Trasa: Mędralowa (1169) - Przełęcz Jałowiecka (1017) - Hala Czarnego (1115) - Schronisko na Markowych Szczawinach (1180) - Przełęcz Brona (1499) - Babia Góra (Diablak) (1725) - Sokolica (1367) - Przełęcz Lipnicka (Krowiarki) (1012) - Cyl Hali Śmietanowej (1298) - Polica (1396) - Schronisko na Hali Krupowej (1137).
Ranek zbudził nas świtem, ale dopiero wschód słońca zmobilizował
nas do wyjścia na sesję fotograficzną tego pięknego wydarzenia.
Późnym rankiem, po śniadaniu, trzeba było myśleć o wyruszeniu w dalszą drogę. Słowacy zamierzali osiągnąć Babią Górę przez wierzchołek Małej Babiej, ja zaś jako ortodoks, zamierzałem twardo trzymać się czerwonych znaków, także prowadzących na Diablaka.
Pół godziny później sam z żalem opuściłem to klimatyczne
miejsce, pozostawiając kolibę czystą i nietkniętą.
Jedynie w przedsionku przybyła dodatkowa butelka po „grusce”, którą Słowacy przy moim skromnym wsparciu osuszyli ;-)
Jedynie w przedsionku przybyła dodatkowa butelka po „grusce”, którą Słowacy przy moim skromnym wsparciu osuszyli ;-)
Schodząc w dół, natknąłem się na lądownik Apollo z
kołnierzem dokującym dla stacji Sojuz :-) Jakby ktoś miał kontakt z dowództwem
NASA, proszę powiadomić ;-)
Przełęczami, stokami, ścieżkami, przez polany i mijając
strumienie i źródła wody pitnej, dotarłem do kolejnego przykładu „radosnego
budownictwa górskiego” – Schroniska PTTK na Markowych Szczawinach.
Obiłem się, napoiłem Tymbarkiem, rozplanowałem trasę, po
czym z świadomością przeznaczenia, zaatakowałem podejście na Przełęcz Brona.
Strome stopnie na stromym stoku plus wszechobecne gorąco, mobilizowały do pokornego pokonywania nachylenia.
Zaczynam kolejne, długie i mozolne podejście. Gdy
przewiewają się chmury, widzę przed sobą krechę szlaku pnącego się niemal
pionowo pod górę. To złudzenie optyczne lekko osłabia, ale Babia nie po to uczy
pokory, by jej nie zachować. Pnę się zatem powoli, jednym tempem, obserwując
coraz gęstsze chmury i coraz rzadsze widoki.
Wreszcie dochodzę do miejsca, gdzie kłęby chmur mglistych
liżą zbocze Baby, ciężko i niespiesznie przetaczając się i niosąc nieco
ochłody. Wygląda na to, że moje plany na panoramy z Diablaka – wezmą diabli...!
Momentami się trochę przeciera, ale to nie jest pogoda na
zdjęcia. Jednak nie ma się co rozczulać, - zawsze choćby pamiątkową fotę się
zrobi...
Podchodząc pod sam szczyt, co i rusz mijam dwójki schodzące
w dół, - a to roześmiane dziewczyny które niechcący zaliczyły dupozjazd, a to
dwóch facetów ubranych jak na plażę, a to małżeństwo ostrożnie poruszające się
po podszczytowym gołoborzu.
Przyszli kilka minut przede mną i właśnie raczyli się drugim
śniadaniem. Spotkanie ich sprawiło mi dużą radość, gdyż wychodząc pół godziny
wcześniej i maszerując przez Małą Babią, mieli szansę zejść z góry przed moim
przybyciem. Tymczasem moje tempo było dobre i mimo popasu na Markowych,
doszedłem niewiele później od nich.
Oczywiście nie obyło się przez kolejnych pamiątkowych fotek,
w tym mojej, dokumentującej zdobycie Babiej Góry.
Jednak niebawem z kłębiących się chmur, doszedł daleki
grzmot, a po nim zaczął padać drobny grad. Kolejne grzmoty wprowadziły małe
zamieszanie wśród wszystkich zdobywców Diablaka, co skutkowało szybkim
zbieraniem się do odwrotu.
Jeszcze jedna czy dwie foty i machając do sympatycznych
przyjaciół zza otwartej granicy, pognałem w stronę Gówniaka, gdzie deszcz
zaczął już poważnie straszyć, więc narzuciłem poncho.
Na Sokolicy (1367m.) szlak czerwony był zamknięty.
Jednak z wierności kolorowi znaków i poganiany padającym deszczem, za radą stałego bywalca tych gór, postanowiłem pójść wzdłuż znaków czerwonych. W pobliżu Krowiarek (Przełęcz Lipnicka), ścieżka była remontowana, wzmacniana kamieniami i zabezpieczana drewnianymi krawężnikami. Mimo nieco większego błota, dało się bez problemu przejść.
Jednak z wierności kolorowi znaków i poganiany padającym deszczem, za radą stałego bywalca tych gór, postanowiłem pójść wzdłuż znaków czerwonych. W pobliżu Krowiarek (Przełęcz Lipnicka), ścieżka była remontowana, wzmacniana kamieniami i zabezpieczana drewnianymi krawężnikami. Mimo nieco większego błota, dało się bez problemu przejść.
Na samej Przełęczy Lipnickiej siąpiło nadal, schroniłem się
więc pod obszerny daszek punktu informacyjnego, będącego zarazem sezonową kasą
biletową, Dwóch kolarzy także przeczekiwało tam niepogodę.
Nie chcąc bardziej moknąć, liczyłem się z noclegiem na ławie
pod daszkiem, ale półtorej godziny później deszcz na tyle osłabł, że
postanowiłem ruszyć jednak w stronę schroniska na Hali Krupowej.
Przy niemal zachodzącym słońcu, korzystając z długiego
czerwcowego dnia, późnym wieczorem zaszedłem na Halę Krupową do schroniska.
Pokój w którym zostałem na noc, po rozległych przestrzeniach
za dnia, po zmroku mógł budzić we mnie klaustrofobiczne emocje.
Jednak stylowość i klimatyczność starego schroniska, harmonizowały z moim stanem ducha i nastrojem okolicy.
Wykąpałem się i oprałem, herbatę osłodziłem daktylami robiąc
tym samym zupę daktylową ;-), spojrzałem na mapę pod kątem dnia następnego, po
czym kołysany szumem wiatru szumiącego za oknem, w niezmąconej ciszy
drewnianych ścian, smacznie zasnąłem...
-














































Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń,,pozostawiając kolibę czystą i nietkniętą"
OdpowiedzUsuń,,Jedynie w przedsionku przybyła dodatkowa butelka po „grusce”, którą Słowacy przy moim skromnym wsparciu osuszyli"
a dla kogo tą butelkę zostawiliście??? Kto ma ją za was posprzątać i znieść na dół ??? W ten sposób zaśmieca i niszczy się góry. Wy zostawiliście butelkę, następna osoba uzna, że skoro i tak walają się po kolibie butelki, to można zostawić reklamówkę ze śmieciami. Dlatego szlaki, koliby i bacówki wyglądają tak jak wyglądają.
Butelkę Słowacy postawili obok innych do zdjęcia. Oni tam byli niezależnie ode mnie. Ja nie zostawiłem żadnych śmieci, bo noszę z sobą mały worek na odpadki, których zresztą generuję bardzo niewiele. Czy Słowacy zabrali swoją butelkę, tego już niestety nie wiem...
Usuń