Noce na wieży to nie tylko kimanie w pięknych okolicznościach przyrody. To przede wszystkim czatowanie na interesujące ujęcia zachodów słońca, nocne zdjęcia, wreszcie kilka godzin snu i wczesna pobudka na pół godziny przed wschodem, by uchwycić powtarzalne nieraz, a jednak odmienne scenariusze początku dnia.
Deszczowy ciepły dzień zapowiada kolejny poranek z mgłami. Jeśli dojdzie do tego korzystny front niżowy budujący się w okolicy, jest duża szansa na przemieszczanie się wilgotnych mas powietrza i snujące się zamglenia, a czasami nawet spore pokrycie kłębiącymi się obłokami. Na takie warunki liczyłem w nocy z...
14/15 sierpnia 2025.
Popołudnie tego dnia było pogodne, a powietrze przejrzyste. Zapowiadał się spokojny, ciepły i barwny wieczór. Brak chmur i lekkie, wręcz niedostrzegalne zamglenie, wróżyły czysty zachód słońca. To wystarczyło, bym spakował się i wyruszył do celu.
Udało mi się zdążyć gdy słońce było jeszcze nieco nad horyzontem. Spokojnie przystąpiłem do komponowania planów fotograficznych i dokumentowania rozwoju sytuacji. Potwierdziły się przewidywania czystego, przewianego powietrza, dzięki czemu tarcza słoneczna prezentowała się klarownie na tle czystego, zalanego pomarańczową poświatą nieba.
Także pobliskie Iwkowa i Lipnica zaznaczały wyraźną bliskość, niknąc dalszymi okolicami w lekkiej wieczornej mgiełce.
Kiedy dzienne godziny ustąpiły nocnym po zniknięciu słonecznej tarczy, przygotowałem się na przeczekanie nocy, co rusz obserwując nocne krajobrazy.
Gdy noc zapadła na dobre, znad powierzchni ziemi oderwał się czerwony spory punkt, niczym światło antykolizyjne z wysokiej budowli. Wędrował powoli po nieboskłonie, zmieniając powoli barwę z czerwonej na pomarańczową, by wreszcie zajaśnieć brunatnym i ostatecznie srebrnym blaskiem.
Tak właśnie krwawy księżyc dopełnił kolorytu nocnego nieba, że nie mogłem oderwać oczu od tego niesamowitego zjawiska. Choć tym razem nie zabrałem przyciężkawego statywu, kombinowanie z podpórkami do elementów wieży dało bardzo dobry efekt. Ale jak wiele nieudanych i poruszonych ujęć mnie to kosztowało, to już pominę milczeniem.
Gdy gęsty mrok zapadł nad srebrną poświatą, takoż i ja po wykonaniu nocnych zadań, zapadłem w spokojny sen.
* * *
15 sierpnia 2025.
Noc minęła spokojnie, a że obudziłem się przed akcją budzika, to i nie było szoku akustycznego. Bo poranne pianie kogutów i odgłosy szumiącego lasu, to balsam wlewający się wprost w moje serce.
Mgły o brzasku pozbawiają okolicę pełni kolorów. Póki nie ma jeszcze bezpośredniego światła słonecznego, szarość świtania króluje w dolinach i przesłania wzniesienia.
Tartaczny Generator Mgieł i Obłoków niezawodnie produkował już nową porcję białego pasemka, niezmiennie i przyziemnie kierującą się dokładnie w kierunku wschodnim.
A gdzie tylko zagłębienie terenowe sąsiadowało z przepływającą rzeką bądź strumieniem, tam zaraz wilgoć gęstniała w wilgotne pajęczyny mgieł.
Mimo porannego rozleniwienia, nie opuszczała mnie fotograficzna czujność. Pierwszy fragment tarczy słonecznej szybko wpadł mi w oko, a sekundę później w obiektyw aparatu. Na kliszy analogowej zarejestrowałbym pewnie nie więcej niż trzy ujęcia tego spektaklu, jednak technika cyfrowa pozwala na rozrzutność ujęć, choć to może nie rozrzutność, a dobrodziejstwo, choć masowo nadużywane...
Tak jak i wczoraj zachodziło, tak i dzisiaj słońce wzeszło czysto, mimo czających się poniżej wilgotnych rozsnutych mglistych obłoków.
Niezmiennie mnie zachwyca to poranne widowisko, a przecież nie jest niczym wyjątkowym w funkcji czasu, choć w funkcji estetyki często bywa. No i które zdjęcie wybrać? Zrezygnowałem z ostrej selekcji i do opublikowania trafiła ich piątka.
O ile nad horyzontem kolory były już mocno nasycone, to nie dotarły one jeszcze w uśpione doliny. Tam konfiguracja mlecznej bieli zmieniała się w sennym widzie, co dawało mi nie mniej emocji niż "słoneczne powstanie sierpniowe" ;-)
Iwkowa jak zwykle zebrała najwięcej białych zasłon, ale i Lipnica i dalsze okolice tego właśnie ranka otulały się delikatną opończą mgieł.
Gdzieniegdzie słoneczne światło przenikało przez falujące opary, napełniając je nieśmiałymi początkowo barwami, ogrzewając i pozwalając powoli odparować jakby w niebyt. A Tartaczny GMiO niezawodnie dostarczał nowych zapasów białej przenikliwości.
Czy to przez zamglenia, czy przez przewiane okolice, barwy promieni słonecznych dostarczały ciepła i kolorów wszędzie dookoła. Dzień królował już niepodzielnie nad rozbudzoną ziemią, a pobliskie mgły rozpływały się w cieple słońca i odpływały w wyższe chłodniejsze pagóry.
Pozbierałem się nie zostawiwszy najmniejszego śladu swej bytności, po czym zgodnie ze swym zwyczajem, powędrowałem ku kapliczce św. Urbana, gdzie z najlepszej w okolicy wody przyrządziłem sobie obfitsze dzisiaj śniadanie. Cisza pustelni w śródleśnych ostępach dopełniła nabierania energii na resztę dnia. Z zapasem wody podążyłem ku domowi.
Sierpień to już czas na początki wysypu grzybów. Lipiec i połowa sierpnia były bardzo suche, zatem mimo sprzyjających temperatur, grzybów nie wypatrzyłem zbyt wiele, choć i te zwykle są włączane do zbiorów fotograficznych, gdzie nie zastanawiam się nad podziałem na jadalne i jadalne tylko raz ;-)
Także i paprocie i goryczki dopełniały łowów, które niewątpliwie obfitsze miał któryś z drapieżnych ptaków, oprawiających zdobycznego gołąbka na starym pniaku.
Ostatnie leśne ostępy, to maryjna kapliczka za dworem, dolne przedmieście, soczyste jabłka przy moście i piękny prastary lipnicki rynek, który dla większości wypraw jest moim miejscem startu i mety.
Kolejna przygoda jednej nocy dobiegła końca.
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz