Strony

piątek, 13 lutego 2015

Jednodniówki 2015 - Krasna Góra (13-02-2015)

 
 
Krasna Góra to tak bardziej z polska można tłumaczyć jako Czerwona Góra. Ale czy to dobre tłumaczenie...? Może kiedyś do tego dojdę.
Dzisiaj jednak dojdę do Krasnej Góry i na Koniec Świata. Świadomie piszę "Koniec Świata" z dużej litery. Dawno temu, stojąc na swoim balkonie wypatrywałem wschodu słońca. Latem wschodziło ono nad wzgórzem, a na horyzoncie widać było pola i na nich pojedyncze drzewa, zza których wyłaniała się pomarańczowa tarcza słońca. I choć wschód słońca symbolizuje raczej jakiś umowny początek, to jednak te pola i pojedyncze drzewa wyglądały właśnie jak ów koniec świata, za którym jest przepaść i nicość i tylko słońce tam wstaje po ciemnej nocy.

Kilka lat temu spojrzałem na mapę, wypatrzyłem dróżki i ścieżki i postanowiłem dojść na mój osobisty Koniec Świata. I doszedłem. Spojrzałem z niego na nieco oddaloną Lipnicę, wypatrzyłem swój dom i balkon, z którego często spoglądałem na miejsce, na którym właśnie stałem, wśród bezmiaru łąk, pól, pobliskich lasów, zagajników i tych charakterystycznych pojedynczych drzew. A spośród nich ta największa - biała brzoza.

Z Końca Świata zszedłem w stronę Lipnicy Dolnej, tej części, która za Uszwicą ciągnie się od Pagorka nad tartakiem do skrzyżowania pod Szklaną Górą.
Wypatrywałem takiego zejścia, by nie wejść na czyjeś podwórko, bo choć ludzie tu są życzliwi, to nie lubię naruszać ich prywatności.
Trafiłem na niezabudowany grunt pomiędzy domem a stodołą. Spotkałem starszą kobietę, z którą dłuższą chwilę rozmawiałem. Tak wiele tu zwyczajnych i niezwyczajnych historii, jak i pięknych okolic.
Tuż poniżej domu, na starej jabłoni wypatrzyłem huśtawkę. Huśtawkę, jak za dawnych lat...

Mijając stare domy, powolnym krokiem wróciłem na lipnicki rynek.
 
 

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz