W kalendarzu zima, a na zewnątrz niemal przedwiośnie. Ciepło, słonecznie i niemal bezchmurnie, wiatr przesuszył błota i mokradła.
Rok się zmienił, więc trzeba odwiedzić Urbana, a po drodze zajrzeć może jeszcze gdzieś...
Moje plany i cele określają się w marszu.
Przed Duchową Górą na przegibniętej łące, promienie słoneczne przedzierały się przez gałęzie drzew. Lubię tę łąkę przechodzącą przed wzniesienie i wcinającą się po stoku między lasy. Tu często przychodzi zwierzyna - dziki, sarny i lisy.
W stronę Duchowej gęstwa dziko porośnięta, ale można się przedrzeć do duktu i pod otwarte zbocza Szubienicy, jak niechlubnie dawniej nazywano Duchową Górę. Zresztą, obydwie nazwy mają ze sobą dużo wspólnego.
Krótkim podejściem osiągam kulminację szczytową, gdzie rozsiane są kamienie.
Dwa z nich, największe, to Karczmarz i jego połowica - Karczmarka, skazani na męki za swe niecne uczynki, za okradanie biednych podróżnych. Ponoć czasem w nocy można usłyszeć ich jęki dobywające się spod głazów...
Jaśniejącą w słońcu brzeziną dochodzę do brzegu lasu porastającego to przedziwne wzgórze. Dochodzę do drogi prowadzącej do Polany pod Suchą Wierzbą, przy której dawno temu, przy Trakcie Węgierskim stała karczma, właśnie ta niesławna karczma...
Teraz są tu łąki, w sezonie pasą się krowy, a dzisiaj pozostały tylko bele trawy na kiszonkę. Poniżej myśliwi pobudowali ambony, a ślady buchtowania dzików potwierdzają trafność tej lokalizacji.
Podchodząc wyżej, mijam rozmarzające kałuże. Znajduję w nich błękit nieba w gałęziach brzozy zmieszany z jesiennymi liśćmi.
Jestem znów na zielonym szlaku. Ten odcinek, to już spokojny spacer grzbietem łączącym Szpilówkę z Rezerwatem Bukowiec. Nie dochodząc do odnogi szlaku, schodzę zboczem do mniej znanych ujęć wody, by sprawdzić, czy drugi przelew jest suchy czy mokry. Jest dobrze - woda się leje.
Po sąsiedzku, mijając kolejną drogę, wąwóz i Stok Małysza, dochodzę do Urbana, - miejsca odwiedzanego przeze mnie już setki razy.
Przy źródle nabieram wody do bukłaka i podłączam filtr. Krystalicznie czysta woda po chwili wypełnia kubek. Tę wodę można pić i bez filtrowania, ale uzdatnianie trzeba przetrenować, by później w dziczy nie tracić czasu na rozterki.
Filtrując wodę, przypomniałem sobie, że idąc za Zerwany Las, znajdę przynajmniej dwa naturalne źródła wody. Spakowałem się więc i ruszyłem ciemnym lasem.
Faktycznie, za Zerwanym Lasem, gdzie po wielkich deszczach odjechała połać ziemi wraz z drzewami, natknąłem się na sączącą się spod kamieni wodę. Niewiele dalej odnalazłem kolejny ciek.
Późna pora skłoniła mnie jednak do zaprzestania dalszych testów i powrotu do domu. Po drodze spojrzałem jeszcze na bezkres okolicy po stronie północnej. Dawno mnie tam nie było, - wypadało by odwiedzić malowniczą Stefanówkę, ledwie stąd widoczną.
Na Lisich Łąkach odkryłem świeże buchtowisko, więc pewnie gdzieś za godzinę pojawi się tu wygłodzona dzicza rodzinka.
Za Duchową Górą, przelatujący pasażer białą smugą odkreślał dzień od zachodu.
Przy ostatnich promieniach słońca stanąłem na lipnickim rynku.
Sezon jednodniówek '2015 uznaję za otwarty! :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz