GSB - Dzień czwarty - 18 czerwca 2012.
Przebudzenie po godzinie 6:00 popchnęło mnie do okna, za którym mglisty poranek z bezchmurnym niebem zapowiadał piękną pogodę.
Trasa: Schronisko na Hali Rysianka (1322) - Trzy Kopce (1216) - Schronisko na Hali Miziowej (1330) - Przełęcz Glinne (809) - Beskid Korbielowski (954) - Jaworzyna (1047) - Mędralowa (1169).
Przebudzenie po godzinie 6:00 popchnęło mnie do okna, za którym mglisty poranek z bezchmurnym niebem zapowiadał piękną pogodę.
Oczywiście tak wczesna pora to dobry pomysł na poranną
drzemkę, tak więc zacząłem się zbierać jak zwykle dość późno.
Założyłem na ten dzień skarpety Fjord Nansen Hike, które
dostałem do testów. Wyglądały na dość cienkie, więc nie wietrzyłem w nich
nadmiernego komfortu na całodzienną wędrówkę z pełnym plecakiem. Spisały się
jednak bez zarzutu.
Wreszcie koło dziesiątej, po porannej jajecznicy,
zatankowałem pitną kranówą bukłak z dodatkiem Litorsalu i Magnezu, wrzuciłem
plecor na grzbiet i pomaszerowałem za dobrze znanymi czerwonymi znakami.
Pozostawiłem za sobą gościnne schronisko z przyjaznymi
gospodarzami, - miejsce zaprawdę godne polecenia :-)
Idąc wzdłuż dawnego pasa granicznego, napawałem oczy pełnią
przyrody i bezludnością szlaku. Mijałem hale, przełęcze, minąłem pobliskie
Pilsko.
Dwie bacówki na szlaku dodawały bezludnemu krajobrazowi
pierwiastek nienahalnej ingerencji człowieka w naturę.
Na Hali Miziowej rozsiadło się majestatycznie nowe
schronisko, a raczej hotel górski, sąsiadujące z starymi zabudowaniami
schroniska, goprówką i instalacjami wyciągu.
Schronisko na Miziowej minąłem z marszu. Opieczętowałem się
jedynie i bez zdejmowania plecaka zrobiłem na zewnątrz przerwę na batonik.
Ogromna bryła okazałego schroniska wchodziła w dysonans z moim pojmowaniem gór,
szybko zatem ruszyłem w dół.
Kamienisty szlak czesto zmieniał kierunek, więc trzeba było
uważnie śledzić oznaczenia, by nie wejść na dziką ścieżkę. Po drodze strumienie
dawały ochłodę i dodawały życia zadumanym drzewom.
Po długim zejściu, wreszcie osiągnąłem Przełęcz Glinne. Tu,
przy dawnym przejściu granicznym ziało pustką.
Opuszczone zabudowania graniczne i takaż stanica pograniczników, sprawiały wrażenie opuszczonej lokalizacji. Jedynie dwa kantory, WC i kiosk z przysmakami, ożywiały i tak senną polanę.
Opuszczone zabudowania graniczne i takaż stanica pograniczników, sprawiały wrażenie opuszczonej lokalizacji. Jedynie dwa kantory, WC i kiosk z przysmakami, ożywiały i tak senną polanę.
Skoro kiosk, to zatankowałem kolejnego Tymbarka i zagryzłem
kabanosami, na deser dobijając batonem, po czym wraz z moim niezawodnym
plecakiem, ruszyłem na kolejny etap wędrówki.
Tym razem miałem zamiar przez Głuchaczki dojść do
Mędralowej, gdzie miałem zanocować w poleconej przez gospodarza Rysianki,
kolibie obok źródełka.
Po drodze spotykałem pojedyncze zabudowania. Jedne sezonowe
niezamieszkane, inne tubylczych gospodarzy, a także pozostałości po dawnych
mieszkańcach okolicy.
Wypatrywałem także bazy studenckiej w Głuchaczkach, ale
jakoś nie wpadła mi w oczy...
Uważnie wypatrując czerwonych znaków, dotarłem wreszcie na
rozległą polanę, gdzie na łagodnym północnym stoku, istotnie przycupnęła koliba
obok źródełka z krystaliczną wodą.
Dla mnie były to wystarczające warunki, rzekłbym nawet –
wymarzone, mimo, a może poprzez surowość warunków. Czułem się tu o niebo
lepiej, niż przy schronisku – molochu na Miziowej, czy nazajutrz na Markowych
Szczawinach...
Niedługo po moim przybyciu, gdy zacząłem się już urządzać w
kolibie, przybyła jedna dziewczyna i dwóch mężczyzn. Byli to Słowacy, bardzo
sympatyczni, z którymi szybko się zaprzyjaźniłem.
Wspieraliśmy się w górskim duchu, wspierając się przy przygotowywaniu kolacji.
Wspieraliśmy się w górskim duchu, wspierając się przy przygotowywaniu kolacji.
Przy ognisku podziwialiśmy malowniczy zachód słońca, by po
północy ułożyć się do snu.
>> Dzień piąty --> Mędralowa - Hala Krupowa >>
-
>> Dzień piąty --> Mędralowa - Hala Krupowa >>
-







































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz