...na wieżę!

 

***

Siódma noc miała miejsce z 15 na 16 września 2021. 

 

W drodze na Szpilówkę dojrzałem piękną linię Tatr górującą nad polami. Ustawione w linii jak sznurem, pięły się strzeliście zawieszone pod błękitem nieba ;-)
Sprawdzam czas. Powinienem mieć go na tyle, by wcześniej zajść do "Urbanka", - kapliczki dawnego pustelnika usytuowanej przy źródle z najlepszą wodą w okolicy. Wydłużam krok i przyspieszam tempo. Ustalam gdzie muszę podjąć ostateczną decyzję i w punkcie decyzyjnym jestem co do minuty. Przychodzę zatem do Urbanka i nie tracę czasu na nic więcej niż trzeba, ruszam na wieżę.

Na platformie widokowej pojawiam się jeszcze przed zachodem, choć chmury nad horyzontem nie pozwalają na obserwację chowającej się tarczy słonecznej.

Rozstawiam namiot, bo u góry jak zwykle trochę wieje, więc schronienie się przyda.
Robi się całkiem ciemno. Statyw pozwala na wykonanie zdjęć na dłuższych czasach, ale to zaledwie "produkt uboczny" mojej akcji fotograficznej.

Spoglądam jeszcze na mknący przez Drogę Mleczną Wielki Wóz, podziwiam świecącego "łysego", aż wreszcie sprawdzam przytulność wnętrza namiotu :-)

Kto wymyślił budzik ?!? Zwłaszcza natarczywie alarmujący przed świtem...
Z ociąganiem gramolę się z ciepłego kokonu i wychodzę na poranny chłód. "Kiedy ranne wstają zorze" przychodzi mi do głowy, ale wokalu na tej wysokiej scenie nie będę uskuteczniał. 

Oczekiwałem pięknych chmur napływających od Dunajca, lecz warunki nie sprzyjały. Zaledwie skromne mgiełki snuły się nad ziemią. Przynajmniej pasemka chmur na wschodnim niebie sprawiły, że wyłaniająca się pomarańczowa tarcza słońca miała plastyczną oprawę. Barwne niebo nieco kontrastowało z bladosinymi barwami pierwszego planu. "Bo nowy dzień wstaje..." - przyszło kolejne skojarzenie...
Gdy dzień zapanował na dobre, mgły się rozwiały, a dymy z tartaku snuły się leniwie jak "sny podlotków pełne marzeń." :-)

Powypinałem własnoręcznie z mozołem wykonane kotwiczki, dzielnie trzymające moje schronienie w szczelinach między deskami pokładu. Zwinąłem sprzęt, ogarnąłem wzrokiem horyzont po raz ostatni i pomaszerowałem do Urbanka, po drodze zasiadając na skromne śniadanie.

U Urbanka nabrałem doskonałej wody do bukłaków i obrałem kurs do stałego miejsca dyslokacji - do domu. Po drodze zajrzałem jeszcze na Duchową Górę, odwiedzić "Karczmarkę" i "Karczmarza" - dwa głazy z mojej legendy. Nieco poniżej w stronę Lipnicy minąłem jeszcze "Kamienie Wisielców", jako że do Pierwszej Wojny Światowej nasza Duchowa Góra nazywała się całkiem oficjalnie - Szubienica. Tu bowiem z dala od miasta, ale jeszcze na widoku, jako memento stała ta ponura prosta drewniana konstrukcja, czasem "ozdobiona" dyndającym delikwentem... Czasy to na szczęście zamierzchłe.

Aż wreszcie wąwozem Traktu Węgierskiego doszedłem do kapliczki Ledóchowskich za dworem, by po krótkiej chwili stanąć na lipnickim rynku, tuż za nową fontanną.

 























































***

Ósma noc - 28 na 29 września 2021. 


Niecałe dwa tygodnie po siódmej nocy, po raz ósmy wybrałem się na wieżę. Przyszedłem już po zachodzie słońca, więc nic z kończącego się dnia na niebie nie było widać. Standardowo obfotografowałem Iwkową i Lipnicę, uwieczniłem wschodzący krwisty księżyc i wobec mocnego wiatru, zaszyłem się w namiocie. 

Ranek był bez przyziemnych chmur, a jedynie wczesne gęste mgiełki dość szybko się rozwiały. Została niska podstawa chmur i nie było interesujących planów do skomponowania i uwiecznienia. Poczekałem na mocnym wietrze czy coś jeszcze się nie wykłębi, ale mocne podmuchy skutecznie pozbawiły mnie ciekawych ujęć. 

Spakowałem się i standardowo odwiedziłem Urbanka. To mniej niż pół godziny od Szpilówki, a miejsce dla mnie dosłownie i w przenośni kultowe, toteż chętnie je odwiedzam. Tym bardziej, że wypływającą tam znakomitą wodę zawsze nabieram w bukłaki i przynoszę do domu. A że jest tam stolik i ławy, to można w spokoju wciągnąć śniadanie :-)

Powrotna droga prowadziła przez polanę z Krzyżem Powstańców i ścieżką "Niepodległa" obok Płyty Pamięci AK na rynek w Lipnicy.  Może następnym razem będą ciekawsze efekty :-)






























***

Dziewiąta noc - 5 na 6 października 2021.

Dzień był bardzo wietrzny, a na wieży wicher hulał w najlepsze. Nie dało się utrzymać stabilnie aparatu, a na statywie zaraz by się przewrócił. Ale dzięki mocnym podmuchom Babia Góra była całkiem dobrze widoczna, co nieczęsto się zdarza. Póki było jasno, to jeszcze się dało z ręki, ale w nocy trzeba było mocno podnieść ISO (czułość matrycy) by zdjęcia wyszły nieporuszone.
Namiot rozstawiłem już z wprawą, ale po godzinie leżenia z zamiarem zaśnięcia, wycie wiatru i łopot powłoki namiotu nie pozwalały spać, więc przeniosłem się na dolny pomost. Tam już osłona drzew sprawiła, że było spokojnie jak w rezerwacie, a szum drzew usypiał i nie budziłem się z obawy, że odfruwam ;-)

Rankiem, gdy poczęło się rozjaśniać, wyszedłem na górę. Wietrzysko nieco osłabło, więc dało się wytrzymać.
Piękne poranne zorze barwiły wschodnią stronę nieba nad Machulcem. Wytrwale uwieczniałem te piękne wydarzenia, aż wreszcie nad horyzontem pojawił się brzeg tarczy słonecznej. Teraz już każda chwila i każdy etap wznoszącej się naszej gwiazdy dziennej był obiektem moich kadrów fotograficznych. Mocna dujawa wyczyściła horyzont, pozostawiając jedynie niewielkie smugi chmur, rozwiane nad widnokręgiem. Ciepło słonecznych promieni rozlewało się złotą poświatą po okolicy, a po godzinie dzień zapanował już na dobre.

Zszedłem na dół, spakowałem się sprawnie i swoimi ścieżkami powróciłem na lipnicki rynek. 

Tak wyglądała "dziewiąta noc wieżącego" ;-)















































Sprawdzam prognozy. Patrzę w niebo. Nasłuchuję wiatru. Czym mnie jesień ugości? A może dopiero zimą na wieży...? Zobaczymy... :-)

.