Strony

piątek, 20 lutego 2015

Jednodniówki 2015 - Żegocina, Łopusza, Kobyła, Rogozowa (20-02-2015)

 
 
Dzisiaj wybrałem trasę z rzadziej odwiedzanym odcinkiem. Był transport, więc na początek wędrówki została wyznaczona Żegocina. Z przystanku pod Kościołem zielony szlak prowadzi zachodnim zboczem w stronę szczytu Łopusza Zachodniego.
Już w chwilę po rozpoczęciu wędrówki i nabraniu pierwszych metrów przewyższenia, na zachód otwierają się coraz rozleglejsze widoki. Oczywiście najpiękniejsze są spod lasu tuż obok studni, gdzie otwarty stok umożliwia kontemplację malowniczej panoramy, a wieczorami jest to świetna miejscówka na podziwianie zachodów słońca.

Po wejściu w las, po dwustu metrach dochodzi się do szerokiej leśnej drogi gospodarczej. Dobre oznakowanie szlaku tu trochę kuleje, bo następnych znaków trzeba uważnie wypatrywać. Zatem skręcić należy w prawo na szeroką drogę, by po stu metrach odnaleźć znaki prowadzące dalej w górę.

Ciemnym lasem maszeruje się przyjemnie, choć tym razem śniegu jeszcze dość sporo, a na nim wyraźne tropy dużego dzika. Czyżby dzik-hiker...? ;-) Mijam kulminację Łopusza Zachodniego, mając go po lewej stronie, lekkim łukiem dochodząc do granicy lasu. Tu, obok kilku zabudowań dochodzę do kolejnej drogi, którą w prawo na południe i dalej na zachód prowadzi niebieski szlak w stronę Góry Kamionnej, Pasierbieckiej i dalej do Tymbarku, a ja zmieniając szlak z zielonego na niebieski, kieruję się w stronę przeciwną na Łopusze Wschodnie. To już tereny znacznie częściej przeze mnie odwiedzane, a w pobliżu późnym latem zaglądam tu na doskonałe śliwki, których jak się zdaje, nikt nie zbiera, a rosną nad samą drogą. Na wschód otwierają się widoki na malownicze pasma limanowskiego, a przy dobrej pogodzie wzrokiem można sięgnąć i do Tatr.

Teraz, idąc trawersem, a wkrótce grzbietem, nie pokonuję większych zejść czy podejść, - ot bardziej to spacer widokowy niż mozolna górska wędrówka. Ale pogoda sprzyja, więc idę wesoło, jedynie na niektórych odcinkach północnych zboczy pokonując grubszą pokrywę śniegu.

Dochodzę do Łopusza Wschodniego, mijając kilka luźno rozrzuconych zabudowań. Co chwila to po lewej, to po prawej podziwiam dalekie horyzonty. Łopusze Wschodnie wita trójnogiem zaznaczającym szczyt, a za nim odnowiony wiatrak i kapliczka-wiata, w sam raz na chwilę refleksji, odpoczynek bądź schronienie przed deszczem.

Sto metrów dalej dochodzę do podwójnego starego drzewa, przy którym szlak niebieski schodzi w stronę Rajbrotu, skąd często rozpoczynam swoje wędrówki w tę stronę. Do niedawna w stronę Kobyły nie było znakowanego szlaku, ale w wakacje 2014, Nowosądecki Oddział PTTK żółtym kolorem wytyczył ten często odwiedzany przeze mnie fragment pasma i jego dalsze rozwidlenia. Zatem po raz kolejny zmieniam kolor szlaku i kieruję się wygodną drogą, którą przemierzałem już pieszo, rowerem i konno, dalej na wschód.

Krótki odcinek przez las wyprowadza na kolejne wzgórze, z którego rozciąga się bardzo przeze mnie lubiana panorama rozległych, bliskich i dalekich pasm górskich. To bodaj najbardziej urokliwy zakątek w okolicy. Kilka domów w malowniczym i sennym krajobrazie urzeka swoją sielankowością. Choć napotkana kobieta niosąca zakupy z odległego sklepu zwraca uwagę, że zimą domy są odcięte od dobrodziejstwa komunikacji i zaopatrzenie może być problematyczne. Jednak przyjaźni ludzie, dla rozrywki szczekające psy i leniwie wygrzewające się w słońcu koty, potwierdzają pokojowy klimat miejsca.

Po dłuższej kontemplacji krajobrazów, ponownie zagłębiam się w las. Stąd aż do Kobyły, którą po półgodzinnym marszu mijam, nie wyłaniam się z gęstego lasu. Na leśnym rozstaju zmieniam szlak z żółtego na czarny i temu pozostanę już wierny do Lipnicy. Tuż za szczytem Kobyły wychodzę na malowniczą Polanę Mulowiec, na której stoi jedno zabudowanie mieszkalne, będące jeszcze niedawno stanicą harcerską. Urzeczony magią miejsca, kilka lat temu przyszedłem tu zanocować pod namiotem. Bywają tu jedyne w swoim rodzaju koncerty ptasie, które na przededniu potrafią zachwycać swoją symfonią. Dość powiedzieć, że tamtej nocy przed świtem miałem przyjemność być słuchaczem koncertu kosa, który przysiadł na sąsiednim drzewie. Ten czarny i niepozorny ptak był prawdziwym koncertmistrzem przy wtórze skrzydlatych artystów pobliskiego lasu. Pięciominutowy fragment nagrałem i niejednokrotnie się nim delektuję.

Z Mulowca schodzi się obok kilku studni, przy których wypływa jedno z głównych źródeł Uszwicy. Obok niego ulokowany jest cmentarz z I Wojny Światowej, skąd po kilku minutach dochodzi się do drogi w górnej części przysiółka Kucek, - najdalej na południowy wschód wysuniętej części Rajbrotu.
Na Kucku mijam kaplicę i niewielki kościółek, po czym dochodzę do pętli, na którą właśnie podjeżdża bus i czeka, czy nie zechcę wsiąść. Ja jednak macham przecząco, pozwalając mu odjechać - wszak jestem wędrowcem, a stąd przez Rogozową mam do domu zaledwie jakieś osiem kilometrów. A że pora jeszcze wczesna, to wędruje się przyjemnie.

Czterysta metrów idę asfaltem i dochodzę do kapliczki skrzynkowej zawieszonej na drzewie, przy której skręcam w prawo, by po krótkim odcinku za starym drewnianym domu, ponownie skręcić w prawo. Teraz południowym stokiem wzdłuż polnej drogi, wspinam się na Rogozową.
Przed wejściem w las ogarniam wzrokiem przebyte okolice. A te są piękne i wręcz pociągające, a ja nie potrafię się im oprzeć.

Mijam szczyt Rogozowej i schodzę w kierunku Bacówki. Niewidoma łania chyba poznaje mój głos, ale nie liczy na smakołyk i pozuje z odległości. Wchodzę w las i skrótem dochodzę pod domki na Przymiarkach. Czarny szlak mnie prowadzi, ale zaraz po trasie do Urbanka, tę drogę znam na pamięć. I to nie "prawie", a na pewno.
Za drugim potokiem w lesie przed Lipnicą schodzę ze szlaku i kolejnym skrótem przez Kramarzówkę przechodzę Uszwicę i dochodzę do zachodnich rogatek. Za kilka minut będę w domu...

...by niebawem znów gdzieś wyruszyć.
 
 

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz