Strony

środa, 10 września 2025

Trzydziesta piąta noc na wieży, 9/10 września 2025.

Na jutro pogoda nie zapowiadała jakichś spektakularnych przedstawień o wschodzie słońca, ale to i dobrze. Dobrze...?!? A niby dlaczego, skoro właśnie na bajeczne chmury o poranku poleruję obiektyw aparatu! Ano dlatego, że odwiedziła mnie Joanna, z którą przemierzałem kilka szlaków, by zobaczyć moje okolice, włączając w to właśnie wieżę widokową na Szpilówce i pustelnię Urbanka.

Wyruszyliśmy późnym popołudniem, by zgodnie z moim zwyczajem osiągnąć szczyt i wieżę na pół godziny przed zachodem słońca. Tak też się stało i już niebawem mogliśmy z doskonałego wyniesionego punktu widokowego podziwiać okolice i nadciągający koniec dnia.

Tarcza słońca spowita w pomarańczowe chmury, powoli zanurzała się w gęsty pas obłoków płożący się nad linią horyzontu. Nie było to przedstawienie z tych zapierających dech w piersiach, jednak estetyka sceny, choć inna każdego wieczora, także i tym razem potrafiła zachwycić. 

Rozstawiłem swój namiot na zwyczajowym miejscu, jednak Joanna z uwagi na mocne podmuchy wiatru, zdecydowała rozłożyć swe schronienie obok wieży. Ja zaś uwieczniłem wschodzący księżyc, który w dwa dni po pełni pokazał się krótko po zachodzie słońca. Działania dopełniłem jak zwykle nocnymi ujęciami okolicy i ułożyłem się do snu w oczekiwaniu świtu.












* * *

Świt wstał pogodny i niemal bezwietrzny, po wczorajszej dujawie zostało tylko wspomnienie w postaci regularnego powiewu, bo na wieży bezwietrznych warunków to chyba nie pamiętam.
Przystąpiłem z marszu do działań fotograficznych, a kamera w telefonie rozpoczęła swą pracę ze zdjęciami poklatkowymi. Efekt timelapse zwyczajowo umieszczam na końcu wpisu.

Poranek był dość oszczędny w zasnuwające swą opończą mgły kłębiące się w dolinach. Niemal standardowo nad Lipnicą tylko niewielkie smużki, za to nad Iwkową już znacznie ciekawiej. I to nie tylko za sprawą niezawodnie działającego Tartacznego Generatora Mgieł i Obłoków, ale także dzięki niedalekiemu Dunajcowi, parującemu także na kotlinę Iwkowej.








Na wieżę zawitała Joanna, której noc upłynęła na dole w ciszy i cieple. Po porannej kawie była gotowa na podziwianie wschodzącego słońca, tym razem na własne oczy.

Wreszcie nadeszła chwila, którą moja fotograficzna czujność zarejestrowała nie tylko okiem, ale i obiektywami aparatu i telefonu.
 
Nad wschodnimi rejonami Tarnowa, już dalej ku południowi, gdzieś w okolicy góry Wał, zajaśniała jaskrawa tarcza słoneczna. Powoli wychylała się znad ciemnego jeszcze horyzontu, by zniekształcając się w spłaszczającej ją aberracji, wychodzić coraz wyżej na nieboskłon.

Senne jeszcze poranne szarości nasycały się powoli ciepłem barw i promieni słonecznych. Świat stawał się jakby weselszy, choć i tak nie było wcześniej smutnego poranka, - ot, wstał taki jak i ja - senny :-)





Kiedy słońce już na dobre górowało nad ziemią, zaróżowione mgły poczęły energiczniej tańczyć i to zasłaniać, to odsłaniać skrywane połacie pofałdowanej okolicy. Wieża kościoła w Iwkowej co i rusz niby żeglowała po oceanie mgieł, bardziej przypominając peryskop okrętu podwodnego niż żagiel sunącego przez odmęty galeonu. 

A Lipnica? Tutaj zaledwie skromne mgiełki dodawały plastyczności dolinom i pagórkom, ledwie zauważalnie przesłaniając ich rzeźbę.








Niezawodnie pracujący Tartaczny Generator Mgieł i Obłoków dostarczał ciągłą wstęgę rozciągniętej bieli, która przy wieży iwkowskiego kościoła wyglądała jak pofalowany sygnał dymny wypuszczony z dzwonnicy.




Nad doliną oddzielającą Szpilówkę od Góry Świętego Urbana gęstniały ostatnie mgły, już na dobre nasycone światłem i ciepłem słońca. Dookoła już tylko ostatnie smugi wilgoci unosiły się ku górze, by wreszcie na dobre odsłonić okolicę napełnioną energią na dobre już rozbudzonego dnia. Spojrzałem po raz ostatni ku Lipnicy i wraz z Joanną zeszliśmy na dół, by udać się do kultowego miejsca - kapliczki św. Urbana.








Urbanek, to dla mnie coś więcej niż tylko kapliczka i źródło doskonałej wody. To bajeczne wspomnienia z dzieciństwa i młodości, niezmierzona ilość wędrówek wielością szlaków, dróg, ścieżek i bezdroży. To miejsce przepełnione legendami, historią i szumiącą leśną ciszą i błogością. No i też świetne miejsce na śniadanie po nocy i poranku na wieży.



Nie wracamy najkrótszą drogą do domu. Dzień jest piękny i pogodny, jest więc okazja odwiedzić i zobaczyć kilka innych interesujących miejsc w okolicy. 
I tak po drodze mijamy Krzyż Powstańców Styczniowych, do którego wyznaczyłem z lipnickiego rynku niebieską ścieżkę historyczno - dydaktyczną "Niepodległa". 
W ramach kontynuacji tematu, schodzimy do Źródełka Powstańców przy równie starym krzyżu i wiacie "Orzeł". A stąd już niedaleko do Bacówki Biały Jeleń, przycupniętej na skraju lasu pod szczytem Rogozowej.





Wychodzimy na Rogozową, by spod Domasowej za Długimi Łąkami gdzie koński zastęp zwykle przechodzi w wyścigowy galop, spojrzeć na południowe i zachodnie bezkresy. Zaschnięte drzewo wystające z zieleniejącej kępy liściastych koron, przypomina o tym, że drzewa umierają stojąc...




Tajemniczymi ścieżkami i skrajem lasu schodzimy z grzbietu, by z rozciągniętą przed oczami Dominiczną Górą dojść do Zapomnianej Kapliczki, która jednakowoż pokazuje, że jeszcze ktoś o nią dba. 






Mijamy przełęcz pod Dominiczną i po chwili oczom naszym ukazuje się Kapliczka Matki Boskiej Siedmiu Boleści, pięknie odnowiona w ostatnich latach. Widać dbałość opiekuna, dla którego ten element przeszłości jest wciąż ważny i wart pielęgnowania pamięci o dawnych czasach i ludziach.




Z każdym krokiem zbliżamy się do Lipnicy. Mijamy Kramarzówkę i na bliższej miasteczka Podkramarzówce odnajdujemy jedną z licznie rozsianych po okolicy grup narzutowych głazów polodowcowych. Jeden z nich, do niedawna bezimienny, został nazwany przeze mnie niezbyt chwalebnym imieniem "Dupa Słonia". Moja wyobraźnia i skojarzenie dostrzegają w tym prozaicznym kamieniu zad największego ssaka lądowego i głowę z trąbą zanurzoną w ściółce leśnej.
Kto wie, może przed milionami, czy choćby tysiącami lat przemierzały te okolice prehistoryczne mamuty, to i jakiś zabłąkany słoń nam się tu ostał w postaci skalnego ostańca... ;-)





A teraz obiecany filmik ze wschodu słońca i tańczących mgieł. Niezbyt długi, bo i przedstawienie nie było zbyt obfite. A że twórczość ma poniżej 100 MB, to nie trzeba po nią biec do JuTuba... :-)


...ale jakby kto chciał - Wschód słońca 10-09-2025

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz