Jak łatwo zauważyć po poprzednich relacjach z nocek na wieży, nie chodzi tu o samą wędrówkę czy spędzenie nocy w tak pięknych okolicznościach przyrody - choć to też pomniejszy cel - ale głównie o obserwację zachodu słońca i następującego po nocy wschodu naszej dziennej gwiazdy.
Kiedy warunki atmosferyczne zwiastują tworzenie się porannych mgieł, jest to dla mnie zachętą do sprawdzenia, jak następnego dnia się to potwierdzi. Aby się o tym przekonać, wybieram się wtedy na Szpilówkę, która z górującą nad nią wieżą, stanowi doskonały punkt obserwacyjny tak na góry jak i na zjawiska pogodowe.
Z początkiem września zrobiło się nieco deszczowo. Akurat na tyle, że była szansa na złapanie porannych mgieł, choć nie zawsze moje przewidywania się sprawdzają. Pożądany jest czysty zachód z niebem pozbawionym chmur nad horyzontem i taką samą konfiguracją brzasku. Ale co by nie było, biorę wszystko z radością bywalca outdooru.
Po zameldowaniu się na wieży, niebo nie dawało większych szans na czyste zejście słońca pod horyzont. Przewalające się chmury ledwie na kilka chwil odsłaniały pomarańczową tarczę i to nawet nie w całości. Bez większego entuzjazmu uwieczniłem zachodnią półkulę nieba, według czasomierza określiłem, że już po fakcie i rozstawiłem schronienie na noc. A gdy ta nadeszła, wykonałem kilkanaście ujęć w gęstniejącym mroku i wyłożyłem się w tymczasowym miejscu dyslokacji :-)
* * *
Poranne mgły szczelnie nakrywały Iwkową od tymowskich serpentyn po Nagorze z Bacówką. Lipnica zaś jako zwykle zadowalała się lekkim zasnuciem białą opończą, gęstniejącą momentami ponadnormatywnie. Tym samym regularnie spoglądałem przez obiektyw to w jedną, to w drugą stronę, obserwując i dokumentując rozwój wydarzeń. A te były bardzo dynamiczne i pięknie oświetlane czysto wschodzącym słońcem. Barwy różu i pomarańczów prześwitujących przez pierzynkę chmur, ocieplały przeszywający chłód wilgotnego poranka.
Dla mnie była to piękna i niezapomniana poranna uczta, choć w kwestii kulinarnej całkowicie na czczo. Jednak apetyt na doznania estetyczne przy wczesnej porze wystarczył zamiast suto zastawionego stołu.
A działo się to oczywiście do czasu odpłynięcia rzednących obłoków pod coraz cieplejszym i wyżej zawieszonym późnoletnim słońcem. Zobaczcie to zresztą sami, a jeśli nie dostrzegacie tej pełnej dynamiki będącej moim udziałem, to na końcu umieszczam dla Was film poklatkowy, w przyspieszonym tempie ukazujący magię porannego zjawiska.
A oczywiście po poranku, z resztą mgieł zszedłem do Urbanka na małe śniadanko, które w sam raz wystarczyło do napędzenia mnie w powrotną drogę ku domowi...
A teraz film z muzyką autorstwa mojego i coraz mniej sztucznej inteligencji :-)
Z uwagi na limit, film dostępny na moim kanale na YouTube.
Wschód słońca, Szpilówka, 5.9.2025.
.
Przeczytałam wpis z wielką przyjemnością 😊 z wielkim zachwytem obejrzałam każde zdjęcie. Aż chciałoby się teleportować gdzieś obok żeby zobaczyć to cudo wschodzącego słońca
OdpowiedzUsuńOj, dziękuję, dziękuję! Takie cieple słowa na początek chłodnej jesieni rozgrzewają mnie od środka :-)
UsuńA teleportacja już istnieje! Nazywa się "samochód" albo "środki komunikacji masowego rażenia" ;-)
A gdybyś chciała zobaczyć ten spektakl wschodzącego słońca, to zapewniam, że da się to zorganizować. Trzeba jedynie obserwować pogodę i prognozy, bo nie zawsze tak się udaje, co widać we wcześniejszych opisach takich poranków.
Ja pewnie niebawem wybiorę się tam po raz kolejny. Jesień temu sprzyja, no i nie trzeba wcześnie wstawać :-)
Pozdrawiam.