Główny Szlak Beskidzki 2012/2013 * Wyposażenie * Ubranie * Jedzenie * Zaopatrzenie i woda * Podsumowanie * Podziękowania
********************************************** 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17 * 18 * 19 * 20 * 21 * 22
Główny Szlak Sudecki 2014/15 * Wstęp * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14 * 15 * 16 * 17
Główny Szlak Świętokrzyski 2014 * Wstęp * Wyposażenie * GSŚ 01 * GSŚ 02 * GSŚ 03 * GSŚ 04 * GSŚ 05
Mały Szlak Beskidzki 2015 * Wstęp * Wyposażenie * MSB 01 * MSB 02 * MSB 03 * MSB 04 * MSB 05 * MSB 06
Szlak Nadbużański * Wyposażenie * 00 * 01 * 02 * 03 * 04 * 05 * 06 * 07 * 08 * 09 * 10 * 11 * 12 * 13 * 14
Szlak Niebieski Graniczny * Wstęp * cz. 1 - Beskid Niski * cz. 2 - Bieszczady * cz. 3 - Pogórza * Wątek sprzętowy 2016/2018
Główny Szlak Beskidzki 2017 * Wstęp * cz. 1 - Ustroń - Maciejowa * cz. 2 - Maciejowa - Kąty * cz. 3 - Kąty - Wołosate * Wątek sprzętowy
______________________________________________________________________________________________________________________
W PRZYGOTOWANIU: Test worków wodoodpornych i klika innych testów...
______________________________________________________________________________________________________________________

sobota, 27 marca 2021

EDK 2021 Tymowa - Lipnica Murowana - Iwkowa - Czchów - Tymowa. 31 km.

 

Tydzień wcześniej odbyłem Ekstremalną Drogę Krzyżową - i przeżyłem :-) Co prawda jeszcze w kolejnych dniach ją czułem w kościach, ale to doświadczenie było bardziej motywacją do powtórki, niż pretekstem do odpuszczenia sobie. A że ogólnie jestem wędrowcem, a okoliczne tereny miałem wydeptane za dnia, to postanowiłem je w tak specyficzny sposób nawiedzić również nocą.

Na stronie EDK wyszukałem w Tymowej trasę zieloną św. Urszuli Ledóchowskiej. Google dodały, że w ubiegłych latach ta trasa funkcjonowała pod nazwą św. Urbana, co już dobitnie wskazało na dokonanie wyboru.

Plan trasy EDK zielonej św. Urszuli. Kilka fragmentów rozbieżnych z opisem.


Gdy spojrzałem na mapkę z śladem .gpx zamieszczoną na stronie EDK, trochę się zaniepokoiłem. Bo znając doskonale 95% przebiegu trasy, zauważyłem sporo niedokładności na mapie. Gdybym miał nawigować jedynie według pobranego śladu, na jednym odcinku poszedłbym inną drogą niż wskazywał opis, a od Szpilówki brnąłbym przez gęsty las i paryje (paryja - głęboki wąwóz, rozpadlina, przerośnięty krzewami i drzewami, nierzadko powalonymi. Taki nieprzebyty wądół.)

Po przeczytaniu opisu który na szczęście nie zawierał błędów nawigacyjnych, ustaliłem sobie w głowie przebieg trasy. Także stacje drogi krzyżowej skorygowałem co do ich rozmieszczenia, gdyż niektóre z nich na mapie wypadały kilkadziesiąt czy kilkaset metrów od kapliczki czy krzyża. Na przykład w rejonie Piekarskiej Góry mapa wskazywała lokalizację na jej zachodnim szczycie - gdzie zatrzymała się na modlitwę poprzedzająca nas grupa - podczas gdy opis prawidłowo wskazywał jej umiejscowienie przy Krzyżu Powstańców Styczniowych o 300 metrów dalej na wschód. Może nie takie istotne, ale postanowiłem to zweryfikować.

Przed kościołem w Tymowej zebrała się spora liczba uczestników. Niektórzy przynieśli krzyże z sobą, część z nas otrzymała je w kościele, choć nie dla wszystkich wystarczyło... Organizatorzy omówili trasy - których były trzy - a ja też dodałem swoje uwagi, by ustrzec innych od pobłądzenia. Gdy więc zostałem odpytany o plan drogi przez grupę zmierzającą na trasę świętej Urszuli Ledóchowskiej, idąc tam, zaproponowałem swoje wsparcie nawigacyjne. Grupa okazała się jedną rodziną, tym samym uformował się zespół jedenastoosobowy, który po błogosławieństwie wyruszył na zieloną trasę EDK.

 

Kościół p.w. św. Mikołaja Biskupa w Tymowej





Pierwsza Stacja wypadła po przejściu pod górę 800 metrów i znajdowała się obok boiska sportowego. Nie zauważyliśmy tam żadnego obiektu typu krzyż bądź kapliczka, a że w nocy oświetlone było używane właśnie boisko, to tenże obiekt utrwaliłem.


Boisko sportowe w Tymowej, a obok I Stacja.

 

Od boiska jeszcze trochę podejścia i dochodzimy do drogi Gosprzydowa Karczma - Herody. Wąska droga po niewielkim spadku, łagodnie, z wieloma zakrętami przy rzadkiej zabudowie, wspinała się ku skrzyżowaniu z drogą wojewódzką. I właśnie przy tymże skrzyżowaniu zatrzymaliśmy się na II Stacji.


II Stacja na skrzyżowaniu na Chochołowej Górze (Herody).

 

Od skrzyżowania przeszliśmy w dół do zakrętu, gdzie stoją dwie wieże z przekaźnikami komórkowymi. Mapa nieco myląco chciała nas wpuścić w pola za pierwszą wieżą, gdy wąska ścieżka prowadziła ku domom za drugą z nich. Zasugerowałem jednak, by przy niemal zerowym ruchu na drodze wojewódzkiej, zamiast po błotnistym terenie, wąskim poboczem zejść trzysta metrów do granicy z Gminą Lipnica Murowana, gdzie dochodziła omijana przez nas droga z mapy, a zaczynał się bezpieczny chodnik. I tym chodnikiem w milczeniu pomaszerowaliśmy ku trzeciej stacji, którą - przy nieścisłości mapy - przyjęliśmy przy kapliczce za skrzyżowaniem na Gnojnik.

III Stacja w Lipnicy Dolnej, blisko skrzyżowania na Gnojnik.




 

Od Lipnicy Dolnej spokojnie doszliśmy do Starego Cmentarza, gdzie przy kościółku św. Leonarda powiedziałem kilka słów o tym naszym cennym zabytku, po czym mijając parafialny kościół św. Andrzeja Apostoła i kościół św. Szymona, stanęliśmy na lipnickim rynku, gdzie już czekały na nas Siostry - Teodora i Dorota z tutejszego Zgromadzenia Urszulanek od świętej Urszuli Ledóchowskiej - patronki naszej trasy. Były kolejne słowa o Lipnicy, a po rozważaniach IV Stacji, gdy przeszliśmy pod dwór Ledóchowskich, Siostra Dorota o naszej patronce i jej rodzinie opowiedziała krótką historię.


IV Stacja - rynek w Lipnicy Murowanej.

Od dworu było jeszcze krótkie podejście asfaltem do lasu obok leśniczówki nieżyjącego już pana Stachonia (to taki nasz miejscowy punkt orientacyjny, bo choć mieszka tam o innym nazwisku zięć wspomnianego człowieka, to nadal mówimy: wszedłem do lasu pod Stachoniem). Obok, już w lesie przy tablicach informacyjnych przypadała lokalizacja V Stacji. Krąg klęczących pątników, światło czołówki nad niesionym prostym drewnianym krzyżem i pochylona w zasłuchaniu rozważań głowa, to widok który zatopił się w pamięć. Czarnym szlakiem poszliśmy dalej przez ciemny las...

V Stacja - wejście do lasu w Lipnicy pod Stachoniem.

Niedaleko od wejścia do lasu, jakieś może pół kilometra dalej, drogi rozchodziły się. W prawo prowadziła droga leśników na którą kierował ślad z mapy, zaś w lewo biegł szlak czarny, którym nakazywał podążać opis trasy. Na szczęście wybierając jedną bądź drugą opcję, dochodziło się do punktu przed trzecim potokiem (a dokładniej przed trzecim przejściem Potoku Piekarskiego na czarnym szlaku), więc na odcinku ponad kilometra ta rozbieżność nie wyprowadzała na manowce. A my idąc za czarnymi znakami, trzykrotnie przekroczyliśmy potok i liczne kałuże w koleinach, obchodząc je "leśnym poboczem". 

Dochodząc do miejsca w którym szlak czarny łączy się z zielonym, dostrzegliśmy poprzedzającą nas grupę, która po kontemplacji wypadającej tu VI Stacji, z dwóch prowadzących pod górę dróg, wybrała prawą - akurat niewłaściwą. Zawołaliśmy za nimi, bo droga prowadziła na porębę gdzie się kończyła, a dalej paryja i trudne przejście, zwłaszcza w nocy w nieznanym lesie. Pobłądzić i utrudzić się niepotrzebnie, - było to niemal pewne... Z świadomością dobrego uczynku, zatopiliśmy się w medytacji, po czym mozolnie zaczęliśmy się wspinać na Piekarską Górę.

VI Stacja w Dolinie Piekarskiego Potoku przy odbiciu na szlak zielony.

Podejście było zaiste długie i strome. Około 160 metrów przewyższenia było najdłuższą wspinaczką na trasie. Jednak nikt nie narzekał - wszak nasza droga miała być ekstremalna, choć ten odcinek trudno było aż takim nazwać...

Na zachodnim wierzchołku Piekarskiej minęliśmy grupę nawigującą według mapy, która właśnie tu wskazywała VII Stację. My zaś według wskazań opisu zaczerpniętego z tego samego źródła, po przejściu jeszcze 300 metrów dotarliśmy do Krzyża Powstańców, pod którym zatopiliśmy się w rozważaniach.

VII Stacja przy Krzyżu Powstańców Styczniowych pod Piekarską Górą.

Spod Krzyża na Szpilówkę było niedaleko. Łatwa, choć miejscami błotnista droga, po "zaatakowaniu" kopuły szczytowej doprowadziła nasz na najwyższy szczyt na trasie. Tutaj też niedawno wybudowano wieżę widokową i ustawiono stoły z ławkami. Najpierw więc pochyliliśmy się nad interpretacją przesłania VIII Stacji, by po wzmocnieniu ducha, zasiąść do stołu i wzmocnić się na ciele. Dyskretny szelest rozpakowywanych wiktuałów i szmer herbaty i kawy z termosów napełniającej kubki, oznajmił półgodzinną przerwę regeneracyjną. Nieco wcześniej zaliczyliśmy półmetek, więc miejsce i czas na odpoczynek było w sam raz. A kto chciał, mógł wyjść na wieżę (w końcu wszyscy tu byliśmy wieżący ...znaczy wierzący!) ;-) Nawet przy jasnym księżycu dało się zaobserwować kontury okolicznych lasów, wzgórz i dolin, dostrzec ciągnącą się w Iwkowej przez Nagorze mgłę, a także światła Iwkowej i nieco dalsze z drugiej strony - Lipnicy.

Na kolejny odcinek postawiłem do wyboru dwie trasy. Łatwiejsza - zgodna z planem, prowadząca grzbietem leśnym, bądź trudniejsza, ale ciekawsza z zejściem na łąki iwkowskie i podejściem do kapliczki "Urbanka" i dalej pod górę stumetrową stromizną do miejsca IX Stacji. Bo być w okolicy i nie odwiedzić Urbanka... Poprosiłem, by mojej sugestii nie brać pod uwagę jako głosu z większą wagą. Głosowanie było rozproszone i w sumie wyszło, że pójdziemy klasycznie. I poszliśmy.

VIII Stacja - Szpilówka przy wieży widokowej.

Przerwa na odpoczynek i posiłek na Szpilówce.

Z wieży na Szpilówce tak w nocy widać Lipnicę...

Schodząc z Szpilówki wpadliśmy w największe błota. Droga rozjeżdżona ciągnikami miała głębokie koleiny zalane błotnym ciastem. Ledwie udawało się znaleźć miejsca na których postawiona stopa nie zagłębiała się w gęsty muł. Ekstremalnie? Ależ gdzie tam...

Od skrzyżowania zielonego szlaku ze Starym Gościńcem (znowu była krótka opowieść), równą, płaską i wygodną leśną drogą, pokrzepieni na ciele i wypoczęci, raźno maszerowaliśmy przed siebie. Po dwóch kwadransach osiągnęliśmy odbicie szlaku, który swą odnogą schodził do Urbanka, skąd nota bene wyszlibyśmy idąc proponowanym przeze mnie na Szpilówce wariantem. Tutaj też zatrzymaliśmy się przy IX Stacji, gdzie zadumanie, pochylenie, krzyże w ramionach i światła czołówek określały formułę naszej nocnej wędrówki.

IX Stacja nad "Urbankiem".

Ruszyliśmy dalej. Niewielkie podejście i Bukowiec - Góra św. Urbana - zdobyta. Droga szeroka, zielone znaki - tak można iść bez zmęczenia i bez błądzenia. Gdy na cyplu grzbiet góry zaczyna opadać co zwiastuje bliskość przełęczy, skręcamy w prawo nadal za zielonymi znakami i niezłą stromizną powoli i ostrożnie dochodzimy do drogi Tymowa - Iwkowa, za którą od dawna stoi niski krzyż, kilka lat temu wymieniony na nowy. I właśnie przy nim X Stacja zatrzymuje nas na chwilę przemyśleń.

X Stacja przy drodze Tymowa - Iwkowa.

Zeszliśmy z masywu Szpilówki i Bukowca do przełęczy, to teraz podejdziemy na grzbiet masywu Machulca. Ale tutaj stumetrowe podejście jest podzielone pomiędzy kilka płaskich odcinków, więc marsz pod górę nie doskwiera tak, jak przy wcześniejszym zdobywaniu Piekarskiej. Nadal prowadzą nas zielone znaki szlaku Rajbrot - Tarnów (który kilka lat temu pokonałem od kropki do kropki). Błoto, lawirowanie przez las i grząskie skrzyżowania przypominają mi się choćby z ubiegłej jesieni, gdy przechodziłem tędzy z przyjaciółmi. Jednak tym razem w połowie grzbietu opuścimy zielone znaki, więc z uwagą wypatruję stosownych oznaczeń. Wreszcie są, w świetle latarki błyszczą z daleka i nie pozwalają zmylić drogi. A skoro skrzyżowanie, to krzyż XI Stacji. I tak jak spod krzyża schodzi się z Golgoty, tak w rozświetlonym kręgu pochylonych głów medytujemy przed długim zejściem przez las i łąki. Wsparci na krzyżu i wspierani krzyżem powstajemy, by kontynuować nasz milczący marsz.

XI Stacja nad zejściem z grzbietu Machulca na Kozieniec.


Zejście było długie, ale nie nużące. Opuszczając połać lasu wyszliśmy na rozświetloną księżycem rozległą łąkę, za którą tu i ówdzie jaśniały kontury luźno rozrzuconych domostw. Zeszliśmy jeszcze do mostku na potoku Granicznik, który oddziela Iwkową od Czchowa, po czym stromym, ale krótkim podejściem osiągnęliśmy Kozieniec, gdzie stoi Kościół p.w. Miłosiernego Pana Jezusa. Tutaj oznaczona została XII Stacja. Ciemność pątniczego kręgu po raz ostatni rozświetlają promienie światła czołówek, na czas rozważań nieruchomo wpatrzone tuż przed siebie jasnym snopem. A nad wieżyczkami kościoła pojawiają się pierwsze oznaki świtu, jeszcze nieśmiało jaśniejącego nad wschodnim niebem. Gdy wstajemy by pójść dalej, pierwsi parafianie przybywają do świątyni na poranne nabożeństwo.

XII Stacja przy kościele na Kozieńcu.


Asfaltową wstęgą wijącą się pod górę zmierzamy w kierunku Machulca. Zwykle dochodzę tam lasem - czy to szlakiem schodząc bliżej Kozieńca, czy zdobywając szczyt i wychodząc przy przekaźniku, spod którego rozciągają się przepiękne widoki. Tym razem dzień dopiero wstaje, więc gasimy czołówki i przy świtaniu, a jeszcze przed wschodem słońca, dochodzimy do przegibka, gdzie na skraju sadu przed domem ustawiono kapliczkę. Miejsce to zarazem będzie dla nas przystankiem XIII Stacji. Rozciągnięta grupa powoli gromadzi się spoglądając za siebie, gdzie okoliczne i dalsze góry mogłyby być obiektem długiej kontemplacji. Ale my tu i teraz kontemplujemy przedostatnią tajemnicę i jej projekcję na nasze doświadczenia. Nasz krąg tym razem rozświetlają poranne zorze...

XIII Stacja na Machulcu.



Z Machulca w zasadzie już będziemy mieć z górki. Będą jeszcze niewielkie podejścia, ale za to widoki na Zelinach są kojące. Widać rozlewiska Dunajca pod Melsztynem, bo poranne barwy nieba połyskują w jeszcze ciemniejącej toni leniwie toczącej swe wody dostojnej rzeki. Pola i łąki jeszcze jakby przysypiają, parując mgłami o poranku. Ale też mijają nas pierwsi ludzie, jednakowoż nie na piechotę, a samochodami zdążając być może do pracy, choć to już sobota...

Gdy osiągamy dolinę potoku, nad nami wstaje słońce. Podchodząc na ostatnie na naszej trasie wzgórze, żółta tarcza prześwieca przez nasycone jej promieniami poranne zamglenia i opary. Zapowiada się piękny dzień, ale jakiż może być po tak niesamowitej nocy...!

Rzucając długie poranne cienie, dochodzimy do kościoła p.w. św. Mikołaja Biskupa w Tymowej. To miejsce spod którego kilka godzin temu wyruszyliśmy na Ekstremalną Drogę Krzyżową liczącą nieco ponad trzydzieści kilometrów. Czy była rzeczywiście ekstremalna? Z pewnością duchowo tak, ale pewnie część z nas odczuła to również na własnym ciele, zwłaszcza w nogach. Także walka z sennością miała w sobie coś niecodziennego. Ale narzekań ani na trasie ani u celu nie słyszałem.

Gdy już wszyscy doszli, rozważanie XIV Stacji uczyniło nas zwycięzcami. Nie było laurów, medali, pucharów i wiwatujących kibiców. Był krzyż, który wzięliśmy na trasę, czy to może on nas zabrał na tę drogę... I przyprowadził nas, zmienionych, doświadczonych, szczęśliwych.





Wracamy do punktu wyjścia, - Tymowa.


XIV Stacja przed kościołem w Tymowej.



Fantastyczna trasa, fantastyczna grupa, fantastyczna rodzina. Ekstremalnie fantastyczna. Dziękuję za wspólne pokonanie drogi i własnych słabości, które okazały się raczej naszą siłą i mocą. Jeśli spotkamy się na kolejnych trasach, z przyjemnością dołączę do tak doborowego towarzystwa. Razem zebraliśmy nowe doświadczenia i zanosząc swe intencje, przynieśliśmy też na przyszłość piękne wspomnienia. Wracajcie szczęśliwie do domów.

Szczęść Boże!

 

* * *


No i co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem...? W nogach jeszcze trochę sił, w plecaku bukłak, który chciałem napełnić wodą od św. Urbana... Ale przecież to niedaleko!

Postanowione. Idę do Urbanka, nabieram wodę, chwilę odpoczywam i wracam do domu. Skoro ma być ekstremalnie, to niechże będzie! Pomachałem na pożegnanie grupie zbierającej się do domu i ruszyłem serpentynami wijącymi się pod górę. Stare domy, stodoły, relikty przeszłości...

Za betoniarnią a przed ostatnim zakrętem pod górę, przed garażem usytuowanym pośród jałowców przed domem, skręciłem w prawo w wąską drogę prowadzącą obok ujęcia wody do lasu. Tam gospodarcza droga leśna prowadziła północnym stokiem na zachód i czasem dochodziłem nią do miejsca, gdzie rozchodziła się w lewo przez szlaban ku Urbankowi, Iwkowej bądź na Szpilówkę, albo w prawo do leśniczówki i przy Zimnych Dołach do Tymowej. Jednak tym razem wspiąłem się na grzbiet do szlaku, którym kilka godzin temu przechodziliśmy. Doszedłem do jego odnogi i stromym stokiem zszedłem do Urbanka.



Po prawej widać wąską drogę prowadzącą do lasu.

Gospodarcza leśna droga prowadzi do składów drewna i do szlabanu bądź do Zimnych Dołów.


Tu byliśmy kilka godzin wcześniej.

Chwila odpoczynku bardzo się przydała. Zrobiłem też zdjęcie opowieści o obrazie św. Urbana, bo gdy Siostra o niej wspomniała, ja spróbowałem zacytować, a teraz można ją poznać w wersji utrwalonej na tablicy.

W ramach regeneracji wciągnąłem ocalały wafelek, dopiłem resztkę ledwo ciepłej herbaty, napełniłem bukłak najlepszą w okolicy wodą i gramoląc się na powrót ku grzbietowi pasma, skierowałem się ku Lipnicy, do domu.








Przy skrzyżowaniu ze Starym Gościńcem pod Szpilówką przy drzewie "LX" spojrzałem na nasz błotnisty odcinek, po czym swą tajną trasą poczłapałem w dół, ku Duchowej Górze zwanej niegdyś Szubienicą. Resztkami sił przeszedłem wąwóz na Trakcie Węgierskim, marząc, by wreszcie usiąść przed kapliczką Ledóchowskich za dworem. Długo nie posiedziałem, bo nogi - choć nieźle bolące - nadal chciały iść! Ale tuż za Potokiem Piekarskim dwór, skąd widać pobliski lipnicki rynek, na którym niebawem się zameldowałem.







No i na rynku w Lipnicy Murowanej, trzysta metrów od domu, dziękując za wsparcie z góry stwierdziłem, że teraz czuję iż droga była ekstremalna. W sumie wyszło 43 kilometry. A w domu liczyłem na to, że gdy padnę, to także moim udziałem będzie - może nieco wcześniej niż po trzech dniach - Zmartwychwstanie...!

.