-
GSB II etap - Dzień pierwszy - 17 czerwca 2013.
9 dzień na GSB – Krościenko nad Dunajcem – Przehyba – 13 km.
Trasa: Krościenko nad Dunajcem (423) - Dzwonkówka (973) - Przehyba (1142).
W Krościenku na początku drugiego etapu umówiłem się z Leśną Duszą, która rozpoczęła wędrówkę Szlakiem od Rabki. O 13:55 na moście w Krościenku, w miejscu gdzie przed rokiem przerwałem zdobywanie GSB, wznowiłem marsz czerwonym szlakiem, tym razem we wspomnianym towarzystwie.
Doskonała pogoda sprzyjała wędrówce. Podejście na pierwszych kilometrach Beskidu Sądeckiego było dosyć forsowne w wczesne czerwcowe popołudnie, jednak leśne odcinki zapewniały sporo cienia, a dobre oznakowanie szlaku nie nastręczało problemów nawigacyjnych.
Jednak damskie towarzystwo, jak zresztą każde działania zespołowe, narzucają pewne reguły. Trzeba dostosować się do tempa całego zespołu.
Leśna Dusza tego dnia schodziła z Lubania, przez co jej dystans jak i zmęczenie narzuciły potrzebę odpoczynku. Na niewielkiej polanie znaleźliśmy zacieniony zakątek, a ja dodatkowo kontemplowałem panoramę Pienin, z dobrze wybijającą się przed nami Wysoką.
Maszerując dalej, dotarliśmy do przepięknej polany na przełęczy, gdzie ulokowała się niewielka osada Przysłop. To urocze w porze letniej miejsce z sielskimi widokami, było formą odpowiedzi na pytanie: po co chodzimy w góry? Takich widoków zostało już niewiele, choć domy tu są w pełni współczesne, to jednak duch odległych czasów wisi nad tym uroczym zakątkiem.
Jednak przed nami jeszcze kolejne podejścia, a skwar nie ustaje, toteż z radością witaliśmy każdą formę cienia i ochłody.
Do Przehyby nie było jednak daleko, więc wkrótce osiągnęliśmy siodło, w którym usadowiło się znane beskidzkie schronisko. Obsługa pomna doświadczeń z przeszłości, okazała się przyjazna dla wędrowców, dzięki czemu mogliśmy korzystać z dóbr schroniska, płacąc jedynie za wrzątek, po 20 gr od kubka. Budząc zainteresowanie kilkunastoosobowej grupy przybyłej niedługo po nas, przyrządziliśmy sobie posiłek z własnych zapasów, rozkładając nasze magiczne utensylia na obszernym stole. W łazience miałem do dyspozycji ciepłą wodę, choć w damskiej była ponoć tylko zimna… Z dodatkowych atrakcji – jak dla mnie, była młoda wesoła Brazylijka, która płynną polszczyzną biegle obsługiwała gości. Niestety, nie wyraziła zgody na uwiecznienie jej na fotografii…
Po komfortowo przyrządzonej obiadokolacji i wieczornych ablucjach, opuściliśmy gościnne schronisko, by nieco dalej, w lesie, skorzystać z darmowego biwaku – na tyle daleko by nie płacić za pole namiotowe, a na tyle blisko, by jutro przed wyruszeniem na szlak, ponownie skorzystać z komfortu cywilizacji.
Koleżanka pomiędzy solidnymi drzewami rozpięła hamak z moskitierą i daszkiem, ja tuż obok rozstawiłem swój mały namiot. Noc była ciepła, spokojna, pełna dostojnego szumu drzew i odgłosów przyrody.
>> Dzień dziesiąty --> Przehyba - Polana Kretówki (za Rytrem) >>
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz