Lasówka - Marianówka. Dystans - 32 km. Suma podejść - 580m, suma zejść - 740m.
Na szlaku: Lasówka - 710m, Przełęcz pod Uboczem - 736m, Pod Uboczem - 775m, Spalona - 738m, Schronisko Jagodna - 808m, Pod Sasinem - 775m, Ponikwa - 342m, Długopole Zdrój - 369m, Wilkanów - 407m, Marianówka - 561m.
Sudecka Chata mimo trochę skromnego standardu, zapewniła nam spokojny wypoczynek. Kuchnia na parterze darzyła miłym chłodem, skrzypiące schody prowadziły na piętro, gdzie w pokojach widać było jeszcze poprzednią epokę. Ale kontemplacyjny krajobraz za oknem i uderzająca cisza były nad wyraz kojące. Czas jednak było opuścić Lasówkę.
Za wsią zaczęło się łagodne asfaltowe podejście, po czym szlak na Przełęczy pod Uboczem skręcił ostro w prawo i łagodnie pod górę. Kierunek - schronisko Jagodna.
Przez las znaki prowadzą bezbłędnie, jest chłodno i cieniście, szumią drzewom liście. :) Choć miejscami było trochę kałuż, to jednak można mówić o komforcie wędrowania.
Po wyjściu z lasu uderzył nas ponętny zapach schnącego siana, ciepły powiew wiatru i kolejne uczucie spokojności. To Spalona. Jeszcze tylko podejście stokiem narciarskim i już stoimy przed ogrodzeniem schroniska.
Samo schronisko zadbane, urządzone w stylu górsko - wędrownym, nieprzesadnie swobodnym. Wnętrze nadawało się wręcz do zwiedzania.
Niedawno jedliśmy śniadanie, ale kuszące zapachy pobudziły nasz apetyt. Zamówiliśmy coś lekkiego, a przynajmniej tak myśleliśmy... Po niedługim czasie na ciężki drewniany stół wjechały dwa spore talerze, a na nich po trzy ogromne racuchy z bitą śmietaną i jagodami. Nadrabiając miną, zmęczyłem wszystkie trzy, niemal przy tym pękając. Dla kompletności przekazu dodam, że racuchy były pyszne!
Błogość granicząca z obżarstwem towarzyszyła, gdy opuszczaliśmy miłe schronisko z przyjazną obsługą. Przed nami równie apetyczna panorama zachęcała do podziwiania z marszu uroków okolicy.
Czerwone znaki prowadząc nas precyzyjnie po leśnych ścieżkach, równie bezbłędnie wiodły nas po trawiastych polanach i łąkach. W prześwitujących zaroślach błysnął nam na horyzoncie dumny Śnieżnik.
Do Śnieżnika jeszcze daleko. W kolejnym gąszczu traw i zapuszczonego na dziko sadu, wypatrzyliśmy ruiny domostwa, którego dach kryty był dachówką łupkową, tak charakterystyczną dla Sudetów. Szczyt dachu z wysoką górą w tle, walczyły o prymat na zachmurzonym niebie.
Łubin był niemal symbolem okolicy. Napotykaliśmy często jego łany, nadające głębokich kolorów przerośniętym łąkom. Gdybym potrafił przyrządzić pożywną potrawę z łubinu, bez grosza w kieszeni mógłbym przejść Sudety. ;-)
Pojawiły się wreszcie pierwsze zamieszkałe zabudowania. Jednak od nich trzeba było zejść w dół wsi jeszcze przez kilkanaście minut.
Do Ponikwy doszliśmy w czwartek, a zarazem w Boże Ciało. Odświętnie ubrani mieszkańcy zdążali na mszę świętą, małe dziewczynki w pierwszokomunijnych strojach zapewne sypały kwiatki w czasie procesji.
Napotkałem obok szlaku jeden z ołtarzy. Przystrojony kwiatami, wśród zieleni czekał na kapłanów i wiernych.
Mijany sklep w dniu świątecznym był nieczynny. Zasięgnąłem języka i okazało się, że w następnym miasteczku będzie sklep i powinien być czynny. Przez malownicze łąki i zielone pola, ruszyliśmy w stronę kolejnych pagórków.
Główny Szlak Sudecki ma odcinki bardzo atrakcyjne, ale są też fragmenty rzadko odwiedzane. Lawirując wąską ścieżką wśród chaszczy i wysokich traw, z uwagą wypatrywaliśmy drzew oznaczonych w dobrze znane nam barwy.
Opuszczając gąszcz, znaleźliśmy się niemal nagle w miasteczku o wyglądzie kurortu. Przywitało nas Długopole Zdrój.
Weszliśmy z upalnego szlaku do domu zdrojowego po pieczątkę. Wewnątrz panował miły chłód, sączyła się z pluskiem zdrojowa woda, a kremowe obicia kusiły swą miękkością. Siedliśmy na chwilę i ... zapadliśmy w błogą drzemkę. :) Ale przecież wędrujemy dla przyjemności... :)
Nasz Przystanek Długopole był przyjemny, ale nie da się przejść szlaku na siedząco. Z pewnym ociąganiem ruszyliśmy w dalszą drogę.
Wędrując przez park, obejrzeliśmy szczelinę w drzewie, powstałą zapewne po uderzeniu w nie pioruna. Ale jeszcze dalej natrafiliśmy na kolejny zastanawiający widok. Kościół mieszkalny z restauracją.
Weszliśmy - a jakże. Wyszło w czasie odwiedzin na jaw, że był to faktycznie kościół, który jednak popadł w ruinę. Został wykupiony i odremontowany w dawnym stylu, ale z nowym przeznaczeniem. Dzięki temu został ocalony od całkowitego zniszczenia.
Lekko okrężna droga leśna połączona z ścieżką przyrodniczą, wyprowadziła nas z cichego lasu na leniwe połacie pól i łąk. Brodziliśmy pośród falujących łanów zbóż, przerośniętych z rzadka chabrami i makami.
Gdzieś tutaj szlak powinien odbijać w lewo, ale brak drzew nie ułatwiał pracy znakarzom a nam nawigacji. Ja stwierdziłem, że równie dobrze możemy iść prosto do drogi asfaltowej i cofnąć się nią w lewo, aż do spotkania ze szlakiem.
Nawigacja "po mojemu" załatwiła sprawę. Po chwili doszliśmy do małego skrzyżowania, gdzie szlak przecinał drogę. Dalej poprowadziły nas czerwone znak, błękit nieba i biel obłoków.
Szlak wiódł polami w stronę Iglicznej, na której przycupnęło Sanktuarium Marii Śnieżnej z pobliskim schroniskiem, a w tle na lewej flance dumnie szczycił się Śnieżnik.
Na przedmieściach Wilkanowa powitały nas ruiny jakiejś okazałej budowli. Okazał się nim siedemnastowieczny pałac - letnia rezydencja hrabiowskiej rodziny von Althann z Międzylesia. Ciekawi byliśmy jak wygląda reszta tej miejscowości...
Jednak dalej było już lepiej. Kościół w rozkwicie, a nieco dalej sklep spożywczy, - czynny i wystarczająco dobrze zaopatrzony. Dostaliśmy jeszcze po zakupach na pożegnanie informacje o przebiegu szlaku, po czym ruszyliśmy w stronę Marii Śnieżnej.
Bielejące ściany sanktuarium stanowiły doskonały punkt nawigacyjny, a oznaczenia na drzewach informowały, że można stąd wędrować szlakiem św. Jakuba. My jednak nawigowaliśmy za czerwoną barwą.
Z kilometrami w nogach i zmęczeniem popartym świadomością finałowego podejścia, zdecydowaliśmy pozostać w mijanej Marianówce. Górę zostawiliśmy na kolejny dzień, a sami znaleźliśmy polecaną przez spacerowiczów agroturystykę. Cena i warunki okazały się bardzo korzystne, zwłaszcza pod kątem przepierki, która już dłużej nie mogła czekać.
Sen też nie zwlekał z nadejściem... :)
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz