-
Wiosna powoli i nieśmiało nadchodzi. Zieleni jeszcze nie widać, ale już coraz cieplej, słońce coraz weselsze, nasyca kolory, budzi pszczoły...
W Gnojniku miałem spotkać się ze znajomymi, więc skoro nie jest to daleko, to czemuż by tam nie powędrować bocznymi dróżkami...
Brzozy bielą się już młodą korą, zagajnik aż brzęczy od pszczół i innych owadów. Lipnica została gdzieś tam w dole, okolona pasmem Piekarskiej Góry.
Na wzgórzu samotne niebo wyciąga się do słońca, jednocześnie korzeniami mocno trzymając się ziemi, aż cisną się słowa "samotność pod słońcem to grunt"... :)
Jako wędrowiec, wypatruję istotne rzeczy - źródło z czystą wodą, choć teraz jej nie potrzebuję, ale na dalekim szlaku takie odkrycie to skarb.
Niedaleko, spoglądając na formującą się chmurkę, przycupnęła wygódka. Obok powstanie nowy dom, ale pierwsza stanęła "Świątynia Dumania" :-) Tej też dzisiaj nie odwiedzę :)
Na skrzyżowaniu drogi asfaltowej z polną widać ślady traktora. Tak, - wiosenne prace polowe nie mogą czekać. To swoiste linie papilarne rolniczego trudu.
Opuszczony domek kempingowy zarasta wysoką trawą. Weranda od zachodu już straciła daszek, w oknach nie ma już szyb, wnet po tym celu niedzielnych wypadów zostanie tylko stos desek.
A idąc dalej mijam chatę z minionej epoki, ale niedawno pobieloną wapnem, z soczystą barwą okien i drzwi, a na przyzbie garnki, które pewnie niedawno zeszły z fajerek... To nie jest zwykła wędrówka, - to swoista podróż w czasie!
W sąsiedniej kapliczce trzy madonny i św. Szymon, ale do tego był potrzebny grzesznik, którego cień na szybie pozwolił zobaczyć kryjące się wewnątrz świątki.
Przede mną wierzba rosochata, prawie jak z dawnych piosenek. Bo to przecież ciąg dalszy podróży w czasie. Słabość do czerwonych znaków na drzewach wiedzie mnie w las, prowadzący wąwozem w dół. Mijam stawek łypiący odbiciem błękitu. Może wyjrzy z niego złowrogi wodnik, - wszak tu w nocy dziać się muszą dawne legendy, skoro tak daleko w przeszłość zabrnąłem... Przed skrajem lasu drogę pokazują kolejne czerwone znaki. Wychodzę na otwarty teren.
Drzewa i krzewy wśród słonecznych promieni przebijających się przed kobierce chmur, trwają jak kamienie milowe, ucząc szumu burzany traw i chaszczy.
Z daleka bielą się białe nogi brzóz, stojących zwartym rzędem przy drodze. To znak, że dochodzę do osad ludzkich. Tu już chowają się relikty przeszłości, a współczesność podsuwa realia przed oczy. Jedynie gawrony na starych kominach zatrzymują obraz lat przeszłych...
Czas wracać. Przez stary park z wysokimi drzewami, wąską aleją schodzę do drogi. Przede mną, okolony starymi lipami trwa od stuleci kościół w Gnojniku. Już późno. Zaczekam na busa...
-
Yatzku, dzięki za kolejną urokliwą opowieść i znów piękne zdjęcia! Co jest na 2-3 ostatnich? Twoje szkice? Jakiś efekt w aparacie? Photoshop?
OdpowiedzUsuńAparat widzi po swojemu, ja po swojemu. :) Efekt osiągnąłem w programie graficznym. To tak w ramach poszukiwania stylu...
Usuń