-
----- Listopad 2010 -----
Po wcześniejszym wypadzie w Bieszczady,
na który chciałem wyciągnąć pewną małą squaw - nazwijmy ją Majka (choć
Majka to nie mój kolega z wojska ;-) ), ona sama zaproponowała mi, że
mnie wyciągnie w góry, w ramach rekompensaty za nieobecność w
Bieszczadach. Oczywiście, po kilku wytycznych - ma być niedaleko,
widokowo i pogodnie, zabrałem się do planowania.
Ustaliłem, że Majka
owszem chadza po górach i ma minimum wyposażenia i doświadczenia.
Jednak nie znając tychże, postanowiłem nie forsować dziewczyny, coby
jej na przyszłość nie zniechęcić do dalszych wypraw. Ponadto, ze
względów na dbanie Majki o jej reputację, pozwalam sobie na pominięcie
jej w relacji fotograficznej, przez co niestety ilość fotek została
poważnie uszczuplona. Pokazywanie się publicznie w obecności takiego
włóczęgi jak ja, zapewne młodym damom nie przynosi splendoru...
Ustaliłem, że zaatakujemy Gorce. Są tam i piękne widoki i schroniska i
możliwość wyjścia na szlak z wyższego punktu startu, a przewyższenia
niezabójcze. Musiałem dbać o Majkę i jej kondycję, by w przyszłości móc
pokazać jej i inne piękne miejsca.
Dojechaliśmy do Rdzawki pomiędzy Rabką a
Nowym Targiem. Pogoda była jak marzenie - chwała na wysokościach, a na
ziemi gęsta mgła, zasłaniająca tak doliny Podhala od południa, jak i
wspomnianą Rabkę od północy.
Wejście na szlak szeroką drogą leśną było nad wyraz lajtowe, a podejścia wręcz symboliczne.
Po spokojnym przejściu początkowego
odcinka, od południa zaczęła się wyłaniać dolina Obidowej, nastrojowa
zasnuta mgłami, z których wyłaniały się pagórki, z rzadka usiane
domami.
Błoto, to chyba nieodłączny element moich szlaków, bo i w Gorcach też obficie obrodziło.
Mijane hale co i rusz otwierały malownicze widoki, w których chmury i mgły tworzyły istne Mare Nebularum - Morze Mgieł.
Się szło... Miejscami błota ustępowały
miejsca kamienistej ścieżce, teraz przypominającej, że mijana okolica
ma charakter górski.
Majka dzielnie parła naprzód wspomagana
moimi kijkami, które przemierzywszy już ze mną setki kilometrów, tego
dnia dzielnie służyły
mojej towarzyszce przygody. Buty trekkingowe dawały poczucie komfortu, można było zatem pokusić się o dotarcie na Turbacz.
mojej towarzyszce przygody. Buty trekkingowe dawały poczucie komfortu, można było zatem pokusić się o dotarcie na Turbacz.
Mijane widoki napełniały nas
sielskością, bo trasa nie była ani trochę forsowna, pogoda dopisała, a
widoki utrwalały poczucie radości.
Obidowa przycupnięta pomiędzy Gorcami a
masywem Bukowiny okalającym ją od południa, oparła się naporowi mgły,
lekko tylko siwiejąc od jej zaczątków.
Napotkany po drodze wyciąg, ze swym kołem, dla wędrowców był niczym zawieszona pomiędzy ziemią a niebem - róża wiatrów.
Jako że była to środa, można było
spotkać także ludzi pracujących na terenach przyległych do
Gorczańskiego Parku Narodowego, a odpoczywający koń, w tych nieco
surowych okolicach, wniósł nieco swojskiego klimatu.
Napieraliśmy dalej we dwoje...
Wreszcie pojawiły się pierwsze oznaki, informujące że przed nami schronisko na Starych Wierchach.
Zrobiliśmy tu całkiem okazałą sesję
zdjęciową, ale jako że postanowiłem chronić reputację Majki, po
selekcji zostało zaledwie kilka fotek nadających się do opublikowania.
Niestety, na miejscu okazało się, że
buty Hi-Tec które Majka miała na nogach, jakkolwiek przekonywająco
wyglądające, są dosyć piętożerne ;-). Moja apteczka uszczupliła się
więc o dwa plastry, po czym stanęło na tym, że Turbacz odpuszczamy, no
bo motoryka Majki może jeszcze bardziej się pogorszyć i dojdziemy tylko
na polanę na Obidowcu, po czym zostawiliśmy za sobą schronisko.
Leśnym traktem przemierzaliśmy kolejne
kilometry. Droga była przyjemna, pogoda nadal sprzyjała, a widoki
napełniały nasze oczy i duszę tą dobrze znaną każdemu wędrowcy
błogością.
Na Obidowcu jeszcze raz przeliczyliśmy czas i ostatecznie pożegnaliśmy możliwość zdobycia Turbacza.
Doszliśmy do leżącej poniżej na szlaku polany i po chwili odpoczynku i kontemplacji, był to nasz punkt powrotu.
Nadeszły godziny popołudniowe, których światło plastycznie promieniował na okolicę, budując nastrój nostalgicznej wędrówki.
Gdy słońce chyliło się nad górami, dotarliśmy ponownie, w drodze powrotnej, do Starych Wierchów.
Gdy Majka - nie pozwalając sobie pomóc -
opatrywała swe stopy, ja - niedoceniony paramedyk, łowiłem ostatnie
impresje o zachodzie słońca.
Ruszyliśmy dalej. Obfitość błota towarzyszyła nam w drodze powrotnej regularnie.
Zmierzch i wieczorne mgły, budowały mroczny i tajemniczy nastrój.
Majka zatrzymała się ujęta magią chwili
i w skupieniu właściwym takim okolicznościom, chłonęła widoki,
wsłuchując się w nieprzejrzaną ciszę...
W oddali, wyłaniając się z mglistych oparów Mare Nebularum, majestatycznie królowała Babia Góra, tonąc w mrokach zapadającej nocy.
Przy świetle czołówek i jaśniejącego księżyca, pokonaliśmy ostatni odcinek trasy powrotnej.
Przed nami wyłonił się z mrocznej mgły, znajomy obraz zabudowań na Rdzawce.
Nasza trasa nie należała do ambitnych.
Miała być raczej wędrówką "rozpoznawczą", w której zweryfikują się
wszelkie uwarunkowania do poważniejszego trekkingu. Niestety, dobre
buty to podstawa, a tu Majka mogła się na własnej - zdartej z pięt -
skórze przekonać, jak ten element wyposażenia jest istotny. Spodobały
się jej kijki, a myślę, że nieco ulżyły stopom w powrocie. Nieoceniona
była moja Tikka Plus 2, w którą ją wyposażyłem. Sam miałem małego
Princeton Teca, zdecydowanie zbyt słabego na szlak, choć dawał radę,
ale bez komfortu. Kiwam się nad Myo XP, i prędzej czy później go kupię,
bo przy poszukiwaniu szlaku Majka dała radę z Tikką, ale boost w Myo
XP załatwił by sprawę raz-dwa.
Nasza środowa wędrówka miała w sobie
coś, co niosło z sobą pierwiastek wielkiej, prawdziwej wędrówki, niemal
włóczęgi w moim stylu, tyle że w skali makro. Na szlaku nie
spotkaliśmy nikogo, jedynie pod schroniskiem cztery pytlujące niewiasty
w wieku cokolwiek przedbalzakowskim, które po kwadransie zeszły w
stronę Rabki. Spotkaliśmy siebie, szliśmy razem i syciliśmy się samą
wędrówką i tym, co nam ona oferowała - widokami, ciszą, przyrodą i
spokojem.
Chodziłem z Majką...
Album 75 fotek z Gorców jest tutaj ---> http://picasaweb.google.com/Yatzkowski/GorceLiptopad2010?authkey=Gv1sRgCJvQ7quHhNeoiwE&feat=directlink
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz