-
13 dzień na GSB – Mochnaczka Niżna – Regetów – 21 km.
13 dzień na GSB – Mochnaczka Niżna – Regetów – 21 km.
GSB II etap - Dzień piąty - 21 czerwca 2013.
Trasa: Mochnaczka Niżna (621) – Izby (549) – Ropki (550) – Hańczowa
(469) – Kozie Żebro (849) – Baza Namiotowa w Regetowie (532).
W Mochnaczce za mostem przy skrzyżowaniu ze sklepem
spożywczym, szlak schodzi w prawo, obok pięknej cerkwi i pnie się na łagodne
wzgórze. Tu rozciągają się tak malownicze widoki, że gdy koleżanka na pierwszy
dzień lata postanowiła uwić sobie wianek, ja kontemplowałem malownicze wzgórza,
z lubością podziwiając piękno nieznanego mi dotąd Beskidu Niskiego.
Nawigując dobrze oznaczonymi drogami, przez łagodne
wzniesienia schodziliśmy w rozległe doliny, z rzadka tylko upstrzone
zabudowaniami, a poznaczone charakterystyczną szachownicą zielonych pól. Tu i
ówdzie po szachownicy pełzły zadrzewione rzadką kreską miedze, bądź nieco
szerzej wdzierały się zagajniki i lasy. Na horyzoncie pojawiały się wzniesienia,
jednak ich wysokość bardziej zachęcała, niż zapowiadała zmęczenie. Jedynie
leżąca po prawej Lackowa, nie będąca na trasie naszej wędrówki, sprawiała
bardziej dostojne wrażenie. Tak przy lekkim wietrzyku, napotykając się co rusz
na przesmaczne poziomki, nieco mokrawą drożyną dotarliśmy do wąskiej wstążki
asfaltu, by polną drogą wśród kwietnych łąk i pól uprawnych, dotrzeć do
pierwszych i zresztą nielicznych zabudowań wsi Izby.
Osada nie zatrzymała nas na dłużej niż wymaga tego zrobienie
kilku zdjęć. Z marszu wzięliśmy przeciwne zbocze, by po minięciu zalesionego
wzgórza, pilnie wyszukując z rzadka pojawiających się znaków, zejść brzegiem
łąki do płynącej w dole rzeczki – Białej.
Tu nastał czas na odpoczynek. Ja ruszyłem dalej w
poszukiwaniu znaków, ale ich nie znalazłem. Fakt faktem, że od rzeczki do
asfaltu wyprowadza jedyna dróżka, ale dalej nie wiadomo – w lewo czy w prawo.
Mapa nakazywała w prawo i tak też poszliśmy asfaltem, natrafiając wkrótce na
szeroką drogę leśną odchodzącą w lewo, przy której odnaleźliśmy znak czerwony.
Po niedawnym odpoczynku nastał czas na posiłek. Może nie dla
wszystkich, ale postój już dla wszystkich.
Dalej szlak prowadził leśną drogą, przed szczytem na chwilę
ją opuszczając, by po powrocie na wzniesieniu znowu zniknąć w lesie bez dalszego
biegu. Poszliśmy więc dalej szeroką drogą w dół, odnajdując szlak za obszernym
zakrętem. Można było więc cały czas trzymać się drogi, unikając poszukiwania
niestarannie oznakowanego przebiegu. Jednak za wspomnianym zakrętem w dół, znaki
jeszcze chwilę prowadziły drogą, by na dobre skierować nas w zarośla,
doprowadzając do ujęcia wody przy strumieniu. Za ujęciem, ścieżka opuszcza las,
prowadząc jego brzegiem w prawo po obwodzie rozległej polany, w dół której
patrząc, można początkowo wśród sosen dostrzec podmurówkę po jakiejś dawnej
budowli – być może cerkwi, a po chwili otwiera się widok na „Rancho w Dolinie”,
czyli domek drewniany z pomniejszymi zabudowaniami, malowniczo ulokowany na
opadającej w stronę Ropek polanie.
Jak napisałem, my polanę obeszliśmy najpierw w prawo, a
później w dół, jednak brak oznaczeń zasugerował nam taką opcję trasy. Po
powrocie sprawdziłem, że szlak prowadzi po wyjściu z lasu za ujęciem wody, od
razu w dół brzegiem polany, a nie tak jak szlak rowerowy – w prawo i w dół. Tym
niemniej za tą malowniczą posiadłością, znaki czerwone się odnalazły, a my
doszliśmy do pierwszych regularnych zabudowań w dolinie, gdzie zresztą przywitał
nas szczekający duży pies, po dobiegnięciu do nas i moim przywitaniu, całkowicie
złagodniały.
Ropki to spokojna osada rozciągnięta przy strumieniu, za
którą ciągnęła się dalej droga w stronę Hańczowej.
Przed Hańczową, tuż przy asfaltowej drodze napotkaliśmy pożar
składu belek, ale w tym odludziu nie przyciągał on niczyjej uwagi… Niebawem więc
osiągnęliśmy drogę prowadzącą z Uścia Gorlickiego do Wysowej, przy której przy
szlaku natrafiliśmy na sklep spożywczy, dzięki czemu po chwili zaopatrzyliśmy
się w małe co-nieco, które pochłonęliśmy przy stoliku wkrótce zamykanego
sklepu.
Z napełnionymi żołądkami i bukłakami pełnymi wody,
przekroczyliśmy wkrótce most na Ropie – doskonale oznakowany, by nawigując
pośród znikających znaków, odnaleźć je na drodze asfaltowej, z której już dobre
oznakowanie wyprowadziło nas leśną drogą na Kozie Żebro.
Schodząc w stronę Regetowa, obserwowaliśmy pilnie czerwone
znaki, by w zapadającym zmroku nie pobłądzić w lesie. Odbijając z wąskiej
ścieżki na szerszą drogę leśną, po chwili zobaczyłem światła dwóch czołówek.
Pozdrowiłem biegnących żartując, że na Kozim Żebrze sklep z piwem już zamknięty
i poszedłem dalej. Jednak Leśna Dusza wykazała więcej spostrzegawczości i
zauważyła, że jeden z nich miał odzież z logo Inov-8 – sponsora Maćka Więcka,
który dzień wcześniej wystartował w Bieszczadach, by biegnąc, pokonać cały
Główny Szlak Beskidzki w cztery dni. Krzyknąłem więc za oddalającymi się
biegaczami „Więcek?” W odpowiedzi usłyszałem „tak!” Podbiegłem, zamieniliśmy
kilka słów, zrobiłem zdjęcie, choć autofokus w nocy niezbyt precyzyjnie ustawił
odległość, jednak zdjęcie Maćka z kolegą mam. Życzyłem mu powodzenia, po czym
oni pobiegli w swoją stronę, my poszliśmy w swoją.
Na wyjściu z lasu znowu był problem z odszukaniem znaków,
których zwyczajnie nie było. Stwierdziliśmy, że należy iść ścieżką w dół i po
chwili znaki zostały odnalezione. Dalej już prowadziły nas przez rzeczkę do bazy
namiotowej w Regetowie, która jeszcze była pusta, co zresztą było nam na rękę.
Pod wiatą się rozłożyliśmy, była kolacja przy świecy i zaciekawienie popielic,
które żywo interesowało pojawienie się gości.
Leśna Dusza zainstalowała się w leżącym na podeście hamaku z
moskitierą, ja zaś wymościłem się na stole, po czym miałem trudności z
zaśnięciem, słysząc nieustanny tupot popielic, przed którymi w obawie,
podwiesiliśmy plecaki pod belkami, a ja obawiałem się, by mi któraś nie rozpruła
śpiwora. Gryzonie jednak zachowywały odpowiedni dystans, więc wreszcie nad ranem
zapadłem w smaczny sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz