Miałem temat górski do omówienia na Podhalu. Temat bardzo górski i bardzo ambitny, lecz jeszcze za wcześnie by o nim pisać, bo nie wiadomo czy i jak się rozwinie.
Skoro więc wylądowałem na Podhalu, to postanowiłem zajrzeć w miejsca znane i nieznane, głównie z racji pięknej jesieni i może wybrać się na jakąś małą trasę.
Pierwszego dnia dysponowałem zaledwie wolnym popołudniem, więc padło na Łapszankę. Ta malownicza miejscówka na Spiszu, uznawana za jeden z lepszych punktów widokowych na Tatry, była mi znana choćby z przejścia szlaku Kacwin - Brzeźnica w czerwcu 2022 roku. Z pełnym przekonaniem mogę potwierdzić - Tatry z Łapszanki prezentują się okazale, a piękne kolory jesieni i słoneczna pogoda, przyciągnęły to sporo fotografów, jak i innych obserwatorów. A że jest to jedna z lokalizacji związanych z moim planem górskim, to wybór miał podwójne uzasadnienie.
Przy okazji spotkałem się z człowiekiem, który był jedną czterech z osób, które schroniły się niespełna sześćdziesiąt lat temu przed burzą do przydrożnej kapliczki. Niestety, kiedy uderzył w nią piorun, jeden z nich nie przeżył, zginąwszy na miejscu. Mój rozmówca z innymi został odrzucony na zewnątrz i stracił przytomność, jednak nie odniósł poważniejszych obrażeń. Wydarzenie to upamiętnia tabliczka na krzyżu przy kapliczce.
 |
| Panorama Tatr Bielskich i Wysokich |
Drugi dzień miałem już wolny w całości. Plan obejmował kolejne lokalizacje planu górskiego, ale jak to czasem u mnie bywa, spontan przejął kontrolę nad skrupulatnie zaplanowaną marszrutą. Nie chciało mi się iść na długą trasę ze sporym przewyższeniem, a ostatecznie zrobiłem dłuższą, a i przewyższenie też było nieco większe. Przejeżdżając bowiem od Chochołowa przez Witów, nie zatrzymałem się w punkcie planowanego startu, a pojechałem jeszcze dalej. Mijając dolinę Chochołowską, a następnie i Kościeliską, plan uległ niejako samoistnej modyfikacji. Z Kościeliską miałem za młodu kilka razy do czynienia, zaś Chochołowską odkładałem na nieokreśloną przyszłość.
Znalazłem darmowy parking, po czym ruszyłem w poszukiwaniu trasy. Gdy pomiędzy wspomnianymi dolinami natknąłem się na zielone znaki, dotarłem do wejścia do Doliny Lejowej. Tym samym zielone znaki zamieniłem na żółte i ruszyłem przed siebie.
Dolina Lejowa ma swoje uroki, a jednym z nich jest nikły ruch na trasie, a jesienią niemal zerowy. Kolejnym plusem jest możliwość przeskoczenia na Ścieżkę Nad Reglami i dojścia do Doliny Kościeliskiej, bądź w przeciwnym kierunku do Doliny Chochołowskiej. A skoro czasu wystarczy, to można odwiedzić schronisko na Chochołowskiej i wrócić, po części tą samą trasą.
Wszystko wskazywało na możliwość pokonania całej trasy poniżej granicy śniegu, którego na szczytach i gdzieś tak od 1500 metrów było miejscami sporo. Jedynie błotniste odcinki momentami obniżały komfort przejścia, ale na szczęście nie było ich zbyt wiele. Tym samym przejście przez Lejową, podejście czarnym Szlakiem do Chochołowskiej, odwiedzenie schroniska i powrót do końca doliny i do miejsca startu, zamknęły się w obrębie całego dnia do zmroku. Trasa na mapce pod zdjęciami.
 |
| Przy Dolinie Kościeliskiej |
 |
| Jest szlak! |
 |
| Wejście do Doliny Lejowej |
 |
| Trzeba było sięgnąć po kije... |
 |
| Jedyne ślady śniegu na szlaku |
 |
| Przełęcz na horyzoncie |
 |
| No i wdrapałem się na 1322m :-) |
 |
| Kiedyś stał tutaj szałas |
 |
| Dźwiedź? Niedźwiedź! A może dźwiedź...? |
 |
| Z przodu gumioki, z tyłu żeleźnioki |
 |
| Schronisko w Dolinie Chochołowskiej |
 |
| Czekając na Godota ;-) |
 |
| Głowa poszła dalej, czapka została... |
 |
| Klientów na powrót nie było... |
 |
| "Nasi tu byli", z cyklu "atrakcje w górach"... |
 |
| Mruczek na przyzbie starej chaty. Zdjęcie sprzed pół wieku, czy z wczoraj... |
 |
| Oscypek - smaczny i skrzypiący w zębach |
 |
| U wylotu Doliny Chochołowskiej |
 |
| Piękne, klasyczne góralskie budownictwo |
 |
| Dzień wykorzystany do końca |
Trzeci dzień okazał się dniem powrotu. Pogoda była deszczowa do przedpołudnia, a i nocny obfity deszcz nie wróżył dobrych warunków na szlakach. Z żalem spoglądałem na szczyty spowite gęstymi mgłami i kłębiącymi zwałami chmur, więc przyjąłem kierunek przeciwny do wczorajszego.
Nie był to jednak klasyczny wypad w góry, a te były zaledwie dodatkiem do większego zamierzenia na przyszłość. Jeśli się powiedzie, będę w okolicach Tatr częściej, a tymczasem projekt o kryptonimie TRT nabiera konkretnych kształtów w zakresie planowania i oby wszedł do fazy realizacji. Oby... :-)
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz