To już była solidna jednodniówka. Z kolegą ciekawym Lipnickich okolic, wybraliśmy się na ambitniejszą wędrówkę.
Do Rajbrotu zostaliśmy podwiezieni, a tu już z marszu zaatakowaliśmy Łopusze Wschodnie, dochodząc tuż pod jego szczytem (612m).
Po drodze piękne widoki na sam Rajbrot i pobliskie okolice, a z Łopusza widać było także część grani Tatr Wysokich.
My zaś drogą leśną udaliśmy się na wschód. Niezbyt forsownym marszem zdobyliśmy Kamionkę, skąd rozpościerał się przepiękny widok na rozległą okolicę. I znowu leśną drogą doszliśmy lekko zbaczając na szczyt Kobyły (605m). Stąd już niedaleko przycupnęła Polana Mulowiec ze swoją historią z czasów II Wojny Światowej i stojącym tam domkiem. Nieco poniżej, tuż obok źródeł Uszwicy osiadł Cmentarz Wojenny nr 300 z I Wojny Światowej.
Schodząc do granicy lasu, ogarnęliśmy wzrokiem szeroką panoramę na północ, a na pierwszym planie osiadającą na nierównym stoku starą chatę. To już najwyższa część rajbrockiego przysiółka Kucek.
Zeszliśmy na dół do pętli busów na końcu Rajbrotu, skąd weszliśmy na stoki Rogozowej, dającej nam okazje do przeglądu dopiero co przebytej trasy. Spod szczytu Rogozowej - zwanej też Kozłową Górą, zeszliśmy na jej północny stok, mijając po drodze Bacówkę "Biały Jeleń" w Iwkowej, a dalej dochodząc do drogi będącej granicą Beskidu Wyspowego, przeszliśmy na kolejny dział pasma Szpilówki, dochodząc po chwili do do Piekarskiej Góry, skąd przez leśny przezior można było podziwiać ulokowaną w kotlinie Lipnicę Murowaną z jej górnym i dolnym przedmieściem, a także okoliczne wioski.
Na polanie tuż za Piekarską Górą (515m), a właściwie jej szczytem, zatrzymaliśmy się przy Krzyżu Powstańców Styczniowych. Niedawno powstała tu wiata turystyczna, a obok solidny stół z ławkami. Po krótkim postoju i niewiele dłuższym marszu w kierunku wschodnim, osiągnęliśmy Szpilówkę (516m). Stąd już niedaleko do iwkowskich łąk, skąd rozpościera się malowniczy widok na Iwkową, okoloną bliższymi i dalszymi pasmami. Przy dobrej widoczności można stąd wypatrzyć na południu fragmenty Beskidu Sądeckiego wyłaniające się zza pasma Jaworza, a na wschodzie da się zauważyć czapę, którą jest nomen-omen Chełm, górujący za Nowym Sączem nad Grybowem i Ropą.
Niedaleko stąd, na stokach Rezerwatu Bukowiec, przycupnęła stareńka kaplica św. Urbana. Tuż przy niej bije źródło ze znakomitą wodą, ujętą wodociągiem przez iwkowian. Niegdyś można było zakosztować wody wychodzącej wprost spod stały, obecnie za pierwszymi zbiornikami jest osadnik z kranem, z którego woda wypływa już nieco ogrzana i napowietrzona, ale nadal doskonała w smaku.
Przy kapliczce znajdziemy tablicę informacyjną i bliźniacze ławki ze stołem jak na polanie pod Piekarską Górą.
Dalej nie idziemy. Nabiliśmy sporo kilometrów, a czas już nakazuje wracać, co też czynimy. Stąd na lipnicki rynek jest już tylko około 7,5 kilometra. Nie spiesząc się zatem, mozolnie wspinamy się sto metrów na grzbiet i powoli zbliżamy się do domu.
Na rynek dochodzimy już o zmroku, pokonując tego dnia dystans 32 kilometrów i bliżej nieznaną, choć niebagatelną sumę przewyższeń.
A teraz niech przemówią fotografie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz