Strony

wtorek, 5 sierpnia 2025

Trzydziesta pierwsza noc na wieży, 04-05.08.2025.

Pożegnanie dnia i powitanie kolejnego z wieży widokowej na Szpilówce, stało się już moją nową tradycją i rutyną. Widoki pamiętane z dawnych lat gdy stała tam wieża triangulacyjna są tak silne, że chcę je odnawiać w miarę regularnie. 

Kiedy po deszczach miała nastąpić spokojna noc, przewidywałem też zgodnie z prognozami, że poranek może obfitować w mgły nad Iwkową, co niewątpliwie jest dla mnie wartością dodaną oprócz samego zachodu i wschodu słońca.

Czwartego sierpnia wybrałem się więc na wieżę, mając pewien zapas czasu na dotarcie przed zachodem słońca. Jednak przez pogawędkę z dawno niewidzianym znajomym wspomniany zapas czasu jakoś zniknął i pod górę napierałem już na granicy utraty tchu. Szczęśliwie owego tchu było jeszcze na tyle sporo, że górny podest wieży osiągnąłem jeszcze na kilkanaście minut przed zachodem.

Nie byłem tam jedynym widzem. Kilka osób także oczekiwało na spektakl zachodzącego słońca, więc i ja przystąpiłem do jego uwieczniania. Nieboskłon był nieco przesłonięty warstwą chmur, lecz sam horyzont był czysty i słońce schodząc spod rozpłaszczonych obłoków, powoli zmierzało ku linii widnokręgu, dotykając go i zapadając się niejako pod ziemię.

Gdy już widowisko dobiegło końca, większość widzów opuściła ten świetny punkt widokowy, zostało jeszcze czworo młodych ludzi, z którymi pociągnęliśmy miłą pogawędkę, w czasie której jeszcze za widoku rozstawiłem swój namiot. Młodzi ludzie przed zapadnięciem gęstniejącego zmierzchu pożegnali się ze mną i zostałem na wieży sam z czerniejącym dookoła zbiorem bliższych i dalszych świateł cywilizacji. Na tę noc nie zabrałem statywu, toteż typowo nocnych ujęć jest niewiele, a i te nie grzeszą stabilnymi ujęciami. A skoro takich lepszych fotek można kilka znaleźć w opisach poprzednich nocy, to także z uwagi na krótki czas do wschodu słońca, wsunąłem się do namiotu i zasnąłem.











* * *

Krótka noc minęła szybko, a czujny sen zakończył się jeszcze przed pobudką, ustawioną standardowo na pół godziny przed wschodem słońca.
Poranne zorze wyglądały obiecująco, aczkolwiek nad Iwkową snuły się zaledwie niewinne obłoczki, zaś nad Lipnicą symboliczna wręcz mgiełka. 
Tartaczny Generator Mgieł i Obłoków pracował już pełną parą, a raczej pełnym dymem. Na kolejnych ujęciach widać, jak górne obłoki nakrywają dolne pasemko dymu, jakoś zawsze ciągnące ku wschodowi i centrum Iwkowej. I o ile nad Iwkową biała powłoka się powoli kotłowała, o tyle nad Lipnicą lekkie mgiełki ledwie zaznaczały swą obecność.











Gdy już zbliżał się czas wschodu słońca, mgły nad Iwkową poczęły gęstnieć, falować i podnosić się nieco ku górze. Nad Tarnowem różowiły się poranne zorze i na tym kierunku miałem wycelowany telefon przygotowany do zdjęć poklatkowych. Gdy rozpoczął się wschód słońca, dynamika scen nieco przyspieszyła, a barwy poranka powoli się ożywiały.








Aparat co rusz spoglądał to ku wschodowi, to na morze mgieł i obłoków, to na lekko zasnuwane połacie Nagorza i budzącą się do życia Lipnicę.
Mgły i obłoki na zdjęciach wyglądają statycznie, jednak film time-lepsze ze zdjęć poklatkowych pokazuje dynamikę świtu i jego chmurzastą kłębiącą się energię. Słońce coraz głębiej wnikało w białe skłębione zasłony, a życie wokół budziło się brzęczącymi owadami i polującymi w parze sokołami. Zresztą Pustułki na dachu wieży mocno hałasowały, zapewne oprawiając przyniesione zdobycze. Tego jednak bez drona nie mogłem zweryfikować.



























Kiedy mgły już zaczęły się rozwiewać, ruszyłem zbierać się do opuszczenia wieży i na tę okazję wciągnąłem skromnego wafelka - wyjątkowo z czekoladą.
Upewniłem się, że na wieży zostawiam wzorowy porządek bez śladów mojej bytności, a nad Iwkową i Lipnicą tylko pełne słońce i czyste powietrze, po czym spod nieba zstąpiłem na ziemię :-)










W drodze do Urbanka zajrzałem jeszcze do ziemianki, której mój opis z opowieścią można znaleźć na tablicy informacyjnej przy wejściu na wieżę. Schodząc ku Iwkowej, odwiedziłem kapliczkę na Kociołkowie i przy Starym Gościńcu nadrzewną skrzynkową kapliczkę Pana Jezusa "Cheerleadera".
To "cheerleadera" to oczywiście z przymrużeniem oka, a to z powodu kwiatów upiętych do jego dłoni, co do złudzenia przywodzi skojarzenia do stadionowych cheerleaderek. No cóż, skojarzenia... O takim patronacie Pana Jezusa jeszcze nie słyszałem...





Na tajnym trawersie prowadzącym leśnymi drożynami w kierunku kapliczki Urbanka, zwykle wyszukuję jakieś detaliczne leśne plany fotograficzne. Tak było i tym razem. 








Urbanek. Miejsce legendarne i kultowe, a dodatkowo po noclegu na wieży - idealna lokalizacja na przerwę śniadaniową. Trzy kanapki z żółtym serem, wafelek i herbata z najlepszej wody w okolicy, to to, czego może tygrysy nie lubią najbardziej, ale ja - owszem :-)




Wracam przez znane miejscówki - Krzyż Powstańców Styczniowych, Piekarską Górę i Bacówkę Biały Jeleń w Iwkowej, gdzie spotykam się ze znajomymi i witam też z końmi.










Teraz już trasa prowadzi do domu, a po drodze grzyby, kapliczka Matki Boskiej Siedmiu Boleści, Kramarzówka i pola zbóż już zebranych, bądź właśnie w trakcie żniw. 
A moje żniwo fotograficzne kończę obiecanym filmem poklatkowym z kłębiących się obłoków nad Iwkową.









.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz