Dziesięć lat temu w trakcie pokonywania szlaku Wielki Rogacz - Tarnów, zwróciłem uwagę na niepozorną górkę w Pieninach. Był to Wysoki Wierch, który po pięciu tygodniach od minięcia szlakiem, odwiedziłem. Wtedy moim planem było obserwowanie zachodu słońca nad Pieninami Właściwymi i następującego po nim wschodu słońca. Tak też było, co wtedy opisałem - Wysoki Wierch.
Aktualna trasa nie oznacza jednak, że przez dziesięć lat przeszedłem wszystkie szlaki i robię ich drugą rundę :-) Ot, jakoś tak się złożyło, że przeczytałem o Veternym Vrchu na początku września i po dalszych zgłębianiach tematu, cel na najbliższą przyszłość został ustalony.
Niedługo po tym odwiedziła mnie Joanna, z którą wcześniej wędrowaliśmy kilka razy. Jedno z jej założeń wędrówkowych obejmowało przejście szlaku Wielki Rogacz - Tarnów, aczkolwiek plan ten nie wszedł do realizacji. Proponowałem wtedy Veterny Vrch, lecz pogoda na południu kraju była wyjątkowo niesprzyjająca. Ostatecznie wykonaliśmy dwa krótkie warianty dwudniowe w pobliskiej okolicy, po czym Joanna wybrała się na inny długi szlak. Ja zaś umocniłem się w przekonaniu, że Pieniny i Magura Spiska wejdą do realizacji przy sprzyjającej pogodzie.
Kiedy prognozy na drugą połowę września zaczęły kształtować się obiecująco, zaplanowałem trasę, spakowałem plecak i wyruszyłem w kierunku Szlachtowej, skąd żółty szlak prowadzi na Wysoki Wierch.
18.09.2025.
Na ten dzień plan był w zasadzie niemal zerowy. Dojechać przez Krościenko i Szczawnicę do Szlachtowej i wyruszyć na Wysoki Wierch, by dotrzeć tam przed zachodem słońca i spokojnie rozstawić namiot. I wszystko by wyszło idealnie, gdyby nie remont długiego odcinka drogi w Szczawnicy, co wydłużyło czas dojazdu o pół godziny. Gdy już wreszcie dojechałem, czym prędzej wyruszyłem za żółtymi znakami pod górę. Wyliczyłem, że zachód słońca będę oglądać po wyjściu na łąki pod Huściawą. Minąłem Jarmutę i i pobliski szałas, by forsownym marszem dotrzeć na otwarty teren.
 |
| Czuprana i Jarmuta po prawej |
 |
| Szałas / bacówka pod Opalańczykiem |
Tempo, jakie narzuciłem było w sam raz, by złapać w obiektyw kończący się dzień. Zasnute niebo różowiało i oblekało się pomarańczową poświatą malującą rozciągnięte obłoki, zazdrośnie przesłaniając zachodzące słońce. Nawet przyjąłem to z ulgą, bo w sumie to nie wiadomo było kiedy słoneczna tarcza zniknęła pod horyzontem. Zaś rozrzucone po hali stado owieczek w sam raz komponowało się z zapadającym już zmrokiem.
 |
| Hala pod Huściawą |
Jeszcze tylko kwadrans spokojnego podejścia, a przed oczami widzę cel dzisiejszej krótkiej wędrówki. Jest też bacówka znana z poprzednich wizyt, bo i kilka lat temu z kimś wchodziłem na górę. Napieram stromym skrótem prosto na szczyt, którego czapa od północy jest dość wymagająca w podejściu.
No i jestem u celu dzisiejszego dnia. Rozglądam się po okolicy i strzelam foty. Tym razem zabrałem mój najstarszy aparat (Nikon D3000) mający już dobre kilkanaście lat, co niestety przekłada się na słabą jakość zdjęć, zwłaszcza w słabszych warunkach oświetleniowych. A że w ramach redukcji dźwiganych bambetli nie zabrałem też statywu, to i zdjęcia nie są najwyższych lotów. Cóż, nie da się ukryć, że ten aparat w teren już się ze mną nie wybierze... Z ujęć zostawiłem tylko te, które jako tako nadają się do publikacji.
Zostało już tylko wsunąć się do ciepłego puchowego śpiwora i przy odległych odgłosach rykowiska, zanurzyć się w błogim śnie.
 |
| Bacówka po lewej i Wysoki Wierch po prawej |
 |
| Na Wysokim Wierchu z widokiem na Trzy Korony i szerszą okolicę |
 |
| Velky Lipnik i Magura Spiska - plan na jutro, w tle Tatry |
 |
| Widok na północ |
 |
| Zielony pałacyk już czeka :-) |
 |
| Przehyba świeci |
* * *
19.09.2025.
W nocy lekko polało, chociaż wcześniejsze prognozy o tym milczały. Mój namiot - Taga 1 - też ma już swoje lata i to wcale nie spędzone na półce. Gdzieś tam zaczyna puszczać na klejonych szwach, które wymagają uszczelnienia. Jeśli dołożyć do tego kondensację pary wodnej, która w jednopowłokowcach potrafi dać się we znaki, to poziom komfortu w deszczu i po nim wyraźnie spada. Temat jest mi znany, więc nie popadam w rozterki, skoro sypiam w nim sam. Ale podklejenia szwów trzeba będzie przejrzeć i przecieki zlikwidować.
 |
| Po mokrej nocy |
 |
| Spoglądając ku Wysokiej |
 |
| Mglisty poranek |
Liczyłem na nieco lepszą pogodę, chociaż wszędobylska wilgoć uformowana w mgły i chmury potrafi urozmaicić nieco surowy górski krajobraz. Bezobjawowy wschód zachmurzonego słońca zdecydowanie nie należy do moich ulubionych. A i na sesję fotograficzną też nie był to najlepszy poranek, więc zwyczajowo strzeliłem kilka fotek, przetarłem wewnętrzną i zewnętrzną wilgoć na powłoce namiotu, poczekałem, by wiatr osuszył resztę, po czym zabrałem się do klarowania majdanu. Na śniadanie zaś miałem przygotowaną sporą podwójną pajdę świetnego chleba z plastrem żółtego sera. Aromatyczna herbata z mojej wieloskładnikowej mieszanki, była chłodna, lecz i tak znacznie powyżej średniej smakowej :-)
 |
| Mgły na Słowacji... |
 |
| Mgły w Polsce... |
 |
| Velky Lipnik i część szlaku |
 |
| Zwijam majdan |
 |
| Śniadanie :-) |
Rozglądając się, wypatrzyłem szkolną wycieczkę zmierzającą ku mojej lokalizacji. Po chwili grupa młodzieży rozsiadła się po dostępnych ławkach i słupkach, jakby zaliczyli co dopiero długi marsz z wyczerpującą wspinaczką. Mimo obecności wychowawców, ich język nosił znamiona raczej podwórkowego niż szkolnego, a może to był język polski w wersji poszerzonej z elementami łaciny, tej chyba nieznanej Horacemu...
 |
| Nasi następcy... |
Wkrótce po moim namiocie pozostał jaśniejszy ślad suchej trawy, bez innych dowodów bytności. Obrałem kierunek ku zachodowi, gdzie w okolicach Trzech Koron wcześniejsze mgły zniknęły bez śladu. Doszedłem do żółtej strzałki i opuszczając tereny Rzeczpospolitej, skierowałem się ku południowi, gdzie dla mnie rozciągała się terra incognita.
 |
| Puste miejsce po namiocie |
 |
| Opadły mgły i miasto ze snu się budzi... |
 |
| Początek dzisiejszej wędrówki |
Słowackie Pieniny urzekły mnie swoją łagodnością, harmonią i bezludnością. Nawet nie zauwałyłem kiedy zszedłem ze szlaku, bo i tak ledwie zaznaczone polne drogi prowadziły mnie ku położonej w dolinie osadzie. To nawet nie było błądzenie, a nieświadomy wybór alternatywnej trasy :-)
 |
| Oaza spokoju |
 |
| To piękna zabudowa mojego miasta, bez miasta... :-) |
Velky Lipnik kojarzy mi się z krystalicznie czystego tonu kościelnego dzwonu, który przed dziesięciu laty słyszałem z zasnutej chmurami doliny. Liczyłem, że i dzisiaj jego dźwięk dobiegnie do moich uszu.
Lipnik był niewielką wioską skupioną przy głównej drodze. Dominowały tu głównie starsze zabudowania, co dodawało mu spokoju, gdyż i drogą z rzadka przejeżdżały nieliczne pojazdy.
 |
| Velky...? |
 |
| Ja - w prawo |
 |
| Na deszcz albo i na noc ;-) |
 |
| Cicho i spokojnie |
Szlak na Veterny Vrch prowadził obok Kościoła p.w. św. Michała Archanioła. Polna droga wspinała się łagodnie ku górze, doprowadzając do granicy lasu. Stąd rozpościerała się piękna, szeroka panorama z dobrze widocznym miejscem mojego ostatniego noclegu. Pobliska połoga polana z rzadka ozdobiona dumnymi drzewami, emanowała niczym niezmąconym spokojem. Akurat wtedy uderzył dzwon, pięknie wybrzmiewając w szerokiej dolinie. Gdy wybrzmiał, spojrzałem ku zalesionemu górskiemu grzbietowi i ruszyłem na jego podbój.
 |
| Kościół p.w. św. Michała Archanioła |
 |
| Panorama znad Velkego Lipnika |
 |
| Polana trzech drzew ;-) |
 |
| Do celu coraz bliżej |
 |
| Szlak i droga prowadzą |
 |
| Z oznakowaniem nie ma problemu |
Podejście prowadziło teraz przez gęsty las, z rzadka tylko pozwalający zerknąć na dalsze okolice. Na szlaku żywego ducha, a o bytności człowieka informowały ambona, krzyż, znaki na drzewach i sama leśna droga.
 |
| Czasem otwiera się mały przezior |
 |
| Tym grzbietem będę wracać |
 |
| Przy krzyżu w lewo |
Wreszcie dotarłem do skrzyżowania szlaków pod samym szczytem. Można tu dojść z kilku kierunków, co daje pewne możliwości zaplanowania marszruty. Potwierdziłem kierunek pętli i stromym, acz krótkim podejściem osiągnąłem wierzchołek Veternego Vrchu.
 |
| Szlaki schodzą się pod samym szczytem |
 |
| Ostatnie metry do wierzchołka |
Na szczyt przybyłem na kilka minut przed pojawieniem się siedmiu kobiet z pobliskich Rużbachów. Szybko zawiązaliśmy górską przyjaźń Polsko - Słowacką. Był też czas na małe co-nieco. Ja zaś po zapoznaniu się wcześniej z dostępnymi w sieci opisami i zdjęciami skonstatowałem, że niskie jeszcze tak niedawno drzewa, przesłaniają widoki na kierunku północnym, z którego właśnie przybyłem. Ale i Tatry - choć dumnie prezentujące się w nieodległej perspektywie - nakryte chmurami i przesłonięte mgiełką, jakoś nie chciały pokazać się w pełnej krasie. Ale bliższe Pieniny z ikonicznymi Trzema Koronami, pozwalały na określenie innych znanych pasm górskich, jak też i tych nieco dalszych, ale nadal rozpoznawalnych.
 |
| Na szczycie |
 |
| Drugie śniadanie :-) |
 |
| A gdzie siódma pani...? |
 |
| Panorama od Tatr po Pieniny |
 |
| Trzy Korony w pełnej krasie |
 |
| Dalej na północny wschód przesłaniają drzewa. |
 |
| Jeszcze jedno pano |
Dobrym patentem spotykanym w słowackich górach, jest tarcza wskazująca poszczególne szczyty i dookólne pasma. Kto nie identyfikuje sam, ma świetną pomoc obserwacyjną. A i przy okazji można wypatrzyć cel na kolejną wędrówkę... :-)
Ostatni rzut okiem na Tatry, a przy zejściu ze szczytu, na Wysoką w Pieninach, okoloną szerokim grzbietem Beskidu Sądeckiego.
 |
| Typowy stolik z oznaczeniami okolicznych gór i szczytów |
 |
| Tatry pod chmurami |
 |
| Spomiędzy drzew - Wysoka z grzbietem pasma Radziejowej |
Sama nawigacja jak i okolica przez którą wędrowałem, zasługują na pochwałę. Oznaczenia prowadzą niezawodnie, a malownicze otwarcia potwierdzają trafność projektowanej trasy. Gdy przemierzyłem rozległą Polanę, na rozstaju szlaków spojrzałem na panie sunące przez zieleń hali nieco dalej za mną. Tu już nasze drogi się rozchodzą w przeciwnych kierunkach, ja też zmieniam kolor znaków prowadzących w dół do przełęczy.
 |
| Wzorowe oznakowanie trasy |
 |
| Na Polane |
 |
| Koleżanki z Veternego :-) |
Nadal słonecznie i przyjemnie. Przy ścieżce masowo rośnie Dziewięćsił Bezłodygowy, tak charakterystyczny dla górskich okolic. Idzie się przyjemnie, bo głównie w dół, choć czasem trzeba lekkim podejściem zdobyć niższe mijane szczyty. Tuż obok leśnej drożyny na dźwięk moich kroków w zaroślach zrywa się coś większego, oddalając się w głąb lasu. To jedyne zaoczne spotkanie ze zwierzyną w dniu dzisiejszym.
 |
| Dziewięćsił Bezłodygowy |
 |
| I jeszcze góra na zejściu |
 |
| Tu coś przede mną uciekało... |
A na szlaku kolejna malownicza polana, z małym bungalowem przycupniętym przy ścianie lasu. Zaiste, piękna okolica do jakże sielskiego wypoczynku, ale niedostępna dla ogółu.
 |
| Polana pod Łysiną |
 |
| Bungalow na skraju polany |
 |
| Czego trzeba więcej... |
Jeszcze chwila leśną ścieżką, która wyprowadza na rozległe łąki zaścielające dolinę, przeciętą asfaltową wstęgą drogi. To już przełęcz Strananske Sedlo, za którą czeka mnie podejście na Wysoką. Jest i wąska ławeczka, to zasiadam na namiastkę obiadu - ostatni kromal z serem żółtym :-) Nie ma tego za wiele, ale moja maksyma mówiąca że lekki żołądek ciągnie do kolacji, pozwala uznać słuszność takiego rozumowania. Na pewno nie będę cierpieć z przejedzenia :-)
 |
| Schodzę do malowniczej doliny |
 |
| Wysoka już tam na mnie czeka... |
 |
| Skoro siodło, to może usiądę... |
 |
| ...na trzecie śniadanie, bo to raczej nie obiad :-) |
Podchodzę, mijając piękne szafrany. Teraz już wiem, skąd zaczerpnęła swą nazwę pobliska Szafranówka. Pełno ich na łące, za którą pojawia się kolejna z ławeczką pod rozłożystymi konarami starego drzewa. Trochę z gorąca, trochę z trudów podejścia, a trochę dla pięknych widoków zasiadam na chwilę kontemplacji. Moje wyliczenie czasu do celu zdaje się na to pozwalać, ale jak się później okaże, obliczenia są zbyt optymistyczne...
 |
| Szafranek i pajączek |
 |
| Jest ich cała łąka |
 |
| Ławeczka z widokiem |
 |
| Widok z ławeczki |
 |
| A może by tak gdzieś tam w dal...? |
Po krótkiej posiadówce ruszam dalej. Droga prowadzi przez ciemniejący odcinek leśny, by wyjść niebawem na kolejną polanę. Powinienem przejść ją do przeciwległego krańca, ale widzę drogę prowadzącą w połowie pod górę. Szlak co prawda prowadził do granicy, a dalej do Obidzy, ale zanim tam dotrę, postanowilem wejść jeszcze na Wysoką. Skoro mijam ją o rzut beretem, to chyba warto... Obliczam czas i nadal mam przeświadczenie, że na nocleg zdążę przed zachodem słońca. Zatem - na Wysoką.
 |
| Leśny korytarz świateł i cieni |
 |
| Przez porębę na skróty |
Po przejściu przez porębę trafiam na grzbiet, którym prowadzi droga graniczna. Widać słupki graniczne, oznakowanie słowackiego szlaku i piękną aleję bukową, której z przyjemnością się przyglądam.
Po kilkudziesięciu metrach droga przechodzi w ścieżkę i wydeptaną trasą pnie się coraz stromiej pod górę. Jakoś mi to nie bardo pasuje, ale widzę wyraźnie uczęszczaną perć, więc pnę się pod górę, momentami pomagając sobie rękami na stromiźnie. Kiedy jednak staję u podstawy skały formującej szczyt Wysokiej, zastanawiam się, którędy dalej. Wypatruję ledwie widoczną ścieżynę po prawej, czyli od polskiej strony i z uwagą okrężnie trawersuję skaliste zbocze. Po kilku minutach dochodzę do szlaku, którym ludzie wychodzą i schodzą po metalowych schodkach pod samym szczytem. Oddycham z ulgą i już spokojnie pakuję się między barierki na szczycie Wysokiej.
 |
| Piękna aleja bukowa |
 |
| Początek niezłej rzeźni... |
 |
| Niewidoczny trawers |
 |
| Ufff... |
Jest już późnawe popołudnie, więc robię kilka fotek, zamieniam dwa zdania z zdobywcami góry, po czym schodzę. Poniżej drabinek widzę żółtą strzałkę kierującą tam, skąd przed chwilą przyszedłem. Uśmiecham się tylko do siebie i schodzę oficjalnym znakowanym szlakiem do siodła, gdzie przyjmuję kierunek na Obidzę. Kiedy widzę napis "Obidza 3h", budzi się moja świadomość przeszacowania czasu. Odtąd prowadzą mnie niebieskie znaki po znanej trasie, a nogi pracują energiczniej.
 |
| I jak tu nie chodzić w góry... :-) |
 |
| Dopiero co tam byłem |
 |
| Veterny już w oddali |
 |
| Oj, ślisko, ale poręcze się przydały |
 |
| Co? Jeszcze trzy godziny? |
 |
| Puszcza pienińska ;-) |
Wychodzę z lasu i rozpoznaję teren. Dolina częściowo zacieniona, częściowo skąpana promieniami nisko wiszącego słońca, prezentuje się malowniczo. Coraz mniej czasu poświęcam na podziwianie okolicy, by jeszcze przed czerniami nocy rozbić namiot. Dochodzę do miejsca gdzie doprowadziłyby mnie znaki słowackie, gdybym nie odbijał na Wysoką. Niewiele dalej ktoś zgubił śpiwór, a ktoś inny zawiesił zgubę na słupku. Oj, nad troczeniem trzeba będzie popracować...
 |
| Tylko patrzeć i podziwiać |
 |
| Ty bym wyszedł nie wchodząc na Wysoką |
 |
| Biuro Rzeczy Znalezionych ;-) |
Przede mną Wartisko i fragment lasu, za którym otwiera się przepiękny widok na Przełęcz Rozdziela. To jeden z najpiękniejszych odcinków szlaku po polskiej stronie w dniu dzisiejszym. Na dodatek rozpoczyna się zachód słońca, które ma już niewiele czasu na dotknięcie horyzontu. Cała połać przełęczy o tej porze jest urzekająca, a ja się zastanawiam, czy nie zostać tu w górnej części na noc. Miałbym super miejscówkę do podziwiania zachodu i nie musiałbym się już spieszyć. Nie mam jednak już wody, choć pewnie znalazłbym w pobliżu źródła Potoku Brzysztańskiego. Ale plan należy wykonać, a zachód słońca? Cóż, nie ostatni, choć zapowiada się fantastycznie. Napieram, co jakiś czas strzelając kolejne foty.
 |
| Pod Watriskiem |
 |
| Robi się późnawo... |
 |
| Żebym się nie spieszył... |
 |
| Ostatnie światła, mroczne cienie... |
 |
| Trzy sekundy na kompozycję kadru |
 |
| Owieczki schodzą do koszar |
 |
| Drzewiszcze :-) |
 |
| Końcówka dnia... |
 |
| ...a ja muszę iść dalej |
Zachód słońca miga mi gdzieś w prześwitach drzew. Cierpię, że nie mogę go spokojnie kontemplować i obfotografować. Ale nic to.
 |
| ...a potem wyłączyli światło. |
Świat jest jeszcze oświetlony resztkami wieczornej poświaty, ale to nie warunki dla mojego aparatu. Ostatnie pół godziny pokonuję przy czołówce z takim rozpędem, że Przełęcz Obidza mijam, nie spoglądając na szlakowskaz zatopiony w ciemnościach. Dopiero po krótkiej chwili uświadamiam sobie pomyłkę i wracam. Jest już całkiem ciemno, ale jest droga, są domy i już wiem gdzie jestem.
Zachodzę do Bacówki na Obidzy, gdzie panie na dzisiaj kończą już dzialalność bufetu, ale pozwalają mi wejść. Proszę o wrzątek i dostaję do pełna. Będzie kolacja, będzie obfite nawodnienie. Pytam jeszcze czy jutro będę mógł zajrzeć po zapas wody na dzień i dostaję pozytywne zapewnienie. Zapowiadam się więc na poranek i żegnam z miłymi i uczynnymi dziewczynami. Jeszcze tylko znaleźć dobre miejsce w pobliżu i można kimać.
* * *
20.09.2025.
...I można kimać... Pomyślałby kto...
Padłem co prawda standardowo, acz nie od razu, bo zmęczone nogi jakoś nie chciały spać. Ale kiedy już zasnąłem, po niedługiej zapewne chwili - bo nie sprawdziłem godziny - wyrwał mnie z objęć Morfeusza bliski i głośny ryk. Bać się nie było czego, bo to badylowe bydle, czyli jeleń na rykowisku. Tylko dlaczego wyszedł na koncert dwadzieścia metrów od mojej sypialni ?!? Żebyż to jeszcze ryknął kilka razy i poszedł szukać swojego haremu gdzieś dalej, ale nie! Darł tak chrapy całą mocą swojej japy przez dobre dwie godziny. Wreszcie zawinął gdzieś pod las i już dało się wytrzymać, a nawet zasnąłem.
O szóstej zadzwonił budzik, radośnie obwieszczając zbliżający się czas wschodu słońca. Cóż było robić... Wychyliłem się ku wschodowi i stwierdziłem, że wyśpię się w domu...
Brzask pokazał się należycie. Gęste mgły w dolinach, a na dalszych górskich grzbietach zwały chmur. A po chwili nad tymi zwałami świt nastał jaskrawy, z oślepiającymi promieniami słonecznymi, jakby wycelowanymi wprost we mnie i mój aparat. Strzeliłem kilka fot - nie, nie jeleni ;-) - po czym wymyśliłem, że skoro już wstałem i się rozbudziłem, to można powoli się zwijać.
 |
| Wstawać - nie wstawać...? |
 |
| Wstawać! |
 |
| ...i wstało :-) |
 |
| U mnie już słonecznie i dlatego lubię kimać wysoko |
Na śniadanie została ostatnia dwupajdowa kanapka z Goudą i resztka herbaty z kolacji. Pomyślałem, że pójdę do Bacówki i poproszę o wodę lub lepiej o wrzątek do śniadania, ale tam się okazało, że otwierają dopiero o 9:30. Że też wczoraj tego nie ustaliłem... Miłym paniom z wczoraj raz jeszcze tą drogą bardzo dziękuję za dobre przyjęcie, choć liczyłem, że uśmiechnę się jeszcze i dzisiaj. No cóż - trzeba się stosować do okoliczności. Kanapkę wtrząchnąłem, popiłem oszczędnie i jakby nie poczułem niedosytu. Do schroniska na Przehybie spokojnie wystarczy, zwłaszcza przy moim trybie nawadniania się.
 |
| Minimalizm śniadaniowy |
 |
| Tu byłem, tu byłem... ...tam jeszcze nie byłem! |
 |
| Miejsce z gatunku przyjaznych :-) |
 |
| Słoneczny grzebień :-) |
 |
| A Johnnego jeszcze nie ma... |
 |
| Mogłoby wyszczuplać! |
Wczoraj w nocy nie przyjrzałem się wiatom rowerowym, a dzisiaj okazało się, że jest przy nich stacja ładowania rowerów elektrycznych! No, tego bym się akurat tutaj nie spodziewał. A z gniazdka sieciowego można naładować całą resztę.
 |
| Wiaty rowerowe |
Dzisiaj błądzenia już nie przewiduję. Jest jasno, ciepło i przyjemnie, choć jak dla mnie - nieco wcześnie. A wczorajszy minimalizm poruszania się przy pięciu lumenach, dał mi do myślenia.
 |
| Wracam na szlak |
 |
| Chyba nie budują tu ronda! |
Nieco powyżej przełęczy w pięknej ekspozycji pokazały się Tatry, Trzeba było na to czekać dwa dni, ale wreszcie odsłoniły się, pozostawiając przed sobą symboliczną zaledwie mgiełkę.
 |
| Wreszcie się pokazały! |
Łąka obserwacyjna zaś skrzyła się łzami porannej rosy, niczym perły błyszczącej w porannym słońcu. Barwy jesieni zaczęły już konkurować z zielenią lata, nasycone świeżością wilgoci. A ja nie musiałem skracać czasu obserwacji.
 |
| Łąka Jubilera ;-) |
Do skrzyżowania szlaków pod Wielkim Rogaczem nie było daleko. Za Litawcową niebieskie znaki odbijały w lewo, co pewnie niejedna osoba mogłaby przeoczyć. Spokojne podejście wąską leśną dróżką pięło się do Małego Rogacza, by po kilku minutach zejść się z czerwonym szlakiem. Tu Główny Szlak Beskidzki znany mi z dwukrotnego przejścia spotykał się z początkiem niebieskiego szlaku, znanego mi z jednokrotnego przejścia :-)
 |
| Kolejna zdobycz górska |
 |
| Na prawo patrz! |
 |
| Ciągle pod górę... |
 |
| Chudy, ale byk! ;-) |
 |
| Najczęściej odwiedzane przeze mnie miejsce w okolicy |
 |
| Już niedaleko |
Skrzyżowanie jest pod Wielkim Rogaczem... Zatem może by zaliczyć i ten szczyt...? Gdy zastanawialem się jakby tam dojść, wypatrzyłem znaki na drzewach i ścieżkę prowadzącą krótko do znaku. Na mapie też widziałem ścieżkę od szczytu dochodzącą zbieżnie do czerwonego szlaku na kierunku zachodnim. Niestety, mimo lawirowania na jedną i drugą stronę grzbietu i kilku prób odnalezienia ścieżki, nawet śladu ludzkiej stopy nie znalazłem. Same tylko złomy zasuszonych i poprzewracanych pni. Doszedłem więc w dół do szlaku i dalej już poruszałem się za czerownymi znakami.
 |
| Przy okazji dorzuciłem kolejną zdobycz |
 |
| Ścieżki skrótowej na zachód nie znalazłem |
 |
| Okoprzyciągacz ;-) |
 |
| Coś czuję, że będzie pod górę... |
 |
| Skoro na górę, to znaczy, że pod górę ;-) |
Znając czerwony szlak, mogłem z Obidzy pójść inną trasą, jednak nie miałem okazji nawiedzić nowej wieży na Radziejowej. Tym samym celem pośrednim stał się najwyższy szczyt pasma Beskidu Sądeckiego.
Na wieży są tablice z panoramą szczytów. Patrząc w kierunku moich stron, wypatrzyłem bodaj bewną nieścisłość. Oto linia wskazująca na Dzielec nie powinna schodzić tak nisko na wschodnie zbocze Łyżki, a oznaczać nieco wyższy i dalszy grzbiet, ciągnący się od Łososiny Górnej przez Dzielec właśnie, Groń i Sarczyn do siodła pod Sałaszem. Co więcej, na tablicy oznaczono wysokość Dzielca na 682 metry, a ten w opisywanym przeze mnie grzbiecie liczy 628 metrów. Czeski błąd w liczbie, czy może jest jeszcze inny Dzielec, o którym nie wiem. Choć jest, ale jeszcze niższy, gdzieś po trasie.
 |
| Wędrówka może nie była dziejowa, ale Radziejowa :-) |
 |
| Lektura w górach |
 |
| Ten Dzielec coś mi się tu podwójnie nie zgadzał... |
Widoki z wieży, to dla mnie bogactwo szczegółów, zwłaszcza dla oka uzbrojonego w dobrą optykę. Zabrałem lornetkę 8x20, by właśnie identyfikować widzialne elementy krajobrazu, którego obfitość roztaczała się dookólnym widnokręgiem. Wiele z tych rozpoznawanych wierzchołków zdobyłem, tym łatwiej było je zidentyfikować. Niewiele do zdobycia zostało, ale głównie dlatego, że nie na każdą górę mnie ciągnie, a dość sporo zdobywałem kilkakrotnie. Ale gdzie nie wszedłem, to przynajmniej z bliska lub z daleka widziałem :-)
 |
| No tak, Tatry dopiero co widzałem... |
 |
| Pilsko, Babia i bliższe przyległości |
 |
| Gdzieś tam za górami, za lasami mieszka krasnal Yatzek :-) |
 |
| Ćwilin i Mogielica na horyzoncie |
 |
| Tam też jakby moje strony |
Na wieży spotkałem Małgorzatę, która weszła kilka minut po mnie. Przynajmniej zdążyłem obfotografować okolice. bo gdy zaczęliśmy pogawędkę, to tematy górskie dość mocno nas pochłonęły. A że mieliśmy podobny kierunek marszu, to to konwersowaliśmy do schroniska na Przehybie, gdzie zasiedliśmy na kawę z szarlotką i dalsze okołogórskie pogaduszki.
 |
| Jest gdzie iść, jechać i szusować |
 |
| Schronisko i przekaźnik pod Przehybą |
 |
| Ławka zdecydowanie nie na mój rozmiar |
 |
| Schroniskowy taras... |
 |
| ...i widoki z niego |
 |
| Przehyba jest też blisko Nieba |
Z Przehyby trzeba było już tylko hybać na dół, choć szlak zielony momentami wyhaczał pomniejsze górki po drodze - jak to w górach. A w dolinie - jak to w dolinie... Czas jakoś inaczej płynie... A tym samym każdy udał się w swoją stronę.
 |
| Niny to samo, a jednak nie to samo. |
 |
| Fajnie jest schodzić w dół i zdobywać góry :-) |
 |
| Lasy, Pieniny, Magura i Tatry |
 |
| Na ostatniej prostej |
 |
| I tak powoli pętla się zamyka |
Pieniny, Magura Spiska i Beskid Sądecki. Piękna pętla z nowym szczytem i kolejnymi szlakami. Połowa dobrze znana, połowa cudownie poznawana i podnosząca apetyt na więcej.
W Polsce już dość gęsto stawiałem swe stopy na rozlicznych szlakach i górach. Zaś Słowacja - tak rzadko przeze mnie odwiedzana, tym razem zaowocowała mocną zachętą i wielością miejsc, szlaków i gór, z których niektóre już wchodzą do wstępnego planowania. A internet jest tu bogactwem wiedzy, więc trzeba planować bez zbytniego przeglądania zdjęć, by własnymi oczami odkrywać piękno nieznanych gór i szlaków.
A tymczasem podsumowanie na mapce ze statystyką, on-line i lista sprzętowa :-)
Lista sprzętowa uszeregowana według wagi wyposażenia. Wliczony sprzęt fotograficzny.
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz