Przedwczoraj przeczytałem w sieci, że trzydziestego stycznia odbędzie się w Eilacie bieg ISRAMAN. Miała być zamknięta droga nr 12 w kierunku Har Yoash i kilka ulic w Eilacie. Postanowiłem więc na piątek połączyć przyjemne z pożytecznym i wybrać się na obserwację biegu przez pustynię. W linii prostej ode mnie to zaledwie jeden kilometr, ale drogą po prostej nie byłoby ani przyjemnie ani pożytecznie :-)
Miałem iść niższymi ścieżkami, głównie rowerowymi. Ale jakoś tak góry mnie zawołały, a jak tu się oprzeć zewowi gór... Niemniej nie plątałem się po pustyni zbyt długo i skierowałem ku wspomnianej dwunastce. Na drodze widać było co chwilę biegnących uczestników, ale za drogą miałem jeszcze punkt widokowy, na którym - jak to możliwe? - jeszcze nigdy nie byłem!
Wlazłem zatem na pagór z instalacją wojskową, strzeliłem kilka fot i zawróciłem w kierunku Ronda Kotwica, gdzie już niedaleko od mety był punkt regeneracyjny.
Biegaczy było sporo i co chwile pojawiały się kolejne szybkobieżne istoty. Choć niektóre z nich już takie szybkobieżne nie były, bo dystans zrobił swoje. Zagrzewanie hasłami "dobra robota" dało się słyszeć non-stop, a jeden z seniorów-organizatorów serwował Colę w locie, gdy przy stolach można było przechwycić butelkę wody, cytrusy, kubek zupy, ciasteczka i żel energetyczny.
Organizacja była na medal i widać, że nikt tu kosztów nie ciął ani trochę. Wszyscy dobrze się bawili, a na zmęczonych twarzach biegaczy wyraźnie widać było uśmiechy na dobiegu do punktu.
Trochę pogadałem z jednym z organizatorów, ogólnie atmosfera była bardzo na plus, także w skali Celsjusza :-)
Gdy słońce zaszło za pasmo okolicznych gór, zebrałem się do domu, po drodze fotografując tablicę informującą o tym wyzwaniu i utrudnieniach w ruchu kołowym, na rzecz ruchu szybkobieżnego :-) Ale ja już finiszowałem powoli... :-)
.















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz